version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

forumróżneWesołe historie z podróży:

satan użytkownik satan(wpisów:204) dodano 18.09.2014 12:21

Tego dnia mieliśmy jeszcze wjechać do Podgoricy, ale 15km przed stolicą nasz samochód zatrzymuje policja, zabierają nam paszporty i twierdza, że nie możemy wjechać do stolicy przed godz 23. Okazuje się, że tego dnia nasze „orły”, tym razem Fornalika grają o punkty z Czarnogórcami i ze względów bezpieczeństwa policja ma nakaz zatrzymania wszystkich polskich samochodów, aż do zakończenia meczu.
Podejmujemy decyzję aby zawrócić kilka kilometrów i przenocować w moteliku. Ten ruch okazuje się strzałem w dziesiątkę. Motelik cały z kamienia, wszystko obrośnięte winoroślą, kuchnia przednia, a do każdej potrawy dają chleb prosto z pieca wg ichniej receptury.
I tak już przy konsumpcji zupy kelner przynosi nam po piwku mówiąc, że to „drinks from that guys..”, po czym kilku czarnogórców wstaje z piwkiem w ręku na znak toastu. Nie mija godzina jak przed stoliki wjeżdża TV, jest przedłużacz…zaczyna się mecz. Widzowie: dwójka Polaków i siedmiu Czarnogórców. Niesamowity klimat, co 15min na naszym stole lądują nowe piwka, staram się odpłacić czarnogórskiej kompanii tym samym. Na stole jako przekąski pojawiają się całe garści fig…to był bardzo fajny wieczór, który trwał jeszcze kilka godzin po zakończeniu meczu…

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 17.09.2014 22:11

Maroko -Agadir -na plaży blisko posterunku policji nie dopuszczającego spacerowiczów do przechadzki w pobliże rezydencji Króla
-dyskutujemy o Maroku , religii Muzułmańskiej w tym państwie , gdzieś przewija się słowo Mahomet siedząc na ręcznikach popijając wodę butelkowaną -
-przed nami wyrasta stary Marokańczyk ubrany w tradycyjny ostro krzycząc pokazując na wodę .Oczywiście nie znał angielskiego . Nam czarne myśli przyszły do głowy że może myślał że pijemy wódkę ,albo usłyszał słowo Mahomet i pomyślał że się z niego wyśmiewamy -my też krzykiem po angielsku pokazaliśmy na posterunek policjii że chcemy policje za rozjemce .On jakby zrozumiał i poleciał na posterunek policji -ale jak się później okazało nie na nas donieść ale po wodę którą od nich dostał - a potem się chciał z nami z nią podzielić .On po prostu od nas chciał wody a nie umiał tego wyrazić.Pozdrawiam

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 02.11.2011 09:15

Dżungla Amazońska -trafiliśmy na miejscową wytwórnię wódki na potrzeby indian ( fabryka to dumne słowo - w komunie w każdym gospodarstwie były lepsze na własny użytek , nazwałbym małe bimbrownie ) -oczywiście nie honor dla nich byłoby żebyśmy wyszli z pustymi rękoma . Po Dżungli nosili to później nasi przewodnicy indiańscy ....
Przywieźliśmy tej ichniej wódki parę litrów do Polski ale jakoś nie miała wzięcia -przeżyła ileś imprez - ale tylko na jednej znalazł się jeden smakosz który opróżnił cały jej zapas . Jak później zdawał relację jaki miał odlot ..... mimo że wódka miała tylko 21-23 proc , smakowała jak lekarstwo -zacier do niej robiony był na bazie jakiś agaw i tym podobnych . No ale jaka ekologiczna......

breizh użytkownik breizh(wpisów:15) dodano 28.06.2011 15:52

Omektron nie ma to jak historie z wypożyczonymi samochodami. Na Maderze wynajęliśmy auto, którym pojechaliśmy w centralną część wyspy. Na punkcie widokowym zaparkowaliśmy samochów wśród wielu innych (wzdłuż drogi, ale prostopadle do niej). Połaziliśmy, pofotografowaliśmy i wróciliśmy do auta. Próbujemy otworzyć je pilotem ale niestety nie reaguje. Przyciskamy pilot "otwórz" i "zamknij" na zmianę, ale samochód jak zaczarowany nie reaguje. W środku zamknięte dokumenty, pieniądze, jedynie mamy ze sobą komórkę. Postanawiamy zadzwonić do wyporzyczalni, której numer telefonu widać na ramce od numeru rejestracyjnego. Wtedy z sąsiedniego auta wysiada nobliwy pan i pokazuje nam stojący za jego samochodem, ale z drugiej strony taki sam samochód, który zamyka się i otwiera dokładnie wtedy kiedy klikamy na pilota ;)
Dodam, że samochód który próbowaliśmy otworzyć widzieliśmy jeszcze trzy razy, a raz nawet parkowliśmy obok siebie

omektron użytkownik omektron(wpisów:12) dodano 28.06.2011 12:55

ja tam mam zabawna histore ale tylko dla siebie :) czy innych bedzie bawic niewiem ... niech to bedzie przestroga dla wszystkich ... ostatni dzien pobytu na teneryfie wyjazd autokaru o 3 w nocy a ja wypozyczam auto rano i jade do okola wyspy Garachico, La Orotava, Puerto de la Cruz i nadszedl czas na pierwsza stolice La Laguna potem chcialem klasztor w drodze powrotniej zmienic kto byl na wyspach wie ze tam sobie niektorzy parkuja jak im sie widzi szukalem miejsca widze przedemna akurat gosciu wyjezdzal to myk w te miejsce idziemy zwiedzac potem pizza ma 2h tam bylismy wracam a auta niema to dzwonie do goscia z wypozyczalni ten mowi abym poszedl na policje to tez tak zrobilem trafilem na policje regionalna a ci mnie na policje nacjonalna wyslali tamci do regionalnej jak powiedzialem ze znimi gadalem to do traffic police tam nic nie wiedzieli i wyslali do siedziby nacjonalnej tam juz byla godzina 18 - a o 3 w nocy wyjazd na lotnisko a do Puerto De Santiago po drugiej stronie wyspy kawalek jest - ci mi powiedzieli ze telefonicznie moge to zglosic albo w Las Americas to dzwonie do rezydentki a ta niema czasu mowi kolejka z La Laguny do Santa Cruz a ztamtad do Las Americanos a potem do Puerto de Santiago to se pomyslalem pora wracac i tak uczynilem jak bylem w Las Americanos okolo 22 to gosciu z wypozyczalni dzwoni ze auto jest na strzezonym parkingu w La Laguna na co mu powiedzialem ze ja jestem w drodze i jak przyjade to zadzwonie :). Ale na miejscu bylem ciut po 24 a o 3 rano wyjazd wiec zdazylem sie spakowac :D a pozniej w recepcji daje dokumenty i kluczyki z auta bo wczesniej tak sie ugadalem jak auto mialem na co recepcjonista a gdzie auto stoi na co ja mu na parkingu policyjnym niechcial przyjac kluczy ale jak zaczal titac autobus na lotnisko to powiedzial ze zadzwoni do wypozyczalni tam na szczescie nikt nie odebral i wzial te klucze a na lotnisku co policja przechodzila mialem ochote ukryc sie w WC :D - teraz mnie to bawi ale przez pewien czas wyspy bede omijal az sie sprawa nie przedawni poniewaz mandat i parking policyjny nademna wisi chyba ze ubezpieczalnia to pokrywa ale tego pewien nie jestem po 3 latach nic mi nie przyszlo kolega z wypozyczalni mial pecha bo na domiar zlego mialem auto tankowac bo rezerwa swiecila wiec do celu i tak niezajechal bez kolejnego wkladu finansowego ale wiem jedno cieple ubranie bylo w aucie a noce sa bardzo chodne :D - a mielismy komunikacja jechac i powiedzialem ze drozej wyjdzie i tak polowe drogi komunikacja zrobilem i ostatnim autobusem zajechalem do puerto de santiago ... przestroga taka auta w ostatni dzien niewypozyczajcie jeden dzien na zalatwianie spraw se zostawic nalezy wrazie "wojny" :)

skuza użytkownik skuza(wpisów:50) dodano 28.06.2011 00:12

Trekker,szkoda ze Drucha lub Smieny 8,nie miałeś pod ręką,już widzę te fotki:))))))))))))

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 27.06.2011 22:58

Ihaha, sytuacja napięta jak gumka w majtkach :-))))) Trekker - jak zwykle barwnie opowiadasz :-)

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 27.06.2011 22:15

trekker, to z Ciebie rasowy podróżnik, niczym Cejrowski w Gwatemali w latach 80-tych:)
Ja bym ryknęła ze śmiechu

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 27.06.2011 21:53

Trekker, napięcie, rosło, rosło... już oczyma wyobrażni widziałam krwawe sceny, tortury niczym z amerykańskich filmów o wojnie w Wietnamie, a tu takie pokojowe zakończenie;)))
Fajnie opisujesz, ciekawie się czyta:)
Pozdrawiam:)

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 15.06.2011 07:53

Mapa -bardzo ciepło przyjąłem słowa które napisałeś .Wykonaniu Ciebie brzmią jeszcze bardziej sugestywnie.
Przyszła mi taka refleksja - że jeszcze trochę nie tylko wspomnieniami oboje będziemy żyć - że nasze galerie z dalekich podróży nie będą tylko relacjami z bardzo dawnej historii ( odgrzewane " kotlety na starym oleju ) Że niedługo za pół roku ,rok.... zamieścimy tutaj nowe opowieści z dalekiej ,poznawczej pięknej wyprawy .Wiem że nie są tylko irracjonalne marzenia .Bo jak człowiek bardzo czegoś chce to realizuje . Oboje lubimy podróżować .Wrócimy na szlak podróży -zdeptamy trochę tego pięknego świata ,przeżyjemy trochę przygód czego Tobie i sobie życzę.Pozdrawiam

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 13.06.2011 12:57

Wigilia –gdzieś nad Doliną Białego ( Tatry ) nie jest to wesoła historia ,raczej smutna , ale z optymistycznym zakończeniem -mówimy o dobrej formule spędzania świąt w schroniskach typu w Dolinie 5 Stawów – nagle przed nami wyrasta bezdomny –słysząc naszą rozmowę o schroniskach ( źle skojarzył – on myślał dla bezdomnych )- my go skierowaliśmy do Pustelni Brata Alberta –wtedy nam się wydawało dziwne co bezdomny robi we wnętrzu gór o takiej porze…..
Parę dni później odwiedziliśmy wyżej wymienioną Pustelnię -spytaliśmy o bezdomnego na którego trafiliśmy w Wigilię – okazało że poszedł tam ,dostał pomoc ….
Zwierzył się braciom zakonnym że rodzice w dzieciństwie na święta zabierali go w Tatry –on przyjechał ,spał po bacówkach –ale zmęczyła go już zima …
Jak ważne w życiu są przyjemne wspomnienia –nawet wtedy kiedy życie staje w poprzek…….

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 15.05.2011 11:10

Kraków –Piwnica pod Baranami ( udało mi się zdobyć bilet , poszedłem mimo że wcześniejszej nocy mało spałem)
W trakcie przedstawienia Szałapak śpiewa piosenkę o zaniedbanych żonach które mężowie zaniedbuję ciągle śpiąc w domach ,wcześniej upijając się ( ja troszkę wcześniej w trakcie przedstawienia zasnąłem ) –Szałapak śpiewając piosenkę podchodzi do mnie ,bije mnie różą , ja się budzę zawstydzony -zwłaszcza że oświetleniowiec całą tę scenę naświetlił .Wszyscy uczestnicy pomyśleli że jestem podstawionym aktorem kabaretu . Może i dobrze…..?

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 14.03.2011 16:37

:) Wcale nie było łatwo Mapa, bo te strome schody wcale bezpieczne nie są i gdyby nie metalowe uchwyty też można sobie skręcić kark - więc schody również mogły być odpowiedzią. Trzeba również pamiętać, że właśnie tu zaczyna się strefa zwiększonego zagrożenia zachorowania na malarię, co przy tej ilości komarów również stanowi zagrożenie ... ale jak trafione w te szerszenie - to bardzo się cieszę :)
Pozdrawiam raz jeszcze ;)

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 14.03.2011 14:00

Mapa - z tego co mi wiadomo, zadomowiły się tam osy i szerszenie. Może to nie jest zagrożenie dla życia, ale wskazane jest zabezpieczyć się specjalnym strojem ochronnym, który na miejscu można wypożyczyć za drobną opłatą.
Pozdrawiam ;)

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 05.03.2011 20:22

Historia z z naszym Adamem Małyszem w tle -przytaczana tu kiedyś - ale po jego zapowiedzi pożegnania się ze skokami , przypomniała mi się znowu .
Indie -Palolem ,właściciel naszego hotelu pyta się skąd jesteśmy - my mówimy że z Polski - a on z wielkim poruszeniem tak wie gdzie jest Polska bo z tego kraju pochodzi Adam Małysz -szoking totalny -było to prawie 10 lat temu -więc początek Małyszomanni - facet który praktycznie nie podróżował poza Indie wie o naszym skoczku , w telewizji Indyjskiej praktycznie nie ma sportów zimowych , pytaliśmy się innych Hindusów na temat ich znajomości sportów zimowych -praktycznie jest żadna - a tu jeden gdzie temperatura nie spada poniżej dwudziestu paru stopni zna naszego Adasia

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 23.02.2011 20:07

W Indiach bylismy zaskoczeni może nie samym faktem, że jedli na cmentarzu i pili mocne trunki, co samym zbiegiem okoliczności.
1 listopada- przypadkowo znalezione wejście na cmentarz i niesamowita atmosfera na nim, taka która nie pozwalała nam długo sie smucić.

