m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Co czuje osoba, kiedy po tylu latach oczekiwania wyłania się z tunelu metra w ciepły, jesienny poranek na powierzchnię miasta i staje nagle przed Koloseum, zawładniającym od dzieciństwa jej wyobraźnią?? Na chwilę odbiera jej mowę. Patrzy i próbuje ogarnąć. Idzie posłusznie za przewodnikiem. I podchodzi choć na chwilę, by dotknąć zimnych, kamiennych kolumn owego cudu... Tą osobą jestem ja. Oto spełnia się jedno z moich marzeń. Stoję u podnóża legendarnego Koloseum. Podziwiam jego mury osłonięte cieniem, by po chwili ujrzeć je w blasku słońcu. Zaglądam przez każde z zagrodzonych wejść. Próbuję wyłowić cokolwiek z wnętrza, chwytając obrazy obiektywem aparatu. I nie mam złudzeń, że dziś nie uda mi się dostać na drugą stronę tajemnicy... Choć nie dobiegła jeszcze 10:00 rano, zdająca się nie mieć końca kolejka wypełnia większość przestrzeni skupionej między kasą biletową Koloseum a Łukiem Konstantyna. Mówią, że w jego pobliżu znajduje się pępek świata, który wyznaczał centrum dawnego Cesarstwa Rzymskiego. Tłum ludzi nie pozostawia złudzeń. Każdy pragnie choć przez moment znaleźć się w centrum...centrum uwagi. Tym panom na pewno nie jest obce owo uczucie. Z premedytacją skupiają na sobie uwagę wszystkich przechodniów. Za wszelką cenę próbują wyróżnić się spośród innych, nie oszczędzając nawet uwagi skierowanej na wszelkie wspaniałości Via Imperiali. I zaciętością godną gladiatorów wygrywają ów bój o popularność... Miecz, irokez i przytulenie gratis. Oddalam się pospiesznie, zanim dosięgną mnie ich barczyste ramiona. Wyprzedzam przewodnika, który powoli sunie ku kolejnym ruinom Cesarstwa Rzymskiego. Los bywa przewrotny. Spoglądam na dziesiątki kamiennych kikutów, które dawniej podtrzymywały splendor wielkiego imperium. Nie sposób w takich miejscach uciec od zadumy... ...i skierować myśli na właściwy poziom. Nawet jeśli nie zawsze jesteśmy w stanie ogarnąć wszystkiego, co widzimy, rozumem... Zerkam tęsknie na nieodległy horyzont, na którym w pełnej okazałości rysuje się sylwetka monumentalnego budynku. Czas porzucić gruzy Forum. I ruszyć ku własnej przygodzie z Rzymem XXI wieku...
Plac Wenecki zalany jest słońcem, pyszniąc się bogactwem architektury i kolorów. Powoli wtapiam się w barwny korowód codzienności Wiecznego Miasta... Uczę się Rzymu na pamięć. Opanowuję sztukę przechodzenia przez miejscowe ulice. Staram się przekrzyczeć dysharmonijną symfonię klaksonów. Via del Corso, niczym oś odniesienia, prowadzi mnie ku kolejnym atrakcjom. Podczas spaceru przez Rzymu przyjdzie mi pokonać jej gwarne oblicze jeszcze nie raz. Tymczasem skręcam w jedną z bocznych uliczek, kierowana mapą z kiosku, zapachem świeżych pomidorów i kojącym cieniem, słaniającym się leniwie na szarych brukach... Prawie przekonana, iż właśnie docieram do rzymskiego Panteonu, tracę orientację w labiryncie placów, placyków oraz zaułków, wyłaniających się niespodziewanie zza zakrętu... Kilka kolumn Panteonu nie czyni. Zgubiłam się, ale... warto było. Z dala od ruchu kołowego, schowana w zacisznym zaułku, spotykam dobrego znajomego z Toskanii. Uroczy, kolorowy, zagadkowy... Zanim ostatecznie trafiam na właściwy szlak prowadzący do Panteonu, zdążyłam już niespodziewanie odnaleźć kawałek swojego Rzymu... :) Mapa tym razem nie kłamie. Wzrok również nie. Ilość turystów dodatkowo utwierdza mnie w przekonaniu. Jestem na Piazza della Rotonda. A za moimi plecami słońce oślepia oczy wszystkich patrzących w stronę fasady Panteonu.
