version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

forumporadyIndie przygotowania i dobre rady:

voyager747 użytkownik voyager747(wpisów:351) dodano 28.07.2017 13:06

Malediwy w sierpniu ?

tosiasamosia użytkownik tosiasamosia(wpisów:2) dodano 28.07.2017 08:14

Jeśli szukasz nadal więcej informacji o niezwykłym miejscu jak Indie to zostawiam ci linka do strony- http://luksusowepodroze.pl/ tutaj znajdziesz niezbędne wskazówki, wszystko dokładnie opisane. Ja akurat czytałam o Malediwy bo w tym roku pod koniec sierpnia jadę i chciała wiedzieć coś więcej o tym magicznym miejscu :)

voyager747 użytkownik voyager747(wpisów:351) dodano 12.04.2017 13:28

weź już przestań spamować !!!

gustlik użytkownik gustlik(wpisów:7) dodano 12.04.2017 13:18

Ja nie potrafiłbym gdziekolwiek ruszyć się bez dobrej jakości okularów przeciwsłonecznych, szczególnie w miejscu, gdzie słońce obecne jest naprawdę często. O wzrok warto dbać więc ja na tegoroczną wyprawę zabieram okulary z http://soczewki24.pl/5-okulary-przeciwsloneczne. Jakość w przypadku takich przedmiotów jest najważniejsza. ;)

natta użytkownik natta(wpisów:2) dodano 31.03.2017 17:21

Co do bezpieczeństwa to oprócz jedzenia trzeba też uważać na złodziei, wiadomo jak to w większości biednych krajów.Mi włamano się do wynajmowanego mieszkania i ukradli laptopa. Zaś do mieszkania mojej koleżanki w nocy przez okno próbował się dostać zakochany Hindus. Jeszcze w niektórych miejscach, choć raczej nie w dużych miastach, dobrze uważać na węże.

polkrisss użytkownik polkrisss(wpisów:1) dodano 07.04.2014 07:00

Po przeczytaniu wszystkich wpisów mam teraz szersze pojęcie o przygotowaniach i wyprawie do Indii.

gabi użytkownik gabi(wpisów:63) dodano 15.01.2014 15:02

rowerzyswiat ( chyba dobrze napisałam?) dzięki za ten wątek, akurat już za 4 tygodnie i 4 dni przyda mi się.
pozdr.

rowerzyswiat użytkownik rowerzyswiat(wpisów:6) dodano 15.01.2014 13:34

Tam trzeba uważać na wszystko, złodziejstwo jest niesamowite. Bardzo dobrze, ze wspomnialeś o wodzie. Z tym jest tam ogromny problem.

piipin użytkownik piipin(wpisów:24) dodano 02.10.2013 22:06

WZW A i B to na pewno. Tężec, dur brzuszny wskazane :) Poza tym standardowo - nie pić wody i lodu w drinkach. Uwżać na sprzedawaną wodę - potrafią nalewać z kranu do pustych butelek. Ubioru bierz jak najmniej - po co to targać. Lniane koszule i spodnie kupisz za 100 rupieci. Z klamotów foto to brałbym jak najmniej - to trzeba nosić. najlepiej obiektyw 18-200 albo stałkę 35mm i wsio. W podróży lepiej mniej nosic na szyi. Kiedyś zrobiłem bład i zabrałem prawie 9kg klamotów foto. Kupa stresu, cały czas trzeba na torbę uważać a 80% klamotów nie zostało użyte.

