m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (45):

 
Gdy wpłynęli trzema małymi łodziami do tej zatoki, oddalonej o 12 km od Botany Bay, uznali że jest ona wymarzonym miejscem na założenie kolonii - było tu dobrze osłonięte kotwicowisko, woda  pitna i żyzna ziemia. Phillip w liście do Londynu określił Port Jackson słowami: „Najwspanialsza zatoka na świecie, gdzie tysiąc liniowców może przebywać w stanie całkowitego bezpieczeństwa…” 26 stycznia 1788 statki podniosły kotwice i pożeglowały do Port Jackson. Zakotwiczyły w zatoczce nazwanej przez Arthura Phillipa „Sydney Cove” dla upamiętnienia Lorda Sydney, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych. W zatoce tej znajduje się obecnie Circular Quay - terminal promowy , po wschodniej jej stronie leży Bennelong Point, na którym postawiono budynek opery, a po zachodniej Harbour Bridge oraz The Rocks - najstarsza dzielnica Sydney. Tego samego dnia w miejscu, gdzie obecnie znajduje się dziedziniec Customs House - dawnej komory celnej, Phillip wbił w ziemię prowizoryczny maszt z flagą brytyjską i oficjalnie odczytał rozkaz króla ustanawiającego nową kolonię o nazwie Nowa Południowa Walia (nazwy Australia, pochodzącej od łac. Terra Australis, czyli Ziemia Południowa, zaczęto używać później). Na pamiątkę tego wydarzenia dzień 26 stycznia jest świętem narodowym. Dzień Australii jest bardzo hucznie obchodzony na całym kontynencie. Australia jest monarchią konstytucyjną i jest połączona unią personalną z Wielką Brytanią. Głową państwa jest królowa Elżbieta II, w imieniu której władzę sprawuje gubernator generalny.  6 listopada 1999 roku odbyło się referendum konstytucyjne dotyczące zniesienia unii personalnej i wprowadzenia w Australii republiki. Frekwencja wyniosła 95,1%, a większość społeczeństwa opowiedziała się za utrzymaniem dotychczasowego ustroju. Obóz republikański poniósł klęskę, a głową państwa jest nadal monarcha brytyjski, a nie własny prezydent. Wybór Australijczyków zaskoczył chyba nawet ich samych. Wróćmy jednak do początków zakładania kolonii. W widocznej po prawej stronie zdjęcia Sydney Cove wysiadło na ląd 1442 kolonistów, wśród których mniej więcej połowę stanowili brytyjscy skazańcy (543 mężczyzn i 189 kobiet). Po amerykańskiej wojnie o niepodległość Wielka Brytania nie mogła już zsyłać przestępców do Ameryki Północnej, a że więzienia były przepełnione postanowiono wysłać ich do Australii.
Prócz skazańców i członków załóg do Australii przybyło ok. 245 marynarzy wraz z żonami i dziećmi.  Tym ludziom pod dowództwem kapitana Arthura Phillipa, który otrzymał tytuł gubernatora Nowej Południowej Walii, przypadło zadanie utworzenia na australijskim kontynencie pierwszej osady, mającej pełnić  funkcję kolonii karnej. Więźniowie wycieńczeni męczącą podróżą, której trudów wiele osób nie wytrzymało (69 uczestników rejsu zmarło w drodze do Australii) zabrali się za tworzenie jakiegoś dachu nad głową, czyli za wyrąb drzew i budowę szałasów. Marines pilnowali ich i poganiali do pracy. Podstawę gospodarki kolonii w początkowym okresie stanowiło rolnictwo. Osadnicy byli zdani na samych siebie i musieli w pierwszej kolejności zapewnić sobie żywność. Kolejnym zadaniem było więc karczowanie lasów i zagospodarowanie niużytków, czyli przygotowanie pod uprawę ziemi, przydzielonej marynarzom przez gubernatora. W ostatnim porcie w południowej Afryce, w którym flotylla zatrzymała się przed przeprawą przez Ocean Indyjski zakupiono to, co było niezbędne pionierom do przetrwania na dziewiczym terenie, a więc ziarno siewne i sadzonki roślin oraz żywy inwentarz. Zgodnie z zachowanym spisem inwentarza, do Australii przybyły wraz z pierwszymi osadnikami: 2 byki, 7 krów, 1 ogier, 3 klacze, 44 owce, 32 świnie, 4 kozy i bardzo dużo wszelakiego drobiu.  Statki Pierwszej Floty przywiozły z Wielkiej Brytanii niezbędne osadnikom zaopatrzenie. W ładowniach statków znajdowały się narzędzia i sprzęt rolniczy, deski i belki, 5000 cegieł, tysiące gwoździ, liny, sprzęt kuchenny - w tym kilka pieców żeliwnych i naczynia, różnego rodzaju broń, instrumenty chirurgiczne, leki i opatrunki... Przywieziono nawet spakowane panele prefabrykowanego domu dla gubernatora i szkło na szyby w oknach tego domu. Jako niezbędne zaopatrzenie uznano kajdany i łańcuchy oraz spore ilości alkoholu. Alkohol okazał się być artykułem zgubnym dla pierwszych osadników. Marynarze i oficerowie zamiast nadzorować prace skazańców woleli się upijać, a Arthur Phillip zupełnie nie radził sobie z ich niesubordynacją. Nie przekonywały ich nawet argumenty, że taka nieopierzona kolonia może paść ofiarą Aborygenów, którzy cały czas z dezaprobatą przyglądali się działaniom białych przybyszy.
W roku 1790 do kolonii przybyła druga grupa skazańców i osadników, a w 1791 trzecia. Liczba ludności wzrosła do 4 tysięcy.  Od roku 1792 do kolonii zaczęły zawijać statki handlowe. W 1796 roku przywieziono z Ameryki Południowej pierwsze merynosy, które stworzyły podwaliny australijskiej hodowli i przemysłu wełnianego. Kolonia, którą stworzyli kieszonkowcy i prostytutki (na zsyłkę skazywano wyłącznie drobnych przestępców) kierowani przez pijanych marynarzy zdołała przetrwać pierwsze, najcięższe lata. Rozwijający się kraj zaczął przyciągać wolnych osadników - emigrantów, chcących zacząć nowe, lepsze życie na nieznanym kontynencie. Do Australii zesłano łącznie ponad 168 tysięcy więźniów. W 1852 roku wprowadzono zakaz zsyłki do wschodniej części Australii, a w 1868 - do zachodniej. Po roku 1830 zaczęła się właściwa kolonizacja, czyli masowy napływ osadników wraz z rodzinami.

