m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Podróż naszą zaczniemy tu, gdzie ostatnio się zatrzymaliśmy. No dobra. Z tą Azją to trochę może przesadziłem.  Widząc jednak taki budyneczek - przyznacie - nie sposób nie mieć skojarzeń z Dalekim Wschodem.  Chałupkę tą widać już z daleka. Bije po oczach szczególnie jej pozłacany czubek. Pewnie fachowo on się jakoś nazywa, ale nie powiem jak, bo nie wiem. Wiem za to, że budynek ten nazywany jest stupą, i  dla wyznawców buddyzmu ma znaczenie szczególne. Siedzą w niej godzinami i medytują. Gdyby tylko nie musieli chodzić do roboty, zapewne siedzieli by w takiej stupie tak długo, aż doznali by oświecenia. A człowiek oświecony, do roboty przecież chodzić nie musi. Dlatego próbują.  Nas po wizycie w stupie nie oświeciło. Zakołowało się w głowie za to bardzo. Stężenie kadzidła w tej stupie było takie, że nie byliśmy w stanie medytować. W środku stupy nawet fajnie. Gdzieś wyczytałem, że choć wnętrza stup za każdym razem wyglądają inaczej, to wszystkie posiadają skarbce wypełnione po brzegi. Niestety czym one są wypełnione nie napiszę. Nie odważyłem się dotknąć takiego skarbca, bo budda patrzył na gości bardzo przenikliwym wzrokiem. W stupie żadnego krzesełka, żadnej ławeczki. Czemu? Bo w stupie tak ma być! Przestrzennie. Skromnie. Kolorowo. Przyjemny chłodzik. I medytować! Na stojąco. A jak opium przeniknie ciało i umysł, to na leżąco. Jak Nepalczycy. Zostało ich w stupie paru. Sprawiali wrażenie jakby za chwilę mieli zemdleć. A może już pomdleli? Widocznie, żeby się oświecić trzeba się poddusić…
Wyszliśmy. Z takich bardziej encyklopedycznych informacji to powiem Wam tyle, że benalmadeńska stupa mierzy 33 metry wysokości i w całej Europie podobno wyższej się nie zobaczy. Odurzeni zapachem idziemy 100 metrów dalej. A może to był kilometr? Po tej inhalacji nie jestem już pewien niczego. Stoi kolejna całkiem fajna chatka. Z zewnątrz mnóstwo bajerów. Zdobienia, złocenia, smoki. Wdepnąć wypada. Takie wdepnięcie urywa z budżetu rodzinnego kilkadziesiąt eurasków. Plus jest taki, że niczym tam nie palą. Minus - jest 40 stopni ciepła i 100 procent wilgotności. Jesteśmy w dżungli. Pośród tropikalnej roślinności wytyczone są wygodne ścieżki. Pojedyncze. Podwójne. Jedne kręte, inne proste.
Spacerując nimi można poznać, dotknąć i podziwiać florę jaką spotka się tylko w kwiaciarni. W tle leci muzyczka z odgłosem strumyka. Jest więc sielsko. Drepcząc leniwie po meandrującej dróżce, przy odrobinie szczęścia, uda się wypatrzeć nawet tak tęczowo ubarwione ptaszki. To rodzinka amadyńców (Erythrura gouldiae). Są na czerwonej liście jako zagrożony gatunek. Pewnie dlatego, że każda motylarnia chciała je mieć u siebie...  Powiem Wam, jako ciekawostkę, że w motylarni tej biega w gęstwinie liści nawet kangur! Wiem, teraz pomyślicie, że za długo siedziałem w stupie. Ale on biega (w sumie to skacze) naprawdę. Choć przyznam szczerze, że jak go zobaczyłem to najpierw pomyślałem, że to królik, potem, że faktycznie za długo siedziałem w stupie…  Jednak punktem przewodnim Mariposario de Benalmadena są motyle.  Hodują ich tu z tysiąc odmian.  Niektóre małe takie, że można je połknąć i nawet nie zauważyć, inne zaś gigantyczne. Sprawiają wrażenie, że co wątlejszą osobę mogłyby porwać i pożreć.
