m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Obok wioski LONE THA codziennie wypoczywają przyjezdni z Europy, Ameryki Północnej, Australii. Z dużym zaciekawieniem przyglądają się życiu tej małej społeczności. Tych, którzy się przyglądają, fotografują jest bardzo mało. W przestrzeni kilku kilometrów pięknej plaży giną w rozgrzanym powietrzu. Fatamorgana, a w niej sen hotelarzy, sprzedawców pamiątek, właścicieli restauracyjek, że stał się cud i wylądował na lotnisku Thantwe, oddalonym od wioski około 20 kilometrów samolot odrzutowy z 300-stu pasażerami na pokładzie, niestety jeszcze bardzo długo nie będzie faktem. Rzeczywistością. Lądują ATRy z dwoma śmigłami dwa razy dziennie w drodze do Bagan. Może w sezonie wychodzi z każdego samolotu dziesięć osób, jak w moim przypadku. Może więcej, ale cóż to jest w stosunku do możliwości. Że o potrzebach nie wspomnę. Po plaży przejeżdżają wozy zaprzężone w woły. Przechodzą poszukiwacze drewna na opał. Jest też szkoła. Budynku nie wolno fotografować. Dzieciaki większość zajęć mają na plaży, więc tutaj można. Słowo budynek - to duża przesada. Ale co tam. W Birmie nie ma obowiązku chodzenia do szkoły. Jest jednak obowiązek ubierania się w białe bluzki i zielone spodnie lub spódniczki. Pani nauczycielka otrzymuje równowartość 20 dolarów i pół worka ryżu miesięcznie za swoją pracę. Dzieci mam nadzieję, otrzymują solidne wykształcenie. Wykształcenie, które pozwoli wyrwać się z wioski do lepszych szkół. Do większych miast. Bo są dzieci, które niestety od świtu brodzą przy brzegu w poszukiwaniu martwych ryb, które będą tego dnia głównym daniem na obiad. Są rodzice, którzy mają świadomość, że szkoła może być lepszą wędką dla ich pociech, niż ta prymitywna, ale skuteczna, bo codziennie pełna pożywienia. Tutaj dziewczynki konkurują w biegu z rekwizytem. Cztery dziewczynki biegną do dołka, w którym są cztery niebieskie kule. Przy kulkach siedzi komisja złożona z kolegów i potwierdza lub nie, która koleżanka pierwsza dobiegła i podniosła kulkę z dołka. Komisja jest przejęta swoją rolą, tak zresztą jak kolega z wioski, który do szkoły nie chodzi. Bo może nie ma białej koszuli, zielonych spodni. Sam nie wiem co trzeba koniecznie mieć, by w tej szkole się uczyć.
Tutaj widać, że chłopcy nie mają tzw. zielono-białego kompletu. Jeden z nich ma zegarek. Bieg koleżanek nie był na czas, więc zegarek nie jest najważniejszy. Ale jest. Taka sytuacja zawsze przypomina mi moją św. Komunię i pierwszy zegarek. Po nim rozpoznawaliśmy, kto już do sakramentu komunii przystąpił, a kto nie. Cóż, to były czasy w naszym kraju, które z dzisiejszą Birmą miały wiele wspólnego. Trzeba mieć nadzieję, że wśród tych uczniaków będą tacy, którym uda się rozpoczynać każdy kolejny dzień życia inaczej, niż dotychczas. Że tych kilka rybek w przyszłości nie będzie celem samym w sobie. Bardzo bym sobie tego życzył. W wiosce, na tej słomiano-plastikowej patelni rybki wyschły na wiór i czas je zebrać. Kobiety krzątają się, by zdążyć przed zachodem słońca. Mężczyźni już myślami są na łodziach. Przed nimi kolejna nocna wyprawa po rybę. A pracy mnóstwo. Rybę trzeba odkleić od siatki. W procesie suszenia przywiera do plastiku i jest problem. Kiedyś w wigilijnej potrawie zwanej kapustą z grzybami udało mi się znaleźć na talerzu kawałek gazety, który sobie był, przykleił się do grzyba. Tutaj kobiety bambusowym kijem biją w plastik, a ten z żalem odkleja się od rybki i puszcza ją kantem. To, że siatki podlegają solidnemu myciu należy wnioskować, że rybki