m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (48):

 
To fotograficzna kopia obrazu namalowanego przez anonimowego artystę. Wystawiony został do sprzedaży na jednej z ulic Rangun. Pokazuje targowisko. Targowisko, jako forma sprzedaży -  żywności, gotowego jedzenia, ubrań, wyposażenia mieszkań, czegokolwiek, to w Birmie prawie jedyna forma handlu. Często bardzo malownicza. Szczególnie w warunkach wiejskich. W miastach targowiska zlokalizowane są w miejscach przypominających wysypiska śmieci. Sule Pagoda stoi w obrębie ronda, przez które przebiega ulica Maha Bandoola. Ważna ulica, wzdłuż której koncentruje się handel. A wszystkie uliczki poprzeczne, każda bardzo urocza, mają też charakter handlowy. Jak to w Azji, handel odbywa się na chodniku. Na chodniku się je i bardzo często odpoczywa. Zakłady rzemieślnicze też przy ulicy pracują i nikomu to nie przeszkadza. Generałowie rok 1996 nazwali rokiem turystyki. Wydano wtedy zalecenie by wszystkie budynki zostały wymalowane. Rok turystyki się specjalnie nie udał,choć fasady wymalowano, bo turystów z całego świata do Birmy przyjechało bardzo mało. Ciągle brzmi głośne pytanie, czy należy tam jeździć i zasilać generalską kasę. Sam wiele razy zadawałem sobie to pytanie. Rozmawiałem na ten temat z wieloma ludźmi z różnych stron świata. I nie usłyszałem ani jednego słowa, że nie należy tam jeździć. Zdaję sobie sprawę z sytuacji, że myśmy tam byli, czyli mogliśmy sami sobie tłumaczyć nasz wybór. Byli tacy, którzy Birmę odwiedzili już kilkakrotnie, jak pani Ania ze swoim mężem. Obecnie mieszkanka Włoch. Mam takie przekonanie, że Polacy szczególnie mają prawo wypowiadać się na ten temat, bo?.., gdyby nasz kraj objęty był izolacją przez wolną Europę, to gdzie dzisiaj byśmy byli. Komunikacja. Przekazywanie myśli. Choćby widok Białego na ulicy, daje sygnał, że Birmą są zainteresowani ludzie z Ameryki, Europy. Na ulicach Rangun nie widać motocykli, skuterów. Dlaczego? Bo jest zakaz. W tym mieście nie wolno poruszać się tym szybkim, sprytnym komunikacyjnym medium. Skuter tutaj jest politycznym wrogiem. Skuter może więcej?!
Tak wyglądają  budki telefoniczne. Są telefony komórkowe, ale tylko do komunikacji wewnętrznej. Są anteny satelitarne do odbioru telewizji. I to wszystko. Cała wielka przestrzeń do komunikacji jakim  jest internet - tylko dla nielicznych. Internet w hotelach jest. Można wykupić sobie np. godzinę. Jednak tylko do czytania. Przy próbie komunikacji system się zawiesza. Prędkość ślimaka, w porywach żółwia. Angielscy kolonizatorzy uczyli Birmańczyków języka  angielskiego i matematyki. Do dzisiaj działa angielski system ważenia i mierzenia. Starsi mieszkańcy byłej stolicy sami zaczepiają obcokrajowców, by porozmawiać. Pytają, w angielskim stylu - czy może w czymś pomóc. A sami, szczególnie oni, bardzo potrzebują pomocy. Tam nie ma systemu ubezpieczeń. Nie ma dobrej pracy. Jest handel wszystkim, co nadaje się do jedzenia. I jest oczywiście chodnikowa kuchnia. Proszę zobaczyć jakie to delicje sprzedają handlarze. Słynne azjatyckie zupy są tak smaczne, bo dużo w nich warzyw. W Europie polskie zupy nie mają sobie równych. Też mają w sobie dużo tzw. włoszczyzny. Jednak w naszych jest zdecydowanie więcej  wkładki . Pamiętam zupę regeneracyjną z wkładką. Syta była i smaczna. Wkładkę do zupy też można kupić na chodniku. Wszystko co można, a nawet tego co nie, ze świni tutaj nadaje się do zjedzenia. Żeberka, to każdy lubi. Ucho czy ogon znakomicie pasuje do nagotowania zupy jarzynowej. Szczególnie jak pojawiają się młode jarzyny. Jęzory w potrawce, czy w sosie musztardowym też z przyjemnością Polacy wcinają. Gorzej ze świńskimi penisami czy jelitami. To chińskie przysmaki. Świńskie jelita się czyści i nasze masarnie wkładają tam pyszne mięsne nadzienie i mamy słynne polskie kiełbasy w naturalnej osłonce. Tutaj jelit się nie czyści. Gotują te grube i cienkie jelita z zawartością. Podają je, jak się je je, w formie francuskiego fondue. Jeden duży garnek z podgrzewaną oliwą i smacznego. Nasze flaki też nie każdy europejczyk lubi. Tak. Ale nasze flaki, nereczki są czyszczone. Płukane i macerowane przed obróbką termiczną. Ja się nie brzydzę. Chyba, że chamstwa.
