m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Jest 14 lipca,to mój ostatni dzień na greckiej wyspie Rodos.  
Po zwiedzeniu Aten, wsiadłem na prom relacji Pireus - Rodos i po prawie dobie na statku znalazłem się w mieście Rodos. Wielokrotnie widziałem wielkie statki wycieczkowe i też zamarzył mi się taki cruising, więc we własnym zakresie zorganizowałem sobie taką wycieczkę (choć bilet nie jest tani - 59 Euro) Ośmiodniowy pobyt na wyspie Rodos traktowałem czysto wakacyjnie co oczywiście nie przeszkodziło mi w objechaniu całej wyspy. Nadszedł czas opuszczenia Grecji.
Ustawiłem się jako pierwszy w kolejce do wejścia na wodolot relacji Rodos - Marmaris (nigdy nie płynąłem z rowerem takim wynalazkiem i nie wiedziałem jakie są procedury transportu rowerów) Tu już powoli zbliżam się do wybrzeży Turcji. 
Dobrze,że w ogóle zabierają rowery bo motorów nie biorą. Wiosną na tej trasie pływał jeszcze normalny prom samochodowy ale już nie pływa. Wysiadam ze statku jako ostatni, ustawiam się w długiej kolejce do odprawy paszportowej, nagle ktoś  woła - kto tylko w jedną stronę? zgłaszam się,jestem prowadzony do osobnego okienka i załatwiony bez kolejki (przy okazji pytają się czy nie chcę kupić wizy - Turcja w tym roku przeszła na elektroniczny system wydawania wiz i kupiłem ją wcześniej - ale istniało prawdopodobieństwo,że będzie zamieszanie w tym temacie)
Po zapoznaniu się z miasteczkiem,plażami, wymianie pieniędzy i zrobieniu dużych zakupów w supermarkecie (jest środek ramazanu - tak w Turcji nazywany jest okres postu-ramadan) znajduję drogę wyjazdową i ruszam w góry. Marmaris to bardzo sympatyczny kurort wypoczynkowy z pięknymi widokami i jeśli komuś nie przeszkadza wszechobecna mowa rosyjska to jest godny polecenia. Pomimo ramadanu bary przy drogach są czynne,można napić się herbaty,zjeść gotowaną kukurydzę (no ale ciągle jestem w strefie turystycznej). Na razie jestem pełen obaw jak będzie przebiegała podróż przez Turcję (środek lata,środek ramadanu) choć z pewnych względów celowo wybrałem ten termin - chciałem sprawdzić funkcjonowanie organizmu w wysokich temperaturach na Wyżynie Anatolijskiej (1500-2000m n.p.m.) jak i dolinach, gdzie powinny być temperatury rzędu 40-46 stopni C.  Pierwsze dwa dni w Turcji to wgryzanie się w Góry Taurus i mozolna wspinaczka wyżej, coraz wyżej. W końcu góry się kończą i teraz jadę rozległymi kotlinami (choć wraz z każdą przejechaną kotliną wznoszę się coraz wyżej tak będzie aż do Konya)
Z wodą nie ma żadnych problemów,bardzo dużo źródeł ze smaczną,zimną górską wodą.Na tych terenach woda jeszcze jest bezpieczna dla Europejczyka. Na zdjęciu jezioro Salda w pobliżu Yesilova (są plaże,można się kąpać).
Wracając do wody to w niektórych wsiach do źródełka podłączona jest chłodziarka i jaki by nie był upał to woda zawsze będzie zimna. Pomimo, że temperatura utrzymuje się na poziomie 33-35 stopni to jest bardzo przyjemnie (wysokość robi swoje) Winorośla w Turcji wyglądają trochę inaczej niż w Europie,krzaki są bardziej rozłożyste (w tle stoki wzgórz poranione przez kopalnie marmuru) Jadąc z Burdur do Egirdir chciałem skrócić sobie drogę i skręciłem w bok w lokalną drogę - oznaczenia na głównych drogach są bardzo dobre - niestety nie dotyczy to dróg lokalnych (ten tuman kurzu na drodze przede mną to mój przewodnik) już w pierwszej wsi straciłem orientację gdzie jechać - podjechałem do baru (mimo ramadanu mężczyźni siedzą w barach tylko nic nie piją) zapytać się  o drogę - jeden z Turków wstał,podszedł do swojej furgonetki (z reklamy na samochodzie wynikało, że to sprzedawca płyt marmurowych)  -
 -i kazał jechać za sobą. Wyprowadził mnie ze wsi a nawet jeszcze dalej na rozstaje na których też mógłbym pomylić drogę. Później jeszcze parę razy musiałem pytać o drogę bo jadąc polną drogą dojeżdżałem do asfaltowych dwupasmówek, które okazywało się, że nie są jeszcze drogą na Egirdir (nie dysponowałem zbyt szczegółową mapą Turcji) Tu już jestem w Egirdir - bardzo urokliwe miasteczko położone nad pięknym jeziorem o tej samej nazwie. Jest to drugie co do wielkości słodkowodne jezioro w Turcji ( a czwarte w ogóle ) W centrum miasta znajduje się pochodząca z 1291 r medresa Dundarbeya (obecnie jest to miejski bazarek) Miasteczko ma bardzo dobrze rozwiniętą bazę turystyczna , w centrum jest sporo pensjonatów,kafejki internetowe,wypożyczalnie sprzętu.