gimper użytkownik gimper(wpisów:108) dodano 25.11.2012 16:15

Dziękuje bardzo za cenne rady Niestety mieszkam na prowincji i załatwienie lub dowiedzenie się czegokolwiek graniczy z cudem. Książkę kupię W tygodniu wybiorę się do Białegostoku w celu uzyskania fachowej wiedzy na temat przygotowań od strony medycznej Jeśli chodzi o sam wyjazd doskonale wiem że w ciągu tych 20 dni z biurem niewiele zobaczę ale takie jest życie i tak zostawiam żonę z dwójką dzieci z dwiema firmami w środku zimy Jeszcze raz dziękuję za cenne rady

carmel użytkownik carmel(wpisów:103) dodano 25.11.2012 13:02

Jeśli chodzi o szczepienia i konsultacje lekarskie przed wyjazdem do krajów egzotycznych należy zgłosić się do Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej.Ja z takiej korzystałam w Warszawie , teraz na ul . Żelaznej
http://www.wsse.waw.pl/PageContent.aspx?MenuID=273 ;)
Odkąd mieszkam w Gdyni korzystam z usług placówki o której wspominał Tomek w pełnym zakresie , łącznie z leczeniem ;) Szczepienia są na lata i potem w większości przypadków trzeba przyjąć tylko dawkę przypominającą.Są kraje , do których nie wpuszczą bez tzw. żółtej książeczki .Tu jest trochę podstawowych informacji :
http://www.klubpodroznikow.com/forum/10-duszy-wyjazd/4929-wane-przed-wypraw-ota-ksieczka

Jeśli chodzi o malarię-polecam tę stronę http://www.malaria.com.pl/
Można na niej sprawdzić aktualne informacje. Leki łykam wtedy , kiedy zagrożenie malarią jest realne.Należy pamiętać , że żaden lek nie daje 100 % gwarancji niezachorowania ;)
Polecam też szczepienia na dur brzuszny , jeśli lubisz/lubicie jeść na ulicy i w miejscach temu podobnych.Poza tym na tężec , bo przy drobnych skaleczeniach , otarciach istnieje zagrożenie zakażenia beztlenowcami , zwłaszcza w krajach egzotycznych.

Szczerze powiedziawszy IMHO to szkoda wybierać się do Indii na wyjazd zorganizowany ;D to kraj , którym trzeba się delektować ;) ale rozumiem , że są różne punkty widzenia.

Satan...właśnie wyszło nowe , bogatsze wydanie "Lalek w ogniu".Książkę czytałam w Indiach , świetnie napisana...wg mnie rewelacyjna lektura. Jeśli kogoś interesuje tzw. Daleki Wschód to przede wszystkim polecam książki Tiziano Terzaniego.

Indie są prawdziwym rajem dla fotografujących , a Hindusi w większości chca , żeby robić im zdjęcia. Postępuję podobnie jak Tomek...kiedy porozumiewawczo "pytam"czy mogę komuś zrobić zdjęcie...gdziekolwiek by to nie było...zawsze takiej osobie pokazuję zdjęcie...najmilsze wspomnienia z takimi sytuacjami miałam w Tanzanii , na sawannie , gdzie młodzi -fotografowani chłopcy nie mówili nawet językiem suahili :)

tama użytkownik tama(wpisów:241) dodano 24.11.2012 22:40

Gimper, nie jestem lekarzem ale moim skromnym zdaniem to przede wszystkim szczepionka przeciwko A. B natomiast jest na wirus wszczepienny, a chyba nie zamierzasz się tam okaleczać, poza tym na B potrzebne są 2 dawki plus trzecia przypominająca po roku (o ile dobrze pamiętam). B Ci się przyda i tak jak i każdemu zdrowemu człowiekowi by zdrowym być :) Pan doktor powinien spojrzeć na odpowiednią mapę (są takie) i już wiadomo co komu gdzie potrzeba :)

tomek-gdynia użytkownik tomek-gdynia(wpisów:90) dodano 24.11.2012 22:22

Satan :)
Bardzo dziękuje za rekomendację. Recenzję właśnie przeczytałem. Przeczytam także książkę :)

