m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (45):

 
Krótko po osiemnastej zgromadzona publiczność wyraźnie ożywia się. Głośne brawa i wiwaty towarzyszą pojawieniu się pierwszych drag queens, udających się środkiem pustej teraz trasy pochodu na miejsce zbiórki. „Królowe” olśniewają przepychem sukien, które są arcydziełami sztuki już chyba nie tylko krawieckiej. Falbany, pióra, turniury, całe konstrukcje podtrzymujące wymyślne treny i draperie. Kolory tęczy, blask złota i srebra, migotliwe tkaniny, refleksy odbijających światło „szlachetnych” kamieni czy wręcz kawałeczków lustra wkomponowanych w kreacje. 
Na nogach buty - platformy na niebotycznie wysokich obcasach. Aż dziw, że można w tym przejść kilkukilometrową trasę, i to dwukrotnie, a potem przetańczyć jeszcze całą noc. Na głowach peruki. Makijaże wyraziste - gruba warstwa podkładu, ostre kolory, obowiązkowe sztuczne rzęsy. Nic dziwnego, że zachmurzone niebo i kropiący rano deszcz wpędził organizatorów w panikę. Nadal wszyscy spoglądają z troską  w niebo - deszcz dokonałby prawdziwego spustoszenia w wizerunku drag queens. Opatrzność nie jest jednak zgorszona niemoralnością Sydney i pogoda dopisuje. Królowe puszą się przed wiwatującymi tłumami. Przystają, pozują do zdjęć z nieukrywaną przyjemnością. Przyjmują wyrazy zachwytu. Długo pracowały nad swymi kreacjami.
Obowiązuje zasada: im bogaciej i bardziej kiczowato - tym piękniej. Tym większa szansa bycia zauważonym i zdobycia nagrody w czasie tradycyjnego konkursu na najwspanialszy strój. Kilka spośród licznego grona sobowtórów Shirley Bassey zmierza do punktu, z którego pochód wyruszy. Czyżby dopiero co wysiadły z samolotu? W rękach trzymają spore czerwone torby z napisem „Qantas”. W kierunku miejsca zbiórki udaje się orkiestra…  … a także jakaś spóźniona platforma. Przejeżdża kilka motocykli udających się na punkt startowy. Punktualnie o dwudziestej widzowie zostaną ogłuszeni potwornym hałasem - ryk silników motocyklowych, klaksony, gwizdki… Dziesiątki lesbijek na ciężkich motorach otwiera 21. w historii Mardi Gras Parade, która rozpoczyna się pod hasłem „Dykes on bikes” (dyke to slangowe określenie lesbijki). Tuziny kobiet w krótkich fryzurkach. Część ubrana jest w militarne panterki, inne w czarne skórzane spodnie i nabijane ćwiekami takież kamizelki, niektóre roznegliżowane od pasa w górę i pokryte licznymi tatuażami.  A potem następuje prawie trzygodzinna procesja muzyki, tańca, światła, zabawy i radości.
Olśniewająca, kolorowa i hałaśliwa kawalkada mija zgromadzone wzdłuż trasy przemarszu tłumy pozdrawiające uczestników i wiwatujące na cześć bohaterów tego spektaklu. Oklaski publiczności zagłusza muzyka płynąca z głośników poszczególnych platform. Wśród utworów królują kultowa niemal w gejowskim świecie: „I Belive” Cher i „Can You Feel It” Jacksonów. Hasła wypisane na niesionych transparentach przypominają widzom, że Mardi Gras jest nie tylko świętem radości i zabawą, lecz również pokojową manifestacją w ramach kampanii o równe prawa dla homoseksualnej społeczności. To australijska największa i najlepiej zorganizowana demonstracja. Jej uczestnicy domagają się głównie prawnego uznania i legalizacji związków monoseksualnych. Zgodnie z tradycją paradzie towarzyszą akcenty polityczne. Roztańczona grupa otacza ogromną kukłę przedstawiającą z jednej strony postać przywódcy rządzącej partii Boba Carr, a z drugiej liderkę opozycji Kerry Chirakovski. Ten motyw to nawiązanie do mających się odbyć za niecały miesiąc wyborów stanowych (zwycięży dotychczasowy premier Bob Carr). Za olbrzymim, fioletowym, dmuchanym dinozaurem na kółkach podążają „mature age gays”, czyli geje wieku dojrzałego. Podkreślają oni swą obecnością w tegorocznej paradzie, że rok 1999 został ogłoszony Międzynarodowym Rokiem Ludzi Starszych. Przy dźwiękach piosenki George’a Michaela tańczy około 50 kobiet ucharakteryzowanych na znanego piosenkarza. Wokół nich liczne postaci w policyjnych mundurach. Jest to satyryczny komentarz zarówno do seksualnych preferencji gwiazdora, jak i do jego niedawnych kłopotów z policją w Los Angeles.