Po wodach Port Jackson można popływać repliką HMS Bounty, zbudowaną na potrzeby filmu z 1984 roku Bunt na Bounty z Melem Gibsonem w roli Christiana Fletchera. Żaglowiec, spełniwszy swą filmową rolę, służy teraz turystom chcącym poczuć atmosferę sprzed lat. William Bligh, dowódca tej jednostki, przeciwko któremu w 1789 roku zbuntowała się załoga, był czwartym z kolei gubernatorem NSW (1806 - 1808). Podobnie jak na statku poniósł  klęskę. Został obalony przez podwładnych i zmuszony do powrotu do Anglii. W 1932 roku, a więc dokładnie po 144 latach od przybycia pierwszych osadników do Sydney, został otwarty jeden z najbardziej znanych mostów na świecie - Harbour Bridge. Most przez wiele lat był wizualnym symbolem miasta.
W 1953 roku, a więc po 165 latach od powstania osady, uroczyście otwarto Sydney Opera House. Ten najbardziej charakterystyczny budynek świata stał się natychmiast wizytówką Sydney. Budynek - rzeźba jest doskonały w swej formie. Przysporzył mnóstwo kłopotów wykonawczych realizatorom i pochłonął znacznie większe fundusze od zaplanowanych, jednak dziś nikt już chyba o tym nie pamięta. Osiągnięty efekt okazał się wart przeznaczonych na budowę pieniędzy.   Most, którego blask przygasł nieco po powstaniu opery, jest - z racji bliskiego sąsiedztwa - częstym towarzyszem zdjęciowym najłatwiej rozpoznawalnej budowli świata. Najpiękniej te dwa obiekty prezentują się właśnie w duecie. Harbour Bridge ma swoich zapalonych fanów. Przyciąga ich możliwością wejścia na szczyt stalowego łuku mostu i znalezienia się 134 metry ponad taflą wody w Port Jackson. Po prawej stronie widać grupę osób wspinających się na szczyt. Tydzień temu Borys Szyc, relacjonując w TV swoje wrażenia z wakacji w Australii, opowiadał z emocją w głosie o tym wyzwaniu dla każdego prawdziwego mężczyzny, podając za przykład Roberta De Niro, który po łuku kiedyś się przeszedł.
Nie jestem mężczyzną, a tym bardziej prawdziwym. Po łuku się nie przespacerowałam, mimo iż miałam taką możliwość. Zniechęcił mnie brak możliwości zabrania aparatu fotograficznego. Cena tej atrakcji też jest zniechęcająca. Obecnie najtańsze wejście kosztuje 188 AUD (noc), a najdroższe 268 AUD (zachód słońca). Po lewej stronie zdjęcia grupa, która zapłaciła średnią cenę (środek dnia powszedniego). Jak Wam się podoba Opera House w otoczeniu takich tłumów? Mnie ten widok zachwycił. Uczestniczenie w niepowtarzalnych uroczystościach i uwiecznianie ich na zdjęciach to jest to, co najbardziej mnie pasjonuje. W Sydney wylądowałam 2 października 1998 roku - kilkanaście dni przed 25. rocznicą uroczystego otwarcia opery, którego dokonała w dniu 20 października 1953 roku królowa brytyjska Elżbieta II.  Obchody ćwierćwiecza Sydney Opera House trwały cały październik. Wzięło w nich udział ponad 85 tys. osób. Sporym zainteresowaniem cieszył się Open House w niedzielę 4 października. Od 10 do 16 można było odkrywać wnętrza budynku (kulisy, pomieszczenia za i pod scenami...), do których widz nie ma normalnie wstępu. W upalną niedzielę 25 października zgromadziły się przed budynkiem opery tłumy mieszkańców Sydney i turystów. Forecourt, czyli dziedziniec przed operą, o wymiarach 85 m x 25 m, pełni -  zgodnie z projektem Jørna Utzona - rolę otwartej przestrzeni do dowolnej aranżacji. Monumentalne schody prowadzące do budynku stanowią amfiteatralną widownię. Na ustawionej na tym dziedzińcu scenie występowali tego dnia artyści opery.
