version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

forumpodróżeSZKOCJA:

knfred użytkownik knfred(wpisów:438) dodano 21.01.2008 20:15

jaros - dzięki !
Już nie mogę się doczekać relacji z West Highland Way.
Dardzo fajny pomysł.
hejka!

jaros użytkownik jaros(wpisów:30) dodano 21.01.2008 17:41

W tekście są zapewne braki. W razie czego pytajcie- chętnie pomogę.
O atrakcjach Glasgow (nielicznych) i Edynburga (licznych) przy innej okazji. Postaram się też zamieścić tekst o West Highland Way, jeżeli taka forma okaże się interesująca, bo obieżyświat.org to przecież nie tylko fotografie, ale też wymiana doświadczeń i porad dotyczących podróży. Pozdrawiam.

Jaros

p.s. qrcze, już widzę efekty niesprawdzenia tekstu.. nie mam też podkreślacza błędów. Za usterki ortograficzne z góry przepraszam. Nie mogę ich niestety poprawić..

jaros użytkownik jaros(wpisów:30) dodano 21.01.2008 17:40

Kontunuujemy podróż na południe. Cel- Oban. Musimy zrezygnować z Glen Coe, ponoć pięknej doliny.Zaczynać padać, będzie lało przez dwa dni..pokrzyżuje to nasze plany. Oban to punkt wypadowy na pobliskie wyspy- szczególnie Mull i Jurę. Miasto ma pozytywny klimat. Leży w zatoce. Osłonięte od kapryśnego morza, przyjmuje głównie promy. Przyjemnie jest pospacerować po nabrzeżach, wzdłuż głównych ulic, a także wejść stormą ścieżką (ledwo na jeden samochód) na McCaig’s Tower- budowlę o kształcie Koloseum, górującą nad okolicą. Fundatorem był lokalny biznesmen. W opcji na deszczowy dzień pozostaje zwiedzenie destylarni whisky. Jest ich w Szkocji wiele. Nie potrafię uargumentować, dlaczego akurat jedna jest ciekawsza od drugiej- i tak pełni sekretów powstawania bursztynowego trunku nie poznamy. Przyjemnym souvenirem ze Szkocji są produkty z wełny- swetry, szale, etc. Nie pochłoną one sum bajońskich, a jakościowo nie pozostawiają nic do życzenia. Mi służą do tej pory.
Przedostatniego dnia zwijamy się wcześnie, bo spory kawałek drogi przed nami. Ponownie wjeżdżamy w niezamieszkałe obszary kraju. Droga wije się dolinami, między niewysokimi górami. A85, a potem A82 wiedzie nas do Parku Narodowego Loch Lomond and The Trossachs, w którego skład wchodzi największy zbiornik słodkowodny GB- Loch Lomond właśnie. Droga otwiera wspaniałe widoki, ale do tego Szkocja zdążyła już przyzwyczaić. A82 biegnie zachodnią stroną jeziora, po wschodniej wytyczono szlak West Highland Way (tam można poczuć czysty smak szkockich Lochów i Benów). Wjeżdżamy na A811, prowadzącą do Stirling- to ostatni etap wyjazdu. Powoli, acz nieuchronnie żegnamy Highlandy. Jak się okaże, nie na zawsze.
Stirling, miasto-symbol. Znajduje się tam potężny zamek(wjazd płatny), bardzo podobny do tego w Edynburgu, ale mimo to warto zobaczyć. Jest także monument (wjazd płatny) poświęcony William’owi Wallace’owi. Dość śmiesznym jest odkrycie, że ze względu na brak wizerunku Braveheart’a, wykorzystuje się twarz aktora z filmu. Monument to smukła, wysoka wieża, postawiona na skale. Roztacza się z niej doskonały widok na okolicę, widać (dosłownie) początek Highlandów. Są to pionowe skały, wypiętrzone kilka kilometrów od Stirling- dosadna granica ;) W monumencie umiejscowiono wystawę poświęconą wielkim Szkotom- są tam między innymi Robert Bruce, Robert Burns, Stevenson. Centrum miasta specjalnie w pamięć nie zapada..może z braku czasu. Kilka ładnych uliczek, ale niezmiernie zatłoczonych. Główną atrakcją wydają się być galerie (sic!) handlowe- tam spotkaliśmy największe tłumy..
Samochód został oddany, wycieczka zakończona. Obawiam się, że ten opispomija pewne elementy, ale starałem się oddać klimat Szkocji i przekazać (w zawoalowanej formie) garść przydatnych informacji.