Kolejna grupa to przedstawiciele stanu Południowa Australia niosący portret Dona Dunstana, zmarłego przed miesiącem w wieku 73 lat, byłego premiera tego stanu. W ten sposób uczestnicy parady chcą uhonorować polityka, który walczył o zrównanie praw dla różnych grup społecznych. Bardzo licznie zjechali przedstawiciele Melbourne. Największą uwagę przyciąga wśród nich grupa roztańczona w rytm „Greka Zorby” Mikisa Theodorakisa. Ta melodia przypomina, że po Atenach i Salonikach, Melbourne jest trzecim - pod względem liczebności populacji - greckim miastem na świecie. Wśród przedstawicieli stanu Zachodnia Australia Brian Greg - gej, senator tego stanu z ramienia Partii Demokratycznej. Ta właśnie partia wniosła do Parlamentu projekt ustawy o uznaniu prawnym związków tej samej płci. Demokraci najgłośniej występują przeciw wszelkiej dyskryminacji. Idą pracownicy uniwersytetów, naukowcy próbujący od lat wynaleźć lek przeciw AIDS. Platforma wioząca członków DGLA - stowarzyszenia głuchoniemych gejów i lesbijek. W Nowej Południowej Walii powstało ono równo 15 lat temu i skupia 60 aktywnych członków. Za nimi przedstawiciele FCC - powstałego w 1968 roku odłamu kościoła, do którego w 15 krajach należy 27.000 homoseksualistów. Nie akceptowani przez kościół wierni, zjednoczeni w FCC, niosą transparent z hasłem „Gays love gift from God”. Spora grupa wdzięcznych sympatyków Clover Moore - przedstawicielki władz miasta Sydney, która od wielu lat popiera ideę parady i rokrocznie wspomaga organizatorów w przygotowaniu uroczystości. Podobizna jej twarzy zdobi dziesiątki koszulek.
Przedstawiciele opery i innych teatrów rozśpiewani piosenkami z cieszącego się ogromnym powodzeniem na całym świecie i świętującego właśnie swe triumfy w Sydney musicalu „Chicago”. Wśród nich około 60 sobowtórów tancerzy z tego rewelacyjnego spektaklu o miłości i zbrodni w amerykańskim mieście - symbolu zła i przestępczości lat dwudziestych. 40 „klonów” Amelie Mauresmo to natychmiastowy oddźwięk uczestników parady na aktualne sensacje z plotkarskiego światka. Ledwo miesiąc wcześniej, w czasie Australia Open, francuska tenisistka okazała na oczach zgromadzonej na kortach i przed telewizorami publiczności uczucie do swej przyjaciółki, a już ta rewelacja znalazła odzwierciedlanie w paradzie. Postać znanej tenisistki zainspirowała dziesiątki lesbijek do wcielenia się w jej postać. Firma Nike wsparła ten pomysł dostarczając warte 4.000 $ jednolite stroje, z butami i rakietami łącznie. Pomiędzy biorącymi udział w paradzie grupami są też takie, których obecność nie wywołuje wiwatów zgromadzonych tłumów, a raczej powoduje chwile zadumy. Cisza taka towarzyszy przedstawicielom „The Quilt Projekt”. Rodziny, przyjaciele i znajomi zmarłego na AIDS, tworzą po jego śmierci patchworkowy collage, którego celem jest uczczenie pamięci bliskiej osoby. 2010 to końcówka numeru telefonu do organizacji wsparcia dla młodych ludzi (12-25) - nie tylko gejów i lesbijek. Mogą oni tam szukać pomocy w przypadku trudnych relacji w rodzinie, problemów w nauce czy w znalezieniu pracy. W pochodzie biorą też udział członkowie PFLAG - skrót ten w tłumaczeniu na polski oznacza rodziców, przyjaciół i rodziny lesbijek i gejów. Bliscy niosą transparenty z hasłami: „Kocham mego syna geja”, „Mój siostrzeniec jest gejem - Bóg tak chciał”. Ich obecność uświadamia nam, widzom, jak trudne musiało być dla tych ludzi pogodzenie się z faktem, że ich syn czy córka, brat czy kuzyn są inni. Ale zaakceptowali to i teraz wspierają swych bliskich w ich walce o prawa do równości. Wielu uczestników parady zaczerpnęło pomysły na kostiumy z aktualnych hitów ekranowych i scenicznych. Są odtwórcy ról z filmów „Świnka w mieście”, „Marsjanie atakują”, telewizyjnego show „South Park”, musicali „The Boy from Oz” i wspomnianego już „Chicago”.