Koncert trwał od 15:30  do późnych godzin wieczornych. Kulminacją obchodów rocznicy opery był wielki pokaz sztucznych ogni. Ta spiralna wielobarwna instalacja w głębi to świeczka urodzinowa zaprojektowana przez Sally Gray i Rona Smitha. Wesoły urodzinowy symbol miał na celu zmianę postrzegania opery przez opinię publiczną. Z miejsca elitarnego starano się uczynić je miejscem przyjemnym i popularnym. W czasie pobytu w Sydney bywałam na operowych spektaklach i koncertach filharmonicznych. Wnętrze opery zupełnie nie robi wrażenia, a akustyka sal pozostawia sporo do życzenia. Prace wewnątrz budynku nie zostały wykonane zgodnie z projektem Utzona. Z powodu znacznego przekroczenia budżetu oraz czasu realizacji inwestycji doszło do konfliktu między władzami miasta i architektem. W 1966 roku Utzon opuścił Australię, a projekt do końca doprowadziła grupa młodych australijskich architektów. Wizja wnętrz została całkowicie zmieniona w celu zmniejszenia kosztów. Sala koncertowa nie jest złoto-czerwona (Słońce), a sala operowa nie jest niebiesko-srebrna (Księżyc). Nie ma też na sufitach obu sal drewnianych deszczułek zamocowanych pod kątem prostym, które miały zapewniać dobrą akustykę. Projekt Utzona był doskonały w każdym szczególe, jednak zabrakło pieniędzy na jego realizację. Te zdjęcia zrobiłam w niedzielę 28 marca 1999. W centrum Sydney natknęłam się na demonstrację, w której brało udział ponad 7 tys. osób. Zwracały uwagę niesione przed uczestników marszu flagi oraz portrety prezydenta Stanów Zjednoczonych i premiera Australii. Flagi były jugosłowiańskie (ówczesną Jugosławię tworzyła Serbia i Czarnogóra), Bill Clinton porównywany był do Adolfa Hitlera, a John Howard określany sługusem USA.  Cztery dni wcześniej - 24 marca 1999 roku rozpoczęła się kampania lotnicza NATO przeciwko Serbii i Czarnogórze. Oficjalnym powodem rozpoczęcia ataku na Jugosławię było oskarżenie Jugosławii o dokonanie przestępstw przeciwko albańskiej ludności Kosowa.
Australia to kraj wielonarodowościowy, w którym każde z europejskich państw jest licznie reprezentowane. Imigranci z Jugosławii osiedleni w Sydney w protestacyjnym marszu demonstrowali najpierw pod konsulatem amerykańskim, a następnie dotarli do Opera House. A przed operą tłumy. Z jakiego powodu? Trzy dni wcześniej - 25 marca wypadało Święto Niepodległości Grecji. W niedzielę 28 marca greccy imigranci uroczyście je obchodzili na dziedzińcu opery.  Flagi jugosłowiańskie przemieszały się z flagami greckimi. Demonstranci dołączyli do tłumu przed operą. Nie było żadnych ekscesów - wszystko odbywało się w przyjaznej i pokojowej atmosferze. Mieszkańcom odległej Australii zbrojny konflikt w Europie był bardzo bliski. Mnie też napawał strachem, czym się może skończyć. Jak bańka mydlana prysła też moja duma z tego, że kilkanaście dni wcześniej (12 marca) Polska została przyjęta w poczet członków NATO. Tuż po tym, gdy staliśmy się członkiem tej organizacji rozpoczęła się operacja Allied Force - pierwsza wojenna operacja rozpoczęta przez siły NATO. Operacja ta nie miała akceptacji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Ze względu na duże straty w ludziach bombardowania Jugosławii stały się obiektem krytyki ze strony międzynarodowej opinii. Akcja militarna podjęta w celu zakończenia sześcioletniej masakry ludności cywilnej Kosowa trwała 11 tygodni. Po podpisaniu w dniu 9 czerwca 1999 porozumienia o warunkach wycofania wojsk serbskich z Kosowa, zakończono w dniu 11 czerwca akcję zbrojną przeciwko Jugosławii.
Do zgromadzonych przemawia John Howard - premier Australii w latach 1996-2007. Demonstranci przyszli przed operę, by spotkać się właśnie z nim. Nie słuchałam jego słów i nawet nie wiem, czy zwracał się tylko do Greków, czy do Jugosłowian też. Po przemówieniach przewidziana była część artystyczna w wykonaniu greckiego zespołu ludowego działającego w Sydney. Nie dotrwałam do ich występów. Dziękuję tym, którzy zechcieli poczytać o początkach Sydney, a także o różnych innych sprawach, które akurat nasunęły mi się na myśl w związku ze zdjęciami z operą i mostem w tle:-)