tomek-gdynia użytkownik tomek-gdynia(wpisów:90) dodano 24.11.2012 22:18

Ja miałem już wcześniej szczepienie na żółtaczkę typu B (czyli na tą szpitalną).
Pokarmówke (A) podaje się w dwóch dawkach. Teraz pierwszą , a drugą po około 12 miesiącach (wtedy macie szczepienie ważne całe życie).
Nie wiem , czy odpowiedni jest lekarz pierwszego kontaktu, choć myślę, że powinien wystarczyć. U nas (w Gdyni) te sprawy załatwia przychodnia Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej.
Co do Malaronu to ...... w Kambodży łykaliśmy tak zwaną profilaktykę. Czyli codziennie jedna tabletka. Pierwsza dzień przed wjazdem w "teoretyczną strefę malaryczną" , ostatnia na tydzień po wyjeździe. 12 dni w Kambodży - 20 piguł. Nie zamierzam polemizować z lekarzami ,ale nie zapędzając się na jakieś "dżunglowate" treki, po fakcie muszę stwierdzić iż nie miało to sensu. teraz wozimy tylko 1 opak/os jako dawkę leczniczą jakby co....(w Indiach). Choć na ewentualny wyjazd do Afryki bym raczej znowu polubił się z profilaktyką.
Jest jeszcze kilka innych leków antymalarycznych ,które lekarz może zalecać, tańszych ale powodujących szereg skutków ubocznych. (np. Lariam i Doxycyklina). Ale po pierwsze , część szczepów jest na nie opornych , po drugie Malarone ma nieistotne skutki uboczne. Niestety jest drogi. Jedno opak. 12 szt tabletek = 200 zł.

satan użytkownik satan(wpisów:204) dodano 24.11.2012 22:17

Ja też w Indiach (jeszcze) nie byłem, ale właśnie skończyłem czytać książkę Pauliny Wilk - "Lalki w ogniu". Myśle, że to cenna pozycja dla każdego chcącego tam wyruszyć.

Pozdrawiam.

gimper użytkownik gimper(wpisów:108) dodano 24.11.2012 19:01

Tomku dobrze piszesz
W ramach przygotowań poszedłem do lekarza domowego zasięgnąć informacji w kwestii szczepień przed wyjazdem do Indii ale oprócz ewentualnych informacji byłem zdecydowany zaszczepić się od żółtaczki A+B. W domu żona z notatek lekarza wywnioskowała że zostałem zaszczepiony tylko od typu B ;(

tomek-gdynia użytkownik tomek-gdynia(wpisów:90) dodano 24.11.2012 17:45

Izka :)
Nie jestem. Staram się być.
Każdy jakieś błędy popełnia. Najczęściej nieświadomie, czasem z dobrej woli ale jakie to ma znaczenie ?
Ja żałuję przejażdżki na słoniu na Sri Lance. Wkleję swój tekst z innego miejsca w necie z lutego tego roku:

Kiedyś pojechaliśmy sobie słoniem.. W zasadzie nie kiedyś , tylko 16 miesięcy temu , czyli całkiem niedawno. Na Sri Lance. To była nasza pierwsza przejażdżka na słoniu. Poniżej zdjęcie. No proszę jak nam się mordki cieszą.... (tych dwoje od lewej).
<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/CSwy-zbatPwk_055eg5w_1dYy9zR5fZJCfdHrohuBJQ?feat=embedwebsite"><img src="https://lh5.googleusercontent.com/-SEeziT24zH4/TzrTbFzK7II/AAAAAAAAASk/Wduw39txWeI/s800/DSC_0460.jpg" height="531" width="800" /></a>