jaros użytkownik jaros(wpisów:30) dodano 21.01.2008 17:39

Rankiem wkraczamy w The Great Glen. Rozmyślnie rezygnujemy ze śniadania w b&b. Po małych zakupach w spożywczaku (sieć SPAR jest wszędzie) i krótkiej jeździe, zatrzymujemy się nad brzegiem Loch Ness. Widoki zjawiskowe, koniec jeziora ginie w porannej mgle, gdzieś na horyzoncie nad górami przewalają się deszczowe chmury, a nad nami świeci ciepłe, letnie słońce- typowo szkockie warunki pogodowe to deszcz nawet kilka razy dziennie. Droga A82 powiedzie nas aż do Fort William, wzdłuż najpiększniejszych szkockich jezior- Loch Ness, Loch Lochy; na razie jednak delektujemy się chwilą- carpe diem:)
Droga pozostaje w pamięci na długo. Kręta, dość wąska. Z jednej strony wody jeziora, z drugiej zbocze szkockich munro’s (munro- góra, która przekracza 9000ft, czyli 914 metrów). Przed Drumnadrochit wsiadamy na statek, którym odbywamy rejs po Loch Ness. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Mijamy kilka muzeów poświęconych potworowi, Nessie, a także Castle Urquhart. Jest to najsłynniejszy szkocki zamek, szczyci się też największą liczbą turystów, odwiedzających go rocznie. Niestety...nie robi specjalnego wrażenia, a wiem co mówię, wcześniej sporo szkockich zamków odwiedziłem ;) Fort Augustus, gdzie mamy nadzieję coś zjeść, okazuje się ledwie namiastką miasteczka.. nawet nie zauważamy, gdy go mijamy. To częsty element podróży po Szkocji. Miejscowości, zaznaczone na mapie dość konkretnie, w rzeczywistości okazują się być np zbitkiem dwóch hoteli albo kilku domów, czasem nawet bez sklepu.. trzeba na to zważać.
Dobijamy do Fort William późnym popołudniem (to właśnie tu zjedliśmy haggis). Zgodnie stwierdzamy, że jest to swoisty Karpacz- miasteczko turystyczne, ze wszelkimi udogodnieniami, ale pozbawione duszy..duszę miasta tworzą ludzie. Przystan oferuje wycieczki motorówkami/kutrami na morze, w celu poszukiwania ptactwa, ryb i ssaków. Namawia do odwiedzenia barwna ulotka muzeum kamieni szlachetnych. My jednak zbieramy siły na wspinaczkę na Ben Nevis- najwyższy szczyt GB. Ruszamy z samego rana. Z każdym pokonanym metrem Szkocja zmienia swe oblicze. Początkowo stąpamy po podmokłych łąkach, przeganiając przestraszone owce. Wchodzimy na szlak właściwy, spokojnie mijając wycieczki rodzinne. W połowie szlaku część ludzi zawraca (do tego miejsca wchodzą wszystkie kategorie wiekowe;) ) Zaczyna się strome podejście po kamiennym szlaku. Do szczytu niedaleko, ale wyprawę utrudnia gęsta mgła. Ostatecznie dochodzimy na szczyt. Niestety pogoda poskąpiła widoków.. Cała wyprawa zajęła nam około pół dnia. Z braku czasu był to niestety jedyny tego typu kontakt ze szkockimi górami..

