m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (45):

 
Status Londynu, „tym z kontynentu” i bez whisky, trudno jest zrozumieć. A z whisky jeszcze trudniej. Miasto bez centrum? Bez praw miejskich nadanych przez władcę? Z dziwacznym City of London wewnątrz, tworem, który formalnie nie jest jego częścią? A jednak miasto istnieje i doskonale funkcjonuje, choć de facto składa się dziś z 32 odrębnych gmin, powiedzielibyśmy dzielnic. Jedną z nich jest - GREENWICH. GREENWICH, to nie „zwyczajna” gmina. Znowu trudno pojąć to „tym z kontynentu”, ale GREENWICH jest jedną z czterech gmin londyńskich posiadających status gminy królewskiej: Oficjalna nazwa, to The Royal Borough of Greenwich.. Rzeczywiście, GREENWICH jest „królewskie”. Ale nie dlatego, że urodzili się tu Henryk VIII i jego córki, królowe Maria I i Elżbieta I. GREENWICH, to istotna część historii Royal Navy. Londyn jest tak wielki i rozległy, że poruszanie się po nim, może niektórych przerażać. Niepotrzebnie, bo komunikacja działa tu perfekcyjnie. Jak zatem dojechać do GREENWICH? Myślę, że ciekawym przeżyciem będzie przejazd w pełni automatyczną  kolejką DLR - Docklands Light Railway. Mam na myśli raczej widoki jakie zobaczycie po drodze, a nie tylko fakt, że kolejka jedzie sama - bez maszynisty. Tak, maszynisty tu nie ma. Mając trochę szczęścia, wsiadając na stacji początkowej - Bank lub Stratford, może uda się Wam zająć jego miejsce, a wówczas widoki tym ciekawsze. Na liniach DLR działa ta sama oyster card, co w innych środkach komunikacji w Londynie. Pamiętać trzeba tylko, żeby wsiadając i wysiadając samemu otworzyć drzwi: to ten niebieski guzik widoczny na zdjęciu. Niezależnie gdzie wsiądziecie, na Bank, czy w Stratford, należy dojechać do stacji Cutty Sark. Wysiadając zaś nie zapomnijcie, by samemu odbić „oysterkę”. Na stacjach DLR nie ma bowiem bramek wyjściowych jak w metrze, a nie odbicie karty spowoduje jej automatyczne unieważnienie, przy kolejnej próbie wejścia, nie wspominając o przykrościach w przypadku bardzo możliwej kontroli. Zapewne zorientowaliście się już, ze nazwa stacji nie jest przypadkowa. Tak, kilkadziesiąt metrów dalej przy przystani nad Tamizą, stoi „uziemiony” jeden z najszybszych żaglowców świata, słynny kliper herbaciany Cutty Sark. Pod pełnymi żaglami był w stanie pokonywać nawet 650 kilometrów dziennie. Pod tym względem nie miał sobie w świecie równych ani wcześniej, ani później.
Niedaleko od Cutty Sark, stoi nieco smrodliwy budyneczek z kopulastym dachem i ze schodami wiodącymi gdzieś w głąb. Jest też winda. Ale to nie toaleta publiczna. To wejście do najstarszego, pieszego tunelu pod Tamizą. Ma on 370 metrów długości, otwarto go w 1902 roku, a budowa trwała ledwie 3 lata. Dziwne, ale budowniczowie, choć budowali pod dnem rzeki, nie natrafili na kurzawkę, który by im coś zalała...;) Nie miałem jednak ochoty sprawdzać, czy nie przecieka. Pani Królowa i Dziecko tym bardziej nie były tym zainteresowane. Ruszyliśmy zatem w stronę kompleksu dawnej, Królewskiej Szkoły Morskiej. Jednak po pierwszej sali muzealnej i kawie w napotkanej kafejce, Pani Królowa i Dziecko dały mi wolne, poinstruowały co mam robić gdybym zabłądził, a same postanowiły wrócić do Londynu. Przedtem jednak, na życzenie Pani Królowej i dla celów dowodowych, zostałem zobligowany do wykonania fotki przy starej okrętowej armacie. Dziecko chyba miało trochę boja, bo się wyrywało, ale Pani Królowa potrafi wyegzekwować dyscyplinę. A potem mogłem już robić, co chciałem. To znaczy, pójść do dawnego Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego i uważać, żebym się nie zgubił...;) Na wszelki wypadek obejrzałem sobie moje dozwolone pole działania na makiecie w następnej sali. Było tu dużo różnych przycisków, które zupełnie nie wiem, do czego służyły, bo makieta