m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (42):

 
Minęliśmy Libijczyków. Od zrobienia przeze mnie ostatniego zdjęcia upłynęło dokładnie 47 minut. Jak zobaczyłam ten samochód rozbebeszony przez tunezyjskich celników, to stanął mi jako żywo przed oczami obraz przejścia w Świecku sprzed wielu, wielu lat. Jako że z sentymentem (;-) wspominam tamte czasy, to nie wytrzymałam i wzięłam do ręki aparat. Usłyszawszy jednak „cyk” własnej lustrzanki (wydawało mi się wtedy, że było wyjątkowo głośne i słyszalne dla wszystkich w busie), natychmiast ją odłożyłam, bojąc się linczu ze strony współpasażerów. Granica za nami. Teraz już nikt mnie nie zaaresztuje, ani nie zlinczuje - mogę spokojnie focić. Ten plac znajduje się tuż przy przejściu granicznym. Teraz stoi na nim niewiele samochodów. Prawdziwy ruch zaczyna się tu po południu i wówczas na placu szpilki się nie wścibi, nie mówiąc już o samochodzie.

Parafrazując moją ulubioną „Lokomotywę” Tuwima, opiszę to miejsce tak: 

„Taksówek na nim poustawiali, żółtych, zniszczonych i z kierowcami, i pełno rzeczy przy każdym wozie, w jednym dywany, a w drugim coś ku urodzie.”

„W dziewiątym - same barwne mobile (aparaty komórkowe), w dziesiątym - kufry, paki i skrzynie. A tych pojazdów jest ze czterdzieści (po południu 140), sama nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.”
Jedziemy drogą. Z przeciwnej strony jadą w kierunku granicy kolejne puste taksówki. W tym samym co my kierunku jadą samochody załadowane po dach. Tych jednak nie udaje mi się ustrzelić. Dojeżdżamy do odległego o 33 km od Ra’s Ajdir miasteczka Ben Guerdane. Zostało ono założone w 1892 roku przez Francuzów. Liczy obecnie ok. 2500 mieszkańców.  Jest to miasteczko niezwykłe. Charakteryzuje się największą na świecie liczbą banków przypadających na jednego mieszkańca. No dobra. Słowo bank brzmi dumnie i chciałam go użyć, ale trochę przesadziłam. Tak naprawdę to jest tu niezliczona ilość kantorów wymiany walut. Kantory reklamują się tymi niebieskimi tablicami. W kantorach można nabyć - za euro bądź dolary - dinary libijskie i dinary tunezyjskie. Można też wymienić dinary libijskie na tunezyjskie i na odwrót. Najdziwniejsze jest dla mnie to, że nie wiem dla kogo są te kantory.  Turystów w Libii jest w sumie tylu, co kot napłakał. Tacy Brytyjczycy czy Francuzi lecą sobie bezpośrednio do Libii, a nie tłuką się, tak jak my, cały dzień busem z Sousse do Trypolisu, przejeżdżając po drodze przez przejście w Ra’s Ajdir. W drugiej połowie 2006 roku Libia i Tunezja postanowiły, że obywatele Libii przebywający w Tunezji mogą płacić w walucie libijskiej i vice versa. Tubylcy więc nie mają potrzeby, by wymieniać walutę. Podejrzewam jednak, że jakiś knyf musi w tym tkwić i miejscowym opłaca się wymieniać dinary wyjeżdżając do sąsiadów.
Straszne chwalipięty mieszkają w tym Ben Guerdane! Dziesiątki mężczyzn macha w kierunku naszego przejeżdżającego busa plikami banknotów. Że niby co? Chcą pokazać, że są bogatsi od Libijczyków, od których właśnie wracamy???