Przede wszystkim jest jednak dużo gołych torsów. Króluje bulwersująca i chyba z premedytacją zamierzona w swej natarczywości prowokująca nagość, przysłonięta często jedynie przysłowiowym i symbolicznym listkiem figowym. Najbardziej roznegliżowana grupa to „Sydney Sunboys” - słoneczni chłopcy. Najstarszy wśród tych chłopców liczy sobie wiosen 81! Można na tych nudystów patrzeć z dezaprobatą, oceniać ich występy w kategoriach estetycznych, ale można też spojrzeć na nich z przymrużeniem oka. Chcieli zgorszyć i zbulwersować. Udało im się. Dzisiaj jest ich dzień, ich święto. Sydney pozwoliło im przez tę jedną noc królować w mieście. Ci wszyscy, którzy uważają paradę za coś gorszącego i obrażającego ich uczucia nie muszą przecież jej oglądać. Jutro wszystko wróci do normy. Goście rozjadą się. W Sydney spotkają się znowu za rok. W międzyczasie ci, którym czas i budżet na to pozwoli, mogą jednoczyć się w innych miejscach i terminach, bo kalendarz międzynarodowych imprez gejowskich jest ustalony: Nowy Rok w Rio, koniec karnawału w Sydney, Wielkanoc w Palm Springs, następnie Miami i pod koniec roku Montreal. Mardi Gras w Sydney jest porównywalne z równie gorącymi imprezami karnawałowymi w Rio de Janeiro i w Nowym Orleanie. Różnica tkwi głównie w osobach uczestników - w Sydney maszerują wyłącznie geje. Zawsze cechowała mnie tolerancja dla cudzej „odmienności”. Mój bierny udział w Mardi Gras, bliski kontakt z tysiącami uczestników parady, którzy na wyciągnięcie ręki otaczali mnie tłumnie przez trzy godziny, obserwacja ich niezwykłej solidarności, jedności, a także życzliwości z jaką traktują siebie nawzajem, wzbudziła we mnie sympatię wobec nich. Są inni, są mniejszością niewątpliwie dyskryminowaną w ksenofobicznej społeczności, ale tacy już się urodzili. Musieli zaakceptować i polubić ten drobny defekt genetyczny, jakim natura ich obdarzyła.
Gejem nikt nie staje się z wyboru, gejem człowiek się rodzi. Parada dobiega końca. Przetańczyło przed naszymi oczami 6.000 gejów, przejechało 200 udekorowanych platform. Było to wspaniałe widowisko, pełne świeżości i spontaniczności. Jak mówi David Mc Lachlan, Prezydent Sydney Gay and Lesbian Mardi Gras, sukces tej imprezy bierze się stąd, że organizatorzy stoją z boku i pozwalają jej uczestnikom rozwinąć skrzydła fantazji i dać ujście pomysłowości i entuzjazmowi. Nikt tego spektaklu nie reżyseruje. Jedynymi twórcami są sami uczestnicy. Dla 600.000 widzów zgromadzonych wzdłuż trasy pochodu to już koniec uroczystości. Dla jej bohaterów teraz rozpocznie się całonocne party. Kilkutysięczny tłum będzie tańczył do białego rana w sportowo-widowiskowych obiektach w Moore Park, zamienionych na tę noc w gigantyczną salę balową. Wśród gości, którzy przylecieli do Sydney specjalnie na Mardi Gras są: francuski projektant Jean-Paul Gautier, komik Billy Connolly, Lucy Lawless (odtwórczyni filmowej wojowniczej księżniczki Xeny), aktorka Renee O’Connor…
Goście bawić się będą słuchając takich wykonawców jak: Danni Minogue (siostra Kylie), Marcia Hines, Jimmy Barnes… Cała impreza ma nawet książęce „błogosławieństwo”, bo telegram z gratulacjami i życzeniami wszystkiego najlepszego przesłała na ręce organizatorów Księżna Yorku. Sarah Ferguson ma w Sydney swą rezydencję, w której czasem pomieszkuje. Mardi Gras jest świętem radości i jedności, ale dzień powszedni gejów nie jest już tak kolorowy.