jaros użytkownik jaros(wpisów:30) dodano 21.01.2008 17:39

Dalej droga prowadzi nas do Dundee, które rozmyślnie omijamy.. wrażenie robi jedynie dość długi most. Przez pomniejsze drogi, przebijamy się na A9. Tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Pola uprawne powoli ustępują miejsca lasom i rozległym wrzosowiskom. Zaczyna się dzicz. Warto kontrolować wskaźnik paliwa, ponieważ w Highlandach ludzi mieszka niewielu, stacji benzynowych jest jeszcze mniej, a ceny odpowiedni (ciut) wyższe. Cena litra benzyny to funt i kilka pensów. Z A9 odbijamy na Queen’s View- punkt widokowy, wywodzący się od samej królowej Wiktorii. Droga, jak wszystkie poza głównymi, jest niezmiernie wąska. Przy mijaniu jedzie się na lusterka. Dodatkowym utrudnieniem jest ilość zakrętów oraz krzaki, żywopłoty i inna roślinność po obu stronach.. więc w kryzysowej sytuacji nie ma gdzie odbić, widoczność jest skutecznie ograniczona. Zabawa jak na rollercoasterze. Sam widok zapiera dech! Góry i wyrzeźbione przez lodowce jeziora. Stosunkowo wąskie, długie. Loch Tummel jest pierwszym ‘klasycznym’ szkockim jeziorem na naszej drodze. Niewiele dalej na północ zatrzymujemy się w Blair Castle. Długa, ocieniona aleja wiedzie pod sam zamek. Budynek prezentuje się okazale, biały, lśniący w promieniach słońca, doskonale utrzymany. Wnętrza przytłaczają przepychem. Można podziwiać trofea myśliwskie, zbrojownię, komnaty w realnym wystroju, stroje z minionych epok, a wszystko to, pamiętając, że zamkiem nadal włada szkocki klan, ze swoim własnym tartanem (wzór kraty), Mc albo Mac przed drugim członem nazwiska i prawem do wystawiania własnej armii. Po odkryciu uroków zamku, warto przespacerować się po okolicy. W parku dostojnie prezentują się olbrzymie drzewa (po kilkadziesiąt metrów). Z parkiem w stylu graniczy park francuski. Odnaleźlimy też stojącą na uboczu kapliczkę i cmentarz. Taki z celtyckimi krzyżami ;) Dociera tam niewielu turystów, więc można chwilę pobyć w samotności. Na pobliskim pastwisku natknęliśmy się też na highlandzką krowę. Te, obdarzone bujnym porożem i futrem, bydło stanowi jeden z symboli Szkocji.
Inverness to ostatnie większe miasto na północy Szkocji. Znajdzie się tam wszystko, czego potrzeba, przed ewentualnym wyruszeniem w dzikie ostępy szkockich gór- szeroką ofertę noclegową, duży wybór miejsc z jedzeniem, ewentualne zakupy. W ramach noclegów, polecam rozpowszechnione na wyspach bed&breakfast. Za przystępną cenę (12-20 funtów/osoba) można dostać pokój z łazienką, w niezłym standardzie. Jeżeli używamy czegokolwiek elektrycznego, pamiętajmy o zabraniu przejściówki do gniazdek elektrycznych- bez nich też w sumie da radę, wystarczy podważyć osłonkę gniazdka i wepchnąć wtyczkę. Porażenia prądem się nie ryzykuje, ewentualnie złamanie wtyczki... Z breakfast można z reguły zrezygnować. Smaki Szkocji czekają na odkrycie przez odważnych. Je się tłusto. Wszystko smażone na głębokim oleju- łącznie z botnikiem mars. Scottish breakfast składa się zasadniczo z jajek sadzonych, przesolonego bekonu, fasoli w zalewie, kotleta pseudomielonego oraz ‘hashbrow’ (mniej wiecęj tak się to wymawia). ‘Hashbrow’ to chleb tostowy smażony w głębkim oleju.. Innym klasycznym daniem jest fish&chips, czyli po prostu ryba z frytkami. Najlepiej smakuje kupiona prosto z budki/baru, jedzona z papieru (do lat, bodaj 50., pakowane były we wczorajszą gazetę). Danie proste, smaczne i sycące. Pozostaje jeszcze haggis- coś na kształt naszej kaszanki, podawane w jagnięcym żołądku. Smaczne, ale kaszanka rulez ;).