pozostawiają po sobie choćby łuski na szczęście na siatkach. Siatki szczęścia nie potrzebują, bo wiedzą, że i tak będą bite codziennie, choćby przez ogony, które kleją się jak rzep do psiego ogona. Operacja mycia siatek bardzo mnie zbudowała. Zważywszy na tę ilości brudu, który otacza wioskę i który codziennie się powiększa poprzez wyrzucanie świeżych odpadków na brzeg. Muszę się przyznać, że ciekawiła mnie zawartość tych odpadków. Bo to przecież dowód na spis treści menu społeczności wioski. Najwięcej było skorupek od jajek. Resztki po jarzynach, czosnku. Trochę po bananach i pomarańczach.
Psy, których jest bardzo dużo, interesują się skorupkami od jajek. Reszta w zasadzie albo rozkłada się w piasku, albo fala zabiera je do wód zatoki Bengalskiej. Pełne kosze suchych ryb KOBIETY, podkreślam to słowo, bo są niezwykle pracowite, przenoszą do magazynu. Tam pakują do worków. Po starannym złożeniu plastikowych siatek, czasami wymieniają słomę, tę która jest już zgniła na nową. W Birmie są telefony komórkowe. Działają, ale w tej wiosce, jeżeli sobie dobrze przypominam, to chyba nie widziałem kogokolwiek, kto by rozmawiał przez telefon komórkowy. I jeszcze ważna informacja, że łączność jest tylko na terenie Birmy i to w niektórych jej częściach. Dlaczego o tym piszę? Bo dziwiłem się, że wiele działań logistycznych jest ze sobą świetnie połączonych. Oto przykłady... Kobiety zaczynają sprzątać starą słomę, a na horyzoncie pojawia się wóz pełen nowej słomy. Do brzegu dobiła łódź z dachówką, czyli liśćmi palmowymi i jak Filip z konopi na plaży pojawił się wóz, który po ten towar przyjechał. Zdumiewające. W całej mojej podróży po Birmie, wszystko działało jak w najlepszej, nowoczesnej maszynce. Na nic nie czekałem. Gdy przewoźnik AIR Mandalay zmienił godzinę mojego wylotu z lotniska Thantwe o dwie godziny, to wiedziałem o tym już wieczorem dzień wcześniej. Napisałem słowo - lotniska - . Bo tak nazywamy miejsce, z którego wylatują i lądują samoloty. Pas startowy jest. Dziury są, ale zdecydowanie mniejsze niż na drogach. Budynek portu jest malutki. Samoloty jak taksówki, bez zbędnych ceregieli lądują i wznoszą się do następnego lotu. Można zabrać ze sobą na pokład picie, kanapki, owoce. Bagaże lądują na jeden duży wózek, który ciągną mężczyźni. Bagaży właściwie się nie odbiera. Najpierw władzom wojskowym trzeba pokazać paszport. Na liście jest moje nazwisko, więc robią ptaszka i jestem wolny. Idę za bramę lotniska. Jakieś 50 metrów. Tam oddaję bilet z numerem moich bagaży przedstawicielowi hotelu, do którego przyleciałem i tyle. Słońce było już blisko zakończenia swojej pracy. Autobusy, które czekały na pasażerów, przypominały początek motoryzacji na świecie. Pomarańczowe światło, egzotyczne miejsce, egzotyczni ludzie, egzotyczne rekwizyty. Kolonialny klimat.
Wróćmy do wioski, bo tam dzieją się ciekawe zdarzenia. Patrzę i oczom nie wierzę. Na nowej słomie, dopiero co położonej, odbędzie się pojedynek. Jaki? Kobiety się naradzają. Faceci stawiają bramki, oczywiście z bambusowych łodyg i co? Pojawia się sędzia z gwizdkiem i rozpoczyna mecz piłkarski. Kto przeciw komu?.., tego nie wiem. Jedno jest pewne, że jedna dziewczyna ma prawdziwy strój piłkarski, że prawdziwa jest piłka i że bramkarka jednej z drużyn jest słusznego wzrostu. Sędzia różni się od dwóch walczących zespołów tylko tym, że jest mężczyzną i ma gwizdek. Dziewczyny walczą z dużą zawziętością. Tam gdzie piłka, tam zawodniczki. Słoma miele się jak w młynku. Fruwa w powietrzu razem z piłką. Super. Pierwszy