najbliższe galerie:

 
Australia cz.VII - Sydney 2
1pix użytkownik wmp57 odległość 1 km 1pix
Australia cz.VI - Sydney 1
1pix użytkownik wmp57 odległość 1 km 1pix
Sydney po raz pierwszy
1pix użytkownik krefcik2 odległość 1 km 1pix
Nowa Zelandia + Australia 28.Sydney.
1pix użytkownik jotwu odległość 1 km 1pix
Australia cz.VIII - Sydney 3: Opera.
1pix użytkownik wmp57 odległość 2 km 1pix
AU 98/99:  Sydney Opera House i Harbour Bridge
1pix użytkownik magdalena odległość 2 km 1pix

komentarze do galerii (11):

 
konwalia użytkownik konwalia(wpisów:3259) - Użytkownik usunięty. dodano 06.04.2011 20:17

Dobra galeria i dobrze,że zdjęcia z podziemi wykopałaś.
Jestem za tolerancją!
Fajna impreza.
Pozdrawiam.

tereza użytkownik tereza(wpisów:3689) dodano 04.04.2011 06:37

Magdalena...ciekawa impreza,dobrze,że ją zaprezentowałaś.Pozdrawiam:)

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 04.04.2011 01:02

... jestem pod wrażeniem pracy jaką włożyłaś w ten projekt. A ja mam ciągle w głowie ambasadę Aborygenów w stolicy tego bogatego państwa. Pozdrawiam serdecznie.

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3610) dodano 03.04.2011 22:42

Marku, nie wrócę już do fotografowania aparatem analogowym:-( Ukochanego Canona skradli mi krótko po powrocie z Australii.
Zdjęcia robiłam na tradycyjnym małoobrazkowym Fuji (duży sentyment miałam do tej firmy). Czułość filmu chyba 200 (najczęściej tej używałam, choć wiem, że 400 lepiej by się sprawdziło w tych akurat warunkach).
Skany z odbitek zrobione na Epson Perfection V700 Photo. Z kliszy byłyby lepsze (mam klisze), ale kupa roboty z wybieraniem zdjęć do skanowania.
Postaram się poprawić, jeśli chodzi o zdjęcia robione cyfrówką;-)
Miło mi, że wpadłeś… i że nie skrytykowałeś:-)
Pozdrawiam

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3610) dodano 03.04.2011 22:29

Mgfoto, Skuza, Dispar - Bardzo Wam dziękuję za wizytę i za... tolerancję:-)

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3610) dodano 03.04.2011 22:28

Anikm - już poprawiłam, dziękuję za zwrócenie uwagi:-) Zdjęcia chowałam w szufladzie;-)

dispar użytkownik dispar(wpisów:5186) dodano 03.04.2011 19:12

Fotogeniczna impreza. Podobało się.
Pozdrawiam.

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 03.04.2011 05:34

co roku wybieram sie na Mardi Gras i co roku cos tam staje na przeszkodzie, tak wiec jeszcze tam nie bylem. Jakosc zdjec...moze powinnas powrocic do filmu? Optycznie chyba lepsze, a procz tego pomimo znacznie trudniejszej sytuacji poradzilas sobie lepiej niz w Etiopii na przyklad. Ciekawi mnie na jakim filmie je robilas i jakim skanerem skanowane. U mnie maly obrazek nocny jest tak gesty, ze nie udalo mi sie ich zeskanowac czymkolwiek. Sredni format jest ok, ale nie 24mm.

skuza użytkownik skuza(wpisów:4121) dodano 02.04.2011 23:33

Świetne...tolerancja najważniejsza!!!

mgfoto użytkownik mgfoto(wpisów:6084) dodano 02.04.2011 01:17

Mądrze i ciekawie! Pozdrawiam :)

anikm użytkownik anikm(wpisów:4509) dodano 01.04.2011 23:58

Bardzo ciekawie,barwnie,kiczowato i rozrywkowo:)
Gdzieś Ty te zdjęcia chowała tyle lat?
Pod 15 rozumiem że chodziło Ci o legalizację związków monoseksualnych,a nie monogamicznych,bo te są normą w naszej kulturze;)
Pozdrawiam:)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!