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 23.02.2011 20:04

skuza, wiem:) w naszych stronach pogrzeb jest niewyobrażalną tragedią, smuci sie ciało, umysł i dusza.

Raz w Nowym Jorku (Harlem) szłam z moim kolegą z Gwinei do restauracji afrykańskiej.
Obok restauracji mnóstwo ludzi bawiących się, śpiewających, ucztujących. Przystanełam i zaczęłam wypytywac się dzieje.

Dostałam wtedy ulotkę o pogrzebie Afrykanki, zaproszenie "na tą imprezę" i wyjasnienie:
Nasza siostra odeszła do lepszego świata, więc cieszymy sie razem z nią. Zapraszamy wszystkich, znajomych, przyjaciół, nieznajomych. Przyłączcie się do nas.

skuza użytkownik skuza(wpisów:50) dodano 23.02.2011 18:57

agnieshka,..w wielu krajach świata ,w zależności od wyznania,panuje zwyczaj jedzenia na cmentarzu,nie tylko gdy odwiedzamy zmarłego ,również w czasie pogrzebu....np:na jednym z pekińskich cmentarzy byłam świadkiem pogrzebu...przyjechała rodzina z urna pod pacha,postawili urnę na środku stołu,wyciągnęli jedzenie z koszyków i ucztowali,takich stołów biesiadnych z ławeczkami stało tam może z 20.Co kraj to obyczaj:)))

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 23.02.2011 17:54

Indie -Waranasi- prosimy prowadzącego rykszę aby zawiózł nas do najpiękniejszej restauracji w mieście - zrobił to, wspaniale położona na brzegu Gangesu -widok boski bo mieściła się na dachu - jemy zupę słyszymy skoczną wesołą muzykę ,staję szybko żeby sfilmować kto tak pięknie skoczne wesołe melodie gra -widzę orszak pogrzebowy ze zwłokami na noszach przygotowany do spalenia na stosach-dostrzegłem coś gorszego co odebrało mi apetyt -nasza restauracja mieściła się naprzeciwko ghat gdzie palono zwłoki na stosach -zupy już nie dokończyliśmy , nie mówiąc już o drugim daniu -jednak w naszej estetyce coś podobnego jest nie do pomyślenia -dziwiło mnie że wcześniej w ogóle nie czuliśmy tego ,mimo że trzy stosy ze zwłokami płoneły-a restauracja nie była bardzo wysoko bo gdzieś na 4 piętrze .

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 23.02.2011 11:40

Jest 1 listopada, Święto Zmarłych. Delhi. Chodzimy po mieście, żeby jeszcze coś przed wyjazdem zobaczyć. To nasz przedostatni dzień w Indiach.
Tłum ludzi, jak to w Indiach. Przeciskamy sie pomiędzy dywanami, kolorowymi warzywami.
Zaczynamy rozmawiać o tym, że dziś Święto Zmarłych, fajnie byłoby zapalic świeczkę. Mojej jednej koleżance tato zmarł przedwcześnie kiedy była w podstawówce, drugiej ukochany tato odszedł do Wiecznej Krainy kilka lat temu.

Nagle naszą uwagę przykuwa brama przybrana pomarańczowymi kwiatami, jakich mnóstwo w Indiach. Wchodzimy przez bramę.
O łaaa. Toć to wejście na cmentarz katolicki!- stwierdzamy.
Stajemy jak wryci, bo miejsce jest niesamowite.
Wieczór, zapalone świecie, groby przystrojone kolorowymi kwiatami, jedzeniem. Mnóstwo ludzi a w zasadzie całych rodzin.
Oglądamy groby, przyglądamy się uważnie każdemu. Wyglądają inaczej niż u nas w Polsce, tak wesoło.

Przystajemy przy jednym z grobów zadumani patrzmy gdzieś w dal, obok rodzina hinduska. Widze kątem oka, że moim koleżankom zaczynają łzy cieknąć po policzkach, Zaczynają cichutko płakać, tak aby nikt ich nie usłyszał. Jest ciemno, więc nikt tak naprawdę nie widzi że płaczą. Pozwalamy każdemu, żeby w cichości serca pomyślał o bliskim, który odszedł. Myslę sobie (znam historie obu koleżanek), że smutne to, ale fajnie że znaleźliśmy się w tym dniu w takim miejscu.
Nagle odzywa się do nas ktoś z rodziny hinduskiej: czy nie chcielibyśmy się do nich przyłączyć. Poczęstowali nas swoim jedzeniem, zaczeliśmy żywą konwersację.
Tak się rozmowa rozkręciła, zaczęliśmy się śmiać, żartować.

Koniec opowieści 1 listopada jest zaskakujący dla nas: każdy z nas trzyma w ręku mocny trunek, poczęstunek rodziny hindusów i rechocze razem z hindusami nie wiedzieć z czego. Żegnają się z nami bardzo serdecznie, dziękując nam za spędzony czas i duchową jedność.
Wychodzimy z cmentarza w znakomitym nastroju, jakbyśmy wychodzili z udanej imprezy:))
Każdy z nas czuje, że COŚ zaprowadziło nas tego dnia w to miejsce i do tych ludzi.

pipol użytkownik pipol(wpisów:1634) dodano 23.02.2011 10:58

agra60 , teraz juz za późno :))

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 23.02.2011 07:43

Indie - Waranasi .Podchodzi do mnie starszy hindus ,tytułowali go sahib -zaczął moją głowę namaszczać jakimiś olejami -nie pytając mnie o zgodę . Wychodząc ze świątyni zacząłem po prostu te oleje ścierać z głowy -tłum hindusów natarł na mnie krzycząc na mnie co ja robię -święty sahib wprowadził mnie do grona długowiecznych , a ja tego nie przyjmuję .... i dopiero teraz rozpoczeły się rożne rozterki duchowe....

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 22.02.2011 14:17

Bardzo się cieszę, że osiągnęliśmy kompromis Magdaleno :) Sama widzisz jak bardzo restrykcyjna wobec palących jest ustawa.
Kluby palacza ? Nieudolna, pozbawiona podstaw prawnych próba ominięcia prawa.
Klub musi być zarejestrowany jako jednostka organizacyjna, musi mieć swój statut i swoich członków - to wszystko da się bardzo szybko zrobić. Ale ten klub, aby nie był miejscem publicznym musi mieć status zamkniętego członkowskiego klubu prywatnego. Nie może być miejscem publicznym, bo tam obowiązuje ustawa.
I teraz - jeżeli otrzymałaś koncesję na sprzedaż alkoholu w lokalu, który jest otwartym miejscem publicznym i przekształcasz go w zamknięte miejsce prywatne - to koncesja na sprzedaż alkoholu traci ważność :) Musisz się starać się o nową, której nie dostaniesz. I kto przyjdzie do klubu, k wtórym nie wypije drinka ?
Nie zostawiono najmniejszej furtki Magdo. Nie dano nam najmniejszych szans.
Jakie są społeczne skutki tej ustawy ?
Odeszło około 40% klientów, bo lubią zapalić przy drinku i kawie ... nie lubią mrozu :) Zamykają się mniejsze knajpy osiedlowe, dla których taki spadek obrotów to klęska. Tych knajp są tysiące. W takiej małej Dąbrowie Górniczej zamknęło się 250.
I teraz pomnóż te 250 x 1 właściciel, 3 - 5 pracowników, 3-4 dostawców ... oni wszyscy stracili pracę. Producenci alkoholi, piwa, napojów chłodzących, hurtownie - zmniejszyły obroty. Nie będzie do budżetu Vatu z tytułu sprzedaży, nie będzie podatku dochodowego, nie będzie podatku dochodowego od właścicieli lokali, którzy pobierali za wynajęcie czynsz. I wreszcie spadnie konsumpcja, która spowoduje dalszy spadek obrotów i spowoduje wynikające z tego konsekwencje finansowe.
Jak już to wszystko wyliczymy, to teraz pomnóżmy to jeszcze przez grube tysiące miast - i mamy pełen obraz skutków finansowych jednej ustawy, liczonych w setkach milionów złotych, jeżeli nie w miliardach. A wystarczyło tylko pozostawić dotychczas obowiązujące prawo wyboru :)
Ale już nie narzekajmy, bo tu chyba miało być wesoło w tym wątku :) Mapa - serdecznie przepraszam, za ten mały wjazd w bocznicę.
Pozdrawiam ;) ... idę zapalić ... do piwnicy.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:147) dodano 22.02.2011 13:24

Nie śledzę zmian w ustawie antynikotynowej. Jeśli ona teraz tak wygląda, to masz rację, jest przegięcie. Kiedyś słyszałam w TV o tworzeniu zamkniętych "klubów" dla palaczy. Zmieniasz bar w klub. Rozdajesz swoim klientom (przy wejściu) karty członkowskie i wszyscy zadowoleni, a ustawa przestrzegana. Już tak nie można, czy jesteś aż tak praworządny, że nie chcesz skorzystać z tej furtki? A z tym własnym domem to też nie do końca prawda;-) Podobno ma być zakaz palenia na balkonach, bo dym przez przez okna wlatuje do mieszkań sąsiadów. To też uważam za totalne przegięcie. Zacytowane przez Ciebie moje własne zdanie jest powodem, że jestem na tym punkcie przewrażliwiona, ale palaczy nie gnębię;-) Akceptuję też wszelkie inne "mniejszości społeczne" i grupy o odmiennych poglądach i zachowaniach. Nie jestem też rasistką. Homoseksualistów też toleruję.
Jak będziesz zbierał podpisy pod protestem przeciwko tej znowelizowanej ustawie antynikotynowej, to możesz liczyć na mój głos. To ostatnie zdanie jest jak najbardziej poważne. Wyznaję zasadę "Żyj i daj żyć innym" i zgadzam sie z Tobą, ze palacze mają prawo do lokali, w których nie obowiązuje zakaz palenia.
Pozdrawiam

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 22.02.2011 12:53

A ja troszkę niżej przeczytałem - "Chłop powiedział, że woli tradycyjne i nadal mnie wędzi:-( " - wydaje mi się, że to jest właśnie kompromis ;)
To było tak żartem, teraz będzie poważnie.
Ja Magdaleno nie zamierzam naruszać Twojego prawa do czystego, zdrowego powietrza - bo to jest Twoje nienaruszalne prawo. Ale jeszcze kilka miesięcy temu, właściciel drink baru mógł sam podjąć decyzję, czy będzie on dla osób palących, czy nie. On decydował na podstawie preferencji większości klientów. Osoba niepaląca miała wybór, mogła omijać szerokim łukiem lokale dla palących. Palący wchodząc do lokalu dla niepalących musiał uszanować zakaz. I było dobrze.
Dzisiaj dla Ciebie są wszystkie lokale i wszystkie miejsca publiczne. My palący mamy w zasadzie tylko własne domy. Czy te kilka knajp w mieście dla palących, tak bardzo odebrałoby Tobie poczucie swobody ? Nie palisz, nie wchodzisz i po problemie. A co ja mam powiedzieć ?... co mam powiedzieć setkom swoich klientów, wypędzając ich na -14 stopni ? Bo my szanujemy tę ustawę i szanujemy zdrowie osób niepalących i wychodzimy ... tylko poczucie sprawiedliwości zostało mocno naruszone.
Zaznaczam, że piszę o drink barach, w których pije się drinki, gorzałę i piwo, nie piszę o restauracjach, bo zakaz palenia w takich miejscach jest oczywisty.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:147) dodano 22.02.2011 11:41

Życzę Ci wobec tego Marku, byś ten cel osiągnął:-) Mam nadzieję, że kupujesz wkłady z coraz mniejszą zawartością nikotyny? Palacz podobno ręce musi czymś zająć, więc ten drugi elektroniczny może jednak Ci się przyda;-)
Z tym stwierdzeniem: „ostatnio nawet nasza ustawa antynikotynowa, skutecznie pomaga w tej walce i ogranicza do minimum miejsca, gdzie można poczuć się swobodnie” absolutnie zgodzić się nie mogę. Ja, jako osoba niepaląca, też mam prawo czuć się swobodnie. Nie czuję się tak będąc biernym palaczem:-( Palacz z niepalącym kompromisu nie osiągną niestety w tej materii, wiec jeśli nie masz nic przeciwko temu, to nie kontynuujmy tego wątku proszę.
Pozdrawiam serdecznie:-)