Palarnie kawy poznałem oczywiście po zapachu. Kto w Rangun ma młynek do kawy? Kto ma elektryczny młynek do kawy? Kto ma prąd? To pytanie wcale nie jest bezpodstawne. Prąd często władza wyłącza, dlatego na chodnikach, w zaułkach stoją maszyny, które produkują prąd. I to jest dowód, że ludność ma alternatywę na tę dolegliwość. W mojej młodości słyszałem o dwudziestym stopniu zasilania i dalej to już był tylko krok do świeczki lub latarki na dynamo. Tutaj bez świeczki i latarki ani rusz. A wielkie agregaty prądotwórcze szczególnie w dzień hałasują i dymią strasznie. Bo kto potrzebuje w dzień prąd? Zapach świeżo palonej kawy przebija się ponad wszystko. Starsza pani z godnością damy odważała funt czarnej, tłustej świeżo palonej kawy i zachwalała ją w swobodnym angielskim języku. Kawa smakowała po powrocie do domu wspaniale. I pomyśleć, że takie malutkie czarne birmańskie ziarenko może mieć tyle siły by wyczarować swoim zapachem wspaniałe wspomnienia. Jak zobaczyłem filety z tak malutkiej rybki to zwątpiłem. Dlaczego ? - bo na sprzedaż była także reszta. Zupa rybna wszystko co z morza przyjmie jak przyjaciela. Kolor tych szkieletów informuje, że ryba jest świeża. Filety tej wielkości uwielbiam zapiekane w sosie beszamelowym. Należy je posolić, posmarować od strony wewnętrznej musztardą sarepską i wymościć koperkiem. Zrolować i spiąć wykałaczką. Postawić pionowo w naczyniu żaroodpornym, zalać beszamelem i wstawić do piekarnika. Pod koniec operacji dobrze jest posypać żółtym serem i mniam, mniam. Proszę uważać na ser! Jest bardzo gorący! Piękny budynek. Pamięta odległe czasy. Nie było wtedy klimatyzatorów. Dlatego drewniane okiennice chronią jego wnętrze od penetracji słońca. Hiszpan, Alejandro Casona, przyjaciel Federico Garcii Lorki, napisał sztukę pt.  Drzewa umierają stojąc. Mieczysława Ćwiklińska grała tę sztukę do końca swojego życia. Eugenia Balboa, którą grała Ćwiklińska czekała na powrót wnuka, który wyrzucony z domu przez dziadka, po latach miał wrócić na łono rodziny. Ta tragifarsa napisana w 1949 r. pasuje mi bardzo do tych stojących domów, ludzi, oczekujących na powrót Ojczyzny do normalności. A demokracja przejawia się w Birmie w postaci, która niekoniecznie jest kwintesencją wolności. Na skrzyżowaniu Maha Bandoola z ulicą Shwe Dagon Pagoda w kierunku słynnej świątyni zaczyna się indyjska część Rangun. Kończy się przy ulicy Anawratha świątynią KALI.
Wzdłuż tej ulicy dużo sklepików z biżuterią. Aczkolwiek nie w nich, tylko na chodniku odbywają się wielkie transakcje na rubiny i inne szlachetne kamienie, które występują naturalnie w tym kraju. Występują też szlachetne twarze. Mają oni jednak w ręku zwykłe szklane, kolorowe świecidełka. Nie trzeba być specjalistą w tej dziedzinie, żeby nie dać się na te kosztowności nabrać. W końcu to my wiemy jak wygląda wyrób czekoladopodobny. Ten wyrób jest prawdziwy. Pachnie truskawką. Przypomniało mi się dzieciństwo. Ogród i truskawki. Takie małe, aromatyczne. Prosto z krzaczka zerwane wkładałem między usta, bym mógł zaciągnąć się ich zapachem. A potem znikały w otchłani przewodu pokarmowego. Jak byłem starszy już takich truskawek nie jadłem . Teraz są takie plastikowe, piękne jak szklane rubiny. Dopiero niedawno Hanna Banaszak wraz z Wojciechem Młynarskim wyhodowali w Milanówku nową odmianę truskawek. Znów wrócił zapach z dzieciństwa. Trzecie piętro. Eugenia Balboa czeka na wnuka. Mauricio wraca, ale jest czekoladopodobny. Oszukany. Bo dziadek, który wnuka wyrzucił z domu ma wyrzuty sumienia. Wymyśla fikcyjny powrót, fikcyjnego wnuka by ukochana Eugenia przed śmiercią mogła cieszyć się z jego obecności. A co będzie jak mistyfikacja się wyda? A tutaj wszystko jest prawdziwe. Prosto z przyrody. Co nieco przetworzone. Ale prawdziwe. Ciasteczka ryżowe. Pamelo pełne soku z witaminą C. Taka mała gastronomia. Po minięciu świątyni Kali, idąc ulicą Shwe Dagon dochodzimy do ulicy Bogyoke Aung San i słynnego Scott Marketu. Tam można kupić wszystko. Wymienić dolary na birmańskie śmierdzące papierowe pieniądze. Wszelkie wyroby z laki. I wszystko to co chcielibyśmy przywieźć do domu. Jednak tu nie warto tego robić. W Rangun wszystko jest droższe niż w Bagan. Tu są restauracyjki przypominające dworcowe polskie kuchnie...  Wars wita was ...
Są konduktorzy i kelnerzy. Wyglądają tak, jakby wprowadzili do organizmu element baśniowy. Może też są pod wpływem innych nastrojów. Takie szemrane towarzystwo. Jak to w Warsie. Władza czuwa. Wszystko ma pod kontrolą. Polskie dworce też mają, a może miały, na 100% miały tabliczki z napisem - Nie wolno fotografować! Albo... robienie zdjęć zabronione. Cóż jak nie wolno to nie wolno. Tu już wolno. Boczne wejście na peron. Można tu kupić bilet i pojechać dokąd tory poniosą. A Wars?, jest w drodze. Szuka Sawy. Ważne by przed tą podróżą zakupić betel. Betel w Birmie żują wszyscy. Plują i żują. Żują i plują. Świat cywilizowany ma na chodnikach wyplutą gumę do żucia w kolorze brudu. A w Birmie czerwone, czasami brunatne, burgundowe plamy po nadmiarze śliny w ustach miejscowych betelowców. Głodny pasażer w każdej chwili może coś zjeść. Peron jest jedną wielką jadalnią. Wars miałby co robić. Pasażerów jest bardzo dużo. To najtańszy środek lokomocji. Pociąg jedzie bardzo wolno. Jakieś 25 - 30 kilometrów na godzinę.