O kształtach różnych są te motyle. Fikuśnych mniej, fikuśnych bardziej. Latają nad głową. Siadają na głowie. Musicie mi uwierzyć na słowo, że  wszystkie niesamowicie kolorowe. Sprytne jednak takie, że ustrzelić im fotkę, to nie lada wyzwanie. W jako takiej jakości udawało mi się tylko uchwycić tego oto osobnika. To Idea leuconoe. Bardziej po polsku - rusałka. Był nieco mniej ruchliwy od reszty, dlatego dostąpił zaszczytu by się Wam przedstawić. Czas wyjść z dżungli. Zastanawiamy się, czy coś w najbliższej okolicy może nas jeszcze zaskoczyć? Okazuje się, że tak. Na horyzoncie majaczy kolejna ciekawa budowla. Z daleka wygląda jak zamek królewny z disnejowskich bajek albo alpejski Neuschwanstein. Podchodzimy bliżej. Po dawce kadzideł i spiekocie tropików mózg płata figle. To nie zamek królowej, to statek!
W sumie to nie wiadomo czy to statek czy zamek. Pewien tubylec o imieniu Esteban poczuł w sobie moc Gaudiego. W siedem lat tu stuknął, tam puknął i wyszło mu dzieło całkiem miłe dla oka. Żeby nikt go nie posądził, że zwariował do reszty i wydał całe zaoszczędzone pieniądze na głupotę, wymyślił chłop tak: „Miejsce to stanowić będzie pomnik w hołdzie Krzysztofowi Kolumbowi za trudy odkrywania Nowego Świata”. Nazwał je Castillo de Colomares i od końcówki lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kasuje turystów po kilkanaście euro za możliwość zachwytu nad swoją twórczością i zrobienie tu zdjęć. A tym, którzy wtedy uznawali go za wariata żółć się wylewa, bo konto budowniczego regularnie zasilają wpływy z wizyt podróżników… Zejdziemy w dół. Już do samej Benalmadeny. Natrafimy tam na jeszcze jedno architektoniczne cacko.
Leży przy głównej promenadzie. Nie dziwi zatem, że odwiedzających tam w bród. Nazywa się Castillo de Bil-Bil. Dziwnie troszkę. Zbudowano go całkiem niedawno. W 1927 roku. W arabskim stylu. Czerwony, zewnętrzny tynk. Do tego ozdobne płytki i gdzieniegdzie rzeźby. Wszystko uzupełniają zewnętrzne miniogródki i fontanny . Oczywiście, gdy robiłem zdjęcia, żadna fontanna akurat nie tryskała, bo przecież za pięknie by było… Kiedyś zameczek miał właścicieli prywatnych, ale od lat osiemdziesiątych należy do miasta, kiedy to przechwycili go urzędnicy i uczynili w Bil-Bilu centrum kulturalne.
Odbywają się tutaj koncerty. Czasami trafi się na jakąś wystawę. Urzędnicy zgadzają się nawet na to, by w El Castillo wziąć ślub. Myślę, że gdyby dobrze z nimi zagadać zezwolili by i na weselisko… Zameczek przyjemnie wygląda za dnia. Jeszcze przyjemniej wygląda zaś wieczorem albo nocą. Wszystko dzięki subtelnie  oświetlonej fasadzie. Światełka, lampki i halogeny niewątpliwie dodają budowli uroku.
Oblataliśmy go więc z każdej strony i muszę przyznać, że z każdej jednakowo mi się spodobał. Fontanny wieczorem niestety też nie działały. To znaczy zaczęły działać, gdy byliśmy już z trzysta metrów od zameczku. Wróciłem. Biegiem. Nie zdążyłem. Koleś w turbanie spojrzał z politowaniem.
Ech tam. Koniec dnia się zbliża. Koniec też tej wycieczki.  Jeśli macie ochotę pokręcić się ze mną trochę po okolicy, to zapraszam do następnej galerii. C U soooon!!!  PODRÓŻNINKA