Po zejściu ze słonia uznaliśmy , ze więcej na słonia nie wsiądziemy. Bo ? Bo nudno, bo za wolno, bo to żadna atrakcja. No i słoń zachowywał się jakoś dziwnie, nieprzewidywalnie......
Dopiero po powrocie do domku zacząłem sobie czytać o słoniach , o tresurze , o sterowaniu słoniem za pomocą pałki, o ich losie w krajach azjatyckich , a szczególnie w Indiach i na Sri Lance. Przeczytałem apele różnych organizacji proszacych o zaniechanie przejażdżek na słoniach , gdyż jest to udział w znęcaniu się nad nimi..... A nasz słonik był mały. Taki indyjski. Do tego wleźliśmy na niego w sześć osób (bo kolega słonika miał uszkodzoną nogę więc nasz MUSIAŁ wziąć nadbagaż). Do tego nasz kierowca sprawnie używał drewnianej pały (tej na zdjęciu ) waląc nią kilkanaście razy w łeb słonia gdy ten zdawał się zająć czymś innym niż marsz przed siebie. Drugi Hindus z bosakiem w ręku dźgał słonia w zad, gdy ten przystawał. Osiągaliśmy dzięki temu zawrotną prędkość 2 kilometry na godzinę......... I tak trzydzieści minut. A w "zajezdni" czekała już kolejna szóstka naszych rodaków z drugiej tury.....
No cóż . Nie wiedziałem , że to tak wygląda. Myślałem że słoń jest jak koń. Służy do jeżdżenia i to nawet lubi. Bo sobie pohasa po lesie....

Teraz ten słoń mógłby mi powiedzieć : "A co mnie durniu obchodzi , że ty NIE WIEDZIAŁEŚ....Powinieneś to wiedzieć na etapie podstawówki , a ty nie wiedziałeś w wieku 35 lat ? To siedź w domu i nie przyjeżdżaj tutaj !!! "
Ale on mi tego nigdy nie powie . Bo słonie nie mówią. Z mówiących słoni znam tylko Hortona , który słyszy Ktosia..... Ale to nie był on.

Ja już na słonia nigdy nie wejdę. I nie dlatego , że to nudne.....Aczkolwiek w najbliższym roku i tak paręnaście milionów ludzi w krajach Azji się na słoniach przejedzie. Czemu ?
-- 80 % dlatego , że nie wie , nie słyszało, nie czytało....
--10 % - bo słyszało i czytało, ale ma na ten temat inne zdanie..., bo tu tak nie biją słoni jak w Indiach..., bo jedziemy w dwójkę , a nie szóstkę.. itd
-- 10 % - wie i rozumie , ale koniecznie chce na słonika , więc ma to w dupie.....

Pozdrawiam , nie mam pewności czy zdjęcie się wkleiło.
Aha, słonie od tej pory tylko oglądam.

izka użytkownik izka(wpisów:28) dodano 24.11.2012 11:44

tomek -gdynia : masz w takim razie bardzo mądre podejście.. i jesteś świadomym Turystą. widzisz - człowiek się uczy całe życie... ale masz rację - duma. o tym nie pomyślałam. cieszę się, że przeczytałam Twoj wpis.

dispar użytkownik dispar(wpisów:240) dodano 24.11.2012 00:56

Bardzo słusznie Tomku prawisz.
Nawet nie bardzo się dziwię, że aż tak słusznie.
Że jesteś słusznie patrzącym i rozumiejącym świat, to widać na Twoich fotografiach.
Pozdrawiam serdecznie:)

tomek-gdynia użytkownik tomek-gdynia(wpisów:90) dodano 23.11.2012 20:36

Opowiem jeszcze o jednej drobnej przygodzie jak mnie spotkała w Delhi.
Poszedłem sobie z aparatem na miasto. Main Bazaar Road i okoliczne zaułki. Żona została w hotelu, a ja zamierzałem poszwędać się i popstrykać.
Idę tak sobie i pstrykam i widzę katem oka przed sobą w tłumie kobietę z tamburynem i małą, na oko 10-12 letnia dziewczynkę. Brudną , z poskręcanymi od tego brudu włosami . Widzę , że matka tej dziewczynki też mnie widzi. Pokazuje na mnie palcem , co było rozkazem dla dziewczynki:
-- patrz białas, ma aparat. Bierz go. Zaczynamy show.....
Cały czas obserwuje ich katem oka, patrząc zupełnie gdzie indziej.
Mała biegnie do mnie w podskokach, matka zaczyna przygrywać na tamburynie. tłum się rozstępuje , bo dziewczynka zbliżając się do mnie zaczyna robić salta w powietrzu.
No w tym momencie pomyślałem sobie ."Cholera jasna. Jaka szkoda".
Nie mogłem sobie pozwolić na obserwowanie występu dziewczynki , która stała się małpką. Małpką swojej "kochającej" matki , która skazała ją na ulicę. Nie mogłem sobie pozwolić na zrobienie zdjęć, mimo , że po to na ulicę wyszedłem.
Już nawet kątem oka ich nie widziałem. Nagle zainteresował mnie jakiś duperel na straganie. Mała po trzech saltach sobie odpuściła i razem z matką poszły szukać jakiegoś amerykańskiego turysty.
Ale to już są skutki. Wiele się musiało wcześniej zdarzyć.