Jeszcze 30 lat temu miasto nosiło nazwę Egridir, ale to oznacza po turecku krzywy i źle się kojarzyło więc zamieniono literki i już jest ok. Tak mi się tam spodobało (zwłaszcza plażunie) że zostałem na noc, miasto otoczone jest przez wielkie sady jabłkowe (jeszcze głęboko niedojrzałe)   w ogóle  tereny między Egirdir a Beysehir to wielkie zagłębie owocowe - jabłka,śliwki,wiśnie Jest niedziela 20 lipca, po poranku  spędzonym w Egirdir ruszę dalej bardzo widokową drogą wzdłuż jeziora (najpierw ostre wspinanko) Jeśli chodzi o ruch na tureckich drogach to niedziela istotnie różni się od pozostałych dni tygodnia. W ogóle to na prowincji ruch jest znikomy - Turcy nie posiadają zbyt wiele samochodów osobowych ( w Egirdir są osiedla bloków siedmiopiętrowych - przy takim bloku parkują 4-5 samochody)
samochody poruszające się po drogach najczęściej są dość nowe, wyjątek stanowi niedziela gdy pojawia się masa zabytków samochody te często się psują a jako,że teren jest górzysty to najczęściej psują się na podjazdach przez co stwarzają dość duże zagrożenie na drodze. Do tego Turcy nie są zbyt dobrymi kierowcami, np mają duże problemy z prawidłowym wjazdem na ronda a także często nie za bardzo wiedzą gdzie jadą (kilkukrotnie byłem pytany przez kierowców o drogę) Kolejnego dnia popołudniu dojechałem do kolejnego ładnego miasta położonego nad jeziorem - Beysehir Głównym zabytkiem miasta jest wielki meczet Esrefoglu z XIII w. (właściwie to jest to kompleks meczetowy składający się z samego meczetu,grobowca beja Sulejmana,który to nakazał budowę meczetu,karawanseraju i łaźni) unikatowość meczetu wynika z faktu,że wewnątrz znajdują się 42 bogato zdobione drewniane kolumny wspierające drewniany dach. Meczet można zwiedzać i robić zdjęcia wewnątrz gdy nie ma modlących się
robiłem trzy podejścia by dostać się do środka (specjalnie przenocowałem nieopodal miasta,żeby spróbować rano) niestety za każdym razem w meczecie modliła się spora grupa wiernych. Będę musiał tu wrócić zwłaszcza,że na tym placu na ścianach są wielkie tablice informujące o interesujących miejscach w okolicy - wynika z nich, że w okolicy przebiegała granica imperium hetyckiego i zachowały się zabytki z tego okresu Drugą wielką atrakcją miasta jest słodkowodne jezioro Beysehir(położone na wysokości 1123 m n.p.m.) i zachody Słońca nad nim. Brzeg jeziora jest ładnie zagospodarowany i bardzo popularny wśród mieszkańców miasta - wielki tłum zgromadził się aby podziwiać zachód przy okazji moja osoba bardzo rozbawiła jedną lokaleskę - siedziałem na ławce w oczekiwaniu na zachód Słońca, gdy podeszła do mnie młoda kobieta pomiędzy kolejnymi wybuchami śmiechu coś do mnie dużo mówiła po turecku wskazując na rower - oczywiście nic nie rozumiałem, do tego byłem zszokowany,że kobieta mnie zaczepia. A niech jej ten śmiech na zdrowie wyjdzie.  A może Beysehir to jakieś specyficzne miasto bo później jak w supermarkecie robiłem zakupy to pani przy kasie też do mnie zagadała tylko ta widząc przerażenie w moich oczach -
przeszła na biegły angielski - wypytała skąd jestem,co tu robię,czy mi się miasto podoba? Tu już widok na Konya, milionowe miasto będące bramą do wielkiej równiny. Samo miasto leży na wysokości 1016 m ale zanim do niego dojechałem to miałem dwa dość strome podjazdy (pierwszy na 1560 m, drugi na 1460 m ) Dzielnice otaczające starówkę robią bardzo pozytywne wrażenie - nie tylko nowe,szerokie drogi ale  nowe są też budynki stojące obok - szkoły,szpitale,budynki mieszkalne. Polityka jest taka, że to co stare jest burzone, rozbierane a na ich miejsce stawia się nowe budynki. Docieram do centrum miasta - dopiero tutaj, w pobliżu Mevlevi Tekkesi (XIIIwieczny zespół klasztorny derwiszów tańczacych zmieniony przez Ataturka w Muzeum Sztuki Islamu) oraz Selimiye Camii (XVI wieczny meczet) można poczuć atmosferę religijności jakiej można oczekiwać po jednym z najważniejszych miast dla świata islamu (tutaj znajdują się włosy z brody Mahometa)
Dramatycznie zawodzący głos muezzina rozbrzmiewa cały czas, wielu modlących się (ciągle trwa ramazan). 
Podjeżdżam pod muzeum,rozglądam się,gdzie by tu zaparkować,ktoś mnie woła do siebie To parkingowy który zbiera opłaty za parkowanie samochodów,pokazuje żebym zostawił rower obok niego (jak wróciłem nie chciał pieniędzy za pilnowanie -wcisnąłem mu 2 liry tyle kosztuje godzina parkowania).Wstęp do kompleksu muzealnego kosztuje 5 lirów - absolutnie warto zainwestować w bilet. Dziękuję.