najbliższe galerie:

 
Australia cz.VIII - Sydney 3: Opera.
1pix użytkownik wmp57 odległość 0 km 1pix
AU 98/99:  The Rocks & Paddington
1pix użytkownik magdalena odległość 1 km 1pix
PZ-AUSTRALIA.Sydney
1pix użytkownik irolek odległość 1 km 1pix
Australia cz.VI - Sydney 1
1pix użytkownik wmp57 odległość 2 km 1pix
Sydney po raz pierwszy
1pix użytkownik krefcik2 odległość 2 km 1pix
AU 98/99:  Sydney Mardi Gras
1pix użytkownik magdalena odległość 2 km 1pix

komentarze do galerii (28):

 
voyager747 użytkownik voyager747(wpisów:4017) dodano 12.01.2017 22:09

to jest fajne miejsce

ak użytkownik ak(wpisów:5533) dodano 20.07.2014 17:12

niezmiennie nr17... a wpadam wpadam i nie tylko tu :))) ale tą akurat bardzo lubię

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3622) dodano 04.08.2013 07:48

Dzięki AK:-) Na ogół staram się wiedzieć, co robię;-)
Opisami często można uratować nawet przypadkowy zbiór zdjęć. Warto korzystać z tej metody.
Miło mi, że wpadłeś z wizytą:-)))

ak użytkownik ak(wpisów:5533) dodano 03.08.2013 16:37

opisami wdzięcznie połączyłaś dawną historię z nowożytną urozmaiciłaś wspaniałą ilustracją zdjęć układających się sprawnie w fotoreportaż, wiesz co robisz , a mi to się podoba :)

beata-zbychu użytkownik beata-zbychu(wpisów:1002) dodano 14.11.2011 23:02

Magdo , niie wiem jak to robisz ale zawsze masz jakies nowosci, nawet marka 50 zaskakujesz. POZDRAWIAM

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3622) dodano 13.06.2011 14:21

Miło mi Jarku, że mnie odwiedziłeś:-) Dzięki temu, że na portal wstawiane są zdjęcia robione w różnym czasie można zobaczyć, jak rozwija się takie miasto jak Sydney. W tej galerii Irolka http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=14548# na zdjęciu 24 jest budynek, którego nie było w czasie mego pobytu w Australii (najbliższy operze w drodze do Circular Quay). Pozdrawiam serdecznie:-)

agra60 użytkownik agra60(wpisów:1151) dodano 13.06.2011 12:36

Bardzo poznawcza galeria zarówno jeżeli chodzi o wiadomości jak i fotografie - poszerzyłaś moje spojrzenie .Fajne są te konfrontacje- portal tutaj zdaje egzamin . Pozdrawiam

