m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (30):

 
Trasę objazdu pokazuje niebieska linia na mapie. Jest to nieco ponad 3 tys. kilometrów samochodem, jadąc zgodnie z przepisami po 300-700 km dziennie. Licząc, że codziennie spaliśmy gdzie indziej, a na początku i na końcu spędziliśmy chwilę w Sydney zajęło nam to dwa tygodnie czasu. Po pierwszych, chmurnych dniach w Sydney, długich i wyczerpujących dyskusjach na temat najlepszego samochodu oraz licząc się z kosztami wynajęliśmy nowego Nissana i zapakowawszy się w trzy osoby pomknęliśmy do przodu. Mi, na tylnym siedzeniu przypadła rola nawigatora wszak obaj koledzy jazdę po lewej stronie mają we krwi. Ja zaś jestem posiadaczem cud-notebooka, który wytrzymuje na baterii 10 godzin oraz zestawu map, przewodników i folderków reklamowych. Mając do dyspozycji internet szybko orientowałem się co i gdzie można zobaczyć. Jak widać zaplanowanie wyjazdu na nie było naszą najlepszą stroną. Na początek udaliśmy się wzdłuż wybrzeża na południe trafiając na Kiamę - sterylnie czystą miejscowość, gdzie niemal wszystko było idealne. Nawet trawnik i drzewa wydają się nieco odrealnione. Jest tu latarnia morska i niewielkie klify z punktem widokowym. Niektórym jak widać duża liczba turystów niespecjalnie przeszkadza. Z Kiamy pojechaliśmy w głąb lądu do Canberry. Niestety dotarliśmy dość późno i wszystkie drzwi były już pozamykane. Niewiele zobaczyliśmy poza Parlamentem i panoramą skąpaną w zasypiającym słońcu, a rano czekał pobliski park narodowy i nie było już czasu na zwiedzanie. W drodze do parku zatrzymaliśmy się w jednym z kilku na świecie ośrodków NASA. Przyjemne, puściutkie, niewielkie muzeum bez opłat i ogromne radioteleskopy. Być może to z nich dostawałem przez wiele lat próbki sygnałów do analizy w projekcie SETI@Home?
Myślę, że lokalizacja anten nie była przypadkowa - wystarczy spojrzeć na niebo. Niezwykłe. To jedyne miejsce, gdzie nie mogłem się nadziwić temu co widzę ponad głową. Zdjęcie zrobiłem z szybko jadącego samochodu, a i tak wyszło na tyle dobrze, że po przebrnięciu przez eliminacje i ścisły finał konkursu, otrzymało zaszczytną funkcję lądując... jako tapeta w moim notebooku ;) Po zwiedzeniu Parku, fotografowaniu kangurów i poszukiwaniach Koala wyruszyliśmy dalej na południe. Po drodze minęliśmy Park Narodowy Kościuszki i jego słynną górę i niemal skończyło się nam paliwo po tym jak sugerując się mapą przypiętą na pinezki do witryny sklepowej w jakimś martwym mieście dostrzegliśmy 30 km dalej symbol stacji paliwowej. Niestety ostatecznie okazała się ona być widmem istniejącym jedynie na mapie. Na szczęście udało się dzięki oparom w baku ;) i na wieczór dojechaliśmy do Mallacooty. Miejsce to zachwyciło nas, bowiem jest tu mierzeja, która oddziela wody oceanu od nadbrzeżnych jezior. Można wręcz ulec złudzeniu, że to rodzime Mazury. Nad samą wodą jest ogromny camping samochodowy wypchany po brzegi. Mimo to, jest cicho, bezpiecznie i pięknie. Przy tym zdjęciu mój statyw po raz ostatni widział się z futerałem. Zapomniałem podnieść go z trawy. Późnym wieczorem skusiliśmy się jeszcze na kilka zdjęć nocnych i wróciliśmy do wynajętego domku bowiem rano czekał nas wschód słońca nad oceanem i trzeba się było wyspać. Na poranne fotografowanie wyjechało nas 66% załogi. Pozostałe 33% przegrało walkę ze snem. Andrzej - zarabiający amatorsko na zdjęciach zabrał nieodłączny plecak, w którym miał więcej szkła niż moja żona w szafce nad zlewem. Przygotowaliśmy się poważnie. Szybko i bezbłędnie odnaleźliśmy drogę na plażę i w kilka chwil byliśmy gotowi. Ja ulokowałem się na piachu, Andrzej - dobywszy filtry, spusty i obiektywy rozstawił swój trójnóg na skale. Niestety jedna z porannych fal była nieco większa i biedaczysko widząc niebezpieczeństwo spanikował. Zamiast podnieść do góry swoje zabawki (a miał tylko sandały) rzucił się instynktownie do ucieczki.