raz w życiu obserwowałem mecz piłkarski rozgrywany na słomie. Nastał w wiosce czas relaksu. Panowie też grali. Bramki zdecydowanie mniejsze i bez bramkarza. Także bez sędziego. Można sądzić, że tam gdzie kobiety walczą, musi być rozjemca. W przypadku mężczyzn nie jest to potrzebne. Dadzą sobie, jak to mówią polscy kibole, po twarzy i nic nikomu do naszej ustawki. W wiosce jest też salon bilardowy pod gołym niebem. Cztery stoły. Każdy zajęty. W jednym czasie grają w bilard i karty. O co w tej grze chodzi, to nie wiem. Ten, który przestaje grać w bilard, bierze karty od tego co go wymienia. Bilard jest nudną grą dla mnie, może także i dla nich i by zwiększyć emocje dokładają jeszcze karty. Dzieci, także czas relaksu wykorzystują dla swoich przyjemności. Chłopcy doskonale wiedzą, że być wojskowym w Birmie to jest coś. To pewność, że rodzina będzie miała co zjeść, wypić i w co się ubrać. Chociaż chłopcy na całym świecie uwielbiają zabawy w wojnę. Mam to w uszach... nie żyjesz, zabiłem cię..., nie!.., ja się nie bawię, przecież on już dawno nie żyje a mówi, że mnie zabił przed chwilą...' Brzmi to wszystko groźnie, szczególnie w ostatnich czasach. Wiadomo, że to zabawa na niby, że to gra. Ale gdzie jest prawda, gdzie fałsz. I co się zdarzyć może, gdy chłopcy wyrosną z krótkich spodenek i dalej będą marzyć o strzelaniu. Zbrodnia. Pełno takich wiadomości w dziennikach na całym świecie.
A to, że maluchy pracują od rana do wieczora, to nikogo nie obchodzi..., na całym świecie. Orzech kokosowy waży kilka kilogramów. Trzeba je zebrać. Ktoś to musi zrobić. Robią to dzieci. Tak jak w Kambodży, tak i tu w Birmie, dzieci pokazują na swoich malutkich paluszkach literke V. Wiedzą co to oznacza i wiedzą po co to robią. Widzę w polskiej telewizji jak dorośli faceci, związkowcy podnoszą ręce z literką V w geście protestu. Mam takie nieodparte wrażenie, że hasło SOCJALIZM TAK, WYPACZENIA NIE!!!, jest ciągle żywe. Tutaj tzw., małymi kroczkami dochodzi się do własności. Każdy jest kowalem swojego szczęścia przy pomocy tworzenia czegoś z niczego. A szybki zysk to najczęściej sądy i więzienie. Z takiej większej łódki, też napędzanej wiatrem, można złowić latające ryby. Potem jeszcze większe i barakudy i tuńczyki i red snappery, które uwielbiam i jest szansa na własną łódkę z silnikiem i większe połowy. Jeszcze nie na tony tylko na kilogramy. Jeszcze nie na skalę przemysłową, ale do klienta, który jest moim sąsiadem. Do klienta który jest właścicielem restauracji, hotelu. WIARA, NADZIEJA , MIŁOŚĆ..., buddyzm to nauka o cierpieniu i końcu cierpienia. To wielka nadzieja, że kiedyś nastąpi wyzwolenie od cierpienia. Ta nadzieja i miłość, uwielbienie tej wiary, nauki, że cierpienie się skończy widoczne jest na każdym kroku. I wszędzie. W każdym najmniejszym skupisku ludzkim. Rytuał obcowania z buddyzmem jest niezmienny, stały choćby dlatego, że buddyzm nie ma instytucji władzy. Instytucja i przywódca jest niepotrzebny, bo przyjęto, że należy postępować w myśl zaleceń Buddy.