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 22.02.2011 11:06

Oczywiście Magdaleno, z wielką przyjemnością :) Dwa razy się nie udało, ale tym razem nie odpuszczę :) Papieros elektroniczny jest jedną z form walki z nałogiem, bo wbrew pozorom ta walka wcale łatwa nie jest. Przepisy międzynarodowe, a ostatnio nawet nasza ustawa antynikotynowa, skutecznie pomaga w tej walce i ogranicza do minimum miejsca, gdzie można poczuć się swobodnie. To nie jest całkiem sprawiedliwe, ale z obowiązującym prawem nie będę polemizował. Życz mi tego, żeby do września, nawet ten elektroniczny stał się zbyteczny :)
Pozdrawiam serdecznie.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:147) dodano 22.02.2011 08:10

Raul
Super ta historyjka!
Kupiłam mojemu taki papieros w 2008 pod choinkę. Dowiedziałam się o istnieniu czegoś takiego wertując stronę Toys4Boys w poszukiwaniu prezentów gwiazdkowych dla rodziny. Dociekliwa jestem z natury, więc zaczęłam ryć Internet w poszukiwaniu wiedzy, żeby nie kupić tego byle jakiego w T4B tylko najlepszy dostępny na rynku. Przeczytałam całe forum dla zwolenników papierosów elektronicznych i prawie się na nim zalogowałam. Obcykana byłam z wiedzy o nich do granic możliwości. Wiedziałam że importowane z Wielkiej Brytanii to szajs, a z Holandii są ok (albo na odwrót, już nie pamiętam). Wiedziałam jakie wkłady najlepsze i jakie baterie najtrwalsze. Dwa lata temu miałbyś we mnie super partnera do rozmów o tych papierosach. Teraz już nie, bo wiedza niestety uleciała z mojej głowy. Kupiłam najlepszy dostępny w tamtym czasie na rynku (pamiętam że sklep internetowy, w którym go kupowałam był w Łodzi). Wydałam trochę kasy (zrobiłam to po części dla siebie, bo ja nigdy nie paliłam i nie cierpię dymu tytoniowego). Przy stole wigilijnym podczas rozdawania prezentów cała rodzina zachowywała się tak, jak Ci Hindusi. Nikt nie wiedział, że istnieje coś takiego i wszyscy patrzyli oniemiali. Jak to, dymi, a nie śmierdzi? Żarzy się na końcu? Jak to działa? A smakuje jak papieros? Daj spróbować. Patrząc na moją rodzinkę ubaw miałam niezły:-) Nawet nie palący próbowali co to za cudo:-))
Następnego dnia wylądował w szufladzie i nigdy więcej nie został z niej wyjęty:-( Chłop powiedział, że woli tradycyjne i nadal mnie wędzi:-( Gdzieś tam chyba nadal leży. Jeśli jest jeszcze coś wart, to dostaniesz go ode mnie w prezencie:-) 3 września na spotkaniu w Poznaniu:-) Wiem, że wrzesień jest dla Ciebie ważny, więc to może być też z tej okazji;-)
To jak, przyjedziesz?
Pozdrawiam:-)

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 22.02.2011 02:38

Indie południowe, szykuje się 24 godzinny przejazd pociągiem z Kochin na Goa. Fajna sprawa, ale Goa jeszcze fajniejsze i szkoda tego czasu na przejazd.
Jest możliwość dopłaty do 3 godzinnego przelotu. Kilka osób decyduje się lecieć. Odprawa bagażu podręcznego na lotnisku. W mojej torbie ze sprzętem celnik znajduje paczkę papierosów, a w niej jeden z dwudziestoma wkładami.
Co to jest ? - pyta.
- Papieros
- Przecież to jest twarde i plastikowe ?
- Bo to jest elektroniczny papieros.
- Jak elektroniczny ?
To wyciągam tę fajkę i palę, końcówka się świeci na czerwono przy wciąganiu, dym leci, nic nie czuć, a nawet pachnie, hindusi zbaranieli.
A ja łapę trochę tego oddechu, bo nas przecież przetrzymali ładną chwilę do tej odprawy. Przyszli następni, oglądać jak dymię :)
Oglądają te wkłady, bo tam jakieś sreberko widzą w środku, czytają opakowanie, robi się mała sensacja, bo kolejka wstrzymana, a ja dymię jak lokomotywa.
Odpuścili, zrozumieli, przepuścili ... OK :) Jestem na hali wylotów, opowiadam całej reszcie przygodę ... idzie dwóch z długą bronią i mnie wołają.
Biorę paszport i posłusznie ku nim zmierzam, pot wystąpił na czoło ... nie, weź bagaż - biorę.
Idę, ale widzę wszystkie sceny "Midnight Express", "Skazanych na Shawshank", "Zielonej Mili", dwóch sezonów "Prison Break" i kilku odcinków "Najcięższych Więzieni USA" - nie jest dobrze.
Jeden korytarz, drugi korytarz, jest wreszcie pokój, wielkie biurko, a za biurkiem wielki kapitan. Czuję się bardzo nieszczególnie.
Pokaż jak palisz - mówi
To znów dymię, ale już niespecjalnie mi się chce, bo przecież popaliłem przed chwilą.
I nagle, zgasło czerwone światełko, przestało dymić, skończyła się w fajce bateria i ...
... zrobiło się bardzo przyjemnie i przyjacielsko :)
On tego jeszcze nie widział, w Indiach takich papierosów nie ma, czy to jest drogie, czy smakuje tak dobrze jak pachnie ?
Jak długo w Indiach, a który raz, a gdzie ładniej, północ czy południe, a co widzieliśmy, czy jeszcze wrócimy, graba, żółwik, piątka i szczęśliwej podróży.
I tak, przez ten zgubny nałóg, poznałem dowódcę celników w Kochin, który okazał się bardzo miłym i uprzejmym człowiekiem, mimo swojego groźnego wyglądu :)
Pozdrawiam.

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 21.02.2011 00:04

Gdybym jednak nie został dobrze zrozumiany, to chciałbym uprzedzić, że w języku czeskim wyrazy - szukać, merdać, ładować - oznaczają bardzo wulgarne określenie kontaktów seksualnych - tak to nazwijmy. My w języku polskim mamy na tę czynność również kilka wulgarnych określeń. Dlatego w Czechach nie tylko uważamy na wyraz szukać, za merdanie i ładowanie też można usłyszeć potężną wiązankę.

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 20.02.2011 23:45

A propos składni językowych. Mam takiego kolegę o wschodniobrzmiącym nazwisku, jego rodzice pochodzą z Białorusi. On urodzony już w Polsce.
W zeszłym roku, kolega z rodziną i znajomymi pokonywali trasę Litwa- Łotwa-Estonia-Białoruś- Rosja. Wszyscy uznali, że skoro korzenie ma wschodnie to i rosyjski w małym palcu, zwłaszcza że w LO jeszcze ten język tłukliśmy do głowy.

Są w Rosji, kolega dzwoni, żeby załatwić nocleg, odzywa się głos Pani w słuchawce po rosyjsku. Pani mówi bardzo szybko, więc co robi nasz poliglota?
Mówi: "Jednu minutku, to ja przekażu słuchawku" i daje telefon mojej koleżance, ciut starszej wiekiem w nadziei, że składnie po rosyjsku się wyprodukuje.
Wszystko się da załatwić:))

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 20.02.2011 23:13

Tak, faktycznie w Cechach lepiej nie "szukać" chyba, że ktoś lubi. Śmiejemy się często z brzmienia innych języków a często zapominamy jak to my "szeleścimy" jak coś mówimy w naszym ojczystym języku. Kiedyś w Pradze miałem jednodniowy pobyt przesiadkowy w drodze na Maltę. Było to bardzo dawno, dawno temu. W jednym sklepie sportowym w tejże Pradze kupiłem sobie rurkę do nurkowania. Chodziłem z nią po nnych sklepach, aż w końcu zgubiłem ją w cukierni. Po jakimś czasie zorientowałem się, że rurki nie mam i wróciłem do tej cukierni. Ponieważ czeskiego nie znam a chciałem zapytać o swoją zgubę w sposób jak najbardziej zrozumiały dla tej Czeszki za ladą i zapytałem, cyt." ja tu zgubił taku rurku". Na to Czeszka, "aaa, taku rurku!!!" uśmiechnęła się i wyciągneła spod lady moją zgubę :-)). Do tej pory moja żona śmieje się ze mnie jak to ja potrafię gadać po czesku. Dobrze, że nie powiedzaiłem tej ekspedientce że "szukam rurki". Mogło to by sie źle skończyć. A propos czeskiego. Nie wiem ile w tej anegdocie prawdy ale podobno kiedyś Czesi wystawiali w Polsce Hamleta po czesku. Wszystko było OK, dopuki nie padło najważniejsze zdanie z Hamleta. Czesi ponoć się obrazili, ponieważ cała sala wybuchła śmiechem jak czaski aktor powiedział "bytku, niebytku o to jest zapytku".

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 20.02.2011 23:01

Tak jest - szukać merdać, ładować ... i będzie bardzo śmiesznie jak powiemy :
Ale twój pies fajnie merda ogonem, albo - ładuj ten koszyk do pełna, albo - Bohumil szuka kelnera :) ... chociaż przy dzisiejszej tolerancji i swobodzie obyczajów ... niech sobie go szuka, jego sprawa.

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 20.02.2011 22:54

mapa: a nie chodzi Ci przypadkiem o słowo kurac?:)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 20.02.2011 22:51

Agnieshko słowa ,,szukać" lepiej w Czechach nie używaj,bo to bardzo brzydkie wyrażenie i oznacza kontakty cielesne,ale w znaczeniu w jakim damie wyrażać się nie przystoi :)

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 20.02.2011 22:48

No tak raul, szukać jest wulgarnym słowem:) i nie warto szukać niczego z cudzą żona/ mężem, bo można dostać na odlew w papę:)
Ja divka, bydliłam se 4 klukami w baraku.

Jeden z ze starszych czechów za nic nie mógł nauczyć się ani polskiego, ani angielskiego, ani innego języka.
Chodziliśmy razem na jedzenie, biedak nie mógł się nauczyć jak są frytki mimo, że dokładnie uczyłam go wymowy french fries, wychodziło mu frą fra.
Czasem odpuszczał, bo babki nie wiedziały o co chodzi i mówił zdesperowany hranolky, please.

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 20.02.2011 21:11

Agnieshko - "szukać" po czesku, znaczy to samo co "merdać" lub "ładować"
Pozdrawiam ;)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 20.02.2011 21:02

Mapa - a ten ogród z odpadów w Indiach pokazywali dzisiaj na "2" - bomba !

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 20.02.2011 21:01

jest sporo fajnych...

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 20.02.2011 21:00

po czesku ja sporo fajnych przykładów : np. laska se newypina :-)

watcher użytkownik watcher(wpisów:236) dodano 20.02.2011 20:58

Lekcja chorwackiego : http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=12550

watcher użytkownik watcher(wpisów:236) dodano 20.02.2011 20:56

Frajer w Chorwacji ( w dialekcie Dalmatynskim bodajze ) to "przystojniak".

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 20.02.2011 20:16

Frajer w jezykach słowiańskich to chyba ktoś miły, to komplement.

