m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (29):

 
Siadłem po raz kolejny do komputera i postanowiłem, że dzisiaj finalnie zdecyduję się na jakąś pustynię. Przeglądając teren na zachód od Hurghady natrafiłem na bardzo interesującą formę terenu - kanion który musiał być niesamowity, jeśli się go zobaczy od środka. Nakręciłem się i byłem pewien, że będzie to cel mojej najbliższej podróży; i był, tyle, że jak się okazało nieosiągalny. Od początku nie szło łatwo, ale to nie nowość, w końcu mam nawet własną chmurę burzową podążającą dokądkolwiek pójdę nawet w słoneczny dzień. To taki rodzaj pecha przyczepiony na stałe, jak odznaka harcerska na ramieniu. Każda prosta czynność jaką wykonujecie codziennie, w moim przypadku komplikuje się do granic możliwości. Tak więc spacery obfitowały w bezpieczne przejścia dla pieszych... ...bezpieczne okablowanie elektryczne... ...bezpieczny wyjazd z osiedla...
...i obowiązkowo bezpieczne drogi! Na to pioruństwo niemal najechałem obserwując pustynię, na szczęście ktoś przezornie zaczepił biało-żółtą szmatkę na jakże rzadkim w tym rejonie kiju, i chyba jej szelest w ostatniej chwili przyciągnął moją uwagę bo obyło się bez nieszczęścia. Niewiele brakowało. Świat obfitował w złowrogie zwiastuny, a ja ignorując wszystko przygotowywałem swoją małą wyprawę. Plan był dość prosty - wypożyczam Jeepa, wieczorem jadę w okolicę kanionu, nocuję na miejscu i z samego rana zdobywam kilometry skalnych korytarzy. Oczywiście już przy realizacji pierwszego punktu pojawił się problem. Łatwiej chyba wynająć wielbłąda niż Jeepa bez kierowcy. Mimo wsparcia arabskiego przyjaciela nie udało się na czas załatwić niezbędnego środka transportu. Musiałem zadowolić się Mitsubishi Lancerem, który na szczególnie terenowy samochód ani nie wyglądał, ani nim nie był. Było jasne, że moja podróż właśnie zamieniła się przynajmniej częściowo w wersję pieszą. Pierwsze próby zintegrowania się z lokalnym środowiskiem kierowców przyniosły pozytywne rezultaty - mandat za „niemanie” pasów. Grzecznie panom podziękowałem i powróciłem do niełatwego zadania integracji. Po nakręceniu na liczniku 500 kilometrów po Hurghadzie i pustynnych asfaltówkach byłem gotowy: łokieć za oknem, arabska muzyka na full, wyłączone nocą światła i nawet na checkpointach mnie już nie zatrzymywali. Jedynie nie mówiłem jeszcze po arabsku. W dzień planowanej wyprawy, rano postanowiłem zbadać możliwość dojazdu do kanionu, nie miałem bowiem żadnej pewności, że jest to w ogóle możliwe. Wskoczyłem do niby-Jeepa i pojechałem. Pogoda była fantastycznie słoneczna, niestety mnie nie satysfakcjonuje 25 stopni ciepła jakie serwuje turystom egipski luty, a co dopiero temperatura nocą na otwartym terenie.
Przejechałem 20 kilometrów zatrzymując się czasami aby podziwiać ogrom błękitu wiszący tuż nad głową, wciągnąć w płuca tchnienie ogromnych przestrzeni... ...i żeby poganiać pustynne kruki, do których podejście na 100m graniczy z cudem. Byłem już dość blisko ściany gór w których zanurzony czekał na mnie cel mojej podróży kiedy po drugiej stronie ulicy coś przyciągnęło moją uwagę. W środku nicości stały dwa autobusy i jakiś duży samochód. Kręciło się kilka osób, a dalej dostrzegłem coś na kształt małej pustynnej areny walki jakie pokazał Ridley Scott w Gladiatorze. Takiego skojarzenia nie mogłem zwyczajnie zignorować, zakręciłem ostro i przejechałem