Blisko siebie różne wyznania. Muzułmanie w Birmie mają się dobrze. Oddzielnego wagonu Warsu w składzie pociągów jeżdżących po Birmie nie ma. Każdy wagon jest miejscem do przewożenia ludzi, towarów i do konsumpcji. W każdym pociągu jest konduktor... ... i ludzie zamyśleni. Patrzący wyblakłymi oczyma.  Może pogodzeni, a może nie, z losem. Eugenia Balboa też czeka. Nie wie jeszcze, że jest oszukiwana. Oni chyba wiedzą. Walczą o przetrwanie, jak mało kto. Sprzedawców betelu jest najwięcej. Na każdej stacji wyskakują na peron. Patrzą w którym wagonie jest konduktor i tam nie wskakują. Bo oni nie płacą za bilet. Oni tu pracują. Betel jest od oszukiwania żołądka. Te smaczne suszone kiełbasy i suszone kawałki mięsa wołowego są do kupienia. Kolejek brak. Po betel widziałem kolejkę. Jednym i drugim się najesz, z tą różnicą, że betel jest zdecydowanie tańszy.
1000 miejscowych pieniędzy to jeden dolar. Średnio 10 pieniążków to jeden betel. Tak samo zresztą jak jeden papieros -  cheroots. Ceny są umowne. Dzisiaj tyle, jutro tyle. Obcokrajowcy płacą zawsze więcej. W Polsce socjalistycznej były trzy oficjalne ceny za pokój hotelowy. Dla Polaków, dla obywateli krajów demokracji ludowej i dla przedstawicieli zgniłego zachodu. Porcje krewetek prosto z gorącej oliwy można zjeść za stówkę. Pusta butelka plastikowa nie jest śmieciem. Jest butelką wielokrotnego użytku. Woda jest podstawą do życia. Człowiek w większości składa się z wody. Aczkolwiek nie każdy to lej woda. W Rangun można kupić zimną wodę do picia luzem. Kawałki lodu sprzedawca umieszcza w czymś co przypomina skarpetę, pończochę. Cały ten pakunek zawiesza na wieszaczku i stopioną zimną ciecz sprzedaje. Są także publiczne wodociągi. Darmowa woda z publicznego kurka. I tutaj pusty pet jest jak najbardziej przydatny. W pociągu też sprzedają wodę. Można napić się ze wspólnego kubeczka. Zdarzają się jednak obrzydliwi i wodę wlewają sobie do woreczka foliowego i przy pomocy rurki wciągają ją do organizmu. Sok z arbuza też gasi pragnienie. Trochę drożej, ale zapewne bezpieczniej dla żołądka. Ja osobiście nie polecam tych sposobów gaszenia pragnienia. Tylko woda z butelki i to zamkniętej podwójnie. Oranżada. Produkcja zimnej oranżady na chodniku. O smaku arbuza i ananasa. Do wielkich misek producent wkłada bryły lodu i kawałki owoców. Zalewa to wodą, miesza i sprzedaje. Kufelek oranżady musi być smaczny, orzeźwiający, bo chętnych nie brakuje. Malownicza ta rozlewnia napojów. A co na to lekarz pierwszego kontaktu.? Chińskiego jedzenia w birmańskim Warsie nie ma. Można kupić gotowane jajko w skorupce, mandarynki, pomarańcze, arbuza. Papierosy i betel. W socjalizmie piwo było napojem trudnym do kupienia. Przez przedziały przemieszczali się panowie i wołali..., piwo do kupienia, piwo do kupienia! Później podnieśli serwis i wołali..., zimne piwo do kupienia, zimne piwo do kupienia! Do tego letni bigos lub mielony, czyli tzw. przegląd tygodnia, pajda chleba i człowiek był szczęśliwy. I pomyśleć, że ten serwis dawał podróżnemu satysfakcje.
Żeby jednak chińskie przysmaki skosztować,  trzeba wybrać się do dzielnicy chińskiej. Jest tam bardzo dużo ryb, krewetek, muszli, ale także coś czego wcześniej nie widziałem. Półtusze kozy. Kozy jeszcze nie jadłem. Mięso wygląda bardzo smacznie. Kolor ma znakomity. I ważna informacja!. Brak much. A sytuacja wcale nie wymuszona. Czekoladopodobny, fikcyjny Mauricio przyjeżdża z wygnania. Eugenia Balboa cieszy się jak dziecko z obecności wnuka. Wnuk przywozi żonę. Żyją tak jakiś czas w tym kłamstwie. Tylko stara Eugenia nie wie, że jest oszukiwana. Mam takie przeświadczenie, że w Birmie jest jeszcze wiele takich Eugenii, które nie wiedzą, że są oszukiwane. Przecież świat XXI wieku nie może tak wyglądać. To jest jakaś wielka mistyfikacja. Plan filmu z gigantyczną scenografią. W sztuce Casony prawdziwy wnuk się jednak zjawia. Birma jak na razie nie doczekała powrotu mitycznego wnuka. Umiera powoli. Domy stoją. Gdzieniegdzie rosną nowe. Beznadzieja jest dramatyczna. Dokąd się udać.? Co powiedzieć.? I komu? Pociągi jeżdżą i jest to zdumiewające. I trzeba wierzyć, że to wcale nie jest sen.  Nasz kultowy Wars przecież zmienił się nie do poznania. Skoro jestem przy Poznaniu to przypomnę pierwszy wielki zryw wolnościowy mieliśmy w 1956. I mogę powiedzieć, że pamiętam kilka scen z tych historycznych dni. Ulica Dąbrowskiego, bardzo blisko ulicy Kochanowskiego, gdzie do dzisiaj ma siedzibę aparat represji  Ministertwa Spraw Wewnętrznych. Sprzedawałem wtedy wraz z moją babcią w piekarni bułki. I doczekałem się, że paszport mam w kieszeni a nie w rzeczonej instytucji. Wysiadłem na stacji końcowej z pociągu i trafiłem na kolejny plener. Tym razem malarski. Rekwizyty i statyści gotowi. Wszystko dopracowane do najmniejszego szczegółu. Jakby się to działo dzisiaj...