Oddycham z ulgą. Choć można tutaj trafić łatwo i szybko, czuję się, jakbym właśnie odkryła głęboko ukryty skarb. Wyciągam dłoń ku orzeźwiającej strudze wody, tryskającej z miejscowej fontanny. Mam, co chciałam. A teraz czas na przerwę... krótką ;). Małe grupki oblegają szerokie kolumny Panteonu. Profanują odpadkami przestrzeń wejściową. Kryją się przed coraz intensywniejszym słońcem. A słońce... A słońce od wieków przenika do rotundy najlepiej zachowanej w Rzymie budowli, spośród tych pamiętających czasy Cesarstwa. Kładzie się zniekształconym dyskiem światła na okrągłe ściany świątyni. Dziś już nikt nie opiewa w tym miejscu bożka słońca,... ...dziś turystów przyciąga tutaj sława Rafaela. Jeden z największych mistrzów wspaniałego renesansu spoczął wśród klasycznych wzorców, do których przez całe twórcze życie dążyli jemu podobni... Lecz czas upływa nieubłagalnie. Wynosi słońce wysoko ponad horyzont. Odlicza każdy kolejny krok prowadzący do odkrycia innych tajemnic włoskiej stolicy. I w eskorcie sióstr zakonnych wiedzie mnie ku miejscu, które raczej nie cieszyło się uświęconą sławą... Piazza Campo de Fiori. Pole kwiatów. Nieduży plac, często pomijany na trasach turystycznych spacerów po Rzymie. Przyznaję, wyłamałam się z owego planowanego szlaku. W zamian wpadając w gwar wypełnionych po brzegi stolików miejscowych restauracji, kałuże wody z okolicznego hydrantu i zapach świeżych kwiatów.
Kwiaty to najpiękniejszy element rzeczywistości Campo del Fiori. Choć zdawać się może, że wystawione bardziej dla podtrzymania tradycji tego miejsca, niż z prawdziwej potrzeby handlu. Jeśli kiedyś nogi powiodą Was na ów plac, nie bądźcie zawiedzeni tym, co zobaczycie. Bo czasem pozory mylą, a piękno kryje się między słowami... czy raczej kałużami ;). Mam szczęście. Lepszej pogody na zwiedzaniu Rzymu nie mogłam sobie wymarzyć. Piękniejszego światła słońca. I kolorów, które wciąż dla mnie odsłania. Przede mną Piazza Navona. Czasem nasze wyobrażenia o pewnych miejscach muszą zderzyć z rzeczywistością. Piazza Navona jest piękniejszy niż myślałam... Na tyle duży, by odnaleźć w nim fragment pustej przestrzeni, na tyle mały, by poczuć się tu, niczym na rynku w uroczym miasteczku prowincji. I ciągle trwający w kontakcie ze sztuką... lecz dziś wartej tylko (??) kilkadziesiąt euro. Wiele spośród mniej lub bardziej znajomych twarzy spogląda na setki przechodniów, snujących się leniwie wśród kolejnych fontann Piazza Navona. I tylko indywidualność może przebić się w tej swoistej galerii pod gołym niebem. Ulice Rzymu na moment ściągają mnie na ziemię. Choć nietrudno mi powstrzymać uśmiech. Nigdzie nie widziałam takiego najgromadzenia minisamochodów, jak we Włoszech. Doprawdy, słodki widok... ;) Wieczne Miasto zadziwia mnie coraz bardziej. Kolorytem, dźwiękami, zapachami... Kreuje na moich oczach przedstawienie w wielkim namiocie cyrkowym złożonym z nieba i artystów dnia codziennego... Nawet witryny nie pozwają na obojętność.
Tymczasem znów przez moment czuję się zagubiona. Uparcie szukam Piazza Colonna. I nie zdając sobie sprawy ze znaczenia tytułowej kolumny, skupiam swą uwagę na wszystkim, oprócz niej samej... Lecz nic nie zakłóci mego dzisiejszego La Dolce Vita. Spoglądam na nonszalancką minę Marcello M., rozpoznaję Sylvię tańczącą w słynnej fontannie. Ale skoro o fontannie mowa... Okazała Fontana di Trevi pyszni się sławą w pełnym świetle popołudnia. W obliczu tłumów, które wypełniają każdy skrawek placyku dookoła, zdaje się jeszcze bardziej zachwycająca niż na zdjęciach w mojej starej książce. Wycieczka do Rzymu bez zasilenia wodnego skarbca di Trevi, to istne faux pas. Niezależnie od sumy, którą zechcesz zatopić w błękitnej toni fontanny, pamiątkowe zdjęcie z ręką skierowaną za plecy, to już miejscowa tradycja, tak silna niczym podpieranie Krzywej Wieży w Pizie. Tylko jak uchwycić odpowiednio ów moment...? Wyłaniam się z tłumu rozohoconych fotografów i topicieli oszczędności, by znaleźć bezpieczną i przestronną ostoję. Niepostrzeżenie wymykam się z miejsca turystycznej ciżby. Choć podobno najlepsza kawa jest w kawiarniach przy di Trevi. Ale ja nie lubię kawy... Jestem coraz bliżej Piazza di Spagna. Już niedaleko do punktu docelowego, gdzie niczym marnotrawna córka powrócę do pozostałej części grupy. Matka Boska wznosi wzrok ku błękitnemu, włoskiemu niebu,...