ślizgiem przez środkowy „trawnik” rozdzielający sąsiednie pasy ruchu wzbijając w niebo tumany kurzu. Takiego manewru nie powstydziłby się żaden kaskader, wyszło przyjemnie więc zaparkowałem błyskawicznie po drugiej stronie i z szelmowskim uśmiechem wysiadłem z samochodu. Zdjąłem ciemne okulary i pewnym krokiem zbliżałem się do miejsca zamieszania. Im bliżej podchodziłem tym wolniej stawiałem kroki. Kiedy się zatrzymałem, po uśmiechu nie było już nawet cienia, a jedynym dźwiękiem jaki dało się słyszeć w nagle zapadłej ciszy był szczęk dziesiątek przeładowywanych pistoletów. Stałem więc i wpatrywałem się w oczy około setki milicjantów na ich własnej strzelnicy, a po głowie chodziła mi tylko jedna myśl - czy oby na pewno poprawnie zaparkowałem? Za plecami usłyszałem głos, po arabsku, potem łamanym angielskim. Milicjant był sympatyczny i zapytał czy nie jadę do Hurghady bo chętnie by się zabrał. Odpowiedziałem, że szukam drogi w góry. Nie miał o niej pojęcia. Nic dziwnego, w Egipcie ludzie z małych wioseczek szukają pracy kilkaset kilometrów od domu i tu gdzie pracują są tylko gośćmi, nie mają więc żadnej wiedzy o okolicy. Powiedziałem, że za 15 minut po niego wrócę. Przez ten czas znalazłem drogę, której potrzebowałem.
Ani ja, ani mój towarzysz nie mówiliśmy za dobrze w obcym dla siebie języku więc nikt nie czuł się szczególnie skrępowany kiedy Mitsubishi mknęło do miasta. Nie czułem się również skrępowany przekraczając dozwoloną prędkość - miałem przecież własnego stróża prawa :) Dojechaliśmy do całkiem przyzwoitych blokowisk, gdzie w wynajętym mieszkaniu koczował wraz z innymi mój milicjant. „Koczował” to dobre słowo, bo prócz lodówki, stolika i kilku kocy na ziemi nie było tam nic. Wypiliśmy po szklance herbaty, zapytałem jak często widuje rodzinę, czy praca jest opłacalna finansowo, czy woda w tej części miasta jest faktycznie z Nilu. Rozmowa ta zbudowała zupełnie inny obraz życia Egipcjanina niż przywiozłem ze sobą do tego kraju. Po półtorej godziny pożegnaliśmy się i pojechałem do miasta na zakupy.  Jak przystało na Europejczyka zacząłem w McDonalds :) Wieczór na pustyni właściwie nie nadchodzi, on zapada. W piętnaście minut po bajecznych, pomarańczowych zachodach słońca wszystko topi się już w mroku. Dojeżdżałem właśnie do piaszczystej drogi, która prowadziła z asfaltówki wprost na pustynię w kierunku gór. Wiedziałem, że daleko nie zajadę więc szukałem dobrego miejsca na ukrycie samochodu. Pozostawienie go na widoku oznaczało kłopoty. Minąłem drewnianą tabliczkę z ostrzeżeniem i na wyłączonych światłach, żeby nie zwracać uwagi wjechałem w piaski. Po chwili teren zaroił się od pagórków. Dobrze. Zanim zrobiło się porządnie ciemno udało mi się znaleźć miejsce, w którym Mitsubishi mógł bezpiecznie nocować. Zostawiłem karteczkę za szybą, że jutro wracam oraz informację gdzie się zatrzymałem, zabrałem wyposażenie i ruszyłem ku pierwszemu większemu pagórkowi. Chciałem się zorientować gdzie jestem i gdzie potem szukać samochodu. To co oczywiste na miejskich parkingach tu nie miało zastosowania. Poprawiłem plecak i ruszyłem w kierunku wejścia do kanionu. Rano udało mi się podjechać na tyle blisko, żeby przy użyciu teleobiektywu móc ocenić co mnie czeka. Za dnia wyglądało to bardzo obiecująco. Mając w pamięci tę fotografię ruszyłem przed siebie. Noc okryła mnie swoim płaszczem. Byłem zaskoczony nocną poświatą! Można się było spodziewać, że tam gdzie nie ma łun miast, a niebo jest niemal bezchmurne księżyc świeci pełną mocą, a liczba widocznych gwiazd przytłacza. Tak właśnie było. Rzucałem nawet bardzo wyraźny cień więc szło się dobrze. Mimo tego nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że okolica przybrała trupi kolor, ciepłe pisakowe barwy zastąpiły blade szarości, a echo kroków nie napotykając przeszkód umierało gdzieś tuż pod stopami nie wybrzmiewając nawet.