najbliższe galerie:

 
BIRMA - SHWEDAGON PAGODA A SPRAWA POLSKA. . .
1pix użytkownik deszcz odległość 3 km 1pix
BIRMA - SHWEDAGON - RANGUN
1pix użytkownik deszcz odległość 3 km 1pix
BIRMA - Rangun, Yangon
1pix użytkownik mopek odległość 6 km 1pix
Yangon.
1pix użytkownik jotwu odległość 9 km 1pix
Birma cz.XII ( ostatnia ) - Rangun.
1pix użytkownik wmp57 odległość 10 km 1pix
Rangun-miasto z kolonialną przeszłością
1pix użytkownik baracuda77 odległość 11 km 1pix

komentarze do galerii (54):

 
martafryka użytkownik martafryka(wpisów:1616) dodano 02.12.2012 12:50

dziękuję za foty

opowieść

i podzielenie się... :)

marzanna użytkownik marzanna(wpisów:41) dodano 29.06.2012 22:29

Tak, Sule Pagoda...też mam wspomnienia...:)

Idziemy ulicą Mahabandola, osobliwą, tłoczną, lepką, przyjazną w kierunku Sule Pagoda. Chodnik jest zabarwiony na czerwono....teraz od splunięć betelem, jak wszędzie. Chodniki w Rangunie potrafią poczerwienieć nagle jak w chorobie...ostrej, nawracającej, nawykowej. Czerwień intensywnieje w momentach wielkiego pragnienia, przebudzenia i śnienia jednocześnie. Jak w 1988, gdy zdeterminowany, wezbrany naiwną wiarą o wolności i demokracji tłum rusza spod Sule Paya. W wyniku krwawej interwencji wojska ginie 3 tysiące demonstrantów. A potem w 1997 to samo, tym razem kilkaset osób. Nad ulicą Mahabandola, jak i nad innymi głównymi ulicami usytuowane są wiadukty. " Stamtąd żołnierzom będzie łatwiej strzelać do demonstrantów niż z dachów", wspomina słowa Birmańczyka Tiziano Terzani w książce p.t. "W Azji".

Na końcu ulicy złoci się Sule Paya (Sule Pagoda) wyznaczająca środek Rangunu. Jej ośmioboczna struktura ma wskazywać na bramiński styl odłam buddyzmu. Osiem, symbolizuje ośmiu uczniów Buddy. Każdemu z nich przypisana jest inna część świata i inny dzień tygodnia (środa dzieli się na dwie części, do 18.00 jest środa, od 18.00 rahu). Paya jest terminem, który określa osobę lub miejsce o wiekiej wartości duchowej. I tu znowu legenda. Miejsce gdzie pagoda teraz stoi było kiedyś domem potężnego ducha Nat. Król Natów Sakra chciał pomóc legendarnemu królowi Okkalap zbudować światynię, relikwiarz dla włosa Buddy w tym samym miejscu gdzie poprzedni trzej Buddowie pogrzebali święte relikwie....itd. Jak zwykle urocze i zagmatwane jednocześnie. Do świątyni zwyczajowo prowadzą cztery wejścia - bo to tak jak cztery punkty kompasu. A cztery punkty kompasu reprezentują historyczne inkarnacje Buddów. Wejście do Sule Paya jest okrążone wieloma świątyniami, każda poświęcona jest innemu bóstwu i każda określona znakiem astrologicznym. Ta okrążająca Sule ścieżka ma symbolizować podróż przez sfery niebieskie...niebiańskie, porządek wszechświata poddający się naukom Buddy.