gadała sama, co jest co i gdzie i podświetlała obgadywane miejsce. A w kulminacyjnym momencie tej maszynowej pogadanki wyświetlił się MERIDIAN i już wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Ja chyba też...;) Był właśnie Wielki Piątek. W Zjednoczonym Królestwie jest to dzień ustawowo wolny od pracy, dla wszystkich, bez względu na wyznawaną religię. Lub brak wyznania. A tu: praca wre. Znajomy widok studentów intensywnie zakuwających na trawie coś z książek i brulionów uprzytomnił mi, że obecnie to także tereny University of Greenwich. Najbardziej znany widok, od strony Tamizy, dawnej Szkoły Morskiej - The Royal Naval College, z reprezentacyjnym dziedzińcem i charakterystycznymi, barokowymi wieżami. Jedna z nich, ta po lewej, wieńczy kaplicę fundatorki, Królowej Marii. Druga, po prawej, to tzw. Painted Hall. Wstęp zarówno do kaplicy jak i do Painted Hall bezpłatny i byłoby grzechem nie zajrzeć tam. Nawet, gdyby był płatny. Za chwilę zatem, zajrzymy tam i my.
Mnie jednak bardziej w tym miejscu interesuje to, co po drugiej stronie Tamizy. Te nowoczesne wieżowce, to najnowsza dzielnica Londynu powstała w miejscu starych doków - Canary Wharf. Wśród nich do niedawna najwyższy budynek w Londynie, tzw. One Canada. Wszystkie one, to siedziby wielkich banków, towarzystw ubezpieczeniowych, agencji prasowych i redakcji. Miejsce to, to jakby „nowe City” konkurujące z tym właściwym, w sercu Londynu. Tyle, że tętniące również innym życiem. W podziemiach znajdują się niezliczone niemal galerie handlowe, przez które przewijają się tysiące ludzi, zupełnie obojętnych na to, co dzieje się i jakie decyzje zapadają na wyższych piętrach zajmowanych przez największe instytucje finansowe świata. Kontrast? Barokowy zespół dawnej Szkoły morskiej, na przednim planie The Queen’s House i Muzeum Morskie. Całość, to ważna brytyjska pozycja na Liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. W tle, po drugiej stronie Tamizy, supernowoczesny kompleks Canary Wharf. Podczas tego spaceru będziemy spoglądać w tę stronę jeszcze nie raz. Trawa w parkach Londynu nie służy wyłącznie do oglądania. Brak tu tabliczek „nie deptać trawników” i żadna straż miejska nie gania chodzących po nich, siedzących i opalających się ludzi. Po to one właśnie są. Ten również. Mimo, ze niedawno został za niemałe pieniądze zrekultywowany po tym, jak lekko „sponiewierały” go konie podczas odbytych na nim konkurencji jeździeckich Olimpiady 2012 A to już wejście północne, od strony Tamizy, do Narodowego Muzeum Morskiego - The National Maritime Museum, chyba coś ekstra dla Patryka, choć nie widziałem tu nic, co by latało. Zajmuje ono pomieszczenia Domu Królowej - The Queen’s House i sąsiedni budynek należący wcześniej do Royal Hospital School. Patryk? - masz temat na galerię...;) Trochę zdegustowany kluczeniem między stadkami rozbieganych bachorków we wszystkich kolorach z przewagą mlecznej czekolady, nie bardzo mogłem skupić się na kontemplowaniu niewątpliwie ciekawych eksponatów. Zafascynował mnie dopiero ten, już na zewnątrz, przy wyjściu z muzeum od strony parku: do tej pory kombinuję, jak oni ten model tam wepchnęli i nie uszkodzili??...;)
Cofnijmy się jednak do wspomnianych wcześniej, kaplicy Królowej Marii II Stuart i Painted Hall. Kaplicę wytrzymałem jeszcze spokojnie, choćby ze względu na powagę miejsca, mimo, że funkcji religijnych już nie spełnia. To trzeba nie tylko zobaczyć, ale i poczuć. Zdjęciami piękna tego miejsca, gry świateł, złoceń, ornamentyki, ich atmosfery, nie potrafię oddać... Tym bardziej nie potrafię oddać piękna brzmienia złoconych organów, a miałem właśnie szczęście trafić na moment prezentacji ich możliwości... Jednak po wejściu do sąsiedniego Painted Hall, w sposób zupełnie nie kontrolowany, wyrwało mi się swojskie słowo ze znakiem