...a ja trafiam w kolejne epicentrum turystycznego gwaru. Uff... Ostatni oddech przed zmierzeniem się z tym, co czeka kilkadziesiąt metrów dalej... Tak, jestem tu. Wyjątkowa wyjątkowością tego miejsca. Mogę zdobywać świat. I objąć ramionami cały Rzym... Schody Hiszpańskie. Mój spacer z przeszkodami zakończył się sukcesem. Zalane słońcem popołudnia, jedne z najsłynniejszych schodów świata, prezentują się przede mną skąpane w blasku swojej popularności. Czas zatem zmierzyć się nimi naprawdę... Dobiega 15:00, kiedy sadowię się na rozgrzanym stopniu owej swoistej galerii postaci ludzkich, by na dłuższą chwilę stać się jej integralną częścią. W tym momencie nie widzę schodów. Przed moimi oczami przewijają się dziesiątki, setki ludzkich postaci, niczym przypływ i odpływ zalewające wąski odcinek Piazza di Spagna... Nie ma lepszego miejsca w Rzymie, by poczuć się Kimś. Nigdzie obserwacja ludzi nie absorbuje tak bardzo, jak podczas wizyty na Spagna. I w żadnym innym punkcie Wiecznego Miasta nie widać tylu osobliwości. I kultowych parasolek z Pizy (!!)... ;) Przez moment mam wrażenie, że trafiłam w samo centrum lansu po włosku. Jarmarku sprzeczności. Amerykańskich turystów w sportowych szortach. Odbijających się, niczym afisz, od witryn Diora...
Wszak styl to we Włoszech część życia. I na pewno nie jest bezbarwny... Tymczasem ja wciąż oczekuję na grupę. Spaceruję po Hiszpańskich Schodach, próbując stąpać po nich z gracją, niczym modelka Vogue'a. Słońce stroi kolorami pobliskie kamienice,... ...odsłania zakamarki okolicznych ulic. Odbija się od sklepowych witryn. I wydobywa na światło dzienne niepowtarzalne pamiątki z Włoch... ...oraz turystyczny kicz. Lecz w jakże doborowym towarzystwie :)!! Już dobrą godzinę prezentuję swoje wdzięki na słynnych schodach. Chwytam jedną z ostatnich szans na wakacyjną opaleniznę. A właściwie namiastkę opalenizmy. Obnośni handlarze wciskają mi róże w dłoń. Cóż za romantyzm... za całe 5 euro od sztuki. Uciekam na moment z tego targowiska próżności. Ze szczytu schodów świat jawi się zupełnie inaczej. Ulice zdają się być ledwie mrowiem, a gwar rozmów zastępują radosne okrzyki dzieci z pobliskiego parku. Rzym osnuwa się cieniem późnego popołudnia,...
...oczekując na wieczór, który już wkrótce zapełni starannie wypolerowane kieliszki wyśmienitym winem, nim ostatni promień słońca przejrzy się w ich obliczu. Czas wracać. Raz jeszcze stąpam ostrożnie pod wysokich stopniach Spagna, próbując z wdziękiem ominąć ludzkie sylwetki rozłożone co rusz na powierzchni schodów. Cień pobliskich budynków spowija coraz większy obszar placu. Nim pożegnam się z Rzymem,... ...wspomnę raz jeszcze Watykan. Dostojność i majestatyczność Piotrowej Bazyliki,... ...spokojny, czarowny zmierzch nad brzegami Tybru. Melodię pozytywki, dobiegającą z pobliskiej staroświeckiej karuzeli... Oświetlona, kolorowa, jaśniejąca niczym najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa...
Rzym żegna powoli dzień, otwierając drogę ku swym nocnym tajemnicom. Figury z Mostu Anioła wtapiają się w szarzejący koloryt nieba, a uliczni handlarze uparcie próbują zainteresować przechodniów swym plastikowym światem. Nie przypięłam kłódki na Moście Anioła. Lecz pozostawiłam w Rzymie coś więcej. Ponowny zachwyt miastem zapamiętanym z książkowych obrazów dzieciństwa. I tylko moje ślady kroków... :)