Tuż przy Sule okazały meczet. Patrzę na drugą stronę ulicy, patrzę wysoko ku niebu i znowu te zachwycające, pięknie wyrzeźbione, prawie nagie ciała demonstrują sprawność i zwinność tym razem na bambusowych rusztowaniach. Tę zwinność "birmańskiego ciała" mam okazję podziwiać niejednokrotnie. Choćby już za chwilę, w małej uliczce tuż przy Sule, w której młodzi mężczyźni grają piłką Chinlone, uplecioną z rattanu. Piłka porusza się w powietrzu łagodnie, bez tej gwałtownośći i nerwowośći typowej dla piłki nożnej. Obserwowanie trajektorii lotu Chinlone przynosi miłe odprężenie zmysłom. Każde przyjęcie i podanie piłki to jakby taneczny ruch lub akrobatyczny trik. Jeden z mężczyz zgina nogę w kolanie, jednocześnie unosi ją ku górze wysuwając kolano lekko na zewnątrz. Piłka odbija się od jego wewnętrznej strony. Ktoś inny przymuje ją na wewnętrzną krawędź stopy. Piłka wędruje jakby z wiekszą siłą, czeka ją dłuższy dystans. W tym czasie kolejny z zawodników energicznie odwraca się do jej lotu tyłem, ugięte kolano, skłon tułowia boczny, jakiś koci podskok i piłka odbija się o koncówki palców stopy drugiej nogi, wyprostowanej i napiętej ( patrz załączone zdjęcie).

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 11.11.2011 01:47

MIRONEL - piękny wiersz. Dziękuję. Bardzo fajny tekst. Kto to napisał?...pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziekuję, że budzę. To mi pasi najbardziej...

mironel użytkownik mironel(wpisów:255) dodano 11.11.2011 01:01

Co tu napisać, co tu napisać. Wkurzają mnie Twoje galerie, tak głęboko do środka. Pokazują świat, który myślę, że zobaczę a jednocześnie stawiają wiele pytań egzystencjonalnych. Zacytuję wiersz
Boję się ciemności, aksamitnej czerni nocy,
Bo tam czai się smutek;
Boję się śmierci, bezlitosnej,
Bo może zabrać mi kogoś bliskiego;
Boję się ognia, wody i wiatru,
Bo mogą zniszczyć wszystko, co mam;
Boję się ludzi, o zimnych sercach,
Którzy niszczą we mnie wiarę w dobroć;
Boję się własnego strachu,
Że go nie pokonam;
Ale najbardziej
Boję się, że nie potrafię
Tak przeżyć życia,
Żeby nikogo nie zranić…
A Twoje galerie budzą we mnie te wszystkie odczucia.

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:405) dodano 18.03.2011 12:51

U Ciebie jak zwykle niezmiernie interesująco, bardzo masz ciekawe spostrzeżenia i wnikliwość dzienikarza

jula użytkownik jula(wpisów:45) dodano 31.05.2010 19:34

Przepiękne zdjęcia ,deszczu czarujesz słowem i obrazem.

michol użytkownik michol(wpisów:114) - Użytkownik usunięty. dodano 29.05.2010 22:00

Brawo!!!

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 24.05.2010 13:59

NORTHFACE, OFFCA, KAMA-WOS - dziewczyny dziękuję za wizytę i miłe słowa. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 24.05.2010 13:56

MAXIMUS33 - dziękuję. Doris nie odpowiedziała na Twoje pytanie. Sam nie wiem. Robi jednak wrażenie, że coś z Poznaniem ma współnego. Napisała LECH,LECH KOLEJORZ. Pozdrawiam serdecznie.

northface użytkownik northface(wpisów:106) dodano 20.05.2010 00:06

Wyjaskrawiona i dosadna, ale takie (jak myślę) było przesłanie galerii!

kama_wos użytkownik kama_wos(wpisów:204) dodano 19.05.2010 14:41

jak zwykle piękna kolorowa galeria :) a te owoce wyglądają smakowicie ;) Pozdrawiam

offca użytkownik offca(wpisów:54) - Użytkownik usunięty. dodano 17.05.2010 15:53

fajowe :)

maximus33 użytkownik maximus33(wpisów:167) dodano 16.05.2010 19:25

Świetna i tyle!
Pchać nie gadać :)))

PS. Doris do Poznania to chyba masz kawałek??

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 16.05.2010 14:22

BOREK - dziękuję. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 16.05.2010 14:17

DORIS - byłem na meczu. Byłem na Starym Rynku. Radość ogromna. Jednak stopień " zezwierzęcenia " młodych ludzi, kibiców Lecha przeraził mnie. Coś okropnego. Tylu pijanych ludzi na metrze kwadratowym to jeszcze w życiu nie widziałem. LECH,LECH,KOLEJORZ!!!!, pozdrawiam serdecznie i dziękuję.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 16.05.2010 14:05

KAROLEK - Witaj STARY - NOWY Wuju!... Karolek, od czasu kiedy uświadomiłem sobie, co jest obowiązkiem mężczyzny, czasami też największą przyjemnością mężczyzny, Karolek był i jest nadal synonimem Wuja, który NAS mężczyzn nigdy nie upuści. I tak jest z Tobą. Zatem jeszcze raz witam Karolek. A z tym 35 to przesadziłeś. W sprawie " pchania do góry " galerii jesteś Mistrzem. Wiesz najlepiej jak to się robi. Kolejarski Klub Sportowy LECH.., taki był początek. Poznańska gwara stosuje " a " pochylone, dlatego mówimy kolejorz a nie kolejarz...pozdrawiam serdecznie...LECH,LECH,KOLEJORZ!!!!!

doris użytkownik doris(wpisów:744) dodano 16.05.2010 12:59

Deszczu i po 17-tu latach mamy MISTRZA ! Lech,Lech Kolejorz ! :-)
Galerię oceniłam wcześniej...Jest fantastyczna zarówno w słowie jak i obrazie.
Gratuluję i pozdrawiam serdecznie :-)

aodai użytkownik aodai(wpisów:48) dodano 16.05.2010 12:34

Super galeria i ta kolorystyka ! wiec i nie ma się czemu dziwić ze najwięcej komentarzy ;) Pozdrawiam

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 16.05.2010 12:04

no tak...jesli ktos mysli tym torem, to rzeczywiscie tak moze byc.