tomek-gdynia użytkownik tomek-gdynia(wpisów:90) dodano 23.11.2012 20:25

Izka :)
To nie chodzi tylko o Indie , tylko o wszystkie biedne kraje trzeciego świata.
Akurat te cukierki i długopisy, a także mydełka z hoteli i szczoteczki do zębów, to temat stary jak .....turystyka. Wiele osób jednak nie widzi w tym absolutnie nic niewłaściwego. Nawet się temu podejściu nie dziwię, bo na pierwszy rzut oka to przecież bardzo sympatyczny zwyczaj.
Nie przyjmuj zatem mojego stanowiska do siebie, nie mam zamiaru prowadzić krucjaty przeciwko komukolwiek. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na problem.

Dzieciaki w każdym takim kraju są podobne. Ciekawe przybyszy, nawiązujące kontakt najłatwiej i najszybciej. Przyjdą , pośmieją się pogadają (o dziwo znają o niebo lepiej angielski niż ich rodzice), zapozują do zdjęcia, mając radochę gdy mogą się obejrzeć na wyświetlaczu i pośmiać z siebie. Czasem chcą pouczyć się angielskiego, sprawdzić w praktyce jak im idzie.
W normalnych warunkach (we Wietnamie prawie zawsze były to normalne warunki, w Indiach, tam gdzie byliśmy - tak w 90 procentach, w Kambodży już tylko w połowie przypadków) dzieciaki nic od białasa nie oczekują. Nie potrzebują nic. Nawet nie wiedzą , że czegoś im brakuje, lub , że coś mogłyby dostać.
Niech by tak zostało. Żaden cukierek lub długopis nic nie zmieni. Nie uczyni szczęśliwszym. On powinien być wręczony przez rodzica , a nie przez obcego , przypadkowego białego człowieka, który pojawił się znikąd i zaraz zniknie. Dając coś nie wiadomo czemu i po co. On tylko psuje..... I nie chodzi mi o to aby białasom ułatwić podróżowanie , żeby go nie nagabywano. Białas wjedzie i za dwa dni wyjedzie, a miejscowe dzieci rosną na niepełnosprawnych. I gdzieś, ciągle z wyciągniętą ręką i smutnym spojrzeniem tracą poczucie dumy. Biedne dzieci bez tego problemu na głowie mają się świetnie. Żyją sobie biednie , ale beztrosko i szczęśliwie.