jaros użytkownik jaros(wpisów:30) dodano 21.01.2008 17:39

Zwiedzanie zacząć należy od Edynburga oraz okolic( o tym w kolejnym tekscie. Zupełnie inną stronę kraju poznać można dopiero w Highlands, czyli górach. Po zasięgnięciu języka u autochtonów oraz przeczytaniu sporej ilości opracowań zagarniętych w bibliotece publicznej, biorąc pod uwagę ilość czasu i pieniędzy, którymi dysponowałem, zdecydowałem się na trasę- St. Andrews, Inverness, Fort William, Oban, Stirling oraz możliwie największą liczbę atrakcji dostępnych po drodze. Podróżowałem samochodem. Ruch lewostronny nie nastręcza problemów. Brytyjczycy zapowiegliwie, albo z lenistwa zrezygnowalii ze skrzyżowań, zastępując je rondami.. przestawienie się zajmuje dosłownie chwilkę. Sytuacja jest trudniejsza, jeśli podróżuje się „ich” autem (miałem tę przyjemność), ponieważ trzeba natychmiast opanować zmianę biegów druga ręką.
Wyruszyliśmy z Edynburga popołudniem, przekraczając Queensferry Bridge za symbolicznego funta. Jest to swoista brama, oddzielająca uprzemysłowioną część kraju od tej turystycznej. Podróżowaliśmy drogą widokową wzdłuż zatoki Forth, na przeciwległym brzegu majaczył Edynburg. Kolejne mijane miasteczka nie przedstawiały sobą nic nadzwyczajnego, aż w (bodaj) Elie natknęliśmy się na płytę upamiętniającą polskich żołnierzy, którzy w tych okolicach obozowali, przygotowując się do walki. Przypomnę, że to właśnie w Szkocji szkolili się Cichociemni. W miejscowości tej była też samotna ‘baszta’ tuż nad brzegiem moża. Legenda głosi, że przebierała się w niej, wychodzą na plażę, córka tutejszego wielmoża. Wtedy też we wsi biły dzwony, będące nakazem dla plebejuszy, by schowali się w domach. Nie wychodzili, póki panna zażywała kąpieli słonecznych/wodnych, coby przypadkiem który wdzięków panny nie dostrzegł..
Do St. Andrews wjechaliśmy po zmroku. Miasto prezentowało się pięknie ze wzniesienia, którym prowadzi dojazdowa droga A917. Pobudka skoro świt. Przechadzka pustymi ulicami uniwersyteckiego St Andrews. Warto zobaczyć ruiny katedry, zamek, a także uniwersytet. Dziedziniec uniwersytetu robi przyjemne wrażenie, spowite bluszczem frontony budują klimat miejsca, nie to jest jednak w mieście najważniejsze.. St Andrews to kolebka golfa! Golf jest, można to z powodzeniem powiedzieć, sportem narodowym Szkocji. Gra w niego każdy- mały, duży, biedny, bogaty ,stary, młody. Pola golfowe znaleźć można w każdej, nawet najmniejszej miejscowości. Często można w nich wypożyczyć sprzęt- tylko kaszkiet trzeba mieć swój ;) Gra warta świeczki. Z pozoru nudnawa, daje wiele przyjemności i satysfakcji- punkt obowiązkowy wizyty w Szkocji!

jaros użytkownik jaros(wpisów:30) dodano 21.01.2008 17:38

W Szkocji byłem dwa razy. Raz lądowałem na Glasgow International, drugi raz na Glasgow Prestwick. Różnica polega na kilometrach- lotnisko Prestwick znajduje się 50km od śródmieścia Glasgow, a International może 5... dojazd nie jest na szczęście problemem. Regularnie, w niewielkich odstępach czasu kursują pociągi podmiejskie oraz autobusy. Jadąc linią podmiejską wzdłuż wybrzeża, trudno nie zauważyć Arran Holy Island, z wyraźnie rysującym się szczytem Goat Fell. Jest ona określana jako Szkocja w miniaturze. Na niewielu ponad 400km kwadratowych można ponoć znaleźć wszystko, co dla Szkocji charakterystyczne. Dojazd promem.
Glasgow pominę, bo miasto nie przypadło mi do gustu.. Sama Szkocja to niezwykle ciekawy kraj. Szkoci czasem lubią porównać się do Polaków, pod względem przewlekłej walki z określonymi wrogami zewnętrznymi, a także podobieństw charakterów- nieustępliwości i zamiłowania do zabawy. Przemysł i znaczna większość ludności skupia się na Lowlandzie, czyli niegórzystej części kraju, a szczególnie w wąskim pasie między Glasgow a Edynburgiem. To tam znajdują się największe zakłady produkcyjne, tam mieszka ogromna większość ludności tego 10mln kraju. Z określenie „kraj” jest pewien problem, ponieważ Szkocja nadal formalnie przynależy do Zjednoczonego Królewstwa, choć mają swój parlament, częściową niezależność w tworzeniu prawa, występują też jako osobny podmiot w niektórych organizacjach międzynarodowych, np. UEFA. Duże znaczenie dla przemysłu ma wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego przez platwofmy umiejscowione na Morzu Północnym. Ważną gałęzią gospodarki jest także- whisky. Szkocja ma prawo bicia własnej monety, a konkretnie największe szkockie banki mają przywilej wydawania szkockich funtów, które od angielskich różnią się tylko wyglądem- wartość pozostaje identyczna. Ważna rada- nie wracajcie do Polski ze szkockimi funtami, żaden kantor ich nie przyjmie, a jeśli tak, to po znacznie zaniżonym kursie.. przyczyny nie znam...

Aby dodawać wpisy musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!