Patrzyłem na to oczarowany. Dwa kroki do tyłu zrobił w olimpijskim stylu i czasie, potem zaliczył faul o wystający fragment kamienia a potem spotkał się z nim twarzą w twarz kręcąc fikołka jak rasowy dżudoka. Niezwykły kunszt jakim się wykazał wprawił mnie w zdumienie, wszak w rękach nadal dzierżył nienaruszony aparat i statyw. Sprzęt był uratowany niestety łokieć wysunął mu się na jakieś dziesięć centymetrów poza anatomicznie prawidłowe miejsce. Spojrzałem na to i nijak mi to nie pasowało do tego co wiem o ludzkim szkielecie. 
- Poruszaj! - powiedziałem, a  Andrzej wykonał autotest całego ramienia i ponieważ nic mu nie zgrzytało, nie zacinało się i ogólnie funkcjonowało, zawyrokowałem wbrew temu co widziałem, że to tylko obicie. Zalecenie: niech przykłada zimną butelkę z wodą i do wieczora będzie ok.
Był pomysł, aby poszukać lekarza, ale o tej porze nawet spożywcze są pozamykane więc nic byśmy nie wskórali. Ostatecznie zrobiłem jeszcze kilka fotek i o mierzei, na którą miałem chrapkę, mogłem zapomnieć. Szczęśliwie zniechęciły mnie też niezliczone ilości much, w stadach tak wielkich jakich nigdy jeszcze nie widziałem. Cud, że natura nie wyposażyła australijskiego bydła co najmniej w trzy ogony. Spakowaliśmy się i ruszyliśmy dalej. Stąd przed nami bardzo długa droga poprzez Melbourne aż do początku Great Ocean Road, na oko 700 km. Dojechaliśmy o pierwszej w nocy i przespaliśmy się w samochodzie. O 4:30 rano dotarliśmy do pierwszego punktu widokowego. Było chłodno i pochmurno, jednak niedługo słońce przestrzeliło się po raz pierwszy przez chmury, więc była szansa na ładny dzień. Widok na Dwunastu Apostołów niewątpliwie pozostaje w pamięci. Dla mnie jednak słońce jest składnikiem koniecznym do pełni zachwytu. Woda w pochmurny dzień wygląda złowieszczo i całość budzi mieszane emocje. Udało się nam zejść na dół aby podziwiać klify z innej perspektywy.
Nadal było pochmurno. Nareszcie rozpogodziło się na dobre i świat nabrał weselszych kolorów. Plaża po nocnym przypływie została oczyszczona z wszelkich  śladów i czuliśmy się jak Robinsonowie na nieznanej wyspie. Potem było już tylko lepiej. Na każdym parkingu coś niezwykłego... ...i zachwycającego odcieniami błękitu.
Piękne widoki i... ...fantastyczne plaże. Aż trudno uwierzyć jaką siłę niosą w sobie te delikatne bałwany na grzbietach fal. To już ostatni punkt widokowy w tym miejscu. Przez wypalone, czarne krzaki przedzieramy się do samochodu napotykając na swej drodze ślad tragicznych wydarzeń. Coś co dla nas jest arcydziełem natury, dla innych okazało się śmiertelną pułapką. Dwa stulecia temu rozbił się tu statek z 54 osobami na pokładzie. Nikt nie przeżył. Po katastrofie wyłowiono jedynie cztery ciała, a resztę bezpowrotnie ukrył ocean. Umieszczono tu tablicę upamiętniającą to wydarzenie, jednak zdjęcie przedstawia jeden z pobliskich nagrobków, który obrazuje jak wyglądała niegdyś kolonizacja nowych ziem. Mam oczywiście na myśli imiona na samym dole.

