m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Na miejsce przybywamy autokarem, który ciagnie na przyczepie za sobą nasze karoce (kajaki). Rozbijamy obóz nad jeziorem i pozostaniemy tam jeden dzień i jedną białą noc. Potem już tylko w dół Estonii Poltsamaą do jeziora Vorts. Zajmie to nam 10 dni. Mamy trochę czasu więc jeszcze przed rozbiciem namiotów zaglądamy ukradkiem to tu, to tam, kręcąc sie po okolicy. Jest uroczo, cicho, wokół las, kręte dróżki i nieliczne domostwa z zadbanymi ogródkami. Tutaj czuć Skandynawię, surowe piękno nieksażone działalnością człowieka. Zastanawiam się co też nas spotka na trasie, jak wygląda Estonia. Rozbijamy namioty, posilamy się naprędce przygotowanym jedzonkiem i szykujemy kajaki, aby wyruszyć parami na rekonesans poprzez szuwary, 
z towarzyszącymi odgłosami licznego ptactwa w tle... Pierwsze kajaki już grzeją resory, by wyruszyć na spotkanie 
z estońską przyrodą. Niektórzy mieli swój własny sprzęt, dmuchany kajaczek sprawował sie na trasie bardzo dobrze, nie zawiódł. A i nakrycie głowy zacne:)
Byli i tacy co nawet nie odpłyneli od brzegu, bo....zasnęli:) albo im sie nie chciało, i tak juz im zostało przez całą trasę....Tej nocy prawie nikt zasnąć nie chciał, bo koniecznie chciał ją biała zobaczyć. I zobaczyliśmy mimo, że tak naprawdę najwięcej ich w lipcu. O 24.00 wciąż paliło się ognisko i było jasno, a my nasłuchiwaliśmy odgłosów zwierza. Nieziemsko fajnie. Potem przyszła kolej na spanie i tu już fajnie nie było, bo przeliczyliśmy się z naszym optymistycznym nastawieniem, że w czerwcu estońskie noce są jak nasze majowe w Polsce. Spałam w 3 parach spodni (polarowe, dzinsowe, materiałowe), w śpiworze i zmarzłam na kość. Jakoś zasnęłam i wstałam sztywna:) Nie ja jedna. Kolejnego dnia przenieśliśmy kajaki do miejsca spływu i rozpoczeliśmy nasza przygodę od czasu do czasu zatrzymując się na conieco na ząb.
Ten kto pływa, to zna podstawową technikę wchodzenia do kajaka. Hop, siup i na dziób:) Każdego dnia koło 16.00, 17.00 szukalismy bezpiecznej przystani i rozbijaliśmy obozowisko. Kolejność taka sama: przybijasz do brzegu, szukasz miejsca na rozbicie namiotu, wyciągasz rzeczy z kajaka i oporzadzasz go szykując na nastepny dzień, w tym czasie druga istota rozbija namiot, zaczyna pichcić. Pierwsza istota przychodzi i pomaga w pichceniu, a potem już wspólnie pałaszują to co znajdą na dnie wora przepastnego. Pałaszują, że uszy sie trzęsą. Elementy krajoznawczo-poznawcze tez są. Po sytym posiłku był czas na rozmowę 
z tambylcami tubylcami, zapoznawanie się z ich lokalną historią, zaopatrywaniem się 
w wodę i jedzenie. Nie należało zapominać o podstawowym obowiązku kajakarza, codziennej toalecie. Przecież nikt śmierdziuszka tolerowac nie będzie:) Nasza urocza Pani Lesniczy eksploruje torfowiska, sprawdza też czy lasu nie ukradli:)
Po całym dniu płynięcia, znajdujemy zaciszne miejsce na godzinny odpoczynek. Tup, tup tup.....i dochodzimy do.... ....Big Fish Grill. Idealne miejsce na pogaduszki, pałaszowanie wcześniej przygotowanych kanapek 
i zapijanie ich gorącą herbatą z termosu. Okazja do wymiany wrażeń, przekazania wskazówek dla tych co często orła wywijają na trasie. Niektórzy z wiosłem się nie rozstawali, niczym rycerz na warcie z kopią w ręku. kajak to doskonały przyrząd do relaksu, każdy znajdzie dla siebie najwygodniejszą pozycję. Nasz nadworny Lekarz, zawsze dobrze przygotowany rzeka go nie zaskoczy, conajwyżej on rzekę. My ganialismy po baniaki z wodą, gdzie się tylko dało i było mozliwe kupić. Pan Doktor ciagnał wątpliwej czystości wodę z rzeki, miał własną amerykańoczyszczalnię:)
Wieczorami zasiadaliśmy przy ognisku. 