jakości „Q”. Chyba doskonale już znane na Wyspach, bo przechodzący obok ojciec licznej hinduskiej rodziny, ze zrozumieniem kiwnął głową... Powód mojej fascynacji i związanym z nim chwilowym zanikiem samokontroli znajdował się... na suficie. Na nim, największe w Anglii malowidło ścienne, dzieło mistrza angielskiego baroku, sir James’a Thornhill’a. Tego samego, który dekorował kopułę, latarnię i galerię szeptów w Katedrze św. Pawła w Londynie. A wszystko to za sprawą, na zamówienie, z przyzwolenia i płatne przez królewską parę, fundatorów tego niezwykle ważnego miejsca w historii Wielkiej Brytanii i jej Royal Navy, króla Karola II Stuarta i jego królewskiej małżonki, portugalskiej księżniczki, Katarzyny de Bragança. To właśnie ich portret, też na suficie.
Widząc coś takiego chce się powiedzieć: Brytanio, jesteś wielka! Bo i herb królewski, godło Wielkiej Brytanii, też tam, oczywiście, jest. Zawsze jednak zastanawiał mnie napis na nim: „Dieu et mon droit”, dlaczego po francusku?? No cóż: pierwsi królowie Anglii, w tym Ryszard Lwie Serce, który wykrzyczał to motto na polu bitwy, nie znali angielskiego. I ich następcy jeszcze jakiś czas później, też nie mówili po angielsku... Kolejne zdumienie: ludzie tu swobodnie wchodzą, rozmawiają, oglądają,i podziwiają. Siadają gdzie kto chce i czują się swobodnie, a mimo to zachowują szacunek dla powagi miejsca. Nie widziałem, by ktokolwiek z obecnego przecież personelu, instruował, musztrował i zakazywał czegoś lub coś nakazywał, jak w jakimś, z przeproszeniem, Potsdamie, gdzie też niedawno byłem. Nieco zadumany i z lekka oszołomiony, opuściłem Painted Hall. Czas mijał, przepustka dobiegała końca, a ja wciąż nie dotarłem na Wzgórze GREENWICH, gdzie miałem zająć się odnalezieniem zerowego południka. Podobnie, jak dość gęsty, wielojęzyczny tłumek turystów z całego świata, którzy w znacznej części przybyli tu wyłącznie po to, by zrobić sobie na nim „pstryka”. I w dodatku telefonem. Drogi prowadzą tam dwie. Jedna, to szeroka i cienista asfaltowa aleja, druga zaś przez zieloną, trawiastą łąkę, niedawną arenę zmagań olimpijskich. Wybrałem wariant mieszany, obarczony jednak wspólną wadą: jak to zwykle na wzgórze, w obu przypadkach jest pod górkę. I nie chce być inaczej, a moja bateryjka raczej średnio to lubi. By zatem trochę odetchnąć, często oglądam się za siebie... Pozwala mi to z satysfakcją ocenić, że im dalej od Naval College, tym szczyt wzgórza i sukces coraz bliższy.. I meridian - też... Proszę nie marudzić, że to powtórka! Przecież jestem coraz wyżej i muszę odsapnąć! A ten głóg tak pięknie kwitnie...
Te cztery „kominy” - zapomniałem, co to takiego. Ale za nimi, jakby wielki biały namiot, to Millennium Dome, wybudowany dla uczczenia nowego tysiąclecia, znany także jako o2 Arena. Znajduje się w nim 30 różnych sal, z których największa, podobno może zmieścić 24 tysiące osób jednocześnie. Pewnie to imponujące, ale wątpię, czy chciałbym być wśród nich... Ufff!. Jak widać City i The Shard, to znaczy, że już chyba jestem „prawie” u szczytu. No tak, ale nie ma co za wcześnie cieszyć się, bo The Shard, najwyższy budynek w Europie widać nawet z kilkudziesięciu kilometrów, a stąd do niego zaledwie jakieś może 7-8??... Nie ma zmiłuj, trzeba pchać się jeszcze wyżej... I wreszcie u celu, mogę sobie odsapnąć i nie męczyć więcej mojej bateryjki. Królewskie Obserwatorium Astronomiczne, powstałe w drugiej połowie  XVII wieku z namaszczenia Karola II Stuarta, jak wszystko co stworzył on tu wcześniej i później, też miało wspomagać swoimi badaniami rozwój brytyjskiej marynarki, a za jej pośrednictwem i przy jej wsparciu, ekspansji kolonialnej wschodzącego Imperium. To tutaj Anglicy umownie podzieli świat na pół, na półkulę wschodnią i zachodnią, wyznaczając południk zerowy. Ta pani w kolorowych