Niedługo po południu opuściliśmy Wielką Drogę Oceaniczną i udaliśmy się do... kolejnej galerii ;)

najbliższe galerie:

 
Great Ocean Road, Australia
1pix użytkownik anemik odległość 47 km 1pix
AUSTRALIA-The Great Ocean Road
1pix użytkownik klavertjevier odległość 51 km 1pix
PZ-AUSTRALIA.Great Ocean Road
1pix użytkownik irolek odległość 52 km 1pix
Akwarium w Melbourne, Australia
1pix użytkownik krefcik2 odległość 160 km 1pix
PZ - AUSTRALIA - Melbourne
1pix użytkownik irolek odległość 161 km 1pix
Melbourne (centrum miasta), Australia
1pix użytkownik krefcik2 odległość 161 km 1pix

komentarze do galerii (31):

 
gosia5885 użytkownik gosia5885(wpisów:39) dodano 30.10.2017 10:33

Pięknie pokazane. Pozdrawiam.

nata14 użytkownik nata14(wpisów:1093) dodano 02.01.2014 21:18

Widoki cudo. Klify i burzowe niebo super . :))

gabi użytkownik gabi(wpisów:2692) dodano 01.01.2014 11:13

Raptorku, wspaniała wyprawa i galeria. Wszystkie zdjęcia piękne, ale najbardziej urzekły mnie 21,26,27
pozdr.
Gabi

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:355) dodano 19.09.2012 10:31

Deszczu, Król jest tylko jeden :) piękne zdjęcie w kalendarzu przypomina mi kto nim jest. Było mi bardzo miło. Do następnego razu!

deszcz użytkownik deszcz(wpisów:2891) dodano 19.09.2012 00:32

...Królu Nastroju...byłeś w Australii w trójkę czy w troje, jest mi to obojętne, ważne, że przeżyłeś kilkanaście wspaniałych chwil...dziękuję, że przyjechałeś do Poznania...mam nadzieję, że Aborygeni w tej części Polski stanęli na wysokości zadania....pozdrawiam serdecznie...

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:355) dodano 18.09.2012 20:09

Anikm - to następny zlot organizujesz u siebie, a my przyjeżdżamy!
Annuus80 - kolega Andrzej łokieć ma na swoim miejscu i faktycznie nic mu nie było. Już następnego dnia nie narzekał. Przydała się zimna krew :) Tak po prawdzie to szukaliśmy punktu medycznego, ale wszystko było pozamykane mimo, że dochodziła dziewiąta rano. Nie pamiętam jednak jaki to był dzień tygodnia.

tereza użytkownik tereza(wpisów:3908) dodano 18.09.2012 19:38

Ładnie pokazane i opisane.Pozdrawiam:)

annuus80 użytkownik annuus80(wpisów:1361) dodano 18.09.2012 17:05

Piękne miejsca odwiedziłeś w czasie swojej podróży.
Jak skończyła się przygoda z łokciem Twojego kolegi Andrzeja. Sprawdziły się Twoje zalecenia.
Pozdrawiam Ciebie i towarzyszy podróży:)

paweller75 użytkownik paweller75(wpisów:7561) dodano 18.09.2012 16:27

Fajne miejsca pokazałeś, fotki rewelka. Great Ocean Road robi niesamowite wrażenie, bardzo mi się podobało.
Pozdrawiam.

anikm użytkownik anikm(wpisów:4509) dodano 18.09.2012 15:07

Ja bardzo chętnie, tylko daleko mam. Gdyby tak zloty odbywały się wtedy kiedy jadę akurat do Polski, to bardzo chętnie. Pierwsza bym tam stała pod lokalem i na Was czekała;)

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:355) dodano 18.09.2012 14:53