Kolejnym etapem tego zjawiska jest stworzenie z małego człowieka zawodowego żebraka . I to sposobem stosowanym już przez Maslowa do warunkowania psów.
Wstyd dla całego narodu, wstyd dla rodziców, wstyd dla tych dzieci, mimo , że jeszcze nie wiedzą o co chodzi. Często wstyd rodziców przytłumiany jest faktem , że taki maluch (już nieco wyćwiczony) potrafi przynieść do domu całkiem sporą kupkę łandollarów...... A biali płacą łandollarami. Za zdjęcie , lub za cokolwiek , lub ot tak po prostu za smutne oczy.
Efekt jest taki , że potem dzieci zamiast być w szkole , obstawiają ważne turystycznie miejsca. Co więcej , wysyłane są tam przez rodziców. Powstaje nowy zawód.
To już jest koniec dzieciństwa. Przedwczesny koniec. Cała Kambodża, a szczególnie okolice świątyń Angkoru tym stoi. Kroczek , po kroczku, od malutkiego niczym nie uzasadnionego gestu, do skutku. Taki łańcuszek.
Jest parę lepszych sposobów na podzielenie się z nimi swoją dobrą karmą lub dobrym humorem. Ale wymaga więcej zachodu lub zaangażowania. Pewna polska parka podróżując po Birmie wzięła ze sobą całą paczkę książek do nauki języka angielskiego , które sprezentowali dzieciom jednej z wiejskich szkół.
Inna polska para również w Birmie - spędzili jeden dzień ze swojej podróży ucząc angielskiego w takiej szkole, będąc przy okazji atrakcją wioski.
Można nauczyć ich jakiejś gry (o ile się dogadacie).
Znajomi z wycieczki na Sri Lankę kupili synkowi zaprzyjaźnionej Tamilskiej rodziny rower. Jedna wybrana rodzina, tydzień znajomości, jeden rower. Ale rower kosztował więcej niż nawet paczka długopisów.
My robimy zdjęcia. Mam również drukarkę Polaroida i drukuję je na miejscu. Dzieciaki dostają pamiątkę (poza obejrzeniem się na ekraniku ) (to kosztuje około 2 zł/ 1 zdjęcie, ale nie pozostawia negatywnych emocji u miejscowych, a wręcz przeciwnie). Za to drukarka kosztowała 120 USD. Ale wiem, że to nadal niewiele.
Dobrym sposobem jest po prostu zrobienie zdjęcia i pokazanie jak wyszło. Kilka słów i uśmiech tylko pomoże. To ważniejsze niż długopis. (przy czym nie robię zdjęć żebrzącym dzieciom i nie daje im takowych na pamiątkę , bo to igła prosto w serce). Takie zdjęcia jeśli już to tylko obiektywem tele, bez świadomości fotografowanego.
W Indiach (na południu) tylko kilka razy spotkałem się u dzieci z prośbą o długopisy , cukierki i tylko raz o pieniądze. Sorry , i don't have any......
Już ich ktoś przed nami przyzwyczaił, mimo , że starsi na nich krzyczeli i przeganiali. Reszta natomiast (90 %) jeszcze się trzyma. Oby jak najdłużej. :)
W Birmie , która otwiera się dopiero na świat ten problem jest jeszcze wielokrotnie mniejszy , choć biali z całego świata już zdążyli sporo napsuć w miejscach najbardziej turystycznie obleganych.....
Zebrało mi się na elaborat, ale tak w skrócie chodzi mi o to , że jeśli ktoś się naprawdę przejmuje losem najmłodszych w krajach trzeciego świata, to niech poświęci coś wartościowego, szczególnie swój czas. Jeśli jednak nie jest na to gotowy, to najlepiej zrobi , jeśli nie zrobi nic. Przynajmniej nie zepsuje.
Długopisy są tylko pocieszaniem samego siebie. Poprawiacz humoru . Chcemy go sobie kupić . Zobaczyć swój uśmiech w czyichś oczach. Jak w lustrze.

Pozdrawiam serdecznie :)

Ps: jeszcze gorzej kupować od dzieci. Kupujcie od ich matek lub ojców. Sprzedające cokolwiek dzieci (pocztówki, pamiątki) ignorujcie.

izka użytkownik izka(wpisów:28) dodano 23.11.2012 19:04

Tomek - być może masz rację. ja w Indiach nie byłam, więc się nie znam ;-) tak po prostu słyszałam... Gimper -słuchaj bardziej doświadczonych!