szmatkach stoi właśnie dokładnie po środku. A przynajmniej tak jej się wydaje. Bo mnie GPS aparatu z uporem mówi, że Angole pojechali chyba za bardzo na zachód i walnęli się chyba o 6 sekund? Co za cholera?? Muszę to obejść jeszcze raz i sprawdzić... Ustawiam się w długiej i różnojęzycznej kolejce z przewagą miauczenia, czekając na możliwość stanięcia na Meridianie. Wreszcie dochodzę, resetuję ustawienia i... znowu 6 sekund. Angole z życzliwym uśmiechem czekają aż skończę, ale jakiś różowo ryżawy i spocony grubas zaczyna coś farfluchcić w dźwięcznym języku Goethe’go, a kolejna para, wypycha mnie z meridiana. Wycofuję się z godnością... Widząc oczywistą szykanę, sympatyczny papà italiano z przemiłym bambino na rękach, wpuszcza mnie ponownie na meridian, choć zniecierpliwiony miaukot kolejki z tyłu wzmaga się. I znowu 6 sekund różnicy. Ludzie, myślę, o co ten hałas, toż to nie tu, lecz jakieś 100 metrów dalej, tam na łące...!?  Jednak rezygnuję z wyrażenia tej opinii, bo mogą mnie nie tylko znowu wypchnąć, ale jeszcze co gorszego zrobić...
Zbulwersowany swoim odkryciem przechodzę do przepięknego o tej porze i zacisznego ogrodu na tyłach Obserwatorium, żeby to sobie w spokoju i na ławeczce, choć bez mamrota, spokojnie przemyśleć. I wtedy przypomniałem sobie, że gdzieś o tym czytałem. Tak, chyba w wikipedii, ale poczytajcie sami, bo przecież nie będę wycinał i przeklejał: jeszcze coś pomylę i meridian w ogóle diabli wezmą...;) Ale było to mniej więcej tak: na złość Angolom zrobili Jankesi, pewnie w odwecie za to, że ci zmuszali ich kiedyś do płacenia podatków i kupowania od nich kiepskiej herbaty, której oni wcale nie chcieli i dlatego musieli ogłosić niepodległość, zamiast żyć sobie spokojnie i bez stressu, pod dobrotliwym panowaniem trochę zwariowanego króla Jerzego III: Nastrzelali sputników w Kosmos, profesory coś tam policzyły i wyszło im, że Ziemia to jakaś geoida, a nie kula, jak uczył już mistrz Kopernik, choć nie był profesorem, a tylko zwykłym księdzem. A jak to geoida, to trzeba meridiana machnąć o 100 metrów w stronę Ruskich, żeby czasem, jak już się w tym połapią, sami tu nie przyleźli, co by go czołgami przesuwać.  I GPS teraz wariuje zamiast pokazywać... Więc na cholerę im to było?? Narobili bałaganu, podatki nadal płacą, choć już nie królowi lecz Wujkowi Samowi, a herbatę mają jeszcze gorszą. Zaś ludziska z całego swiata i tak im nie wierzą, że meridian legł gdzieś tu na łące, zwyczajnie i po prostacku w trawie, zamiast dumnie prezentować się w The Royal Observatory GREENWICH?? No bo jeśli nie mam racji, to po co ta kolejka i przepychanki tam, na górze?? Trochę mnie to jednak zaniepokoiło, bo jeśli z dobrym, starym GMT - Greenwich Mean Time, Jankesi też coś pokombinowali żeby Ruskich skołować, to być może właśnie skończyła mi się przepustka i Pani Królowa z Dzieckiem robią już raban na Baker Street 221b albo w innym Scotland Yard’zie,  co by Sherlocki wszczęły poszukiwania mojej osoby...;) Niezwłocznie zatem udałem się wzdłuż Tamizy w stronę przystani tramwajów wodnych, by jak najszybciej wrócić którymś do Londynu. To trochę droższa zabawa niż kolejka DLR i przesiadka na ”tube”, ale za to widoki przednie. Widoczny z daleka The Shard upewniał mnie, że chyba jednak jeszcze nie pogubiłem się i ogólny kierunek mam dobry, mimo tej kołomyji z meridianem...
Właśnie jakiś podpłynął.... I już odpływam. Nie P_pol, nie to co myślisz: statkiem odpływam...;) Gdy już trochę na pokładzie ochłonąłem, okazało się, że z GMT jest chyba wszystko w porządku, a to tylko ja nie przestawiłem zegarka na pierwszą strefę obowiązującą w UK i miałem całą godzinę w zapasie... Szkoda, bo mogłem jeszcze skoczyć na mijane właśnie Canary Wharf... Ale trudno: w tej sytuacji wybierzemy się tam razem w kolejnej galerii. See you!...;)