Prócz kantorów jest w Ben Guerdane także nieprawdopodobnie wprost duża liczba stacji benzynowych! Na zdjęciu jedna ze stacji przeładunkowych paliw. Zdjęcie nieostre? Delikatnie muszę Was do takich zacząć przyzwyczajać, bo w tej galerii będzie ich sporo. A to już stacja benzynowa. Magazyn cystern. Nie wiem jak paliwo jest transportowane przez granicę. Nie widziałam mrówek noszących lub kulających beczki. Nie wyobrażam sobie jednak, by transport paliwa odbywał się inaczej niż w bakach samochodów. Wjeżdżamy do części handlowej miasteczka. Wzdłuż głównej drogi (podejrzewam, że również w bocznych ulicach) ciągnie się po obu stronach ciąg hurtowni, magazynów i sklepów, w których można nabyć wszystko to, co mrówki przeniosły przez granicę. Właściciel tego sklepu trzyma się obranego asortymentu. Oferuje tylko opony i paliwo. Wielu jednak się w Ben Guerdane miota i handluje wszystkim, co popadnie. Leżą u nich obok siebie pościele i okulary słoneczne, pudła senegalskiego tuńczyka i sprzęt elektroniczny, papierosy, tanie ubrania, orzechy, koce...
Litr benzyny na stacji w Libii kosztuje 0,15 dinara libijskiego (sfociłam dystrybutor, więc dowód mogę załączyć). Litr benzyny na stacji w Tunezji kosztuje 1,25 dinara tunezyjskiego (dane z internetowej strony Ambasady RP w Tunisie). Po przeliczeniu na złotówki mamy następującą relację cen: 0,36 zł i 2,80 zł. Dziwicie się, że paliwo jest na taką skalę przewożone przez granicę?  Kopiąc w sieci w poszukiwaniu wiedzy - żeby nie nakłamać w opisach i przekazać Wam jakieś fajne ciekawostki - trafiłam na informację, pod wpływem której… świat mi się zawalił:-( W dniu 28.08.2006 Libia i Tunezja zawarły porozumienie, na mocy którego zostały zniesione wszelkie cła w handlu między tymi dwoma państwami. Porozumienie weszło w życie 1.09.2006. Skoro import i eksport są zwolnione z cła, to dlaczego towary nie są przewożone przez granicę ciężarówkami, tylko są przenoszone przez „mrówki”? Nie ogarniam tego… „Kierowca gazuje i pędzi z mozołem, i kręci się, kręci się koło za kołem, i biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej, i dudni, i stuka, łomoce i pędzi. A dokąd? A dokąd! A dokąd? Na wprost! Po drodze, po drodze, po drodze, przez most, przez piachy, ugory, przez pola, przez las (? - nie widzę go), i spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas.” A ja niby mam zdążyć robić zdjęcia przez okno?! „A skądże to, jakże to, czemu tak gna? A co to to, co to to, kto to tak pcha?”
No właśnie nie wiem dlaczego tak gna ten nasz kierowca:-( Nie wypada mi przecież poprosić go, żeby zwolnił (najlepiej by było właściwie jakby przystanął), bo ja mam kaprys zrobić kilka zdjęć. Materiał zdjęciowy może więc być w tej galerii taki, jakim dysponuję. Papierosy i opony. Transakcja wiązana? Kupując jedno, trzeba kupić drugie? Tu jakoś pustawo. Chyba czekają właśnie na dostawę. Jak szaleć, to na całego! Tak nieostre zdjęcie też mam;-)