najbliższe galerie:

 
Turcja cz. I - Antalya, Konya i Ihlara.
1pix użytkownik wmp57 odległość 2 km 1pix
Muyeum Mevlany+miejsce pielgrzymek
1pix użytkownik sunshine odległość 2 km 1pix
Konya
1pix użytkownik pesteczka123 odległość 4 km 1pix
Turcja - Kapadocja
1pix użytkownik anula85 odległość 5 km 1pix
Konya ruderalna,  Konya różana
1pix użytkownik doracz odległość 6 km 1pix
TURCJA ( 02 )   -  KONYA  -  Mauzoleum Mevlana
1pix użytkownik rozmusiaki odległość 6 km 1pix

komentarze do galerii (11):

 
magdar użytkownik magdar(wpisów:3155) dodano 11.01.2015 15:40

Ciekawa trasa.Pozdrawiam :)

iwonka55 użytkownik iwonka55(wpisów:411) dodano 08.11.2014 18:27

mnie się też wyprawa podobała i z przyjemnością obejrzałam.

woja użytkownik woja(wpisów:474) dodano 08.11.2014 16:23

Super dalszy ciąg wyprawy i kolejne piękne widoczki!
Pozdrawiam

klavertjevier użytkownik klavertjevier(wpisów:2371) dodano 08.11.2014 15:06

Artcze, śledzę Twoje ''wędrówki'' rowerowe i podziwiam Ciebie coraz bardziej za samozaparcie i dążenie do celu. Wiesz, wydaje mi się, że na rowerku, ma się jeszcze bliższy kontakt z tubylcami... Preferujesz fajną metodę zwiedzania! Pozdrawiam i życzę jeszcze wielu kilometrów na światowych drogach!
P.S. O innej nazwie ramadanu, ja też jeszcze nie słyszałam.

artcze użytkownik artcze(wpisów:175) dodano 08.11.2014 14:28

satan-to była długa podróż, jak widać rowerkiem też można kawałek świata zobaczyć,prawdę mówiąc to ja te zdjęcia pierwszy raz widzę na większym ekranie i mam dobrą zabawę opisując je. Pozdrawiam

artcze użytkownik artcze(wpisów:175) dodano 08.11.2014 14:06

achernar51 - myślę,że dobrze znać obydwa określenia na muzułmański święty miesiąc (zwłaszcza,że w najbliższych latach będzie to latem w szczycie wyjazdów turystycznych) a słowo ramazan używane jest nie tylko w Turcji ale i w Iranie,Pakistanie,Indiach a co za tym idzie wszędzie tam na świecie gdzie przedstawiciele tych narodów mieszkają. Pozdrawiam

artcze użytkownik artcze(wpisów:175) dodano 08.11.2014 14:02

batsheba : miło,że tak uważnie czytasz, zaraz doprecyzuję opis , pozdrawiam

batsheba użytkownik batsheba(wpisów:492) dodano 08.11.2014 13:28

Achernar-51 bardzo dziękuję.
Pozdrawiam ciepło :-).

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:4062) dodano 08.11.2014 12:44

Batsheba - słowo "ramazan" bywa także używane (choć rzadko), jako synonim "ramadanu". Najczęściej "Ramazan" występuje, jako imię - te informacje znalazłem w angielskiej Wiki. Myślę więc, że Artcze miał na myśli właśnie ramadan.

batsheba użytkownik batsheba(wpisów:492) dodano 08.11.2014 11:23

Ramazanu? Domyślam się, że zapewne byłeś tam, gdy trwał ramadan, ale skoro powtarzasz słowo <ramazan> kilka razy, to pewnie chodzi Ci o ramazan :-), a ja nie wiem w czym rzecz.

satan użytkownik satan(wpisów:2747) dodano 08.11.2014 10:01

Kurcze, a ja myślałem, że na Grecji się skończy...no nic, trzeba będzie czytać dalej! ;-)

Pozdrawiam.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!