najbliższe galerie:

 
Listopadowy Londyn (1)
1pix użytkownik achernar-51 odległość 0 km 1pix
Londyn Greenwich.  Dom Królowej.
1pix użytkownik strabsenfilm odległość 0 km 1pix
2 x Greenwich
1pix użytkownik strabsenfilm odległość 0 km 1pix
Londyn Greenwich.Muzeum Morskie.Obserwatorium Astronomiczne
1pix użytkownik strabsenfilm odległość 0 km 1pix
Londyn 4.00 PM czasu Greenwich
1pix użytkownik knfred odległość 1 km 1pix
LONDON - szklane klatki CANARY WHARF
1pix użytkownik przemyslaw odległość 3 km 1pix

komentarze do galerii (54):

 
przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.03.2017 22:56

Pewnie, że dobrze...;)

voyager747 użytkownik voyager747(wpisów:3416) dodano 17.03.2017 21:42

może dobrze, że ja coś napisałem :)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.03.2017 20:25

RoMi,
ja też nie mam bladego pojęcia jak to się stało, bo to już ze 3 lata temu było.
Ale ja Ci muwiem: z tem myridianem to jakaś ściema jest, bo on w zupełnie innem miejscu jest...;)

romana użytkownik romana(wpisów:5096) dodano 17.03.2017 20:00

Jak to się stało, że dopiero teraz trafiłam na tą galerię nie mam pojęcia, ale i tak fajnie było poczytać Twoje wywody i przygody z meridianem :)
Pozdrawiam :)

voyager747 użytkownik voyager747(wpisów:3416) dodano 17.03.2017 16:58

ja byłem krótko, nie dało się wszędzie dotrzeć

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.03.2017 16:57

Będąc w Londynie - naprawdę warto wybrać się do Greenwich

voyager747 użytkownik voyager747(wpisów:3416) dodano 17.03.2017 16:54

nie byłem tam

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.03.2017 16:28

A mnie powalił Painted Hall...;)

voyager747 użytkownik voyager747(wpisów:3416) dodano 17.03.2017 16:17

Cutty Sark zawsze mi się podobał

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 21.05.2014 18:59

Dispar,
musiałem mocno trzymać się krzesła i choć już upadek z niego mi nie grozi, (chyba), to nadal jestem w szoku.
Wprawdzie zdarzało Ci się doceniać moją (twórczość" w przeszłości, co zresztą zawsze było dla mnie źródłem dużej satysfakcji,
ale ocenę punktową wystawiłeś... po raz pierwszy...:))
Teraz raczej już nie upadnę z wrażenia, ale nie wiem, czy nie grozi mi pęknięcie z dumy, bo... "10"??
Muszę uczcić to zimnym, (bardzo zimnym, jak prysznic), piwem - dziękuję i Twoje zdrowie!

PS: a może to z okazji małego "jubileuszu": teraz zauważyłem, że to moja 50-ta galeria na OS... O Boże, jak to zleciało...:))

dispar użytkownik dispar(wpisów:5186) dodano 21.05.2014 16:50

Bardzo podobająca galeria, szczególnie jeżeli chodzi o ględzenie.
Obejrzałem w technicznie lepszej wersji. Może naszemu szefostwu też się spodoba?
Bardzo dobra robota.
Pozdrawiam serdecznie:)

bartekplk użytkownik bartekplk(wpisów:1908) dodano 20.05.2014 10:26

bardzo dobrze się czytało, pozdrawiam

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 19.05.2014 22:55

Cześć Patryk! Dziękuję, tak jakoś wyszło...;)

patryk80 użytkownik patryk80(wpisów:4643) dodano 19.05.2014 21:58

Gratuluję! Prawo serii jakieś, że znów na pudle? ;)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 19.05.2014 17:24