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 20.02.2011 20:10

mapa: hahaha:) ubawiłeś mnie tym "teściowo Ty stary rowerze"
Mieszkałam w USA z Czechami 3 miesiące, musiałam się dostosować do nich językowo, bo ich było 4 ja jedna więc wiadomo czeski w przewadze.
Siła rzeczy takich słownych potyczek było sporo. I zawsze było śmiesznie:))

Opowiada najmłodszy z nich jak przyjechał do USA, do pracy. Spotyka się ze swoim polskim pracodawcą, który mu klaruje po polsku jak ma się zorganizować w tej Ameryce. A więc będziesz pracował tu i tu, pieniądze będe przelewał na konto co miesiąc, ale niestety musisz sam sobie poszukać mieszkanie. Musisz gdzieś mieszkać.
I tu konsternacja.....młody nagle czerwienieje jak burak i wytrzeszcza oczy na Polaka i zaczyna się jąkać, ale ja jestem porządny facet.....o co Ci chodzi.....??
Co znaczy szukać po czesku?




agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 20.02.2011 00:43

Indie - pociąg relacji Bombaj -Satna (trasa licząca ponad 900km ) -wagon z Kuszetkami -ale takimi nietypowymi bo nie ma ścianek zewnętrznych -za sąsiadów mamy tylko Hindusów .Początek podróży super przyjazna atmosfera - nie wiedzą gdzie Polska ,Poland mylą z Holand , co niektórym wydaje się ze Polska jest w Ameryce Jak ci co byli w Indiach wiedzą że Hindusi to smieciarze -wszystkie śmieci a wytwarzają ich dużo wyrzucają za okno -mi się to nie spodobało -a że jestem szczery aż do bólu -mówię im jestem Polakiem , ,Indie dla mnie są cudownym krajem -i do głowy mi nie przyszło żeby zasmiecać ich kraj odpadkami przez okno tylko zbieram do worka żeby przy okazji wyrzucić do kosza- musiałem mocno nacisnąć na odcisk ambicji narodowej bo super przyjaźni indyjsko polskiej -zrobiła się nienawiść -ze strachem aby z tego nie wybuchła wojna -jak tu wytrzymać te pozostałe 20h? -jakoś się udało-ale z bólem

pipol użytkownik pipol(wpisów:1634) dodano 19.02.2011 08:10

dobrze ,że grali o małe stawki bo by musiał zastawić coś innego ;))))

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 18.02.2011 23:45

znaczy mu obcieli ucho, bo nie miał kasy. To się nazywa chiński deal, nie ma to jak wykupić sie zostawiając ucho:)

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 18.02.2011 23:42

ok. Historia jest tragikomiczna i autentyczna.
W 2006 jak wspomniałam moi znajomi wyruszyli na 3 tygodniową wyprawę do Chin. Zamierzali zwiedzić możliwie najwięcej, postanowili wypożyczyć samochód terenowy i wynająć "przewodnika", który zawiózłby ich aż do samego Tybetu. Wiadomo w Chinach odległości ogromne, ktokolwiek kto zna rejony sie przyda. Jako że mieli cel, tak i musieli szybko decydować przy wyborze owego przewodnika. Okazało się, że był nim facet średnio średniorozgarnięty, acz uczciwy, trochę nadpobudliwy, zawsze uchachany po pas, nie znający angielskiego ani żadnego innego języka poza chińskim. Postanowili, że będą z nim się porozumiewac na migi, dużo pisma obrazkowego itd. Jak mus, to mus. Jechali z znim kawał drogi i udawało im się pokonywać kolejne etapy drogi bez przeszkód. Którejś nocy "Zenek"-nazwijmy go na potrzeby tej opowieści bez szelestu zniknął. Zaniepokojona 6 osobowa ekipa znajomych nie miała specjalnie innego wyboru jak iść spać, a rano się okaże co dalej. Generalnie nieciekawa perspektywa, jesli koleś nawiał. No i okazało się. Zenek jednak wrócił....jak gdyby nigdy nic. Znajomi byli w szoku, jak to tak można. Bez słowa, bez języka migowego nawet, zniknąć. Nagle moja koleżanka, która przyglądała się Zenkowi aż krzyczy z wrażenia. Zenkowi po policzku cieknie krew, patrzą a Zenek ma 1/3 ucha. I dawaj przerażeni: O matko Zenek!!! Ty nie masz ucha!!!!????????????????? i pokazują mu na migi: ucha niet, co sie stało. Zenek niczym nie wzruszony, ze stoickim spokojem patrzy na nich i zaczyna tłumaczyć po swojemu: że pojechał grać w karty w nocy i...przegrał ucho. Ale co tam ucho, jedziemy w drogę, szybko, szybko!:))) Tybet czeka!:)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 18.02.2011 22:25

Agnieshka personaliów nie podasz to prawa nie naruszasz;)
Opowiadaj:)

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 18.02.2011 22:12

konwalia, surykatka: pora na Wasze śmieszne historie czy relacje z wyprawy. Gadka szmatka, a teraz konkrety:)
Ja mogę przytoczyć tragikomiczną historię moich znajomych którzy w 2006r. byli w Chinach (z tymi z którymi zresztą byłam w Nepalu), o ile mogę w cudze historie przytaczać.

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 18.02.2011 11:10

Konwalia!! co tu dyskutować. Masz rację :-) Surykatka!! to za trudny konkurs. Nie potrafiłbym obiektywnie ocenić kto wygrał. Wymyśl coś łatwiejszego i może nawiązujący do naszych zamiłowań (na razie tych podróżniczo-fotograficznych) ;-)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 18.02.2011 10:31

tak konkurs, to najlepiej ze stepowaniem - na rzęsach :-) poproszę

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 18.02.2011 10:18

Andred,już wyjaśniam.
Żaden facet nie lubi grzecznych kobitek.
A najbardziej lubi grzeszne!

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 18.02.2011 10:17

Surykatka!! Żartowałaś??To dobrze, bo już się martwiłem ;-). Muszę pomyślec nad jakimś nowym konkursem, to może tym razem Ty wygrasz

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 18.02.2011 10:06

Andred - ale ja żartowałam

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 18.02.2011 10:04

Surykatka!! Ja nie żartowałem, to prawda. Konwalia!! Rozwiń myśl. Co myślałaś??

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 18.02.2011 09:48

Andred...tak myślałam!!!!

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 18.02.2011 09:32

Andred - to był żart :-)

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 18.02.2011 09:28

Warto być czasami trochę niegrzeczną. My faceci lubimy niegrzeczne dziewczyny ;-)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 18.02.2011 08:26

Anikm - ja zawsze jestem grzeczna:-)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 18.02.2011 06:09

Surykatka jak będziesz grzeczna,to zrobię jakąś galerię pocieszenia z dedykacją dla Ciebie:)
Ty Mapa nie narzekaj tylko już myśl nad galerią ;)
Pozdrawiam:)

raul użytkownik raul(wpisów:398) dodano 18.02.2011 01:30

Mapa - lewa ręka jest nieczysta :) I nie tylko w Indiach. Większość świata arabskiego również używa lewej reki do ... nazwijmy to - higieny osobistej. Prawa jest jak najbardziej czysta i służy między innymi do jedzenia :)
Pozdrawiam.

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 17.02.2011 23:21

No trudno, muszę przełknąć tę gorzką pigułkę ;-), może jeszcze kiedyś zasłużę na galerię...

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 17.02.2011 23:00

kurcze, tak czułam,że Anikm ma rację, już to gdzieś słyszałam...
Anikm , Ty farciaro !:-)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 17.02.2011 22:52

Mapa jajca byka odpadają,ale jakaś Twoja kolejna wesoła galeria z dedykacją by mnie uradowała:)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 17.02.2011 22:51

Jakieś szczęście mam ostatnio z tym odgadywaniem ,chyba muszę zagrać w lotto;)

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 17.02.2011 22:38

noo pipol Ty szczwany Angliku:))
mapa: czekam na rozwiązanie zagadki....

pipol użytkownik pipol(wpisów:1634) dodano 17.02.2011 20:14

agnieshka ja to nawet jak jest papier to myję ręce, taki ze mnie Anglik ;))))

olazim użytkownik olazim(wpisów:72) dodano 17.02.2011 18:53

Przeczytałam -uśmiałam się bardzo/najbardziej z tej studenckiej jajecznicy-"jaja" to bardzo wdzięczny temat /,co chwilę chichotalam aż rodzinka ciekawie na mnie patrzyła z boku.
Super że jest tak miło i wesoło-prawie zgrana wiara-tak trzymać.

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 17.02.2011 14:15

Pytanie było: Anglik myje ręce po wyjściu z wc a Polak?

Tunezja- kraj muzułmański więc papieru się nie używa w wc:)
Polak komandos przygotowany na każdą okoliczność nosi ze sobą papier toaletowy, Anglik zakłada że jak jedzie na wakacje to wszystko będzie dostępne dla niego, papier też.
Być może Anglika spotkała w wc taka przykra niespodzianka i musiał na sposób muzułmański sobie radzić, wiadomo reka, mydło i woda:) Polak wyszedł z tego z suchą ręką:)) (fuu)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 17.02.2011 13:43

Mapa może odpowiedż jest taka:
Anglik gdy wychodzi z wc myje ręce a Polak nie musi bo nie sika sobie po rękach;)

pipol użytkownik pipol(wpisów:1634) dodano 17.02.2011 09:14

To w Grecji maja papierosy Caro ?

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 17.02.2011 00:54

mapa: hm, a może wychodząc z wc pokazuje palec środkowy?:)
A propos palców i znaków...trochę dziwaczna sytuacja mi się przydarzyła.
Było to 10 lat temu w Nowym Jorku. Poznałam tam dwóch Polaków, z którymi wybrałam się do pubu na piwo. Dzielnica mieszana, tzn. zamieszkiwało ją trochę Polaków, ale większość to Amerykanie. Rozmawiamy, wygłupiamy się. Jeden z kolegów bardzo pajacował. W pewnym momencie zaczął coś opowiadać i robić wyliczankę z palców. Miał dosyć chałaśliwy sposób bycia, więc poprosiłam go, żeby może mniej gestykulował i wymachiwał palcami, bo może zostać to źle odebrane. Chwilę potem za szybą pubu zauważyłam dwóch amerykanów, którzy przystanęli mocno zdziwieni i przygladali nam się chwilę.
Nie minęły 2 min jak znaleźli się w środku i ruszyli w naszą stronę.
Włos mi się zjeżył, bo stało się to co przeczuwałam. Panowie uznali, że ów kolega pokazuje im "międzynarodowy znak braterstwa" środkowym palcem czyli "f.....you".
I zaczęło się nerwowe wyjaśnianie (głównie ja go tłumaczyłam, bo uznaliśmy że kobiecie nie przywalą w twarz). Kolega uznał, że to był żart i zwykła pomyłka. Dwóch Amerykanów z miną indianina, który ma zamiar kogos oskalpować ani mysleli odejść spokojnie. Odplątywanie całej historii trochę mi potu z czoła wycisnęło. Zaczęłam nawet wymyslać, że kolega jest niespełna rozumu i czasem traci świadomość.....odeszli.....

wujryszard użytkownik wujryszard(wpisów:36) dodano 16.02.2011 23:19

Polak nie myje rąk bo pewnie nie chce wody brudzić ;))) hahaha

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 23:04

jakas czkawka to była :-)
.... a Polak wyciera o siebie :-)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 23:01

w sensie atleta? czy o co chodzi?

romana użytkownik romana(wpisów:808) dodano 16.02.2011 22:40

To chyba po tej jajecznicy .... już nawet nie wiem z czyich jaj ?

romana użytkownik romana(wpisów:808) dodano 16.02.2011 22:38

Dwie godziny mnie tu nie było a tu się znowu towarzystwo rozbrykało !!!

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 22:29

ach te moje byki w pisaniu,naczytałem się o tych jądrach z byka czy z bizona i z głupiałem.Widze tańczące surykatki w kaskach.Szok

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 22:29

Surykatka masz kask na klatę?;)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 22:26

w sensie atleta? czy o co chodzi?

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 22:25

ćwiczę w kasku :-)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 22:24

Hehehe...Mapa jesteś niesamowity:)

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 22:23

anikm-podobno najlepsi kucharze to chłopy to gotuję sam, surykatka-nasz taleta.

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 22:23

Ło Matko!!! I co jeszcze kości całe? Po takim rzucie na klatę przed lustrem bez partnera to już i za kaskadera możesz chyba robić;)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 22:21

no pewnie ,że widziałam Anikm, codziennie przed lustrem ćwiczę ;-)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 22:18

A dziękuję , Mapa :-) zarumieniłam się ;-)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 22:18

Mapa musisz sobie jakąś kucharkę znależć;)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 22:16

Widziałaś się już w tej reklamie,bo jak nie to wpisz w google reklama+surykatki:)
Numer z Dirty dancing wyszedł Ci super:)

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 22:16

O jak tu wesoło a ile tu wygłodzonych hi hi.Jajka każdy by chciał zjeśc a róbić nie ma komu.
surykatka-ja ciebie też w reklamie widziałem,nieźle tańczysz .

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 22:14

Trudne nie było :-)
A co do reklamy, to robi się tę karierę , no robi się ;-)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 22:11

Kurcze Surykatka ale z Ciebie dobry detektyw:)
A zapomniałam Ci napisać że widziałam Cię w telewizji.Wkręciłaś się do reklamy słodyczy cwaniaro;)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 22:08

A Ty jesteś pewnie Ania :-) A co do historii , to jak najbardziej wyjazdowa :-)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 22:04

No i już wiemy jak Surykatka ma na imię:)
W sumie jak historia z praktyk terenowych to też się nadaje na śmieszne historie z podróży:)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 22:01

pamiętam jak chłopaki smażyli kiedyś naleśniki na praktykach terenowych i zapomnieli dodać jajek :-) wlali już masę na patelnię...ale co tam, buch jajko na patelnię, za chwilę , o kurcze, jeszcze olej trzeba było wlać najpierw... cóż nic straconego ;-) a potem do mnie, ela spróbuj , zgina się , zgina :-)))))

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 21:56

ach jej, tą jajecznicą przypomniały mi się studenckie czasy gotowania w akademiku, jakie wyszukane menu się miało wtedy :-) a z kuchni ginęły nawet przypalone garnki z łazankami :-))))

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 21:53

Surykatka aj tam potrzeby.
To jest Obieżyświat,a gdzieś słyszałam że obecny świat opiera się niestety głownie na pieniądzach i sexie.To przecież nie będziemy tu rozmawiali o finansach;)
Jak można pogadać o kuchni i smażeniu jajecznicy;)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 21:51

ja? skądże znowu! widocznie takie są potrzeby tej społeczności :-) nie czytałam od początku tych historii, ale widzę ,że jest faktycznie wesoło...