Najpierw jednak trzeba było nataszczyć chrustu i patyków wszelkiej maści. Kamandir zasiadał na swym wygodnym składanym krzesełku i snuł opowieści na dni kolejne. A tymczasem obozowisko spowijała coraz większa mgła, niczym pajęczyna oplatała nasze namioty. Ten kto sobie namiot wyprał przed wyjazdem w pralce (a trafił/a się taki/a:)) ten nocy spokojnej nie miał i spał pod hasłem Wyszków tonie. Każdego ranka zachodzimy w głowę co przygotować do kajaka, a co spałaszować w obozowisku. Kajaki równiutko niczym w przystani leżą koło siebie, bo na noc zostaną powiązane ze sobą, zeby nikomu nie przyszło do głowy po pijaku płynąć samemu bez grupy Niektórzy mają ogromną radość z kapięli Adavere, chłopcy nie mają boiska, przemykają jednej strony na drugą pomiedzy świszczącymi co jakis czas ciężarówkami, postradzieckie klimaty
Adavere, mała miejscowość w rejonie Jogevamaa. Dużo w niej śladów dawnej przynależności. Komunistyczne, brzydkie budynki z bardzo starannie wypielegnowanymi ogródkami. Ta dbałość o szczegóły i porządzek przypomniała mi, że jestesmy już w wolnej Estonii. swojskie klimaty przygotowania do dalszej drogi pamiątkowe zdjęcie ze sławnym Doctorem Kanuumatkad, telefon i strzałka gdzie należy sie kierować, by zapłacić właścicielowi za użytkowanie jego ziemi. Tym razem nie udało się na krzywy ryj.
A po całym dniu morderczego wiosłowania .......... porządek musi być, bez tego nie da się odejść od kajaka podstawowe wyposażenie: gąbka, sznurek, sznurki, mapa....kajak Kajak nie zna barier wiekowych, lubi każdego. A w Polsamiee..... rządzą Kaczki (bez podtekstów) Põltsamaa - miasto w środkowej Estonii w prowincji Jõgeva, ok. 5 tys. mieszkańców. Budowę zamku gotyckiego rozpoczęto w 1272 roku, zrekontruowany w stylu rokoko w XVIIIw. Zamek został spalony w 1941 i odbudowano w 1970, Kościół luterański św. Mikołaja pochodzący z 1633r. został zrekonstruowany w 1952. W 1570 Poltsamaa była siedzibą Księcia Magnusa
Obowiązkowy przystanek 
w Polsaamie (przeprawa na druga stronę i przenioska) i okazja do zwiedzenia miasta, wrzucenia czegoś na ząb, zakupienia tutejszych specjałów w lokalnym markecie i suuty obiad w jedynej restauracji w mieście. Ci którzy nie zdązyli sie wyspać, moga to zrobić teraz.
Miasto Poltsamaa, mocno ucierpiało w walkach pomiedzy Rosją, Polską i Szwecją. W XVIII wieku kwitła tu produkcja porcelany i szkła. Przed wypłynięciem należy nie tylko dobrze zjeść.... ale i palcem po mapie obadać teren.... Niektórzy preferowali królewskie jedynki i faliste wiosła.
Im bliżej bylismy celu tym więcej nas atakowało komarów. Ostatni odcinek był wręcz nieznośny W strugach ulewnego deszczu, po pachy w wodzie, po zmaganiach z prądem rzecznym (płynelismy pod prąd) dotarliśmy do celu. Gdyby ktoś próbowałby nas opisać patrząc na nas z boku powiedziałby, ze to banda wariatów płynęła. Komary dziabały tak, że trzeba było się bronić. Było wierzganie, klniecie, klaskanie w ręce, machanie głową. na miejscu resztówką sił wysiedliśmy ze swoich maszyn i powlekliśmy je ku autokarowi. Pogoda nienajlepsza, ale oczom naszym choć na chwilę ukazało się ogromne jezioro. WC na pustkowiu Korzystając z okazji dałam drapaka po krętych schodkach wieży, na dachu której gniazda uwiły sobie jaskółki.....widok był piekny.
a brzegu ani widu ani słychu....jak okiem signąć Kiedy już przebrałam się od A-Z (bo mokre miałam wszystko łącznie z butami i bielizną), najadłam, wytłukłam w autokarze wszystkie komary, przyłozyłam wygodnie głowę do poduszki opartej o szybę nagle usłyszałam od kamandira: Wyyyyysiadka!!!!!!!! kajaki do końca oporządzić jeden z drugim. Zmroziło mnie.......bo na zewnątrz szalała znów ulewa. I tym akcentem kończę swoją opowieść........i zachecam do wyjazdu w tamte strony.