tomek-gdynia użytkownik tomek-gdynia(wpisów:90) dodano 23.11.2012 17:37

Zaprotestuję :)
Nie zabierajcie cukierków ani długopisów. Nie zabierajcie , żeby Was nie kusiło potem.
To dumny naród. Dzieci nie zrozumieją , ale kiedyś też będą dumnymi Hindusami lub Tamilami....lub.... (oj wiele tam narodów).
Ci starsi z przykrością patrzą na Gesty Białych Kolonizatorów. I odganiają dzieciaki.
My nie daliśmy ani jednej sztuki. Nigdy. Tym bardziej pieniędzy.
Pozdrawiam.

izka użytkownik izka(wpisów:28) dodano 23.11.2012 13:20

Dodam tylko, że warto wziąć cukierki i długopisy - Dzieci będą bardzo szczęśliwe z takich prezentów :-)

gimper użytkownik gimper(wpisów:108) dodano 22.11.2012 21:23

wielkie dzięki Tomku

tomek-gdynia użytkownik tomek-gdynia(wpisów:90) dodano 19.11.2012 17:19

No cóż. Wybór już dokonany .... Prawie całe Indie w 19 dni to gonitwa, ale nie o tym miałem pisać.
Jak się przygotować:
-- generalnie letnie ciuchy
-- nie do końca .....(w Ooty (wysoko) może być zimno, zwłaszcza w lutym). Chociaż bluzę z polarem + cienka kurtka wodoodporna by się być może przydała
--szczepienia podstawowe (obie żółtaczki, błonica ,tężec ,polio, dur)
--czy brać leki przeciwmalaryczne ? jak chcecie. My mieliśmy po 1 opakowaniu malaronu jedynie w razie czego (tzw dawka lecznicza 4 sz/dziennie przez trzy dni) -nie przydały się. Generalnie podróżując po szlakach , nie szwędając się po dżungli zagrożenie jest minimalne. Oczywiście niech decyduje lekarz.
--jakieś środki na komary - TAK, zwłaszcza wieczorami na posiadówkach , lub śpiąc w hotelach bez klimatyzacji - my mieliśmy MUGGĘ 50 % DEET. 1 opakowanie na 1os.

--warto wziąć coś na biegunkę (nam nic nie było). Podobno lepsze środki można dostać w Indiach , nasze Smecty itp nie chcą działać. Ale to tylko jakby co....
--Tribiotic - czyli maść z antybiotykami w malutkich saszetkach - choć 1 opak/2 osoby. W tropiku małe drobne ranki, lub pęcherze ciężko się goją i mają skłonność się babrać.
-- antybiotyk (coś z domowej apteczki) - na nieprzewidziane infekcje (wirus , czy bakteria ? nieważne - przeszkadza)

Poza tym Indie są dość bezpieczne i ludzie przyjaźni. Zwłaszcza w dużej grupie będziecie jak pączki w maśle. Nie ma się czego obawiać.
Oczywiście dokumenty i aparaty należy pilnować. Ale co najwyżej przed kieszonkowcami.
PS. Ludzie lubią jak im się robi zdjęcia.
Do świątyń trzeba na boso - bez skarpet. Stąd polecam ten Tribiotic. Ja miałem 7 niezagojonych pęcherzy na stopach. Jeden się nie goił tylko babrał, musiałem go antybiotykiem leczyć.

Pozdrawiam , życząc udanej podróży.
Tomek

gimper użytkownik gimper(wpisów:108) dodano 19.11.2012 15:21

Witam
W lutym wyjeżdżam do Indii dokładnie ta trasa http://ctpoland.com.pl/wycieczki/dookola-indii/
Nie pytam o to co można zobaczyć bo jest program który będzie realizowany ale Indie to podobno specyficzny kraj i o przygotowanie się pytam. Jak mam się przygotować zdrowotnie jakie szczepienia , jakie laki zabrać, jakieś rady odnośnie ubioru i sprzętu foto ( jadę z plecakiem fotograficznym) no i jeszcze może jest cos o co nie zapytałem a powinienem wiedzieć lub może się jakaś wiedza przydać
Pozdrawiam Gimper

Aby dodawać wpisy musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!