Wjeżdżamy chyba do działu z ceramiką.
Bardzo wąska specjalizacja - same charakterystyczne naczynia do kuskus ze stożkowatą pokrywą. To targowisko artykułów pochodzących z Libii jest czynne w Ben Guerdane każdego dnia. W mieście działa także normalny targ. W czwartki sprzedaje się na nim przedmioty codziennego użytku, a w soboty płody rolne. Zastanawiacie się może kto dokonuje tu zakupów? Cała Tunezja! Przyjeżdżają tu Tunezyjczycy z całego kraju i wracają do domów wyładowanymi do maksimum samochodami. Młode małżeństwa przyjeżdżają ciężarówkami i kupują całe wyposażenie swojego nowego domu: meble, dywany, pościele, sprzęt AGD, telewizory, elektronikę, naczynia kuchenne... Pokażę Wam w końcu jakieś ostre zdjęcie, bo już dawno zwątpiliście, że potrafię robić takowe. Taksówka z Ben Guerdane:-) W centrum miasteczka zatrzymaliśmy się w drodze do Libii. Zjedliśmy tu szybki lunch i wymieniliśmy u tych panów naszą walutę na dinary. Kurs był dobry. Ich stanowisko pracy to taki blaszany niebieski stolik z szufladą pełną pieniędzy i kalkulator. Mimo iż rozpływałam się w uśmiechach nie pozwolili mi zrobić zdjęcia wnętrza szuflady z pieniędzmi. Mało tego - większość protestowała energicznie, gdy chciałam ich sfotografować. Nie ma się czemu dziwić - czarny rynek jest w Tunezji, tak jak i na całym świecie, nielegalny. Dwóch pierwszych zbajerowałam, a ostatniego wzięłam przez zaskoczenie.
W drodze powrotnej wymieniliśmy u nich dinary libijskie - których nie zdołaliśmy wydać - na dinary tunezyjskie. Nie zastosowali żadnej różnicy między kursem kupna, a kursem sprzedaży. Nie uważacie, że są super uczciwi? Nie sądzicie też, że ten tunezyjski czarny rynek jest jakiś dziwny? Działa całkiem jawnie, a bank jest tuż obok. Pan na zdjęciu jest indywidualistą. Nie dość, że stolik ma biały, a nie niebieski, to jeszcze przykrył go sobie dywanikiem.    Stacje benzynowe ciągną się wzdłuż drogi wiele kilometrów na północ od Ben Guerdane. W drodze do Libii na jednej z nich tankowaliśmy paliwo. Nasz kierowca ocenił, że na tym, co ma w baku nie dojedzie do najbliższej stacji w Libii, więc przystanął przy straganie z kanistrami. Zapłacił za 10 litrów (nie wiem, niestety, ile zapłacił), a chłopiec obsługujący ten punkt wlał nam do baku przez prowizoryczny plastikowy lejek (pamiętam takie lejki z czasów, gdy benzyna była w Polsce na kartki) zawartość dwóch 5-litrowych pojemników.    Nie zwróciłam uwagi, w jakiej odległości od granicy te stragany z benzyną zaczęły znikać. Nasz pilot kupił w Ben Guerdane kilka butelek wina i plastikowe kubeczki. Postawił grupie to wino, żeby wszyscy zapomnieli o tym, co było złe na wyjeździe i żeby zostały nam same miłe wspomnienia. Wszyscy chętnie uzupełniali poziom procentów we krwi po kilkudniowej całkowitej abstynencji. W samochodzie było zbyt wesoło, bym patrzyła na to, co dzieje się za oknem.    Niby normalne to tunezyjskie miasteczko, które Wam pokazałam. Znajdźcie mi jednak drugie takie na świecie!

najbliższe galerie:

 
Kulisy dwóch galerii;-)
1pix użytkownik magdalena odległość 17 km 1pix
Libia:  Mrówki
1pix użytkownik magdalena odległość 32 km 1pix
    DJERBA- wyspa marzycieli II cz
1pix użytkownik kordula157 odległość 74 km 1pix
Djerba -  wyspa marzycieli
1pix użytkownik kordula157 odległość 75 km 1pix
Tunezja.  Śladem Gwiezdnych Wojen
1pix użytkownik strabsenfilm odległość 84 km 1pix
Tunezja.  W krainie ksarów
1pix użytkownik strabsenfilm odległość 91 km 1pix

komentarze do galerii (14):

 
mieczysaw użytkownik mieczysaw(wpisów:2098) dodano 07.12.2010 18:11

Gdybyś mi to opowiedziała ,a nie widziałbym zdjęć,to pewnie przeszłoby to u mnie bez echa.Pewnie nie potrafiłbym sobie nawet tego wyobrazić-zwłaszcza tych stacji benzynowych.Na początku to nawet rozglądałem się gdzie są te dystrybutory,hi,hi.Piękny reportaż.Masz niesamowity dar opowiadania.Za całokształt dycha.Pozdrawiam

madeleine użytkownik madeleine(wpisów:1364) dodano 04.12.2010 14:00

Podoba się i to nawet bardzo !!! Mimo niezbyt dobrej jakości zdjęć galeria bardzo ciekawa. A z tym "zwykłym pstrykaczem" to ja się absolutnie nie zgadzam !!! W Twoich galeriach po prostu widać pasję fotografii i radość podróżowania, kadry zazwyczaj na bardzo wysokim poziomie i nawet jeśli czasami zdarzy się jakieś słabsze zdjęcie, to opis od razu to w pełni rekompensuje. Oby jak najwięcej takich galerii !!! a malkontentami się w ogóle nie przejmuj ;) Pozdrawiam serdecznie

mgfoto użytkownik mgfoto(wpisów:6126) dodano 03.12.2010 21:30

Nawet (nie)zwykły Pstrykacz trzymając w dłoniach lustrzankę ma szansę na zrobienie lepszych fotek i za którymś, kolejnym razem nie zapomni o przestawieniu parametrów :) Trening czyni mistrza i tego należy się trzymać! A zresztą gdybyś robiła zdjęcia kompaktem, też byś musiała swoje wysłuchać. Zawsze ktoś się do czegoś "doczepi". W cztery oczy wiele osób by się ugryzło w język ale w internecie niektórym wydaje się, że im wszystko wolno. Wielka szkoda, że odbija się to na osobach wrażliwszych. Przed ekranem komputera należy hamować emocje i nie przejmować się za bardzo wszystkim. Nie warto! Pozdrawiam :)