najbliższe galerie:

 
Tartu
1pix użytkownik qkla11 odległość 39 km 1pix
Tartu
1pix użytkownik piterrs odległość 42 km 1pix
Soomaa - kraina bagien
1pix użytkownik dispar odległość 55 km 1pix
Bagienno-jeziorna Estonia
1pix użytkownik bartekplk odległość 74 km 1pix
Palmse
1pix użytkownik dispar odległość 126 km 1pix
Markopol jedzie koleją, napić się ...mleka :)
1pix użytkownik markopol odległość 127 km 1pix

komentarze do galerii (13):

 
petros_witeckos użytkownik petros_witeckos(wpisów:12) dodano 13.04.2011 07:42

Fajne zazdroszczę fajnej wyprawy. Estonia to prawie jak skandynawia. A to jezioro - "Czad". Może w przyszłości popytam o szczegóły

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:405) dodano 05.04.2011 22:41

carmel: fajnie ze wpadłas:)

carmel użytkownik carmel(wpisów:1169) dodano 04.04.2011 21:00

fantastyczna wyprawa.....obejrzałam, przeczytałam...i zleciało nie wiadomo kiedy....20 i przedostanie zdjęcia niezwykle urokliwe

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:7131) dodano 31.03.2011 22:49

Fajna wyprawa i mało popularne rejony...a co do komarów - to mnie też te bestie uwielbiają :-) pozdrawiam

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:405) dodano 19.03.2011 14:25

ciesze się, że sie Wam podobało.

Anikim, skuza: być może to był jednorazowy wysyp bestii, nie nalezy sie zrażać:)
nie zazdrościć tylko pakować się:))

Ja jestem ciepłolubna, więc najwiekszym zaskoczeniem było dla mnie przejmujące zimno pierwszej nocy.
Ale cieplejszy śpiwór, dobra izolacja od podłoża i śpimy jak król. Ja wzięłam taki wiosenno-jesienny śpiworek, spodnie polarowe i nie dałam rady. W miare jak płyneliśmy w dół było oczywiście coraz cieplej.
A kraj bardzo mi się spodobał, ludzie sa bardzo przyjaźni, panuje tam nadzwyczajny spokój.
Nawet w najmniejszej "dziurze" nie ma problemu z płaceniem kartą, więc gotówki nie trzeba wozić. A w kajaku wszystko co nie moknie jest boskie.
Zaskoczyły mnie wypasione, luksusowe bryki, istny Zachód.

Nastepnym razem zapewne odwiedzę Tallin, wyspę Samremaa ponoć b.piekna wyspa.

vivi użytkownik vivi(wpisów:487) dodano 19.03.2011 13:09

Super wyprawa. A ten namiot z 20 we mgle, robi wrażenie.
Pozdrawiam

watcher użytkownik watcher(wpisów:1927) dodano 19.03.2011 13:00

Gratuluje wyprawy. Ciekawe foty.
Podobalo sie.

anikm użytkownik anikm(wpisów:4509) dodano 19.03.2011 12:52

Świetna relacja.Po tym co przeżyłam w zeszłym roku w piotrkowskich lasach jak słyszę słowo ,,komary" to już mnie strach oblatuje.Istny horror,zmasowany atak tysięcy krwiożerczych bestii w jednym momencie. Wyglądałam jak chora na ospę;)
Pozdrawiam:)

skuza użytkownik skuza(wpisów:4121) dodano 19.03.2011 10:46

Dobrze ze tych nazw miejscowości i rzek nie muszę na głos czytać,język połamany ...mimo to mam zamiar odwiedzić w przyszłości te strony i już wiem, ze czerwiec nie wchodzi w rachubę....komary mnie uwielbiają:)))Super wyprawa i relacja,...trochę Ci zazdroszczę:)))Pozdrawiam

agnieshka użytkownik agnieshka(wpisów:405) dodano 19.03.2011 10:38

mapa: tak wielkich i natrętnych komarów jak tam, nie spotkałam nigdzie. "Odwazna", masz na myśli, że dałam rade komarom?:)

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:3259) - Użytkownik usunięty. dodano 19.03.2011 09:36

Bardzo ładna kraina.
Fajna relacja i wyprawa.
Też mi się podobało.
Pozdrawiam.

dispar użytkownik dispar(wpisów:5297) dodano 19.03.2011 06:54

Fajna relacja. Tam jeszcze nie pływałem. Podobało się.

tereza użytkownik tereza(wpisów:3855) dodano 19.03.2011 06:14

Agnieshka...ciekawa wyprawa,wspaniała przygoda.Pozdrawiam:)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!