Zatem nie jest potrzebny sztab mędrców, którzy zajmują się interpretacją zaleceń Buddy. Tutaj nikt zła nie rozbiera na mniejsze i większe zło. Zło jest i trzeba z nim walczyć przez naprawianie SIEBIE. Jak w każdej wiosce tak, i w tej jest codzienny targ. O świcie stragany są pełne wszelkiej potrzebnej zieleniny, owoców, ryb, mięsa i kwiatów. Ryżu, zielonej herbaty, papierosów, odzieży sprzedawanej w podobny sposób jak w naszych lumpeksach. Sposób ważenia towarów na tym targu, potem się przekonałem, że nie tylko na tym targu, tylko w całej Birmie jest umowny. Przede wszystkim umowne są odważniki. W tym wypadku są to zużyte baterie. Poproszę pomidory o wadze dwóch baterii R 16. System miar w Birmie pozostał po kolonizatorach. Są funty, mile i galony. Angielski, lewostronny ruch pojazdów został przez wojskowy reżim zamieniony na prawostronny. Niestety nie pomyślano o jakże ważnej sprawie, czyli o samochodach. 99 procent samochodów w Birmie ma kierownicę po prawej stronie. Kto jechał kiedykolwiek w Wielkiej Brytanii samochodem europejskim, ten coś na ten temat wie. Zdziwiłem się dużą ilością kwiatów na straganach. W tym bardzo popularnych w Polsce astrów. W buddyzmie w wymiarze obrzędowo-rytualnym ofiarowywanie kwiatów jest jedną z dopuszczalnych form . Astry kojarzą się z jesienią. Co prawda bywają też piękne złote jesienie. Takie polskie babie lato. Ale jesień to też szaruga, wiatry, zimno i łzy.
Tutaj w tym gorącym powietrzu w odróżnieniu od astrów, hibiscus, bugenwilla, plumeria prezentują się jak u siebie w domu. Wspaniale. Market mieści się na końcu wioski, tuż przy głównej drodze. Asfaltowej niteczce pełnej dziur. Można tą drogą dojechać do Rangun. Tylko osiemnaście godzin jazdy. Odległość trzysta kilometrów. Zaś bitą drogą wewnętrzną można z marketu trafić na wybrzeże. Nie więcej niż trzysta metrów i plaża przyozdobiona niebieskimi siatkami, na których suszą się ryby. Po jednej i drugiej stronie tej drogi pootwierane są różniste kramiki. Można uszyć sobie nową kreację. Można zszyć podarte koszule i longi. Można przysiąść na malutkim plastikowym stołeczku i zjeść ryżową zupę lub makaron sojowy w rosole z warzywami. Jakieś ciasteczko pieczone w głębokim zanurzeniu. Jakiś browarek, czy naparstek rumu łyknąć. Jest sklepik z rozmaitymi ziołami. Coś w rodzaju naszej apteki. Ale bez znanych pigułek na przeziębienia i inne dolegliwości. Takie lekarstwa ma tylko lekarz. Który jest do dyspozycji mieszkańców wsi i przyjezdnych. Spotkałem parę młodych sympatycznych ludzi, obecnie mieszkających w Warszawie. Piszę o nich w tym wątku, bo Artur musiał poprosić o wizytę lekarza. Pan doktor z asystentką zbadał go jak najbardziej fachowo. Zaordynował tabletki na jeden dzień. Zainkasował trzydzieści dolarów za całość swojej usługi i można mu poklaskać, bo trafił z diagnozą. Na szczęście mieliśmy na tę dolegliwość ten sam antybiotyk i Artur zakończył pobyt nad zatoką z uśmiechem na ustach.
Ale w związku z tą sytuacją zaczęliśmy drążyć temat służby zdrowia. Wiadomo, że na terenie całej Birmy od Białego za wszelkie usługi żąda się zdecydowanie więcej pieniędzy niż od Swojego. Jak to by było, gdyby na podobną przypadłość zachorował ktoś z tych mieszkańców. Czy lekarz zaordynowałby też takie lekarstwo. Antybiotyk, czy jakieś zioła? Czy dziecko tej sympatycznej pani jest chore? Bo kto widział u takiego malucha tak podkrążone oczy? Czy ten pan, który powinien pamiętać czasy kolonialne za swojej młodości, taką starość sobie wymarzył? Czy buddyzm, dla którego cierpienie jest karmą, pomoże pogodnym birmańczykom zwalczyć odwieczne zniewolenie? Pytań jest wiele. Dnia i nocy nie starczy by o tym porozmawiać. A przecież widziałem na razie tylko tzw. prowincję i do końca ważności wizy pozostało jeszcze, mam nadzieje wiele ciekawych zdarzeń.
Rybacy wyruszają jak co dzień w morze, by kolejną noc spędzić w łodzi. Wyruszają w nadziei, że świt będzie dla nich szczęśliwy. Niewielu ludzi przekracza na drugi brzeg. Większość jedynie ugania się tam i z powrotem po tym, na którym są... Budda.