najbliższe galerie:

 
Rzym i Watykan
1pix użytkownik marcepan odległość 1 km 1pix
Watykan , okolice cz. 2 / 4
1pix użytkownik warusek odległość 1 km 1pix
Italia - Muzea Watykańskie
1pix użytkownik marucha odległość 1 km 1pix
Państwo  Miasta  Watykańskiego
1pix użytkownik maja-maja odległość 1 km 1pix
KOŚCIOŁY ŚWIATA 3- KLASZTORY,  MINARETY,  BAZYLIKI. . .
1pix użytkownik afrodyta odległość 1 km 1pix
Rzym - Centrum Świata cz-4
1pix użytkownik darekpawlowski odległość 1 km 1pix

komentarze do galerii (9):

 
izka użytkownik izka(wpisów:964) dodano 14.01.2013 15:35

heidi - malujesz słowem...

heidi użytkownik heidi(wpisów:149) dodano 12.01.2013 20:14

Olazim, my nocowaliśmy w Fiuggi (przynajmniej większość nocy), jednak daleko poza zabytkowym centrum miasteczka, że o Rzymie nie wspomnę... Jednak udało mi się posmakować rzymskiej pizzy, calzone, a na deser tiramisu, które smakowało prawie jak lody ;). Także włoskie smaki "ze źródła" również nie są mi obce... ;)
Pozdrawiam!

olazim użytkownik olazim(wpisów:2231) dodano 12.01.2013 17:51

Lody oczywiście smaczne chociaż nie marchewkowe,a kawę z braku czsu pilam smaczną w naszym misteczku docelowym -Terra Pedrera.
Nocnego Rzymu też nie widziałam,może następnym razem-pozdrawiam.