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3622) dodano 13.06.2011 12:05

Madeleine, Marku - Wam też serdecznie dziękuję za wizytę.
Marku, być może w wolnej chwili napiszę w komentarzach kilka słów o historii budowy opery. Problemów wykonawczych było z nią co niemiara. Na budowę wydano - tak jak napisałeś - ponad 100 mln AUD. Pierwotny budżet przewidywał... 7 mln. 14x został przekroczony! Wnętrza wykańczano jeszcze w latach 90. Budowa nowego budynku parlamentu w Canberze pochłonęła większe pieniądze, jednak tę inwestycje realizowano dobrych kilkadziesiąt lat później (otwarcie w 1988). Budynek parlamentu jest ogromny i nowoczesny, jednak przyznasz chyba, że nie robi takiego wrażenia jak opera. Pozdrawiam:-)

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3622) dodano 13.06.2011 11:46

Takie reguły gry Watcher:-( Dzięki, że wpadłeś:-)

watcher użytkownik watcher(wpisów:1926) dodano 13.06.2011 11:05

Swietne ! Historia Australii w pigolce , bardzo fajne kadry.
Wejscie za przeslo mostu za 200 ad i niemozliwosc zabrania aparatu to chyba jakis zart...
Pozdrawiam.

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 11.06.2011 09:41

Tez je przechodzilem przeslem mostu i rowniez z tych samych powodow - cena takiego przejscia i niemoznosc fotografowania wzajemnie sie wykluczaja.
Co do opery w Sydney - budynek kosztowal ok 100 milionow dol. W tym czasie Australie zamieszkiwalo ok 12 mln ludzi. Powiedzmy, ze pracowalo 6 mln. Z tego wynika, ze kazda osoba pracujaca musiala na jeden tylko budynek zaplacic niemal 20 dol. Oczywiscie te pieniadza poszly na ten cel zarowno z budzetu federalnego, jak i stanowego, jak rowniez od prywatnych sponsorow, jednak sprowadzajac rzecz do wspolnego mianownika , dojdziemy do wniosku, ze i tak budynek tak naprawde fundowal zwykly podatnik. Dodawanie nastepnych kilkudziesieciu milionow do wnetrza po prostu nie wchodzilo w rachube, tym bardziej, ze opera zawsze byla rozrywka elitarna, co raczej mocno "gryzlo" sie z tradycyjnie egalitarna Australia. Pamietam, ze gdy bylem tam po raz pierwszy ( w 1986 roku) to wnetrze wygladalo jak bunkier - po prostu goly beton :)
Magda - sporo tu informacji, o ktorych i ja nie mialem pojecia!
Pozdrawiam!

madeleine użytkownik madeleine(wpisów:1364) dodano 08.06.2011 22:11

Magdaleno, u Ciebie jak zwykle perfekcyjnie, świetne kadry i niezwykle wciągający tekst, dziękuję i pozdrawiam :)

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 08.06.2011 20:24

... zauważyłem. Dlatego proszę Cię tutaj u Ciebie, a zauważyłem tę zmianę także u ANIKM. Korespondencja jest zawsze adresowana pod konkretny adres. Chyba, że się pisze protest, albo interpelecje poselską do zbioru odbiorców. Odpowiadanie imienne na listy ma osobisty charakter w każdym wymiarze. Także tym jawnym jak tutaj. I uleganie sugestią, że się to robi dla punktów jest z gruntu fałszywe i podszyte TYMI punktami. Przepraszam, ale... sama nie wytrzymałaś i napisałaś osobno do Anikm bo zbiorowe dziękuję, kłóciło się z Twoim osobistym poczuciem ... pozdrawiam serdecznie.

carmel użytkownik carmel(wpisów:1169) dodano 08.06.2011 20:11

Magdaleno...tekst jest wspaniały...i nie sposób go nie czytać :)))) piszesz bardzo ciekawie i wyżywaj się jak najczęściej i jak najwięcej....ku m.in. mojej radości .Pozdrawiam

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3622) dodano 08.06.2011 19:51