najbliższe galerie:

 
BIRMA - LONE THA VILLAGE - ŚWIT
1pix użytkownik deszcz odległość 0 km 1pix
BIRMA. . . IMPRESJA O ŚWICIE. . . MYA PYIN VILLAGE. . .
1pix użytkownik deszcz odległość 8 km 1pix
Wioska rybacka - Ngapali beach.
1pix użytkownik nata14 odległość 10 km 1pix
BIRMA - DWIE TRZECIE WODY I MILIONY KOMÓREK. . .
1pix użytkownik deszcz odległość 13 km 1pix
Birma
1pix użytkownik martyna odległość 142 km 1pix
BIRMA - CHAUNGTHA EKUMENICZNA PLAŻA. . .
1pix użytkownik deszcz odległość 151 km 1pix

komentarze do galerii (39):

 
batsheba użytkownik batsheba(wpisów:492) dodano 27.01.2013 17:13

Zdjęcia i opisy pokazują przejmujący obraz życia tych ludzi. Zauważyłam, że jesteś rejestratorem ludzi, twarzy. To trudna sztuka, tak mi się wydaje.

stefan użytkownik stefan(wpisów:44) dodano 04.02.2012 20:55

Hmmm....
Cudowna.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 26.02.2011 14:56

NOEMI76 - ciągle się przygotowywuję do odwiedzenia wydawcy. Po każdej podróży mam inne pomysły. Chcę wydać te opowieści ilustrowane zdjęciami, ale jeszcze brakuje mi kilku podróży. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 26.02.2011 14:53

AGNIESHKA - to jest kosmetyczna papka z drzewa thanaka. Trochę wody i starta kora drzewa. Chroni przed słońcem. Ma wartości kosmetyczne a także ubarwia twarze i kobiety birmańskie w szczególności są często z tego powodu fotografowane. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:405) dodano 25.02.2011 11:24

Bardzo ładna galeria, gratuluje wnikliwośći i bysterego oka. Mnie zastanawia po obejrzeniu zdjęć: czemu kobiety, dziewczynki mają pomalowane policzki, nosy, czoło. Co to oznacza?

noemi76 użytkownik noemi76(wpisów:16) dodano 25.02.2011 10:57

No i znowu mnie zatkało, nie wiem co napisać, bo "świetnie" to za mało. Obraz współgra ze słowem. Nie wiem czy gdzieś publikujesz gdzieś poza netem, ale ja z chęcią kupiłam bym "papierową" wersję twoich opowieści.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 24.11.2010 21:42

ZIELAS - dziekuję.

zielas użytkownik zielas(wpisów:103) dodano 21.11.2010 11:02

Po prostu REWELACYJNA galeria!!!