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 21:47

Surykatka wcześniej wulkany,a teraz kontynuacja.Ale chyba niczego nie sugerujesz?:)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 21:46

Czy mi się wydaje czy watek jąder nieustannie powraca na tym portalu?

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 16.02.2011 21:45

Ale jaja! jak berety z antenkyma :-))))) Zibid rozwaliłeś mnie tym przepisem na studencką jajecznicę :-)))))

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 21:41

A ja myślałam że to autoreklama;)

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 21:40

Anikm...hmmm...
Co sie tak cieszysz?
Zibid nie napisał,czyje to jaja!!!!
Na te bawole nie piszę się,chocbym miała paść trupem.

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 21:33

Ooooo...Zibid moje gratulacje:)

zibid użytkownik zibid(wpisów:57) dodano 16.02.2011 21:32

zależy jakie jaja

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 21:24

Ale swoją drogą jajecznica z 2 jaj na 2 osoby,to kto się tym naje;)

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 21:24

Znaczy....nic nie widać w oparach;)

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 21:23

Czyli sauna bez jaj!!!
Też dobrze!!!

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 21:22

Widzę Zibid że polecasz tzw.kuchnię koedukacyjną?;)

zibid użytkownik zibid(wpisów:57) dodano 16.02.2011 21:17

konwalia, ankim - można zrobić jajecznicę w parze - z osobnikiem płci przeciwnej, oczywiście ..

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 21:14

Zibid,ciekawe po czym kobiety mają się podrapać,aby zjeść jajecznicę?

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 21:12

Bardzo ekonomiczne,ale tylko dla mężczyzn,dla kobiet nie masz takich dań?;)

zibid użytkownik zibid(wpisów:57) dodano 16.02.2011 21:11

Jak jaja to proponuje polską jajecznice studencką ....

A oto przepis:
1 - otwórz lodówkę
2 - podrap się po jajkach
3 - zamknij lodówkę

jako że portal podróżniczy można stosować i w podróżach :)

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 21:02

i jak Ci Pipol smakowały i czy te na coś działały?;)

pipol użytkownik pipol(wpisów:1634) dodano 16.02.2011 20:59

jaja to ja jadłem, ale baranie i nie w USa tylko w Maroku, i nie jako chipsy tylko kotleciki (gulegule je zwali :)))

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 20:57

Tak Romana, trzeba było sprawdzić od razu, ale............ale nie sprawdziłem. Konwalia!! Na porost kudeł też nie działają, bo mam ich raczej coraz mniej niż więcej, ale to nie wina tych byczych jąder.

watcher użytkownik watcher(wpisów:236) dodano 16.02.2011 20:51

..szczeka opada..

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 20:41

Andred dzięki więc czekam z wytęsknieniem:)
Konwalia odbijające się przez tydzień jądra to nie jest to o czym można marzyć;)

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 20:24

Andred,nie wiem jak smakują jądra!!!
Pewnie żuje się tydzień.
Potem beka drugi-(

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 20:22

Acha,czyli ani smaku,ani na nic nie działają.
Ani na potencję,ani na porost kudeł!!!

romana użytkownik romana(wpisów:808) dodano 16.02.2011 20:18

Andred - i to był błąd ! Trzeba było od razu sprawdzać, a tak to przepadło ;)

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 20:18

Konwalia!! Mnie się wydaje, że ostrygi mają smakować jak ostrygi a jądra jak jądra. Lepiej żeby te smaki nam się nie myliły.

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 20:16

Romana!!! Ta potrawa nie ma żadnych cudownych właściwości. Przynajmniej ja nie zauważyłem, a może sprawdzałem za późno od czasu degustacji ;-)

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 20:13

Andred
Nie konkursem,tylko byczymi jajami!!!!
Są gumowate.
A ja chciałabym,aby smakowały jak ostrygi!!!!

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 20:13

Dobry pomysł Anikm. Mam jeszcze jedną galerię z Denver do przygotowania. Będzie z dedykacją dla Ciebie.

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 20:10

Konwalia!! Jesteś zdegustowana konkursem ale sama pytasz jak to się je. Czyli jednak trochę Cię to zaciekawiło!!

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 20:08

Faktycznie w panierce niczym nugetsy z kurczaka:) Czasami lepiej nie wiedzieć co się zjadło,nieświadomość może być błogosławieństwem;)
Andred zapodasz jakąś galerię smakowitą z dedykacją i będę szczęśliwa:)

romana użytkownik romana(wpisów:808) dodano 16.02.2011 20:06

Anikm dlaczego nie? Zawsze to nowe doświadczenie a może przy okazji to wspaniałe danie ma jakieś cudowne właściwości :)))

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 20:05

Anikm, dobrze. Degustacja jąder odpada, choć nie wiem dlaczego. Ja zjadłem tych chipsów jądrowych dużo i żyję. Nawet nie naruszyło to mojej równowagi hormonalnej ;-) Powiedz jakiej nagrody oczekujesz, a ja się zastanowię czy jestem w stanie spełnić oczekiwania zwyciężczyni

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:326) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 20:04

Co takiego?????
Gumowate jądra!!
Czy Wy już fajniejszego konkursu nie macie?
Jak to sie je???????

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:147) dodano 16.02.2011 20:04

Anikm - w panierce nie wyglądają źle;-) Dałabyś radę zjeść;-) Mnie przeraża ich wygląd przed obróbką kulinarną:-( Wrzuć wyszukiwarce "rocky mountain oysters";-) Okropne są te "ostrygi":-(((

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 19:57

Super:) Tylko proszę aby nagrodą nie była degustacja ;)

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 19:55

Sorry anikm. Byłaś pierwsza, tzn. żebym nie został źle zrozumiały, Ty pierwsza odgadłaś moją zagadkę. Teraz muszę się zastanowić nad nagrodą i formą jej przekazania

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 19:52

Bingo Magdalena :-) Wprawdzie mówili, że to jądra jelenia ale to już nie ma znaczenia. Jądra to jądra :-))

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:147) dodano 16.02.2011 19:33

Rocky mountain oysters czyli jądra bizona? Są podobno gumowate. Menu Buckhorn już przestudiowałam, teraz czytam opinie o tym lokalu. Zmuszasz mnie do poszerzania horyzontów;-)

romana użytkownik romana(wpisów:808) dodano 16.02.2011 19:20

Ja myślę , że jakiś wąż :)

pipol użytkownik pipol(wpisów:1634) dodano 16.02.2011 19:09

ja bym stawiał na jakieś suszone uszy, w "moim" sklepie dla zwierząt są takie jako przysmak dla psów i odpowiadaja opisowi Andreda (oczywiście wizualnie !!:) )

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 16.02.2011 19:04

Może pająki,lub skorpiony,albo bycze jądra?;)

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 19:01

Niestety nie :-( Próbujemy dalej :-)

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:147) dodano 16.02.2011 18:46

Grzechotnik czy ogon aligatora?

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 17:14

Jak na razie nikt prawidłowo nie odpowiedział na moją zagadkę ale Agnieshka była najbliżej rozwiązania. Dam wam jeszcze trochę czasu. Może ktoś już się domyśla!!

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 16.02.2011 11:49

Magdaleno -dziękuję ,ta pora roku pasuje, byłem w porze wczesnojesiennej- ale było bardzo ciepło.Pozdrawiam.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:147) dodano 16.02.2011 11:39

Agra – psie mięso jada się tylko w niektórych częściach Chin. Większość Chińczyków nigdy go nie próbowała. Poza tym psinę jada się w Azji (nie tylko w Chinach, także w Korei Południowej i Wietnamie) wyłącznie w miesiącach zimowych, bo podobno ma działanie rozgrzewające. Polski bigos też jadamy raczej zimą, a jak kiedyś latem zamówiłam w Paryżu raclette, to kelner patrzył na mnie jak na kosmitkę, ale podał (Francuzi jadają to tylko zimą). Mogłeś więc być w niewłaściwej części kraju, albo o niewłaściwej porze roku i dlatego nie spotkałeś dań z psiego mięsa. W Szanghaju jest podobno restauracja specjalizująca się wyłącznie w potrawach z psiego mięsa i niewykluczone, że wkrótce zbankrutuje, bo Chiny zamierzają zabronić jedzenia mięsa psów i kotów. Wiadomości mam wyłącznie z lektury. Chiny dopiero przede mną:-)
Pozdrawiam

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 16.02.2011 11:04

andred-te amerykańskie chipsy to chyba -Pemmikan zasuszone mięso. Indianom zapewniało wyżywienie przez całą zimę. Pocięte na pasy, wysuszone na słońcu,chipsy te żuło się. Pemmikan nadaje się również do potraw gotowanych a kiedy dodamy do niego trochę warzyw - mogą być również suszone - mamy rosół.
agra60-na temat potraw z psa mało wiem ale wiem że smakuje jak wołowina (sam tego nie jadłem).Kuchrze w Chinach czasami podrabiają mięso wołow,niby jemy wołowinę a naprawdę.....Więc może właśnie tak było z tobą.


agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 16.02.2011 07:59

Mam pytanie związku z kulinarnymi tematami .Czy ktoś spotkał się w menu podczas podróży po Chinach pieczeń ,lub inaczej podanego miesa z psa?
U nas częsty temat gazet w sezonie ogórkowym -letnim .Wiem że jest w Chinach mała grupa starych ludzi tej potrawy -ma to zwiazek z wielkim głodem jaki panował w Chinach-obecnie podobno bardzo droga potrawa-ale ja podróżując miesiąc po Chinach jadając nawet ich miejscowych restauracjach nie spotkałem -może Wy trafiliście?

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 16.02.2011 00:54

adred: własnie przeczytałam Twoja historię wegiersko-jugosłowiańska i uśmiałam się do rozpuku.
Faktycznie wtedy realia były zupełnie inne. Droga pod górke, pełna upokorzeń i dziwacznych sytuacji.
Akcja odbicia "jednej niewielkiej torby turystycznej" i jej zawartości, teraz wydaje sie być groteskowa:))) Dziś bierzesz kartę kredytową i wszedzie jedziesz gdzie chcesz.

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 16.02.2011 00:26

andred: Wkładki do buta nigdy nie jadłam:), ale domyslam się że czasem podobnie smakuje nasze wołowe.
był wół, bizon, łoś, przepiórki. brakuje do kompletu czego hardcorowego:) chipsy z aligatora, mrówki, żmiji, świńskie uszy?:)

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 16.02.2011 00:05

Jeżeli już mówimy o jedzeniu to w czasie ostatnigo mojego pobytu w USA, konkretnie w Denver, poszliśmy do baaaardzo starej knajpy, podobno najstarszej w mieście. Zanim powstała ta knajpa w obecnym wydaniu to w czasach Dzikiego Zachodu był tam saloon kowbojski. Wystrój iście kowbojski ale po trosze także myśliwski. Bardzo dużo trofeów myśliwskich, starej broni itd., itp. Ale dosyć opisów o wystroju, miało być o jedzeniu. Byliśmy tam większą grupą, kilkanaście osób. Dostaliśmy kart menu i wybieramy dania. Do wyboru: wół, bizon, łoś, przepiórki i coś tam jeszcze, już nie pamiętam. W czasie gdy wszyscy się zastanawialiśmy co wybrać, dostaliśmy coś w rodzaju chipsów. Ale nie było to typowe chipsy. Kształt miały tylko taki jak chipsy i stanowiły przekąskę. Smak trudno słowami wytłumaczyć, ale były konsystencji ni to kawałka gumy, ni to wkładki do buta (oczywiście jak ktoś wie jak smakuje wkładka do buta). Trochę było na nich jakiejś panierki. Smażone były na tłuszczu i miały smak niczego nie przypominający. Do piwa i wina przy pustym żołądku bardzo nam "smakowały" i zjedliśmy prawie wszystkie jak ktoś się zapytał - co to jest? I tu zagadka. Proszę, kto zgadnie. Czekam na propozycję :-)

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 15.02.2011 13:18

agnieshka-witaj w naszym gronie.
w krajach azjatyckich najlepiej nie pytać się co jemy bo taka potrawa może być pyszna.Co innego byś myślała gdybyś dowiedziała się że jest to potrawa z jakiegoś robala.Co oko nie widzi tego sercu nie żal ha ha.A propo jedzenia.
Tajlandia miasto Chiang Mai.Wieczorem wybraliśmy sie na nocny spacer w kierunku bazaru.Do tego bazaru pojechaliśmy słynnymi rikszami.Parę osób chciało spróbować chipsów hi hi.No i dotarliśmy do tego bazarku a tam pełno chipsów o smaku suszonych żab,koników polnych,karaluchów itp (był to bazar z robakami ).Ja jakoś się nie skusiłem na te smakołyki .W drodze powrotnej (już pieszej) trafiliśmy na bardzo ciekawą restaurację,była na wolnym powietrzu.Podchodziłes do kelnera i pokazywałeś mu co chcesz a on ci to przyprawiał.Ale najciekawsze było to.Tajowie lubią jeść ale i dobrze się bawić,w tej restauracji można było samemu wyłapać swoje jedzonko.A wyglądało to tak.Pokazałeś kelnerowi składniki jakie byś chciał zjeść,następnie ubierali cię w biały fartuch ,czapke kucharską ,w ręke dawali głęboka patelnię.Wchodziłeś na wysoką ławę oddaloną od kuchni ok 5-10 m.i w tedy wołałeś głośno ogórki !!!,i leciały ogórki a ty musiałes je złapać na patelnie ,sałat !!! i leci a ty łapiesz,pomidory!!!, kurczak!!1 i tak dalej.Wszystkie te składniki musiałeś złapać sam ,kucharz je tylko przyrządził a wszystko to odbywało się na oczach widowni która miała radochę jak pomidor trafiał w głowę zamiast na patelnie.Polecam taką kuchnię śmiechu co niemiara,świetna zabawa a jedzenie jak wtedy smakuje.Każdy z nas wrócił na jedzony.