Trwoga lekko zastukała palcem w moje plecy. Odepchnąłem ją i skupiłem się na tym co widzę i co wydaje mi się, że widzę. Przeszedłem około 3 kilometry po coraz bardziej pofałdowanym terenie. Góry mocno urosły i niedługo miały schować mnie w swoim własnym cieniu i kiedy ta bliskość zaczęła dodawać mi sił, usłyszałem w oddali gardłowe wycie, a potem szczekanie. Zamarłem. Było to zupełnie niespodziewane zdarzenie. Cztery psy wyczuły mnie z odległości prawie kilometra. Niesamowite. Usiadłem na sporym kamieniu i zacząłem rozważać warianty wydarzeń. Po tym co słyszałem spodziewałem się raczej większych niż mniejszych psów. Na myśl przyszły mi owczarki jakie towarzyszą góralom w tureckiej Anatolii. Są dość agresywne, a w zachodniej Afryce używa się ich do ochrony stad przed gepardami. Pomyślałem, że być może da się wejść do kanionu przez góry, a nie doliną? W nocy mógłbym się wspiąć, ale już nie zejść. Skały są tu bardzo kruche i ostre, w sam raz dla samobójców. Kiedy tak rozmyślałem zdałem sobie sprawę, że szczekanie jest coraz głośniejsze, a to oznaczało, że te psy tu biegną! Złapałem plecak i zwyczajnie rzuciłem się do ucieczki. Sytuacja jakkolwiek nieco śmieszna, wcale nie wyglądała dobrze. Dokąd ja właściwie uciekam? Nie wiem gdzie jest samochód, nie ma żadnych skał żeby się wdrapać, nie ma drzew, jestem powolny, przy psach nawet bardzo, właściwie po co ja biegnę? Czy mogło być gorzej? Mogło... przypomniałem sobie napis na tabliczce, którą mijałem. Była to informacja o głębokich próbnych odwiertach na trenie potencjalnie roponośnym - na TYM terenie. Zatrzymałem się dysząc ciężko, to przecież nie miało sensu, nie ucieknę, a jeszcze wpadnę w jakiś wielki lej i na tym się skończy. Odwróciłem się opierając ręce na kolanach. Wytężyłem wzrok. Na wzniesieniu, z którego niedawno zbiegłem dostrzegłem ciemny przemieszczający się kształt. Możliwe, że to wyobraźnia zagrała mi na nosie, ale w tamtej sytuacji rozum, intuicja i instynkt ponownie jednogłośnie uznały, że bieganie... ma jednak sens. Do drogi przy której zostawiłem samochód dotarłem w odległości pół kilometra od miejsca, w którym stał Mitsubishi. Co za pech. Dobrze, że choć wiedziałem czy mam go po mojej lewej czy prawej stronie. Postanowiłem, że będzie to najkrótsze pół kilometra jakie widziałem i tak się stało. Chyba nigdy, wsiadając do jakiegokolwiek samochodu, nie poczułem takiej ulgi jak wtedy. Zdałem sobie sprawę, że mając do dyspozycji statyw, oślepiający flesz i mały nóż nie dałbym rady dwóm, nie mówiąc o czterech psach. Pogryzienie w takim miejscu, niemożność poruszania się o własnych siłach i brak zasięgu komórki oznaczały wykrwawienie się i najpewniej zgon. Już w połowie drogi powrotnej do miasta, kiedy poczułem się pewniej przygoda wydała mi sie właściwie dość błaha. Zapamiętałem jednak, żeby na drugi raz być bardziej przewidującym. Takie postanowienie może się przydać. Kanion wciąż czeka...