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:333) dodano 03.04.2010 02:13

Ech... zamyslilem sie jakos, kilku zdjec nie pamietam, opis mnie poniosl... Deszczu rewelacja!

goonias użytkownik goonias(wpisów:44) - Użytkownik usunięty. dodano 30.03.2010 09:01

Tą galerię oglądałam już kilkakrotnie, ale nie wiem jak to się stało , że jej nie oceniłam. Przeoczenie, albo dech mi zaparło, wpadłam w zadumę i wyłączyłam komputer. Jak zawsze trudno mi obok tak pięknych zdjęć i opowieści przejść obojętnie. Dobrze, że mamy okazje zobaczyć Birmę taką nie skażoną cywilizacja i komercją . Obawiam się że ludzie , którzy zobaczą Twoje zdjęcia i przekonają się o wyjątkowości i pięknie tego kraju pojadą tam - za nimi następni i ktoś zainwestuje tam pieniądze,a za parę lat wioski znikną , wyrosną hotele i.... żegnaj spokojna, radosna i piękna Birmo !

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 22.03.2010 16:17

KAMA-WOS - dziekuję za wizytytę i komentarz. Pozdrawiam serdecznie.

do-re-mi-fa użytkownik do-re-mi-fa(wpisów:121) dodano 21.03.2010 13:19

swietne

kama_wos użytkownik kama_wos(wpisów:204) dodano 19.03.2010 21:37

dopiero teraz udało mi się dotrzeć do tej galerii. Piękna. Świetne zdjęcia i jak zwykle wspaniała opowieść. Bardzo mi się podoba łódka na zdjęciu 26 :) Pozdrawiam

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 04.03.2010 23:32

WITAJ!...MARCOWADZIEWCZYNA, miło, że się odezwałaś. Dziękuję. Pozdrawiam serdecznie.

marcowadziewczyna użytkownik marcowadziewczyna(wpisów:1527) dodano 04.03.2010 21:49

Jestem pod wrażeniwm ,pięknie oddałeś klimat ....i pięknie opowiadasz .
Pozdrawiam serdecznie ;)))

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 27.02.2010 00:25

SONA-DORA .... masz chyba rację. Zachowywałem się tam trochę jak " nakręcony ". Taka jest Birma. A z drugiej strony cieszę się, że mogę jeszcze odnależć w sobie DZIECKO. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 27.02.2010 00:18

WERONIKA - dziekuję, że wskakujesz do mnie mimo, że nie masz dostępu do internetu wtedy kiedy chcesz. Z tą Birma jest tak, że bardzo ją polubiłem. Myślałem, że Kambodża mną zawładnie, a tu klops. Birma. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 27.02.2010 00:13

ARCHIPIO - nie pamiętam kiedy ze sobą rozmawialiśmy. Jesteśmy tu, na OŚ już trzy lata. Dziekuję. Cieszę się, że sprawiłem Tobie przyjemność tą 15 - tką. Moja liczba, urodziny, obrączkowe zaćmienie słońca. Rozmarzyłem się. Bardzo miło być w Birmie. Pozdrawiam serdecznie...., pamiętasz te krzyki Kustonki. Andrzej, to był łotr, ale z klasą!