Anikm, nawet nie wiesz jaka to dla mnie radość, że ktoś czyta moje teksty:-) Od zawsze lubiłam pisać i na ogół wyżywałam się w listach (najpierw tradycyjnych, a potem elektronicznych).
Jeśli chodzi o zabieranie ze sobą aparatów na szczyt mostu, to być może zmieniło się coś od czasu mojego pobytu w Sydney, choć nie sądzę. Organizatorzy wejścia robią turystom zdjęcia na samej górze (nie wiem niestety, czy za dodatkową opłatą czy też jest w cenie wejścia takie zdjęcie). Łatwo sobie wyobrazić, jakby wyglądała ta wspinaczka, gdyby każdy z turystów miał aparat;-) Przystanki na fotkę byłyby co chwilę;-)

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3622) dodano 08.06.2011 19:29

Bardzo się cieszę, że spodobała Wam się ta galeria:-) Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy tu zajrzeli:-)

anikm użytkownik anikm(wpisów:4509) dodano 08.06.2011 19:22

Jak to u Ciebie zwyle bywa galeria super przygotowana. Świetne opisy są naprawdę mocną stroną Twoich galerii, umiesz człowieka wciągnąć tak że przykro się robi gdy docieramy do ostatniego zdjęcia i nie można czytać dalej, oczywiście to nie Twoja wina że tylko 50 zdjęć można dodać i jest ograniczenie ilości znaków pod zdjęciami.
Straszliwa drożyzna z tym wejściem na łuk mostu, ale z drugiej strony to zrozumiałe. Jakby było tanio to nie wyobrażam sobie nawet co by się działo na tym moście. Nie rozumiem tylko dlaczego nie można zabrać ze sobą aparatów fotograficznych na górę.
Świetna robota Magdaleno!
Pozdrawiam:)

carmel użytkownik carmel(wpisów:1169) dodano 08.06.2011 07:50

Magdaleno...wspaniała galeria...bardzo interesujący tekst. Nie interesowałam się nigdy gmachem opery , dla mnie jest on ważnym symbolem ... rozczarowało mnie to , że wykończono go niezgodnie z założeniami architekta...szkoda.... Przemiany społeczne w Australii postrzegam często również przez książki Patricka White'a. Może kiedyś i ja tam dotrę...pozdrawiam :))))

mgfoto użytkownik mgfoto(wpisów:6094) dodano 08.06.2011 07:36

Jak zawsze Twoja opowieść przyciąga uwagę! Bardzo fajna galeria! Pozdrawiam :)

tereza użytkownik tereza(wpisów:3713) dodano 07.06.2011 20:16

Piękne miejsce,ciekawe zdjęcia i opisy.Pozdrawiam:)

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 07.06.2011 12:51

... wojnie światowej przymusowo dzieci do ciężkiej pracy.., pozdrawiam serdecznie i gratuluję.

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 07.06.2011 12:50

... mam zdjęcie przedstawiające ambasadę Aborygenów w Australii. Canberra, przed parlamentem. To moja puenta do Twojej galerii. Warto dodać, że Anglicy wysyłali do Australii przestępców z więzień i po II

jurasek użytkownik jurasek(wpisów:360) dodano 07.06.2011 00:43

Magdalena - witaj !
Jestem pod wrażeniem Twoich opowieści, w tym przypadku o Australii. Ta galeria jak i pozostałe są tak doskonale przygotowane, że zmuszają człowieka do pochylenia czoła przed Tobą. Dziękuję za wzorową lekcję geografii i gratuluję talentu w tym zakresie. Pozdrawiam Cię serdecznie.

skuza użytkownik skuza(wpisów:4121) dodano 07.06.2011 00:09

Byłaś w odpowiednim czasie,w odpowiednim miejscu,bardzo udana galeria i jak zwykle opisy:)))Pozdrawiam:)

dispar użytkownik dispar(wpisów:5194) dodano 06.06.2011 23:39

Jak zwykle wzorowo. Fotki, pomimo tego, że skanowane, niczego sobie. Fajna opowieść. Podobało się.
Pozdrawiam.

eddie użytkownik eddie(wpisów:297) dodano 06.06.2011 23:02

Jeszcze nie oglądałem każdej galerii, ale ta swoim opisem robi piorunujące wrażenie. Miło się czytało... wrócę i jeszcze raz poczytam.

muczacza użytkownik muczacza(wpisów:241) dodano 06.06.2011 22:00

Magdalena w każdą swą galerię wkłada dużo serca więc należy jej się zasłużona dycha. Pozdrawiam

irolek użytkownik irolek(wpisów:1001) dodano 06.06.2011 21:33

Super galeria.
Bardzo fajne zdjecia.
Fajnie sie ogladalo i czytalo :)))
POZDRAWIAM

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!