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 16.05.2010 11:35

ale Bull- to tylko galerie z najwieksza iloscia komentarzy. To, czuy sa dobre, czy nie chyba nie ma tutaj nic do rzeczy?

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 15.05.2010 13:49

MAGDALENA - ja też pozdrawiam Cię serdecznie. To rzadki przypadek, że tak ni z gruchy ni z pietruchy człowiek, człowiekowi przesyła pozdrowienia i to na portalu internetowym. Trzymaj kciuki od 17,oo do 19,oo w tym czasie poznański LECH będzie walczyl o MISTRZA!, ja będę na stadionie. Dziękuję.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 15.05.2010 13:42

ANDZIA - dziękuję. Od dłuższego czasu jestem kolekcjonerem zjawiska, które można określić "deszcz "pada" na lustro". Czasami pokazuję to zjawisko publicznie, ale tylko wtedy, gdy uzasadnia to kontekst opowiadania. Bardzo podoba mi się to Twoje określenie. Będę je pielęgnował. Pozdrawiam serdecznie... a nie czas już pokazać Kikoju...

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 15.05.2010 13:31

AGATA - staram się odwiedzać kraje, które mnie fascynują. Władze Birmy dają wizę na 28 dni. Jakbym nagle zwariował i wybrał się na 28 dni do Kołobrzegu w sezonie, to bym wydał wielokrotnie więcej pieniędzy niż w tej odległej i "nie z tego świata" jak piszesz Birmie. Oczywiście jest ważny punk finansowy, który nazywa się ... dojazd. Do Kołobrzegu mam zdecydowanie taniej i bliżej.., ale czy warto ? Dziekuję i pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 15.05.2010 13:21

KORDULA - witaj. Miło Cię widzieć. Tak to jest w życiu, że zawsze jakiś pociąg NAM odjeżdża bez NAS. I na to nie ma rady. Zdarza się pociąg, który odjechał bez NAS i okazuje się, że mamy życiowe szczęście, bo był to pociąg z biletem do NIEBA..., pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 15.05.2010 13:12

GOONIAS - dziękuję za kolejną wizytę. Tym samym wiarę, że co jakiś czas coś " wrzucę ". Mam co wrzucać na szczęście, aczkolwiek im bliżej lata tym mniej czasu na te przyjemności. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 15.05.2010 12:54

MAXIMUS 33 - serdecznie witam. Odnoszę wrażenie, aczkolwiek wrażenie nie paczka i nie trzeba odnosić, że to Nasze pierwsze spotkanie i dlatego powitanie. Dziękuję serdecznie i pozdrawiam.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 15.05.2010 12:48

WATHCER - dziękuję. Miło, że nie zawiodłem. Pozdrawiam serdecznie.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3629) dodano 12.05.2010 14:20

:-))) Pozdrawiam serdecznie.

andzia użytkownik andzia(wpisów:164) dodano 12.05.2010 14:13

Się nie da do tego warsu nie wejść:-)
Że pociągi ciut sfatygowane? Ale jeżdżą! A u nas to różnie ostatnio bywa:-))
Groteska, te kozie ogony:-)

Ta "gigantyczna scenografia" dotyczy niestety wielu krajów na świecie.
A my, w swoich ciepłych, przytulnych mieszkaniach/domach zastanawiamy się i dziwimy:
"jak można tak żyć???"
No właśnie, jak?
A "tam" to często radość, że jest gdzie mieszkać........

pozdrawiam deszcza...

ps. dziwne zjawisko: deszcz "pada" na lustro:-))

agata użytkownik agata(wpisów:428) dodano 12.05.2010 12:43

Deszczu, Twoje galerie, to jakby nie z tego świata......
Pokazujesz rzeczy, zwyczaje, ludzi, ot po prostu życie, o jakim nawet nigdy nie pomyślałam.
Dziękuję za galerię, tym bardziej, że tam nigdy nie będę.
Arbuz, truskawki - pycha:)
Super galeria, pozdrawiam.

kordula157 użytkownik kordula157(wpisów:5425) dodano 11.05.2010 14:37

Malarsko z ciekawym opisem , ale to już norma. Masz w tej galerii dwa piękne portrety 8, 13. Nie jechalam w Birmie pociągiem , ale wybrałam sie na dworzec, i patrzyłam z żalem ,że nie mogę wsiąść do jednego. Brawo , brawo:)))

goonias użytkownik goonias(wpisów:44) - Użytkownik usunięty. dodano 10.05.2010 15:53

Otwierając Twoje galerie wchodzę - jak Alicja przez lusto- do wszystkich tych miejsc gdzie Ty podróżujesz. A to wszystko dzięki magii fotgrafii i wspaniałych opowieści. I tak jest za każdym razem- a podróżuję wiertualnie z Tobą Deszczu już jakiś czas-mam odczucie jakbym tam była!Ta galeria jest kolorowa i smutna zarazem , tak jak życie tych ludzi . I to ma być STOLICA!!! Przykre widoki przemijającycch, rozpadających się pięknych niegdyś budynków - jak w Hawanie. Piękna przyroda, klimat a życie do.... bani.

maximus33 użytkownik maximus33(wpisów:167) dodano 09.05.2010 16:03

Piękna opowieść! Tylko pozazdrościć.

watcher użytkownik watcher(wpisów:1926) dodano 09.05.2010 14:35

Zachwycony jestem nieprzecietnie.
Jak zwykle zreszta..