sona_dora użytkownik sona_dora(wpisów:2085) dodano 26.02.2010 18:20

Niezwykle pięknie pokazujesz nam życie w Birmie. Zastanawiam się Deszczu, czy gdybym nawet tam była, to czy umiałabym ją tak zobaczyć. Dziękuję i pozdrawiam

weronika użytkownik weronika(wpisów:238) - Użytkownik usunięty. dodano 26.02.2010 11:04

piękna galeria ...powtórze za Kordulą jestes czarodziejem , przenosisz za pomoca zdjęc w inna rzeczywistosć , pozdrawiam serdecznie

archipio użytkownik archipio(wpisów:892) dodano 26.02.2010 09:56

Mój wybór - zdjęcie nr 15. Świetne !
Kadr zaznaczony płotami, z których jeden walący się a drugi (jak na Birmę) bardzo porządny.
Piękna głębia obrazu z mgiełką w dalszym planie.
No i kolorystyka, gama tonalna - wysmakowana, wyróżniająca się z pozostałych mocno nasyconych barwą zdjęć.
Znakomite Deszczu zdjęcie !
Serdecznie pozdrawiam. Zawsze z przyjemnością oglądam Twoje galerie.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3629) dodano 26.02.2010 08:25

Jednym słowem "pudło". Ja w Poznaniu od zawsze. Poznanianka z dziada...ale pradziada już nie, bo ten był Olendrem. Pytałam, bo nie tylko "ulokowałam" Cię w liceum (tym samym, które kończyłam), ale jeszcze "przydzieliłam" Ci polonistę (nie mojego - dużo, dużo lepszego w tej szkole). Piszesz pięknie. Dziękuję za szczegółowe informacje i pozdrawiam.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 25.02.2010 23:07

ŚWIĘTOJANKA - dziekuję za ten termin, bez końca. W tej nazwie jest wiele beztroski z mojego dzieciństwa. Kojarzysz się z błogim błądzeniem wśród krzewów, co prawda nie bardzo słodkich owoców, ale jakże ważnych przy produkcji nalewki o nazwie RATAFIA OWOCOWA. Pozdrawiam Cię serdecznie.

porzeczka użytkownik porzeczka(wpisów:344) dodano 25.02.2010 22:31

czas pracy i czas wypoczynku.
wysiłek, energia, radość!
żółto-pomarańczowa prawda...

nie jestem pewna, czy moja przyjemność, z bycia tak przez Ciebie nazywaną - nie jest przypadkiem większa niż Twoja z tego, że możesz mnie tak nazywać ;-)
wyrażoną zgodę podtrzymuję - bezterminowo tzn. dokąd będziesz miał na to ochotę :-)
pozdrawiam - porzeczkowo

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 25.02.2010 22:09

PESTECZKA123 - zapraszam na scrable. Mnie ta gra bardzo pasjonuje, ale wyobraź sobie w Birmie nie zagrałem ani razu. Tak mną ta Birma zawładnęła. Dziękuję za bardzo miłe słowa i pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 25.02.2010 22:03

KONWALIA - mówią, strzeż się nauk Buddy. Są jak bagno - wciągają. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 25.02.2010 21:54

KORDULA - dziekuję za powrót. Woły ciągnące wozy też uważałem za CIACHO. Spotkała mnie szczegółna radość w Bagan. Orszak odświętnie ubranych wołów, a na wozach ludzie i to wszystko w tumanach kurzu przed zachodem słońca. Aż boję się zajrzeć w ten folder, co tam mam. Jest jeszcze podobno lepsze miejsce nad zatoką Bengalską. W okolicach lotniska SITTWE. Blisko granicy z Bangaladeszem. Opowiadała mi o tym Ania z Wenecji...,to był jej czwarty pobyt w Birmie. Pozdrawiam serdecznie.

kordula157 użytkownik kordula157(wpisów:5425) dodano 25.02.2010 20:10

Wróciłam , piekna opowieść, nikt tak, jak Ty nie potrafi zrobić tego lepiej. Podobają mi sie bardzo zdjęcia, opowiadają o życiu ludzi. Zachwyciło mnie kilka,: zdjęcie 4 uważam za najlepsze z kategorii ludzie, tuz za nim w tej samej kategorii obstawiam 40 ( spojrzenie mnie powaliło). 15 tka jak czarodziejska- O takim zdjęciu marzyłam będąc w Birmie, wszyscy sie śmiali , jak biegałam za wozami z wołami. Żałuje tylko bardzo ,że nie udało mi się być nad morzem , już wiem ,że , byłam tam zdecydowanie za krótko. Jeszcze raz gratuluje galerii, pozdrawiam - Urszula