raul użytkownik raul(wpisów:2023) dodano 03.12.2010 12:01

Magdo - wszyscy mamy ten problem :) Nie jesteś wyjątkiem. Sceny zmieniają się jak w kalejdoskopie, a my będąc pod wrażeniem, zapominamy o zmianie parametrów ekspozycji. Ale ja widziałem Twoje galerie i pozwól proszę, że absolutnie nie zgodzę się z określeniem "zwykły pstrykacz", którym tak nietrafnie siebie określasz, ponieważ nie ma z Tobą nic wspólnego.
I proszę w tym temacie nie polemizować, bo będę uparcie bronił swojego stanowiska, a jak będzie trzeba, to wytoczę ciężkie działo :)
Nieobecność naszej koleżanki oczywiście zauważyłem, przykry komentarz również pamiętam ... pozostaje tylko mieć nadzieję, że emocje opadną i koleżanka wróci do czynnej działalności na portalu ... oby jak najprędzej.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3650) dodano 03.12.2010 11:37

Raul - długa droga przede mną, jeśli chodzi o fotografię:-( Ja jestem zwykły pstrykacz. Myślę, że jakbym przekręciła to kółeczko na opcję "sportowe", to już byłoby lepiej;-) Tyle że o tym trzeba pamiętać;-) A ja zwykle nie pamiętam w rozgardiaszu "walki", bo ja jestem fotograf tylko wakacyjny;-) Fajnie, że wpadłeś:-) Dziękuję za wizytę:-) Awansem też dziękuję za to, że nie piszesz, iż lustrzanka w moich rękach to sprzet absolutnie niewykorzystany;-) Takie wpisy miały już miejsce na tym portalu. Byłam na wakacjach, gdy jeden z członków portalu zadał jednej z naszych koleżanek cios poniżej pasa, pisząc że niepotrzebniue dźwiga ze sobą lustrzankę. Ja jestem tolerancyjna i czasem fajnie, jak inni też są tolerancyjni. A co komu do tego, czym inni robią zdjęcia.
Pozdrawiam
P.S. Przepraszam, że tak sie rozpisałam o aparacie, ale boli mnie ta sprawa, a koleżanka od dłuższego czasu nieobecna na portalu:-(

raul użytkownik raul(wpisów:2023) dodano 03.12.2010 11:17

Przygranicznej relacji ciąg dalszy :) Prawdę pisząc wiele z tych obrazów umknęło już z mojej pamięci, a teraz wróciły jak żywe. Miło było przypomnieć sobie ten przygraniczny rozgardiasz - nic się nie zmieniło :)
A nieostrości ? Magdo, następnym razem, ISO 600, czas 1/640 i będzie dobrze :)
Pozdrawiam.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3650) dodano 02.12.2010 13:38

Marcowa i Surykatka - dziękuję za wizytę i pozdrawiam:-)))

marcowadziewczyna użytkownik marcowadziewczyna(wpisów:1527) dodano 02.12.2010 10:26

Taką Tunezje pamiętam a najbardziej to te stacje bebzynowe. Zrobiłas dobry i ciekawy reportaż fajnie było sobie przypomnieć.
Pozdrawiam Magadleno :))

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:7135) dodano 02.12.2010 08:42

niezły folklor! ale powiem Ci ,że te stragany ze wszystkim przypominają mi ukraińskie targowiska :-) , gdzie można kupić mydło i powidło... ale takich stacji benzynowych w takim nagromadzeniu to nie widziałam ani na Ukrainie,ani nigdzie, robią wrażenie :-) pozdrawiam

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3650) dodano 01.12.2010 20:29

Dziękuję Wam bardzo:-)
Nie spodziewałam się za tę galerię wysokich not, a tu takie miłe zaskoczenie:-)

Watcher:
Niektóre zdjęcia nieostre??? Na 42 tylko 4 nie są zrobione przez szybę będącego w ruchu samochodu i tylko o tych czterech możemy powiedzieć, że są ostre;-) Na mnie zarówno „stacje benzynowe” jak i „kantory” zrobiły ogromne wrażenie. Dlatego powstała ta galeria:-)