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 09.05.2010 01:01

PESTECZKA - właśnie! - zupełnie zapomniałem, że ten Twój kolega prosił mnie serdecznie bym Ciebie, koniecznie pozdrowił. Skleroza mnie już dopadła. Czynię to dopiero teraz. Przepraszam i pozdrawiam serdecznie i oczywiście Kraków też. Aczkolwiek po co ta WISŁA z Legią wygrała i to aż TRZY DO ZERA....?

pesteczka123 użytkownik pesteczka123(wpisów:1556) dodano 07.05.2010 22:50

Ja z reklamacją podobną do Muczaczy, tyle, w sprawie kolacji, której miało już dzisiaj nie być.
Rybka w beszamelu jednak tak pobudziła moje ślinianki, że idę pobuszować w kuchni i "mocne" postanowienie ograniczenia obżarstwa wieczornego diabli wzięli :))
Całość jak zwykle najwyższych lotów. Wśród zdjęć szczególnie podobają mi sie portrety 8, 13 i 42 (ten ostatni to wypisz - wymaluj mój kolega ze studiów ;))
Pozdrawiam Poznań i okolice!

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 07.05.2010 00:07

SONA - DORA ... dziękuję za tak dogłębny komentarz. Miło jak praca trafia w gust odbiorcy. Że odbiera się znaki na tych samych falach. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 07.05.2010 00:00

OLAZIM - dziekuję za komentarz. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 06.05.2010 23:59

MAREK - robienie zdjęć w czasie jazdy tym pociągiem to jest doprawdy ruletka. Im więcej ludzi tym ciemniej. Nawet monocykl nie daje pewności bo czasy dłuuugie a drgania wagonu przypominają prace młota udarowego. W czasie postoju ruch ludności duży. Czyli bardzo dużo " pudeł ". Jednak bardzo przyjemnie wspominam tę podróż. Birmańczycy byli bardzo mili i cieszyli się, że razem z nimi tą " salonką " pędzimy w dal. Toalety nie zaliczyłem. Pozdrawiam serdecznie.

sona_dora użytkownik sona_dora(wpisów:2085) dodano 06.05.2010 21:53

Prawdziwa, ciekawa, a przede wszystkim malarska galeria przepełniona ciepłem. Ciepłymi kolorami i uczuciami, emocjami. Życie bywa trudne, ale szukać szczęścia, pokazać kolory, piękno prozy życia, to jest sztuka. Czuć smaki, zapach tej kawy, prawdziwych truskawek… Akceptacja odmienności, refleksja... Cenie sobie to bardzo. Pozdrawiam

olazim użytkownik olazim(wpisów:2180) dodano 06.05.2010 18:23

Pięknie,kolorowo-zdęcia pokazujące życie-poprostu ich życie-pozdrawiam.

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 06.05.2010 16:42

No tak = zapomnialem, ze mozna dookola Rangoon :) Jechalem ta trasa kilkanascie lat temu. Trasa do Mandalay nie jest zla. Tam kursuja najlepsze sklady, a i linia jest mozliwa. Gorzej na poludnie...tam jazda pociagiem jest cholernie zblizona do rollercastera - zwlaszcza jadac pod koniec pory deszczowej :) Osobiscie bylem zachwycony, gdyz uwielbiam takie lunaparkowe emocje, ale zrobienie zdjec z pociagu bylo bardzo utrudnione. Najwiekszym problemem jednak bylo wyjscie do toalety :) Tam oczywiscie jedynym , co znajdziesz w tej przemilej kabince jest dziura w podlodze. Sprobuj teraz w nia trafic przy tym, jak pociag podskakuje w taki sposob, ze z polek spadaja plecaki zabezpieczone tam gumami :))) ...no tak - mam nadzieje, ze w tej chwili nikt zadnego posilku nie gotuje :)

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 06.05.2010 16:28

RAUL - Dalej to już chyba nic specjalnie nie będzie. Chyba, że znajdę jakiś pomysł bo faktycznie zdjęć mam dużo. Siedem opowieści to dużo. Selekcja, selekcja i jeszcze raz selekcja a każde zdjęcie tyle przypomina i takie jest " znakomite ", że trudno je wrzucic do poczekalni. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 06.05.2010 16:20

MAREK - jechałem z centralnego w kierunku Pyaya i objechałem Rangun wokół tak, że zakończyłem znów na centralnym, od strony wschodniej. Do Mandalay koleją jest z Rangun bodaj 400 mil. Nie wyobrażam sobie tej podróży. Aczkolwiek dla chcącego nie ma nic trudnego. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 06.05.2010 15:58

MUCZACZA - przepraszam. To się już więcej nie powtórzy. Ale, mogłeś przy okazji zmienić plany repertuarowe na dzisiejszy obiad i rybkę w beszamelu sobie sprawić, weług przepisu. Smacznego. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję.