najbliższe galerie:

 
Egipskie kurorty - el Gouna
1pix użytkownik marucha odległość 8 km 1pix
Rafa koralowa Egipt
1pix użytkownik gimper odległość 9 km 1pix
Egipskie safari
1pix użytkownik pesteczka123 odległość 12 km 1pix
EGIPT - HURGHADA 2
1pix użytkownik afrodyta odległość 12 km 1pix
Hurgada 1999
1pix użytkownik filmdil odległość 13 km 1pix
Egipskie kwiatki :)
1pix użytkownik sunshine odległość 17 km 1pix

komentarze do galerii (20):

 
nata14 użytkownik nata14(wpisów:1093) dodano 02.01.2014 20:49

No, kurcze .Dajesz czadu . :)))

pablo87 użytkownik pablo87(wpisów:561) dodano 14.08.2013 21:54

Opowieść zaje..sta mocno się podobało. Pozdrawiam

tama użytkownik tama(wpisów:2998) dodano 28.01.2013 11:18

Nerwowo było... a ta psina to czyste niewiniątko ;)

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:350) dodano 27.01.2013 00:20

Dzięki Wam za komentarze, postaram się specjalnie wyskoczyć gdzieś na szybko, żeby galeria była pretekstem do opowieści ;) Może do Poznania na zlot już we wrześniu? :P

skuza użytkownik skuza(wpisów:4121) dodano 26.01.2013 23:51

Chęć poznania innych ścieżek,bywa czasami niebezpieczna.....gratuluje odwagi:)))Pozdrawiam:))

annuus80 użytkownik annuus80(wpisów:1361) dodano 26.01.2013 23:29

Przez moment zmroziło mi krew w żyłach.
Rewelacyjna opowieść.
Daj znać jak już wydasz jakąś książkę. Chętnie przeczytam.
Pozdrawiam:)

nola76 użytkownik nola76(wpisów:6761) dodano 26.01.2013 23:19

Masz dar do pisania:) opowieść mega fajna i bardzo wciągająca:)
pozdrawiam:)

afrodyta użytkownik afrodyta(wpisów:4219) dodano 15.09.2011 21:10

Imponująca galeria, wspaniałe opisy.
Pozdrawiam:)

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:350) dodano 26.04.2010 23:19

moneeq - żona namawia mnie na książkę ;) na razie kończy sie na opowiadaniach. Dzięki za wpis.

watcher użytkownik watcher(wpisów:1927) dodano 26.04.2010 19:47

Kanion , pole minowe .. zastanawiam sie co bedzie dalej.
Historyjka bardzo wciagajaca.

moneeq użytkownik moneeq(wpisów:1090) dodano 24.04.2010 20:29

za markiem50..... masz dar do pisania. dar nieprzecietny

hana użytkownik hana(wpisów:198) dodano 14.04.2010 16:58

Świetnie opisana przygoda. Gratuluję!

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 14.04.2010 16:00

tutaj podobnie jak w poprzednim, z tym ze opowiesc jeszcze ciekawsza. Tego typu galerie lubie najbardziej i wcale nie musza zawierac wtedy fotografii na najwyzszym poziomie.

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:350) dodano 30.03.2010 01:49

Pole minowe zaliczyłem sam, ale w hotelu zostały dzieci mojej siostry - obiecałem im wakacje. Basiarka w domku pisała pracę doktorską. W Hurghadzie byliśmy razem, ale na nocną eskapadę Basiarki nie zabrałem, zbyt dużo niewiadomych i dobrze jak widać. Basiarka zdecydowanie woli czytać opowieści grozy niż w nich uczestniczyć :)

filmdil użytkownik filmdil(wpisów:1408) dodano 29.03.2010 13:20

Też ciekaw jestem czy Basiarka i młodsza część rodzinki wspierała Cię w tych wyczynach ?

pesteczka123 użytkownik pesteczka123(wpisów:1556) dodano 29.03.2010 10:38

Czyta się super. A tak bardziej przyziemnie, to ciekawa jestem jak Basiarka reagowała na te wyprawy ;)

donita użytkownik donita(wpisów:75) dodano 28.03.2010 17:15

mozesz smialo napisac "Przewodnik z dreszczykiem "... czyli gdzie diabel nie moze tam Raptorka posle ....:-)))
Powiesc znakomita
Pozdrawiam

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:350) dodano 28.03.2010 16:03

Kinga akurat czytam "Pod kopułą" :)
Książkę chętnie bym napisał, tylko komu by się to chciało czytać? Swoją drogą ograniczenie do 600 znaków na komentarz bardzo utrudnia konstruowanie takich opowieści. Jak mam wenę potrafię się rozszaleć ;)
A kondycji Konwalio nie mam, szczęśliwie dzięki wakacjom i swojej zdolności do katalizowania problemów, okoliczności ją czasem na mnie wymuszają ;)

wmp57 użytkownik wmp57(wpisów:2260) dodano 28.03.2010 15:35

Twoje to teksty, czy cytaty z Kinga? :-)

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:3259) - Użytkownik usunięty. dodano 28.03.2010 15:01

Niezły dreszczowiec.
I tak Cie podziwiam.
Mnie to by te psy rozszarpały na amen.Musisz mieć niezłą kondycję.
A swoją drogą to zacznij pisać książkę.
Pozdrawiam-)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!