;)

harmony użytkownik harmony(wpisów:2533) dodano 19.05.2014 16:55

To daj kolejkę, sprawdzimy czy to ona tak działa czy góry ;)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 19.05.2014 16:50

Hmm, a może to kwestia tej kolejki linowej tylko? Bo jeśli tak, to widzę dla siebie pewne szanse, mimo, że Londyn jest płaski jak naleśnik...;))

harmony użytkownik harmony(wpisów:2533) dodano 19.05.2014 16:34

Przemku, bo góry górą! a Twój Londyn tylko ze względu na temat im ustępuje :)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 19.05.2014 10:21

Dziękuję!
Zwłaszcza, że w takiej konkurencji w której i tak nie miałem szans...;)

harmony użytkownik harmony(wpisów:2533) dodano 19.05.2014 10:07

Gratulacje dla galerii niezałapanej :) Pozdrawiam :)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 18.05.2014 21:47

Spory fart, nie często zdarza się. Dzień wcześniej, na Shard nie miałem tyle szczęścia
:)

strabsenfilm użytkownik strabsenfilm(wpisów:788) dodano 18.05.2014 21:28

Raz mi się udało - na London Eye - była zupełnie nielondyńska pogoda. Świeciło słońce, a widoczność była po horyzont:)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 18.05.2014 21:14

Cześć Zdzisławie!
Oglądałem wszystkie Twoje prezentacje z Greenwich i pomyślałem sobie, że faktycznie, do pogody, szczęścia, niestety, raczej nie miałeś. Ale w okresie, o którym wspominasz, o lepszą rzeczywiście trudno. Znam, bo czasem też wtedy tam bywam, i klnę w żywy kamień, bo nic lepszego nie da się zrobić. Z dźwiękiem rejestrowanym kamerą też racja.
Dziękuję, że zajrzałeś i pozdrawiam serdecznie!

strabsenfilm użytkownik strabsenfilm(wpisów:788) dodano 18.05.2014 20:58

Świetne , z poczuciem humoru (który jak widać i czuć nigdy Cię nie opuszcza) opisy, pod równie udanymi obrazami. Miałeś to szczęście, że było kolorowo, bo moje pobyty w Londynie zawsze mieszczą się między 20. 12 a 3.01. Na moim filmie widać, że trawniki dopiero układają po tej olimpijskiej hekatombie:) Na Greenwich i jednego dnia za mało, a ja byłem tam dwa razy po 3 godziny. Gdybym był na Twoim miejscu mógłbym zaprezentować Obieżyświatom brzmienie tych złoconych organów - tu widoczna byłaby przewaga kamery nad aparatem fotograficznym:)
Pozdrawiam:)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 18.05.2014 13:33

Irenko,
tak, to już właściwie nie tyle Londyn, co właśnie jakby początek Anglii.
Anglia, ta poza Londynem - "countryside", jest naprawdę warta tego, by poświęcić jej więcej czasu.
Dziękuję i pozdrawiam!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 18.05.2014 13:30

Marcin, dziękuję!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 18.05.2014 13:29

Cześć Gabciu!
Mamy chyba podobne podejście do "murów i szkła", więc nie zachęcam.
Ale jeśli już tam kiedyś trafisz, rzeczywiście: takie połacie zieleni też tam znajdziesz, a jak już są, to "proporcjonalnie" do wielkości miasta - dziesiątki i więcej hektarów w jednym kawałku z jeziorami włącznie. Greenwich nie jest wyjątkiem.
Dziękuję, że zajrzałaś i serdecznie pozdrawiam!

irena2005n użytkownik irena2005n(wpisów:2941) dodano 18.05.2014 10:30

piękny kawałek Anglii...i fajnie pokazany i opisany....przyjemnie się z Tobą spacerowało....pozdrawiam serdecznie....

marcin1980 użytkownik marcin1980(wpisów:1740) dodano 18.05.2014 10:22

świetnie oprowadzone, przyjemnie się spacerowało.

gabi użytkownik gabi(wpisów:2353) dodano 18.05.2014 08:28

Przemysław, bardzo ciekawie złamałeś obraz Londynu postrzeganego jako miasta nazwijmy to murem i szkłem stojącego. Takie połacie zieleni w środku miasta robią wrażenie. Fajna prezentacja,
pozdr.
Gabi