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 06.05.2010 15:58

dobra, dobra ...dokad jechales tym pociagiem? :) Myslales, ze zapomne o pytaniu? :) Tak powaznie - na temat tego, czy jechac, czy tez nie pisalem juz wiele razy , w tym w paru magazynach podrozniczych i turystycznych zawsze na plan pierwszy podnoszac polskie doswiadczenia, zwlaszcza te z lat 70-tych.Pomijam juz fakt, ze pewne rzaczy ulegly w Birmie zmianie od momentu, kiedy na ten temat wypowiadala sie Aung, Sang. Przede wszystkim nie ma juz obowiazkowej wymiany na Kyiaty - a byla do bodaj 2003 roku ( nie pamietam juz dokladnie). Rowniez rozbudowie ulegla prywatna baza turystyczna nie bedaca wlasnoscia rodzin generalicji. Tutaj pamietac nalezy, ze wszystkie hotele w Birmie sa wlasnoscia prywatna...tyle, ze wiekszosc zwlaszcza tych luksusowych nalezy do ziecia generala numer 1 :)

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 06.05.2010 15:54

KONWALIA - szczęście to pojęcie względne. Każdy z nas inaczej je mierzy. Jest takie powiedzenie... niewiele potrzeba mi do szczęścia.Ty codziennie widzisz ludzi, którym dobra wiadomość, w czasie obchodu, od ordynatora potrafi przywołać taką ilość szczęścia, że starcza go aż do następnego dnia. Momo, że obiektywnie rzecz biorąc pobyt w szpitalu nie wróży nic dobrego, nawet dla zdrowego człowieka. Sądzę, że im więcej będą w Birmie ludzie wiedzieli, że można inaczej żyć tym mniej będzie " szczęścia ". Ale więcej determinacji, że można inaczej... pozdrawiam serdecznie. Tak na marginesie - konwalie zakwitły!

raul użytkownik raul(wpisów:2023) dodano 06.05.2010 15:49

Kapitalna galeria, temat wszechstronnie dopracowany, a pracy było dużo - to widać. Trzymasz formę Deszcz , aż strach się bać co będzie dalej ... :)
Pozdrawiam.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 06.05.2010 15:41

MAREK - dziękuje za temat .. jechać czy nie ?. Twoje zdjęcia dokumentujące te same miejsca i osoby na przestrzeni kilku lat są najlepszym dowodem, że warto. A moje doświadczenia z lat 70. i 80. w naszym kraju stoją za tezą, że każdy kontakt z człowiekiem z innej kultury, z innej przestrzeni światopoglądowej daje bardzo dużo. Tęsknie za Birmą i to jest niepokojące. Pozdrawiam serdecznie.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 06.05.2010 15:27

DONITA - poznałem jedną sztukę czrodziejską. Otóż umiem przebijać czarodziejski balon, czarodziejską szpilą tak, że balon nie pęka. I cieszę się z tego jak dziecko, gdy widzę dorosłe twarze zdziwione, tak samo jak te dziecięce. Sekret dostałem w prezencie. Piękny dar. Dziękuje i pozdrawiam serdecznie.

muczacza użytkownik muczacza(wpisów:241) dodano 06.05.2010 15:11

Mam prośbę Deszczu do Ciebie, czy mógłbyś nie wrzucać galerii w porze obiadowej bo miałem właśnie zamiar przystępować do gotowania i przez Ciebie... obiad się trochę opóźnił i teraz głodny muszę chodzić! za dużo czasu poświęciłem na Twoją galerię! no ale przy Twoich nie da się inaczej. Pozdrawiam głodny Michał

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:3259) - Użytkownik usunięty. dodano 06.05.2010 15:05

Deszcz...
Coz mam napisac.Twoja opowiesc jest wciagajace jak i zdjecia.
Ale jest tez smutna.Myslisz,ze Ci ludzie sa szczesliwi?
Moze Ci,co nic nie wiedza.Mysla,ze tak ma byc.
I nic sie juz nie zmieni.
Miesa koziego nie jadlam.
Ale wczoraj jadlam wieczorem szwajcarskie fondue,tego o ktorym piszesz nie zjadlabym za nic.
Tak mysle,ze oni maja w sumie pyszna kuchnie.
Niezwykle sugestywna Twoja galeria.
Pozdrawiam.

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 06.05.2010 14:30

hmm- poniewaz nie pokazywales zadnych zdjec z poludnia Birmy moge tylko myslec, ze jechales linia polnocna - ta na Mandalay. Jest ona w doskonalym stanie w porownaniu z poludniowa :)
Mieso kozie jest bardzo popularne zwlaszcza w formie suszonej. Popularnie nazywane jest "mutton" co oznacza w angielskim barana, a nie kozla...tych pierwszych w Birmie praktycznie nie ma.
Bardzo znajome widoki pokazujesz :)
Z dylematem jechac do Birmy, czy nie probowalem sie rozprawiac wiele razy - nawet tutaj, na forum dykusyjnym. Ta sprawa naglosniona zostala po prosbie Aung Sang , zeby turysci wstrzymali swoje wyjazdy do Birmy i tym samym nie napychali kieszeni generalom. Z calym jednak szacunkiem dla tej niezwykle inteligentnej i madrej kobiety - w tym jednym chyba racji nie miala. Nie miala jednak polskich doswiadczen i nie zdawala sobie sprawy z tego, jak waznym aspektem jest kontakt z ludzmi z innego swiata, jak bardzo potrafi otworzyc oczy i do pewnego stopnia zintegrowac to spoleczenstwo.

donita użytkownik donita(wpisów:75) dodano 06.05.2010 13:53

jestes czarodziejem , potrafisz czarowac opowiescia ...a to piekny dar :-)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!