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 14.02.2011 07:31

agnieshka - indyjskich opowieści nigdy nie za dużo,fajna -czekam na następną i na galerie z Indii.Pozdrawiam

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:76) dodano 14.02.2011 00:34

Hm, Jestem tu nowa więc najpierw witam wszystkich serdecznie. Dorzucę swoją historię, śmieszną, nieśmieszną nie wiem. Indie, Delhi- pierwszy raz (podróżowaliśmy grupą 6 znajomych), siedzimy na dachu hotelku i czekamy na zamówione dania. W brzuchach nam burczy niemiłosiernie. Obok stoi kelner i co i rusz spluwa na czerwono. Patrzymy trochę z trwogą na to zachowanie. Zamawiamy herbatkę z cytryną, imbirem, miodem, coś mocniejszego na odtrutkę, dania główne czyli mięso z masalą, cokolwiek to miało znaczyć. Kiedy kelner przynosi nam wszystkim ciepłe jedzonko rzucamy się na nie, aż uszy się trzęsą. Każdy jest skupiony i pochłonięty spożywaniem swojego dania. W pewnym momencie kolega wydaje dziwny dzwięk: łeeee. Co??? Co się stało? Wszyscy odrywamy oczy od swoich misek i wpatrujemy się badawczo i pytająco w kolegę. Najpierw grymas na twarzy, zdegustowany do granic. Co??, no co??? dopytujemy. Saaaami zobaczcie i z obrzydzeniem odsuwa od siebie swój talerz. Patrzymy osłupiali, bo wygląda to jak....karaluch. Oooo, łeeee. Każdy odsuwa swoją miskę i oczyma wyobraźni widzi karalucha w swojej misce. Łeee, już nic nie zjem. Wołaj kelnera, to skandal. Przylatuje kelner. Kolega z miną śmiertelnie obrażoną podaje mu swój talerz. Kelner się uśmiecha i patrzy pytająco. Tłumaczymy wszyscy facetowi z minami smiertelnie poważnymi: cocroach, look at this. We won't eat that. Kelner dalej się śmieje i coraz bardziej się dziwi. Look!!- podsuwamy mu bliżej, żeby zobaczył robaka. A on, bierze owego robaka, rozciera na naszych oczach i śmieje sie do rozpuku krzycząc: masala, masala, masala:)) That is masala:) Oczywiście w pierwszym momencie nie rozumiemy co się stało, dopiero po kilku sekundach dociera do nas, że natarła na naszego kolegę masala. Ryknęliśmy smiechem. Od tamtej pory kiedy w menu pojawiało się słowo masala mówilismy do kolegi: uważaj, bo zaatakuje Cię wielka masala:)))

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 07.02.2011 08:05

Nazwa pustyni-oczywiście Dolina Śmierci

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 07.02.2011 08:02

Pustynia Śmierci ( Kalifornia ) – dojść długo trwa nasza podróż z P.N Yosemite - do tego już zmierzch -pustkowia –a my od 4-5 godzin nie widzimy żadnych zabudowań nie mówiąc już o motelu hotelu –wcześniej jechaliśmy przez Pustynie Mojave - na żonę padł przestrach że przyjdzie spać w samochodzie gdzieś na pustyni o której naczytała się tylu strasznych rzeczy -o tych wężach ,skorpionach –i innych paskudztwach które czyhają na nasze życie na tym bezludziu - we mnie odezwały się wspomnienia z lat młodzieńczych po naczytaniu się Winnetou -Karola Maja ,na oglądaniu się licznych westernów - poszukiwaniu przygody chciałem powielić doznania jakie przeżywali na tej pustyni pionierzy Dzikiego Zachodu –pech chciał że żona nie chciała się zatrzymać –mimo dużego zapasu wody - po dwóch godzinach jazdy nocą pokazał się motel – mimo że był dwa razy droży od tych najdroższych z naszych podróży po Zachodnich Stanach USA – ona się uparła -nie jedziemy dalej -powiedziała że ona nie chce umierać na tej pustyni -że chce jeszcze podróżować .Ten drugi argument zwyciężył –noc na Pustyni Śmierci spędziliśmy wygodnym łóżeczku motelu

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 06.02.2011 23:09

Agra60 - oczywiście masz rację. Teraz wspominamy z usmiechem tamte upokorzenia bo psychika ludzka jest taka, że wypiera nieprzyjemne doznania i zdarzenia. Teraz jak jeździmy czasami do Chorwacji to wspominamy tamte czasy, jak to denerwowaliśmy się przed każdą granicą, jak traciliśmy czas na sprzedanie jakiś rzeczy żeby potem można było tam w miarę normalnie egzystować. Ile było upokorzeń i nieprzyjemnych sytuacji, ile stresu. Na szczęście mamy to już za sobą i mam nadzieję, że bezpowrotnie. Teraz dopiero czuję sie obywatelem swiata a nie tak jak kiedyś, obywatelem drugiej albo trzeciej kategorii.

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 06.02.2011 23:02

Stany Zjednoczone -w drodze do San Diego wzdłuż granicy meksykańskiej samochodem z wypożyczalni - liczne kontrole drogowe przez policje i wojsko na trasie - polskimi zwyczajami jak nikt mi żaden mundurowy nie nie zatrzymuje jadę samochodem widząc że nie jestem w ich fazie zainteresowania - oczywiście wolniej - jakże było moje ździwienie że ni stąd pełno wojska z karabinami w rękach wycelowany w nasz samochód kilkadziesiąt metrów dalej od razu zrzucono kolczatkę - zatrzymałem się - krzyki do nas dlaczego ruszyłem bez ich zgody , pełna kontrola prawie ze z rewizją -uratowały nas polskie paszporty -skończyło się na pouczeniu -że w Stanach jak jest znak rogatki( kontroli drogowej ) możemy ruszyć dopiero jak ktoś łaskawie da nam na to zgodę -przeciwnym wypadku mamy stać -nawet jak nikogo nie interesujemy.

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 06.02.2011 22:49

andred - czytając Twoją historię -wspominając tamte czasy cieszę się że stało się normalnie -jesteśmy traktowani -nie jak handlarze -lecz jak turyści , że zachęcają do przyjazdu do ich kraju bo wydamy tam pieniądze - że nie jestem traktowany gorzej od innych- wręcz odwrotnie łechce moją ambicje jak wymieniają JPII,Wałęse -a nawet jeden właściciel hotelu w Indiach wymienił Małysza- dziwne bo śniegu tam na pewno nie było

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 06.02.2011 22:45

Teraz dalsza część opowiadania, jak to odbieraliśmy bagaż z apteki. Otóż podjechaliśmy na ten sam rynek tego samego miasta w którym była apteka, w której zostawiliśmy nadprogramowy ładunek, przez niektórych potraktowany jako towar przemytniczy. Zatrzymaliśmy się w samym centrum na rynku, wysiadamy z samochodu, rozprostowujemy kości i już mamy iść w stronę apteki, a tu do nas podchodzi jakiś facet, ubrany po cywilnemu z jakąś aktówką pod pachą. Przedstawia się jako milicjant, pokazuje jakąś legitymacje i pyta - co my tu robimy? Po co przyjechaliśmy? Pytanie z gruntu idiotyczne i na takie najtrudniej odpowiedzieć. Żąda od nas okazania paszportów a my w tym czasie opowiadamy, że wracamy z wakacji w Jugosławii i zrobiliśmy mały odpoczynek. Nie podobały mu się nasze tłumaczenia, oddał paszporty, wcześniej coś z nich spisując do swojego kapownika i kazał szybko stąd odjechać. Jak kazał tak zrobiliśmy. Teraz jestem trochę starszy i bardziej asertywny, ale wtedy młodzi, wystraszeni, nauczeni przez komunę, że władzę trzeba słuchać szybko odjechaliśmy nie odbierając towaru z apteki. Ale nie myślcie, że tak łatwo odpuściliśmy. Wyjechaliśmy kilka ulic dalej, zostawiliśmy samochody (byliśmy ze znajomymi w dwa samochody) i wracamy na rynek i do apteki pieszo. Ale jak my wracaliśmy, to nie powstydził by się żaden film sensacyjny czy wojenny. Przeskakiwaliśmy szybko chowając się za drzewa i samochody a jednocześnie obserwowaliśmy tego tajniaka który cały czas kręcił się po tym rynku. Apteka niestety była w samym centrum ryneczku. Jak tylko odwrócił się tyłem do apteki, to my chyc za następne drzewo lub samochód aż w końcu udało nam się bezpiecznie dotrzeć i wejść do apteki. Na szczęście poznali nas i oddali całą nienaruszoną torbę. Wyciągnęliśmy z niej kilka serwetek, jakiś obrus i daliśmy jako souvenir w podziękowaniu. Pozostał teraz problem wyjścia niezauważonym z apteki. Już nie pamiętam jak się dogadaliśmy ale wypuścili nas tylnym wyjściem od zaplecza apteki i bezpiecznie wróciliśmy do samochodów.

vivi użytkownik vivi(wpisów:22) dodano 06.02.2011 19:38

W 1999 roku w czasie pobytu na Korsyce jadąc samochodem z Basti do Porto Vecchio trafiliśmy na blokadę drogi
połączoną z kontrolą dokumentów. Każdy kto trochę jeżdził po Korsyce wie że jest to tam dosyć czeste zjawisko
ze względu na ruchy separatystyczne.Oczekując w kolejce samochodów zwróciłem uwagę na wysokiego czarnego
żandarma który miał dosyć dużego rozbieżnego zeza i strasznie długo sprawdzał dokumenty podróżnych.
Nawet żartowałem z żoną bo żandarm przypominał nam francuzkiego aktora Bourvilla z jednej ze scen z filmu wojennego
gdzie Bourville mierzy z karabinu maszynowego do samolotu natomiast z powodu identycznego zeza jak nasz żandarm
trafiał wszedzie tylko nie w cel.Kiedy przyszła nasza kolej żandarm poprosił o paszporty i ubezpieczenie samochodu-
a były to jeszcze czasy gdy obowiązywała nas zielona karta. Sięgnęłem do schowka w samochodzie gdzie woziłem zieloną kartę
a tu niespodzianka. Brak dokumentu. Żona z rozbrajającą szczerością powiedziała mi że po przyjeżdzie do hotelu wyjęła kartę i schowała w naszym pokoju
aby nie zagięła. Czyli caly czas nieświadomie jeżdziłem po wyspie bez dowodu ubezpieczenia.
Nogi ugięły się podemną i myślę co tu zrobić.Mój wzrok padł na przednią szybę samochodu gdzie miałem naklejoną plakietkę autostradową
austriacką w ważności 1 miesiąca. Pomyslałem sobie że przy tej wadzie wzroku żandarma to może być moja szansa i pokazałem mu na plakietkę
twierdząc że to moje ubezpieczenie.Żandrrm nachylał się nad plakietką bardzo długo i badał daty ważności "tego ubezpieczenia"
Po czym oddał nam paszporty i zasalutował i życzył bezpiecznej podróży, a ja błyskawicznie dodałem gazu i oddaliłem się z miejsca przestępstwa.