pesteczka123 użytkownik pesteczka123(wpisów:1556) dodano 25.02.2010 19:48

Wciągająca opowieść, niesamowite ilustracje. Aż się prosi o wydanie książkowe.
Tylko na ATR-y nie mogę patrzeć, bo mam nie najlepsze wspomnienia.
No i wreszcie znalazł się ktoś, kogo bilard też nudzi :))

watcher użytkownik watcher(wpisów:1926) dodano 25.02.2010 19:47

Pozdrawiam MISTRZU ( wiem ze tego nie lubisz :-)

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:3259) - Użytkownik usunięty. dodano 25.02.2010 19:44

Deszcz
Niezwykle przejmująca,pełna smutku i radości galeria.
A słowa na zakończenie wystarczą za wszystko-"Niewielu ludzi przekracza na drugi brzeg. Większość jedynie ugania się tam i z powrotem po tym, na którym są"... Budda.
Pozdrawiam serdecznie-)

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 25.02.2010 19:24

KORDULA, AIAREN, WATCHER, OLAZIM, MOCAR, TEREZA....,dziękuję WAM serdecznie za wspólną obserwację jednego dnia z życia społeczności wioski LONE THA.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 25.02.2010 19:19

MAGDALENA - muszę Cię niestety zmartwić. Urodziłem się w Poznaniu, moi Rodzice też, więc jestem z Poznania..,ale Ziemie Odzyskane z rozkazu przytuliły małego Deszcza w czasie gonitwy Polaków po nowej Polsce. Do Poznania przyjechałem w 1968 i byłem już po maturze. Świętojanką rodzice zawsze nazywali porzeczkę i tak pozwoliłem sobie za JEJ zgodą PORZECZKĘ nazywać. Chyba, że wypowiedziała mi tę przyjemność, a ja tej przykrości nie zauważyłem. A Twoje imię jest mi szczególnie drogie. Serdecznie dziekuję i pozdrawiam.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3629) dodano 25.02.2010 17:54

Dzięki za kolejną galerię - opowieść. Same zdjęcia przemawiają, a w połączeniu z tekstem to mistrzostwo. Przy 45 i 46 wymiękłam.
A tak w ogóle to Cię nie lubię, bo strasznie zawyżasz poziom! Wpędzasz w kompleksy chyba nie tylko mnie!
P.S. Nie możesz nie być z Poznania, skoro mówisz do "Porzeczki" "Świętojanko". Czy będę bardzo wścibska, jeśli spytam, które liceum kończyłeś? Ze względu na polszczyznę mam swój typ i chciałabym tylko sprawdzić czy ma kobieca intuicja mnie nie myli. Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam.

tereza użytkownik tereza(wpisów:3747) dodano 25.02.2010 17:08

Galeria bardzo ciekawa,ładne zdjęcia,wciągający komentarz-super.Pozdrawiam:)

mocar użytkownik mocar(wpisów:2533) dodano 25.02.2010 16:52

Po prostu urocza galeria . gratuluje !

olazim użytkownik olazim(wpisów:2181) dodano 25.02.2010 16:45

Świetna galeria z wyczerpującym komentarzem-wart z Tobą wybierać się w takie wyprawy-pozdrawiam.

watcher użytkownik watcher(wpisów:1926) dodano 25.02.2010 16:06

Jak zwykle : doskonale zdjecia i przejmujaca opowiesc ale pewnie
i tak temat ISO i balansu bieli zostanie podjety...
Piekna galeria. Pozdrawiam serdecznie.

kordula157 użytkownik kordula157(wpisów:5425) dodano 25.02.2010 15:46

Obejrzałam , i oceniłam , choć miałam tego nie robić. Deszczu , czarodzieju , dzięki:))) Wieczorem jak będę miała więcej czasu coś jeszcze skrobnę.Pozdrawiam:))))

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!