Anikm:
„Jakże inne od tego do czego już przywykliśmy.” – tak przywykliśmy już w Polsce do normalności. U nas też jednak było kiedyś dziwnie. W czasach benzyny na kartki wiele osób gromadziło w beczkach paliwo cudem (po znajomości) gdzieś zdobyte, a zamiast jechać na stację, na której benzyny nie było – tankowało z kanistra przyniesionego z własnej piwnicy. Cinkciarz to też był kiedyś w Polsce popularny „zawód”. Był też handel z łóżek polowych marnej jakości towarami. Te widoki w Tunezji przy libijskiej granicy, to nie taka absolutna „egzotyka” dla Polaków;-)

Dispar:
Usłyszeć z Twoich ust takie słowa, to ogromny dla mnie komplement:-) Jakością zdjęć Ci nie dorównam, więc próbuję Cię dogonić chociaż w jakości komentarzy;-) A podnosisz poprzeczkę, oj podnosisz swoimi komentarzami;-)

Deszcz:
Panna Marple nie kupuje Twojego wyjaśnienia;-) To nie cena benzyny jest powodem, że mrówki działają. Po libijskiej stronie towary są wyładowywane na poboczu w odległości góra 100 m od przejścia. Po tunezyjskiej stronie też zaraz przy granicy stoją taksówki i inne samochody. Mrówki pokonują dystans nie więcej niż 200 m? Jeden tragarz mijał mnie przecież co najmniej trzy razy w odstępach czasu nie większych niż 10 minut (czyli że przechodził przez granicę bez żadnej kontroli). Powód zatrudnienia tragarzy widziałabym raczej w jakichś utrudnieniach w pokonywaniu granicy przez ciężarówki. Może to być długi czas oczekiwania przez samochód na przejechanie granicy, albo konieczność posiadania jakichś specjalnych pozwoleń wymaganych przez Libijczyków. Znalazłam w sieci informację, że żaden eksport do Libii nie może mieć miejsca, jeśli firma zagraniczna (w tym także tunezyjska) nie ma w Libii swojego przedstawicielstwa. To utrudnia lub ogranicza eksport do Libii via Tunezja. Może Libijczycy się boją, że jak ciężarówka wjedzie do Tunezji, to a nuż w drodze powrotnej wwiezie coś, czego wwieźć do tego kraju nie wolno (do takich artykułów prócz alkoholu należy – a przynajmniej należała – prasa zagraniczna). Z ciekawostek dodam jeszcze, że sprawdzane były (a pewnie nadal są) dane na wwożonych do tego kraju komputerach i na wszelkich innych nośnikach informacji. Lekko ci Libijczycy nie mają, ale idzie ku lepszemu:-)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie:-)

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 01.12.2010 14:07

@magdalena..."Skoro import i eksport są zwolnione z cła, to dlaczego towary nie są przewożone przez granicę ciężarówkami, tylko są przenoszone przez „mrówki”?" - podałaś także, że litr paliwa w Libii kosztuje 0,36 PLN a w Tunezji 2.80, czyli "MRÓWKI" są w cenie paliwa libijskiego lub może jeszcze tańsze. I taka nasuwa się odpowiedź na Twoje pytanie. Domniemywam, że cena za towar jest tzw. Loco granica. Pozdrawiam serdecznie i tak myślę, że masz w sobie coś co ma Panna Marple. A jest to niewątpliwie niesłychana bystrość umysłu.

dispar użytkownik dispar(wpisów:5302) dodano 30.11.2010 22:30

Brawo. Z tak marnym materiałem fotograficznym zrobić tak ciekawą galerię to duża sztuka. Bardzo mi się podobało. Masz talent.

anikm użytkownik anikm(wpisów:4509) dodano 30.11.2010 22:02

Niesamowite i zadziwiające.Jakże inne od tego do czego już przywykliśmy.Dobrze że stworzyłaś tę galerię nie bacząc na jakość zdjęć.Wartość poznawcza galerii jest nieoceniona.
Ciekawy opis i może znajdzie się ktoś kto rozwikła zagadki,które starałaś się rozgryżć zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego,bo faktycznie pytania są nurtujące.Szczególnie to o pracę ,,mrówek":jaki jest cel przenoszenia towarów przez granicę na ludzkich ramionach skoro obydwa państwa mają podpisane porozumienie w sprawie zniesienia cła?
Bardzo ciekawie Magdaleno!
Pozdrawiam:)

watcher użytkownik watcher(wpisów:1927) dodano 30.11.2010 21:54

Ciekawa relacja . Zwlaszcza stacje benzynowe zrobily na mnie wrazenie.
Material reporterski temu i niektore zdjecia nieostre.
Podobalo sie.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!