...dlatego trzeba przyjeżdżać na zloty OŚ Anikm - tam to dopiero są gawędy ;)

anikm użytkownik anikm(wpisów:4509) dodano 18.09.2012 13:49

Piękne krajobrazy Raptorku.
Najbardziej podoba mi się 16, 18 i 21.
Bardzo interesująco opowiadasz.
Pozdrawiam serdecznie:)

walizka użytkownik walizka(wpisów:612) dodano 15.09.2012 22:00

Bardzo mi się podoba chłodna 18, cała galeria zresztą też, tylko ten ocean wychlapuje się z kilku fotek na prawo ;)

katii użytkownik katii(wpisów:192) dodano 15.09.2012 21:56

wspaniałe krajobrazy, no i po obejrzeniu takich zdjęć jak tu nie zmienić celu podróży? :)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:7334) dodano 15.09.2012 20:33

Piękne widoki i bardzo fajna opowieść. Podobało mi się bardzo. Czekam zatem na ciąg dalszy i pozdrawiam :-)

halszka użytkownik halszka(wpisów:2671) dodano 15.09.2012 19:12

Wspaniała galeria!:)) Odbyłam niesamowitą wirtualną podróż po południowo-wschodniej Australii:)

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:355) dodano 15.09.2012 18:05

Marku informację o katastrofie Loch Ard mam z płyty nagrobnej na cmentarzu. Trudno tu było polemizować, ale takie historie długo jeszcze żyją własnym życiem więc wszystko jest możliwe.
Co do fotografii z zasady nie modyfikuję ich nigdy, chyba, że chodzi o delikatne podciągnięcie kontrastu, niemniej muszę się przyznać, że odkryłem w programie jakiego używam funkcję zmiany oświetlenia, która działa całościowo i powoduje całkiem fajne efekty. Uległem nieco urokowi zabawy co widać na niektórych zdjęciach właśnie w postaci delikatnych rozświetleń lub przyciemnień na linii konturów obiektów.
Raczej odejdę od tego, bo zdjęcie ma przedstawiać, to co uchwycił aparat, ale tym razem zluzowałem nieco zasady :)
W kolejnej galerii widać jeszcze będzie echa tej zabawy, a efekty wyraźnie uartystyczniają zdjęcia jednak - przyznaję - jest w tym jakiś urok.

Na drugi raz dam cynk, że będę to podpowiesz mi czego tym razem nie pominąć. Pozdrawiam!

marek50 użytkownik marek50(wpisów:771) dodano 15.09.2012 15:32

Raptorku - byles w Kiama i nie widziales wielkiej blowhole??? Podoba mi sie to, ze na poczatku umiesciles mape...teraz w calosci moge doswiadczyc katastrofy tej trasy :) Nawet sobie nie wyobrazasz jak bliziutko byliscie od wapanialych miejsc :) Czasem bylo to bodaj kilkanascie kilometrow :) I mam tu na mysli nie tylko samo zwiedzanie, co rowniez doswiadczenie australijskie pustki i przestrzeni.
Na fotce 11 obrobka troszke niedokladna. Bardzo widoczna jest ta jasna "aureola" na granicy skal i nieba. Fotka 16 to potencjalny "winner", ale reke miales ciut za ciezka w obrobce i wyszlo troszke sztucznie, a procz tego kompozycja nie jest tu taka, jak moglaby byc. Podoba mi sie 4, 18, 21.
Zdjecie ostatnie...podpis pod nim nie jest prawda. Uratowaly sie 2 osoby. http://www.flagstaffhill.com/media/uploads/EvaCarmichael-LochArd.pdf

grace użytkownik grace(wpisów:3357) dodano 15.09.2012 15:08

Raptorku, daj znac, jak sie logistycznie przygotowac do wyprawy na piechote, zastosuje te metode w odwrotnym kierunku;) Pozdrowki:)

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:355) dodano 15.09.2012 14:47

Grace - wrócę, żebym miał zasuwać z Europy na piechotę :)

raptorek użytkownik raptorek(wpisów:355) dodano 15.09.2012 14:45

Wizytówka zmieniona :)
Co mam poradzić z tym horyzontem jak on skubaniec jest z natury półokrągły.
Zasadniczo mam dylemat z galeriami: mogę wstawić tylko najlepsze zdjęcia podnosząc jakość galerii, ale ucierpiałaby pewna ciągłość historii i opis. Dlatego zdecydowałem, że wstawię też mniej atrakcyjne zdjęcia, ale z interesującym poznawczo opisem (np. nagrobek).
Cieszę się, że w sobotni poranek chciało się Wam tu zajrzeć. Pozdrawiam wszystkich.