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 05.02.2011 23:52

andred-o tak ,przekroczenie granicy w tamtych czasach graniczył z cudem.Za przekroczenie granicy rumuńsko-bułgarskiej płaciło się pewną sume lub skrzynką piwa ( a chodziło tylko o podniesienie sznurka) a jak nie to kontrola szczegółowa i 8 god lub wiecej postoju.Przypomniało mi się przekroczenie granicy z czechosłowacją.Idziemy do celnika załatwić przekroczenie granicy mając dla nich skrzynkę piwa w autobusie a oni mówią że nie im nie wolno brać alkoholu ale whisky to im wolno.ha ha ha

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 05.02.2011 23:39

Świetna historyjka Andred,jednak Polak potrafi:)
Czekam na ciąg dalszy przygody.

andred użytkownik andred(wpisów:457) dodano 05.02.2011 23:19

Dawno, dawno temu za górami, za lasami próbowałem wraz z moją niedawno poślubioną żoną przekroczyć granicę węgiersko-jugosłowiańską. Tak, tak – wtedy to była jeszcze Jugosławia. Było to w połowie lat 80-tych. W Polsce głęboka komuna. Wprawdzie już po stanie wojennym ale jeszcze przed Okrągłym Stołem. Moja miesięczna pensja w przeliczeniu na dolary po kursie wolnorynkowym (u koników, bo innej możliwości nie było) wynosiła 8,5$ (słownie: osiem i pół). Dlaczego to piszę? Żeby się usprawiedliwić dlaczego miałem w samochodzie (Fiat 126p) więcej niż jeden ręcznik na głowę, o jedną suszarkę do włosów za dużo, dwie butle z gazem, kilka części zapasowych do malucha i jeszcze parę innych drobiazgów, ale naprawdę nie było tego dużo, bo ile może się zmieścić do malucha. Nie ukrywam, że część tych rzeczy chcieliśmy sprzedać i za zdobyte pieniądze kupić sobie owoce, wino, benzynę czy coś zwiedzić. O zarobku nie było mowy. Ale niestety celnik jugosłowiański potraktował nas jak przemytników i absolutnie nie chciał nas wpuścić na teren Jugosławii. Teraz już chyba rozumiem dlaczego. Prawdopodobnie tych parę rzeczy tak zakłóciło by gospodarką jugosłowiańską, że kryzys ekonomiczny gwarantowany od następnego dnia naszego pobytu w Jugosławii. Żadne interwencje Narodowego Banku Jugosłowiańskiego, Rządu Jugosławii ani interwencja międzynarodowa chyba by nie pomogły. Pozostaliśmy po węgierskiej stronie granicy. Postanowiliśmy pozbyć się części towaru i spróbować jeszcze raz. Ale co zrobić z tymi rzeczami? Była to jedna niewielka torba turystyczna. Jest pomysł. Zakopiemy w lesie a jak będziemy wracać to wykopiemy. Szukamy dobrego miejsca ale każde wydaje się podejrzane i wszędzie ktoś nas widział jak wjeżdżamy do lasu. Postanowiliśmy przyjechać do miejscowości najbliżej granicy. Stoimy na rynku w centrum i patrzymy – APTEKA. Wpadłem na pomysł, że poprosimy aptekarzy żeby nam przechowali towar przez 10 dni. Wiadomo – POLAK-WĘGIER dwa bratanki, oni aptekarze, my też branża medyczna to może się dogadamy. I tu zaczęły się schody. Przed wyjazdem zapomniałem o jednej drobnej rzeczy – nie nauczyłem się węgierskiego. Próbujemy z nimi po angielsku – nic, po niemiecku – nic, po rosyjsku – nic, po polsku – nic. Oni znają tylko węgierski. Na migi? – to ja nie potrafię. Wpadłem na doskonały pomysł. Wziąłem kartkę papieru i długopis i narysowałem im historyjkę obrazkową (taki mały komiks) jak to my podjeżdżamy do granicy z towarem, tam nas zawracają, zostawiamy bagaż w aptece, próbujemy przejechać granicę i nam się udaje a w drodze powrotnej odbieramy bagaż. Spojrzeli, chwilę popatrzyli, uśmiechnęli się i kiwnęli ręką żebyśmy z tą torbą poszli na zaplecze. Bardzo dobrze zrozumieli moje pismo obrazkowe. W drodze powrotnej odebraliśmy bagaż, zostawiliśmy suweniry i wróciliśmy do kraju, ale odbiór bagażu też nie był bez przygód ale o tym w następnem opowiadaniu.

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 05.02.2011 11:11

agra60-no fajną miałeś przygodę,ryzykowną ale udaną.Masz dużo fajnych wspomnień.

Tunezja-Susse.W Tunezji postanowiłem pójść na bazar-Suki. w Tunezji są mniej egzotyczne niż te w Maroku ale mają tam piękne klatki dla ptaków.Ale żeby tam dojść musiał minąć strasznie upierdliwego araba.Przez kilka dni na mnie polował,najpierw patrzył na moje buty i mówił szajs( chciał żebym kupił buty w jego sklepie),potem daje mi prezent jakiś sznurek na rękę a w zamian chce mój zegarek.Pomyślał sobie co za człowiek trzeba coś zrobić z tym arabem.No dobra kupię coś,upatrzyłem sobie skorpion za szkłem.No i cukruje jaki to dobry towar,u niego najlepszy itd.Odłożyłem 5 (jako prezent dla moich przyjaciół w Polsce)Pytam sie o cenę,myśli ,myśli i mówi 40 za sztukę ale rabat 150 za 5 sztuk.Uśmiechnąłem się tylko,na pewno ma udar słoneczny ha ha,kiwam głową nie nie.No to pisze 130 za 5sztuk ,110, 100...w końcu się pyta ile? A ja mu napisałem 10 za 5 sztuk.Ale lamentował,krzyczał że ja bandyta a on bankrut ale mi sprzedał.Na drugi dzień nie patrzył już w moją stronę ha ha ha.

Port El Kantaoui położony w niedalekiej odległości od Sousse.

Po tym spacerku po Suk zgłodniałem,chciałem spróbować tunezyjskiej potrawy.Wszedłem do restauracji i pytam się o potrawę tunezyjską.Kelner proponuje mi potrawę ble ble,pomyślałem co to jest niby kelner mi tłumaczył ale po arabsku.W końcu zgodziłem się mówiąc tak, tak.Te słowa bardzo spodobały się arabom i co chwila powtarzali tak,tak...No i dali mi ta potrawę,prawdziwe ble ble.Jakaś papka z bułki,kaszy,z sosu pikantnego i z kawałkami mięsa( dobre dla osób bez zębów bo nie trzeba gryzć).Ale w smaku było bardzo dobre,mówię do nich ble,ble dobre a oni tak,tak.

Zapraszam pozostałych obieżyświata do wpisania swoich opowiadań,po śmiejmy się razem.Kto następny?

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 05.02.2011 04:52

Gran Canaria - Maspalomas

Poznając nocne życie Maspalomas trafiliśmy na olbrzymi plac gdzie mieściło dziesiątki klubów dla „ kochających się inaczej „ –zaciekawiło nas , dobrze byłoby je poznać od zewnątrz- kiedy próbowaliśmy z żoną do jednego z takich wejść -tu nas próbowano rozdzielić -żonę wysłano do klubu dla lesbijek-a mi dano zgodę na wejście do klubu dla pedałów - niestety nie rozdzieliliśmy się - nie poznaliśmy wnętrza drugiej natury człowieka -czy mamy żałować?

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 05.02.2011 04:40

Carins –Australia

Zwiedzając świat staramy się poznawać lokalną kuchnię -tak było dwa lata temu podczas naszej australijskiej podróży – dojść powszechne jest w restauracjach mięso kangura - zamówiliśmy w ładnej restauracji pieczeń z kangura - pech chciał że czekając w restauracji na danie zacząłem porządkować zdjęcia w aparacie-wybierać najlepsze ujęcia - przypadek sprawił że dwa dni wcześniej sfotografowałem takie kangury na wolności - a są bardzo przymilnymi zwierzatkami –ładnie wychodzą na zdjęciach - stwierdziłem że nie będę mógł zjeść ani kawałka tych kangurków-w ostatnim momencie odmówiłem tego dania -że do dzisiaj jest wielką tajemnicą smak mięsa kangura

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 05.02.2011 04:30

Boliwia –La Paz – nie mam pewności czy przytoczonej historii już nie opowiedziałem przed moją reinkarnacją -ale jak się miało dwa wcielenia to się człowiek może pogubić ,wybaczcie
Do zwiedzenia słynnego więzienia San Pedro w La Paz zachęcił nas program Miszczaka w TVN -Cela a w zasadzie jego bohater -polski przemytnik narkotyków ,pragnęliśmy go odwiedzić ,ulżyć mu w ciężkich chwilach odsiadywania wyroku - zasady zwiedzania tego więzienia doczytaliśmy w angielskojęzycznym wydaniu w Lioney Planet - w czasach kiedy my byliśmy ( blisko 10 lat temu ) zasada była prosta – za 20$ wynajmowało się klawisza i jednego więźnia za przewodników –oni oprowadzali Cię po więzieniu –pech chciał że w parę dni przed nami wydarzył się tragiczny wypadek -przewodni( więzień ) dostał zaburzeń psychicznych i rzucił o ścianę jednego turystę niemieckiego -zasady wiezienia zawieszono jak tam byliśmy - a szkoda, bo czas zatrzymał się tam co najmniej o 200 lat-jak oglądaliście na filmach takie feudalne wiezienia z wielkimi łańcuchami –to było to coś takiego –i ta straszna atmosfera –widać to było już przedsionku więzienia

Pytam się klawisza czy mogę sobie zrobić parę fotek - on wyznacza cenę 30 $ dla niego - ja się „ zbiesiłem „ –parę dni wcześniej za 20 $ służył by mi za przewodnika ( ale to była cena urzędowa więzienia a teraz odwalał prywatę za droższą – nie ze mną te numery panie klawisz .
Poszedłem 20 m dalej z kamerowałem za pomocą zoomu przedsionek więzienia –jak się klawisz zorientował że dwoje Polaków robi ich w głupa skrzyknął kolegów i zaczął Nas gonić - w ostatnim momencie udało nam się skoczyć do taxówki co nie było prostą sprawą -po La Paz jeździły w tym czasie jako Taxi Tico
Historia miała szczęśliwe zakończenie -inaczej to wyście odwiedzalibyście dwoje Polaków co oszczędzali na zdjęciach klawiszowi

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 05.02.2011 04:26

La Paz –Boliwia

Gdziekolwiek jedziemy staramy się zebrać Polskie kontakty -bardzo przyjemnie jest odwiedzać Polaków na różnych kontynentach – przypadkiem dowiedzieliśmy się że zakon który prowadzi moją parafię ma swoje przedstawicielstwo w stolicy Boliwii –z Polskimi zakonnikami- fajnie od proboszcza wzieliśmy adres - pierwszy problem zaczął się z tłumaczeniem nazwy zakonu Zmarchwystańcy- to nie były czasu google i Internetu -potem okazało się że La Paz jest tak olbrzymim miastem że nazwa i numer ulicy nie mają dużego znaczenia - że obowiązuje jak w Stanach dużych miastach system numeryczny -dzielnice są podzielone na numery –nie trafiliśmy do zakoników- ale odwiedziliśmy boczne dzielnice stolicy Boliwii co też było ciekawe

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 04.02.2011 17:25

Izrael ,Jerozolima - poczułem silną potrzebę -toaleta niezbędna dorwałem się pierwszej z brzegu restauracji - mimo że zarezerwowana - ale mimika na mojej twarzy i ręce na rozporku mówiły wszystko - kelnerka wskazała salę restauracyjną gdzie znajdowała się toaleta -po wyjściu z upragnionego przybytku zostałem zaproszony przez starszych braci wierze na imprezę urodzinową która odbywała się w tej restauracji -alkohol lał się strugami-dziwne bo bez ceryfikatu rabina świadczącej o koszerności( koszernej wódki wtedy było więcej w Polsce jak tam ) jedzonko pyszne- po staropolsku można powiedzieć były tańce ,hulanka swawola - dzięki" siusiu" człowiek mógł być na niezłej imprezie -to jest część wesoła

Część druga tej opowieści jest smutna - łączy się z tym portalem --na ogół nie były przeznaczone do prezentacji -portali społecznościowych typu Obieżyświat nie było -tylko na płytkach krążyły wśród rodziny ,znajomych , kolegów z pracy -z racji że często nie byłem podczas ich prezentacji były opisy na zdjęciach - akurat zdjęcia z tej imprezy opisałem -" Impreza u Żydków " - jak zrobiłem się aktywniejszy na tutejszym portalu wydobyłem zdjęcia z tej imprezy z niefortunnymi napisami ( nie używałem wtedy jeszcze programów graficznych do wymazywania tego typu opisów ) - okazało się że uraziłem jedną osób pochodzenia żydowskiego ( mimo że zdjęcia z tymi opisami były tylko dwa dni ) mimo wielokrotnych przeprosin ,kalania się z mojej strony -bardzo długo było mi wypominane na Obieżyświacie niefortunny napis na zdjęciach -gorzej obrywało się wszystkim moim obrońcom.......

Człowiek się cały czas uczy mimo dojrzałego wieku - wtedy dostrzegłem jak proste słowa mogą ranić ,szczególnie jak dotyczą to opisów innych społeczności ,narodowości -tak że Obieżyświat też się okazał jedną z moich szkół życia

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 04.02.2011 17:00

A więc jeszcze z moją pamięcią nie najgorzej.