heidi użytkownik heidi(wpisów:149) dodano 12.01.2013 16:49

Halszko, mam taką "ułomność" ;), że jestem herbaciarą i kawa nie chce mi przejść przez gardło. Co w wielu krajach Europy jest wręcz nie do pomyślenia.
Grace, bardzo chciałabym owo " rzymskie zagubienie" powtórzyć :)!! Lecz teraz chyba z większym wyczuciem szlaku... ;)
Mgfoto, ja miałam podobny "problem" z Florencją, bo wszyscy mówili mi, że jest najpiękniejsza spośród włoskich miast, a tak do końca nie odczułam... Ale mam nadzieję, że jeszcze wrócę i do Toskanii, i do Rzymu :). Czego i Tobie życzę :)!! PS. Oczywiście zapraszam do kolejnych włoskich opowieści :).
Dziękuję Wam wszystkim za wizytę i dobre słowo :).
Pozdrawiam!!

mgfoto użytkownik mgfoto(wpisów:6126) dodano 12.01.2013 16:09

Mój pierwszy wyjazd za granicę... Rzym - nie zrobił na mnie wrażenia jako miasto ale znalazłam w nim powalające miejsca. Najbardziej : Fontanna di Trevi, Piazza Navona, Panteon... Koloseum też chociaż wyobraźnia oczekiwała więcej a portfel nie sprostał cenie wejścia na górne kondygnacje ;) Schody Hiszpańskie - nie, pewnie dlatego, że były w remoncie ;) Wrzuciłam pieniążek do fontanny ale jakoś nie udaje mi się wrócić by zweryfikować ten nadmiar wrażeń. Lodów w Rzymie nie jadłam ale te z innych miejsc powaliły mnie na kolana. Mówię o smaku choć ich cena w porównaniu z Polską była coś jak razy 4 ;) Z każdym następnym wyjazdem smakowały mniej spektakularnie bo i u nas pojawiało się więcej lodowych smaków niż w siermiężnych czasach przełomu. Bardzo lubię Twoje opowieści :) Pozdrawiam

grace użytkownik grace(wpisów:3357) dodano 12.01.2013 06:41

Po Rzymie wloczylam sie bez przewodnika, znam cudowne uczucie zagubienia w tym pieknym miescie. Twoja bardzo osobista narracja, wzbogaca spacer po miescie:) Pozdrawiam serdecznie:)

halszka użytkownik halszka(wpisów:2671) dodano 11.01.2013 22:14

Interesująca prezentacja Rzymu z barwnym opisem:) Dobrze tak czasem zgubić się w wielkim mieście i zwiedzać na własną rękę.Cieszę się,że Rzym rozczarował Cię pozytywnie:) Lody marchewkowe raczej bym sobie podarowała,ale dobrej kawy nie:) Campo del Fiori z kwiatami wprost cudowne:) Pozdrawiam serdecznie:)

heidi użytkownik heidi(wpisów:149) dodano 11.01.2013 20:32

D-b, dziękuję za wizytę :). O kawie wspominały mi znajome z tej "porzuconej" przeze mnie części grupy, ale lody marchewkowe też wydają mi się dziwnie znajome (ze słyszenia), choć przyznam, że w żadnym z włoskich miast nie spróbowałam ani jednej gałki jakiegokolwiek smaku. "Nocny Rzym" widziałam tylko w okolicach Watykanu. Po części klasyczno-barokowej musieliśmy pożegnać się z miastem i ruszyć dalej... Ale o tym więcej przy okazji kolejnej galerii ;).
Pozdrawiam serdecznie!

d-b użytkownik d-b(wpisów:581) dodano 11.01.2013 18:48

W Rzymie zdecydowanie Fontana di Trevi zwłaszcza w nocy, kawa o której wspominasz w swojej galerii - dla smakoszy raj i oczywiście lody marchewkowe, których niestety nigdzie indziej nie spotkaliśmy :-( Nie wspominamy o klasykach Rzymu, bo przecież wiadomo...
Odświeżyłaś wspomnienia okraszone dobrym tekstem :-)
Pozdrawiamy
D&B

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!