grace użytkownik grace(wpisów:3357) dodano 15.09.2012 14:41

Swietna relacja:):):)
Raporku, juz pewnie wiesz, ze po drogach (i bezdrozach) Australii podrozuje sie z zapasami paliwa i wody, o innych zapasach nie wspominajac, bo tych nie sposob zapomniec;) Znaki informujace, ze "najblizsza stacja benzynowa to ...... km."- tez nie naleza tu do rzadkosci. Takie uroki wielkiego kontynentu, z wielu wzgledow nie da sie isc na zywiol:) Przygoda wspaniala, ale dwa tygodnie to stanowczo za malo...za malo. Musisz tu wrocic:) Pozdrowienia:)

pipol użytkownik pipol(wpisów:9078) dodano 15.09.2012 11:48

Jak dla mnie foto 16 !. Faktycznie na wielu zdjęciach "leci" horyzont :(, szkoda. Piękna przygoda. Pozdrawiam.

skuza użytkownik skuza(wpisów:4121) dodano 15.09.2012 09:50

Bez tych chmur nie byłoby tak uroczo,a 21 wyglądałaby całkiem inaczej:)))Pozdrawiam:))

popekpawel użytkownik popekpawel(wpisów:3654) dodano 15.09.2012 09:26

Jest pięknie raptorku. Kolory na 21 powalają.

tama użytkownik tama(wpisów:3010) dodano 15.09.2012 08:24

Układ/temat zdjęcia 4 podoba mi się. Większe wrażenie robią na mnie klify face to face niż z góry. Trafiłeś na jakąś pochmurną porę roku ale przynajmniej nie ma nudy na niebie. Cała ta Twoja wyprawa i to z takimi przygodami będzie miłym wspomnieniem na stare lata. Pozdrawiam :)

mgfoto użytkownik mgfoto(wpisów:6141) dodano 15.09.2012 08:14

Wizytówkę też bym zmieniła. Fajna relacja. Piękne chmurki na 7. Podoba mi się 11, 19 i oczywiście 21 a zamglona osiemnastka aż się prosi o jakąś tajemniczą historię. Czego to człowiek nie robi dla tych "słoików"... ;))) Pozdrawiam

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:3259) - Użytkownik usunięty. dodano 15.09.2012 07:43

Dla mnie też najlepsze zdjęcie to 21!

andred użytkownik andred(wpisów:4757) dodano 15.09.2012 07:41

Zapomniałem jeszcze dodać - The best - 21

andred użytkownik andred(wpisów:4757) dodano 15.09.2012 07:40

Zgodnie z moją zasadą nie oceniania oficjalnego, zastosuję (nie po raz pierwszy) nową własną niezatwierdzoną skalę ocen.
Skala ocen:: 0 -5
Zdjęcia - 4 (średno, gdyż niektóre na 4,5 a niektóre na 3,5)
Opisy - 5+ (świetny, humorystyczny komentarz i stąd ten dodatkowy plusik)
Przydatność - 4,5
Miejsce - 4,5
Średnia - 4,5 + ;-)
Jeżeli pomnożymy przez 2 to wg oficjalnej skali 9 :-))
A tak swoją drogą, to bardzo sympatyczna galeria i z przyjemnością ją oglądałem i czytałem opisy pomimo lecących czasami horyzontów ;-)
Pozdrawiam,
andred

konwalia użytkownik konwalia(wpisów:3259) - Użytkownik usunięty. dodano 15.09.2012 07:33

Raptorku,bardzo podoba mi się Twoja galeria.
Zwłaszcza opisy-)
Chwilami dosyć dramatyczne;-)
Piękne miejsce i super przygoda.
Zmieniłabym wizytówkę na inne zdjęcie np.na 21.
Pozdrawiam-)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!