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 04.02.2011 16:52

mapa -jak małe dzieci podpowiadają gorąco ,bardzo gorąco....
Ma to związek z służbą wojskową tak jak powiedziałeś- tam każdy broń ma na stanie -jak jedzie na urlop, przepustkę także muszą ją zabrać -obowiązują przepisy jak ta broń musi być przechowywana -jeśli ktoś ma w domu duży sejf metalowy z odpowiednimi zabezpieczeniami -to może ją tam zostawić -Ci biedniejsi na ogół takich nie mają -więc wszędzie muszą chodzić z bronią nawet bawić się na dyskotece .Dziękuję za odpowiedź-pozdrawiam

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 04.02.2011 16:39

dispar-opowiadaj,człowiek wiele może wytrzymać.
agra60-ciekawe historie.Jeżeli chodzi o Twoje pytanie to spróbuję odpowiedzieć. Może chodzi tu o powszechną służbę wojskową w Izraelu która jest obowiązkowa dla wszystkich izraelskich obywateli powyżej 18. roku życia,również kobiet.Kobiety służą dwa lata ale często służą w jednostkach bojowych trzy lata.Kobiety z jednostek bojowych są również zobowiązane pozostawać przez kilka lat w służbie rezerwowej. Ustawa przyjęta przez Kneset w 1978 r. zapewnia kobietom prawo do zwolnienia ze służby z powodów religijnych jedynie po podpisaniu deklaracji przywiązania do ortodoksyjnych wartości i praktyk ale muszą wypełnić służbę pracując w placówkach opieki socjalnej lub edukacyjnych. Taka służba zastępcza trwa tyle, ile zwykła służba wojskowa.A z tego co ja pamiętam,chyba każda osoba w Izraelu ma broń.
Może to chodzi oto.Fakt kobiety w Izraelu są bardzo piękne (ku mojemu zdziwieniu ) ale nie patrzą obcym w oczy i są bardziej solidne w swoich obowiązkach.Oto dowód.
Na granicy jordańsko-izraelskiej idę na kontrolę osobistą ( z powodu licznych wiz w paszporcie ).Kontroluje mnie młoda atrakcyjna kobieta zadając dużo pytań a na końcu bardzo dokładnie sprawdza mój bagaż.Pózniej mój bagaż tak puchnie że nie może go zamknąć więc ja dżentelmen chciałem je pomóc i omal mnie nie zamkneli na tej granicy.A kobieta ta z grozną miną jeszcze długo mi się przygladała.

Czekam na kolejne Wasze przygody.Pozdrawiam

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 04.02.2011 07:41

mapa- tę historyjkę dedykuję Tobie - z racji że pokazałeś nam ładną galeryjkę Izraela ,to znaczy byłeś tam ,można rzec że jesteś znawcą problemów tego ciekawego państwa . A że nic na tej pięknej ziemi nie jest za darmo - Ty też za tą dedykację będziesz musiał odpowiedzieć na małe skromne pytanie-dlatego wczytuj się dokładnie :


Jerozolima -2-3 w nocy - z jednej dyskotek z centrum miasta wychodzi grupa młodzieży - wśród nich jedna ,piękna dziewczyna ,niesamowicie kusząca - ubrana w miniówkę tak odważną że można było podziwiać jej majteczki pod spodem , a kto chciał podziwiać jej kształtny biuścik nie miał z tym problemu bo wszystko było dokładnie widać - była jedna rzecz która mi przeszkadzała podziwiać tą Izraelską piękność -na ramieniu miała duży karabin maszynowy - na moje pytanie po co jej na dyskotece karabin maszynowy -ona go przeładowała i skierowała w moją stronę - nie chciałem sprawdzać czy zrobi pif-paf tylko przeprosiłem i uciekłem w boczną uliczkę jak najdalej od tej miejscowej piękności

Pytanie mapa do ciebie -ale kto zna odpowiedź może wspomóc:
Dlaczego Izraelska miss idzie na dyskotekę z karabinem maszynowym?

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 03.02.2011 23:41

Peru -Dżungla Amazońska pow. Iquitos -jedna z odnóg Amazonki
wynajęty przeze mnie młodziutki przewodnik indiański zachęca mnie do kąpieli , było bardzo parno i gorąco -woda w odnodze Amazonki była gorąca jak powietrze -ochłody nie dawała ale zmywała pot -jakaś ulga- kąpiąc się już wodzie pytam się mojego przewodnika czy tu są piranie - on mi odpowiada że tak tylko nie atakują ludzi tylko woły -nie próbowałem sprawdzać czy te piranie odróżnią mnie od wołu -tylko wyskoczyłem wzbudzając ździwienie mojego indianskiego przewodnika

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 03.02.2011 22:54

No właśnie że nie -jak kawałek trawy

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 03.02.2011 22:54

Historia była przytaczana w poprzednim moim wcieleniu - jedni sobie przypomną dla innych będzie to nowinka :
Yangshuo nad rzeką Li - salon masażu leczniczego - akurat jestem zwolennikiem jego-gdziekolwiek jestem nie oszczędzam na niego pieniędzy
Tym razem jestem masowany przez młodziutką piękną Chinkę -leżę na plecach okryty tylko cienkim zwiewnym ręcznikiem - i tu krótkie wprowadzenie -Chińczycy nie mają w ogóle owłosienia na klatce- musiał to być salon masażu gdzie nie wchodzili w ogóle chińczycy- -bo dziewczyna zaczeła mnie głaskać po włoskach na klacie tyle radości jej sprawiłem jakby zobaczyła Yeti - tajemnicze żywiątko z rodem z gór -wszystko byłoby fajnie -tylko możecie sobie wyobrazić jak reagował ręcznik którym byłem okryty - nie piszę dalej , bo wiem jak była przyjmowana niewinna galeria dispara-to moje trywialne opowieści będą mnie kwalifikowały do wyrzucenia przez administratora portalu.....

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 03.02.2011 22:39

I jakie wrażenia smakowe?:)Warte to było swojej ceny?:)

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 03.02.2011 22:37

Pekin -niedaleko placu Tian'anmen -potwornie głodny wchodzę do restauracji gdzie głównie jadali Chinczycy- obsługa mówiła tylko po chińsku -menu w piśmie rysunkowym - no to sobie myślę jak szaleć to szaleć -raz się jest w Pekinie wybrałem sobie najdroższe danie w meni -kosztowało 30$ ( dla porównania pokój 2 osobowy w hostelu kosztował 18$ -przynoszą mi jakiś kawałek zielonego ugotowanego zielska -pomyślałem że przystawka -po półtora godziny czekania upominam się o właściwy obiad -ździwko mnie ogarneło że ten kawałek zielska był właściwym obiadem

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 03.02.2011 22:28

Hehehe...Agra miałeś przygodę!!!

agra60 użytkownik agra60(wpisów:257) dodano 03.02.2011 22:24

Mała miejscowość na Goa - Palolem -nie ma dużych hotelowców - ale wszędzie zachęcają reklamy masażu leczniczego -być w Indiach nie spróbować ich odmiany -wszystko z początku było normalnie -trochę dziwne że tyle czasu poświęcono mi na palce rąk ,stóp,uszka -jeszcze gdybymbył masowany przez kobietę to mogło być nawet przyjemne-ale w momencie kiedy doszedł do pośladków i niżej -pomyślało mi się że trafiłem do salonu masażu kochających inaczej- nie sprawdzałem czy mam rację -ale ku zaskoczeniu mojego masażysty po prostu uciekłem

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 03.02.2011 21:45

Hehehe...Mapa dobrze że nie zapytałeś przed wypiciem bo takie doświadczenie życiowe by Cię ominęło ;)

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 03.02.2011 21:42

anikm-wszystko jest dla ludzi ale z umiarem i w pewnych granicach ,po za tym jesteśmy dorośli więc spoko.A że pora pózna i chyba każdy już po kolacji to opowiem Wam jeszcze jedną krótką historię z Tajlandii.
Po nocnym spacerze po targu z robakami i tajskim masażu,nasz przewodnik zaprosił nas na Whisky.Bardzo chętnie z zaproszenia skożystaliśmy.Po kilku szklankach zaproponował nam coś specjalnego-tajskiego.No to my też bardzo chętni ale po kilku łykach nasze miny były mizerne,pytamy sie co to jest a on na to-alkohol z odchodów jaskółki.Bllllle smak był taki jakbyście wapno pili,fe fe.

Czekam na kolejne wasze ciekawe historie napewno coś macie.
Dobrej nocy

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:358) dodano 03.02.2011 19:33

oj, zajrzałam do forum i ten wątek zdecydowanie bardziej mi się podoba :-) nie mam siły na poważne dyskusje, mam zszarpane nerwy , a tu jest całkiem przyjemnie, fajne historyjki :mapa i anikm :-)
dispar - opowiedz o kabinie, pleasssssse!

dispar użytkownik dispar(wpisów:240) dodano 03.02.2011 18:09

Mapa- super historia.
Żeby Cię przebić musiałbym opisać chyba podróż w kabinie.
Nie wiem, czy koleżankom i kolegom przypadłoby to do gustu.
Choć muszę przyznać, że wrażenia nie z tego świata.

dispar użytkownik dispar(wpisów:240) dodano 03.02.2011 18:04

Anikim- instynkt samozachowawczy czasem jest silniejszy od naszej woli. Jesteś po prostu rozsądną dziewczyną.
Na zdrowie!

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 03.02.2011 17:29

Ja nie miałam aż takiej super wesołej przygody jak Ty Mapa, ale może moja też się tutaj nada.
Będąc w Turcji wieczorami chodziliśmy zawsze do jednej knajpki na nabrzeżu. To była nasza ulubiona, było tam spokojnie, a ze względu na położenie na wysokim brzegu wieczorem powiewał tam kojący wiaterek. Pewnego wieczoru zachciało mi się szejka truskawkowego. Kelner poszedł przygotować, a że wokół panowała błoga cisza za chwilę moich i Męża uszu doszedł dźwięk mixowanego lodu. Spojrzeliśmy po sobie i mówię jak nic lód z kranówy, to kolejny dzień na kibelku zapewniony.
Kelner przyniósł napój więc myślę nie będę się wygłupiała i wypiję a póżniej poproszę o coś na odkażenie;) Podelektowałam się napojem i poprosiłam o szklankę raki. Kelner przyniósł ja patrzę a w raki o zgrozo pływają dwie pokażne kostki lodu. Kelner odwrócił się by odejść od stolika, złapałam szklankę i duszkiem wypiłam alkohol. W tym momencie kelner odwrócił się z pytaniem czy podać do wódki wodę i zamarł na widok pustej szklanki. Minę miał nietęgą. Pewnie opowiadał póżniej znajomym jak to Polki alkohol piją. Zareklamowałam się, nie ma co…

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 03.02.2011 17:13

Czekam na inne anegdoty z podróży.

anikm użytkownik anikm(wpisów:303) dodano 03.02.2011 16:59

Hahaha...Mapa dobra anegdotka:)
Jesteś niedościgniony:)
Pozdrawiam:)

mapa użytkownik mapa(wpisów:30) - Użytkownik usunięty. dodano 03.02.2011 16:50

Witam

Na portalu ostra dyskusja,ja proponuję rozejm zawieszenie broni a w zamian taką pogawędkę.Podróżując po świecie spotyka Nas ciekawa historyjka która po czasie staje się wesołym wspomnieniem.Podzielmy się tym i śmiejmy się razem.
Moja historyjka z Tunezji.
Jedziemy do Douz a w drodze opowiadam sobie kawały,oto jeden z nich.Polak,Niemiec i Rusek wędrują po pustyni znajdują wielbłąda dwugarbnego.Niemiec siada na jeden garb,Polak na drugi a Rusek woła a ja!.A Polak podnosi ogon wielbłąda i mówi a ty do kabiny.Ha ha ale ....Dojechaliśmy do Douz i po przepraniu się w stroje Beduinów wsiadamy na wielbłądy a że to wredne zwierze oto dowód:jeden pluł,drugi gryzł,następny dosłownie płakał gdy zobaczył osobę 100kg i za Chiny nie chciał wstać.Ja trafiłem na bardzo łagodnego ,delikatnie wstał obserwując mnie czy jestem bezpieczny na górze.Po trudach udało nam się ruszyć karawaną w stronę oazy i w tedy się zaczęło.Moje siodełko opadało w dół i co chwila musiałem wspinać się do góry.Moja męska duma nie pozwalała mi na wołanie Help !!! ale mój zwierzak był mądrzejszy.Obrócił głowę w moją stronę i dalej już się nie ruszył,dopiero w tedy mój przewodnik mnie uratował.A koledzy mieli radochę i wołali-Ej ty ,idziesz do kabiny !
Efekt mojej wędrówki był taki że nogi bolaly mnie kilka dni a na wielbłąda już nie wejdę ,wolę słonie.
Ha ha i kto następny?

Aby dodawać wpisy musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!