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 22:28

Beato-Zbychu,
dziękuję. Z tą pogodą w Londynie potrafi być bardzo różnie, czasem zmienia się w ciągu dnia nawet kilka razy.
Warto śledzić prognozy godzinowe, gorzej gdy "padnie" na kilka dni, a nawet tygodni, wtedy nic nie pomoże.
Ale z doświadczenia wiem, a Dziecko to potwierdza, że koniec marca / kwiecień, to dobry okres.
Wtedy jest tam też pełnia wiosny i feeria kwiecia.
Ja tego dnia miałem rzeczywiście sporo szczęścia!
Pozdrawiam!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 22:21

Terezo,
dziękuję za wizytę i pozdrawiam serdecznie!!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 22:20

Mariusz,
dziękuję. Miło to słyszeć właśnie od Ciebie,
bo Twoich tekstów też raczej się nie zapomina...;)
Pozdrowienia, ukłony dla Pani Rozmusiakowej!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 22:18

Cześć Woja!
Dzięki za wizytę. Też lubię wszystko, co zielone.
A Greenwich ma "zieloność" nie tylko w nazwie...;)
Pozdrawiam serdecznie!

beata-zbychu użytkownik beata-zbychu(wpisów:1002) dodano 17.05.2014 21:45

Witamy - Piękne zdjęcia i pogoda - my zawsze myśleliśmy iż tu jest mgliście i ponuro , dlatego tu jeszcze nie zawitaliśmy. Po Twoich zdjęciach widzimy iż tu warto byś i zwiedzać. Pozdrawiamy

rozmusiaki użytkownik rozmusiaki(wpisów:4066) dodano 17.05.2014 21:09

Masz Ty chłopie dar pisania ...
Oczywiście też fotografowania ...
Kolejna część Londynu została obnażona ...
I to jak !
Gratuluję i pozdrawiam :)

tereza użytkownik tereza(wpisów:3688) dodano 17.05.2014 19:15

Fajnie się czyta i ogląda.Komentarze są doskonałym
uzupełnieniem ciekawych zdjęć.Pozdrawiam:)

woja użytkownik woja(wpisów:505) dodano 17.05.2014 17:51

Ładna galeria, dużo zielonego, to lubię:-)
Dziękuję za szczegółowe informacje, w Greenwich nie byłem, a zamierzam to nadrobić:-)
Pozdrawiam

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 16:05

Marek,
też tak myślę
:-)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 16:04

Jarek,
też tak miałem. I choć moje zdanie o wielkich miasta, jakie jest, angielska countryside kazała mi przeprosić się z walorami krajobrazowymi Anglii.
Greenwich, to ledwie namiastka, ale wystarczająca, by chcieć tam jeszcze wrócić. Zresztą jak mówiłem: do Greenwich chciałem zawsze. I dobrowolnie...;)
Dziękuję, że zajrzałeś, pozdrawiam!

marekpic użytkownik marekpic(wpisów:629) dodano 17.05.2014 15:55

Ciekawie wygląda ten kontrast pomiędzy starym a nowym wręcz bym powiedział że pasują do siebie park i wnętrze kaplicy też są ciekawe przyjemny spacer:-)

jarek4441 użytkownik jarek4441(wpisów:182) - Użytkownik usunięty. dodano 17.05.2014 15:17

Od lat omijam Anglię tak jakby panowała tam dżuma. I tak sobie myślę oglądając Twoją galerię, dlaczego to robię? Chyba jednak czas zajrzeć do tego kraju. Pozdrawiam.

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 14:51

Paweł,
dziękuję, ze jesteś! Jeśli następnym razem, będąc w Londynie, wybierzesz sie tam, zarezerwuj sobie cały dzień, choć i tak pewnie będzie to mało.
O rzut beretem jest jeszcze Canary Wharf, Emirates Air Line, nie wspominając o Millenium Dome. A będąc tu warto jeszcze podjechać na Woolwich do tamy na Tamizie.
Ja mam to jeszcze przed sobą, ale Pani Królowa pewnie zechce jesienią do Londynu, więc jakoś odrobię...;)
Pozdrawiam serdecznie!

paweller75 użytkownik paweller75(wpisów:7001) dodano 17.05.2014 14:41

W trakcie dwóch moich pobytów w Londynie brakło czasu, żeby tutaj dotrzeć ..., trochę szkoda, ale może za trzecim razem, jak tam kiedyś pojadę, uda mi się na Greenwich zajrzeć:) Fajna prezentacja:)
Pozdrawiam:)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 14:32