najbliższe galerie:

 
Costa de Sol - Benalmadena 2
1pix użytkownik wielkopolanka odległość 1 km 1pix
Costa de Sol - Benalmadena
1pix użytkownik wielkopolanka odległość 3 km 1pix
BENALMADENA PARK MIEJSKI
1pix użytkownik wania odległość 3 km 1pix
Benalmadena - Castillo de Colomares
1pix użytkownik hiszpanka odległość 3 km 1pix
Costa del Sol
1pix użytkownik zielas odległość 4 km 1pix
 Hiszpania BENALMADENA 12.2009
1pix użytkownik kasica odległość 5 km 1pix

komentarze do galerii (12):

 
podrozninka użytkownik podrozninka(wpisów:859) dodano 26.01.2015 12:34

Na miejsce wpływu nie miałem. Ale jeśli galeria Ci się spodobała, to mnie cieszy. Jeśli jest chociaż kilka osób, które mnie oglądają i czytają, to myślę, że warto je tu pokazywać. Dzięki za wizytę :)

irena2005n użytkownik irena2005n(wpisów:2915) dodano 26.01.2015 11:29

super...i miejsce i galeria bardzo mi się spodobała...pozdrawiam serdecznie...

podrozninka użytkownik podrozninka(wpisów:859) dodano 24.01.2015 10:08

klavertjevier - dzięki, że chciało Ci się zajrzeć i poczytać co plotę. Pozdrawiam

klavertjevier użytkownik klavertjevier(wpisów:2377) dodano 23.01.2015 16:30

Podrozninka, potrafisz nawijać.
Odkryłeś same perełki, a ten w stylu arabskim, niczym z baśni 1001 nocy...
Pozdrawiam.

podrozninka użytkownik podrozninka(wpisów:859) dodano 23.01.2015 15:03

marcin1980 - tylko wydane euro przypomina, że nie jesteśmy w Azji :)
tereza - miło. Dzięki za odwiedziny. Udanego czwartkowego popołudnia.

tereza użytkownik tereza(wpisów:3562) dodano 23.01.2015 14:26

Stupa bardzo ciekawa,zameczki również.
Sympatyczna galeria.Pozdrawiam:)

marcin1980 użytkownik marcin1980(wpisów:1665) dodano 23.01.2015 14:05

można się poczuć jak nie w Hiszpani.

podrozninka użytkownik podrozninka(wpisów:859) dodano 22.01.2015 21:25

lucy56 - To super. Zapraszam. Pozdrawiam.
paweller75 - ale niemiły dla kieszeni :)
rozmusiaki - a wiesz, że postałem chwilę za winklem. Aż ma druga połowa stwierdziła, że zachowuję się jak psychopata. Pokapowałem się o co jej chodzi, gdy zobaczyłem, że owym winklem była rzeźba pewnego pana stojąca tuż obok tego zameczku. Problem w tym, że przedstawiała pana w całości. Bez cenzury. Pewnie z jej perspektywy wyglądało dziwnie, gdy się tak kręcę wkoło rzeźby pana z dużym winklem :)...
afrodyta - to miło, że Ci się podobało. Dzięki Wam za odwiedziny!

afrodyta użytkownik afrodyta(wpisów:3715) dodano 22.01.2015 20:58

Bardzo ciekawa, pięknie kolorowa galeria. Fajna narracja (z poczuciem humoru). Zdjęcia 22-27 odjazdowe. PODOBA MI SIĘ!
Pozdrawiam.

rozmusiaki użytkownik rozmusiaki(wpisów:3916) dodano 22.01.2015 20:28

Bardzo przyjemna dla oka galeria :)
Mogłeś jeszcze raz odejść na 300 metrów czytaj udawać,że odszedłeś i może by się udało fontannę złapać hehe :DDD
Pozdrawiam.

paweller75 użytkownik paweller75(wpisów:6871) dodano 22.01.2015 18:30

Ten zamek z disnejowskich bajek faktycznie całkiem miły dla oka ..., pozdrawiam:)

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:2119) dodano 22.01.2015 17:45

Ja to nawet z dużą przyjemnością pokręcę się...bardzo podobają mi się Twoje galerie ,są takie kolorowe i z dobrym humorkiem, opisy też ciekawe. Krótkie,na temat i zachęcające.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!