Patryku:
rafa, co?? O Matko! - dyńka mnie rozboli od tego dziwoląga...;)
Ale fajnie, że podobało Ci się: myślę, że choć tam nic nie lata, to jednak jest to miejsce w sam raz dla Ciebie!
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 14:29

Harmony,
bardzo, bardzo dziękuję!
Trochę nasiedziałem się, więc taka recenzja jak Twoja, tym bardziej cieszy.
Rzeczywiście, Greenwich, to najbardziej kolorowe miejsce jakie do tej pory w Londynie widziałem i już wiem, że z chęcią będę tam wracać,
mimo, że z Tottenham Hale, gdzie mieszka Dziecko - kawal drogi.
Serdecznie pozdrawiam!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 14:24

Śnieżko,
dziękuję serdecznie. Myślę, że na Canary Wharf bardzo podobałyby Ci się galerie w podziemiach.
Postaram się coś pokazać, choć fotek mam mało, bo... ale o tym w następnej galerii.
Miłego dnia i bez deszczu!
(u mnie pada...)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 14:22

Achernar,
dziękuję. Do planetarium nie zdążyłem, Muzeum Morskie też muszę poprawić i jeszcze kilka innych miejsc.
Ale nic straconego: pamiętam i gdzie, jak gdzie, ale do Greenwich będę jeszcze wracać.
Pozdrawiam!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5451) dodano 17.05.2014 14:20

Andred,
dzięki za wizytę i bardzo miłe słowa. Fakt, trochę napracowałem się, na wenę też dość długo musiałem czekać, by to jakoś w miarę strawnie opisać.
Z tym przesunięcie może jest jak mówisz, a może to dlatego, że Ruskie granicę na Krymie popchnęli i wszystko się pojebusiało??...:
na poważnie, to on tam oczywiście i "prawie go znalazłem, tak jak piszą, około 100 metrów na E. Odczyt miałem 1 sekunda, ale o kilka metrów nie chodzi - jak ktoś coś wystrzeli, to i tak trafi...
Miłego dnia, pozdrawiam serdecznie!

patryk80 użytkownik patryk80(wpisów:4643) dodano 17.05.2014 13:58

Nieustająco dobrze opowiadasz. Kolejna część Londynu, której nie poznałem jeszcze na własne oczy. Fajna ta wielka rafandynka na 18

harmony użytkownik harmony(wpisów:2533) dodano 17.05.2014 13:52

Ale się naczytałam, ale fajnie opisałeś, więc to była przyjemność :) Bardzo ładna dzielnica Londynu, zielona, kolorowa i Muzeum Morskie ciekawe. Dobrze, że masz córkę w Londynie, dzięki temu mamy co oglądać:) Pozdrawiam :)

sniezka użytkownik sniezka(wpisów:3018) dodano 17.05.2014 13:13

Hej:)
Mam parę ulubionych fotek: 13-15, 28. Baardzo mi się podoba to zachmurzone niebo i wieżowce pod kolor. Super galeria.
Pozdrawiam:)

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:4310) dodano 17.05.2014 12:39

Też mi się podobała relacja. Warto dodać, że w Greenwich jest również ciekawe, nowoczesne planetarium, wizyt e w którym także polecam. Pozdrawiam.

andred użytkownik andred(wpisów:4320) dodano 17.05.2014 12:17

Świetny tekst,.......ale z tą kurzawką to jesteś złośliwy ;-)
Ciekawe dlaczego Twój GPS pokazywał różnicę 6 sek? Może dlatego, że po trzęsieniu ziemi w którym ucierpiała elektrownia atomowa w Fukushima oś ziemi przesunęła się o 25 cm, czy na skutek wybudowania Zapory Trzech Przełomów na rzece Jangcy zmienił się środek ciężkości Ziemi i oś się przesunęła? A może tak jak z kołem podbiegunowym w Finlandii.....jest to prawdziwe i to do celów komercyjnych, gdzie się zdjęcia robi.
Przemysław, widać, że pracujesz nad galeriami, są dopracowane, ciekawe i z przyjemnością się czyta i ogląda, a po skończeniu przeglądania Twojej galerii czuję się jakiś mądrzejszy :-DDD
Pozdrawiam,
andred

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!