m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (49):

 
Do azerskiej stolicy część grupy dotarła samolotem (Warszawa-Budapeszt, Budapeszt-Baku), a część drogą lądową samochodem przez Turcję i Gruzję (zajęło im to ponad 3 dni, ale jakoś nasze bagaże i prowiant na kolejne 3 tygodnie musiały się przedostać do Azerbejdżanu ;). Stare miasto w Baku robi wrażenie. Już na samym wstępie warto zaznaczyć, że do ścisłego 'starego centrum' nie można wjechać autem bez dodatkowych, wysokich opłat- stare miasto otoczone jest częściowo murem, natomiast na  fragmentach gdzie ten się nie zachował, poustawiane są budki ze szlabanami (także bez uiszczenia stosownej opłaty auto trzeba zostawić gdzie indziej). Stara część Baku pełna jest świetnie zachowanych, przepięknych starych budynków z drewnianymi balkonami. Pomimo suchego klimatu, sporo jest też zieleni. To co od razu rzuca się w oczy spostrzegawczemu obserwatorowi, to kolor samochodów- wszystkie (poza bardzo nielicznymi wyjątkami) są białe (co oczywiście ma związek z panującymi w Baku temperaturami, natomiast taka ilość białych aut na ulicach wygląda dosyć ciekawie ;) Wietrzenie dywanów :p Jedno z głównych rond prowadzących do nadmorskiej promenady. W Baku na każdym kroku możemy spotkać ustawione w miejscach publicznych azerskie flagi. W stolicy nie rzuca się w oczy tak mocno podział na biednych i bogatych- zawężając swój pobyt w Azerbejdżanie do samego tylko Baku można pokusić się o stwierdzenie, że jest to kraj bardzo bogaty, w którym przeciętny  Kowalski jeździ Toyotą Land Cruiserem w wersji lux (nic bardziej mylnego oczywiście- wystarczy tylko wyjechać z miasta...) Główna ulica handlowa w Baku.
Niektórych z kamienic znajdujących się przy nadmorskiej promenadzie nie powstydziłyby się zachodnioeuropejskie stolice... Od razu przepraszam za jakość zdjęcia, ale bardzo zależało mi na pokazaniu Wam tego co przedstawia. Wieczorem na trzech nowoczesnych biurowcach zaczyna się wyświetlać mini spektakl. Na początku widzimy 3 męskie postaci (machające azerskimi flagami), które później zmieniają się w samo czerwone tło z białym księżycem i gwiazdą, żeby finalnie całe wieżowce pokryły się azerską flagą. Całość trwa około minuty i wyświetlane jest co kilka minut. Jest to z całą pewnością coś co robi wrażenie (nawet na samych azerach)- i wiadomo na co przeznaczane są azerskie podatki ;) Nasz zielony busik na tle bakijskich kamienic. Niestety nie wiem co to za budowla, natomiast prezentowała się pięknie! To co widać na pierwszym planie, to park stworzony z kilku tarasów z wieloma fontannami. Trzeba przyznać, że Azerowie mają rozmach ;)! Detale... Nadmorska promenada to chyba ulubione miejsce spotkań mieszkańcó Baku- zarówno młodych jak i tych starszych.
... Ojciec Narodu- w całym Azerbejdżanie spotkać można billboardy upamiętniające prezydenta Hejdara Alijewa piastującego urząd głowy państwa od 1993 do 2003 roku, (kiedy zmarł). Jest to postać ciesząca się w Azerbejdżanie niesłabnącą popularnością. Obecnie urząd piastuje jego syn- Ihlan Alijew. Baku po zmroku. Bakijskie przedmieścia- powoli widać jaką PUSTYNIĄ otoczona jest stolica Azerbejdżanu! Pojawia się też... bieda. Pierwsze domostwa zbudowane z blachy i rozwalone samochody. Po raz pierwszy też mamy do czynienia z azerską gościnnością- ten przesympatyczny młody Azer wyniósł nam na pobocze, gdzie odpoczywaliśmy w cieniu, herbatę, cukierki i arbuza. Oczywiście zupełnie za darmo :)! Jeśli ktoś jest głodny, zawsze może pokusić się o kukurydzę na gorąco- w Azerbejdżanie całkiem sporo jest takich przydrożnych 'restauracji in the middle of nowhere' :p Aha- zwróćcie uwagę na strój tego Azera. Trzeba to oddać azerskim mężczyznom, że wyglądają zawsze bardzo schludnie i człowiek ma do nich od razu spore zaufanie- wszyscy bez wyjątku noszą białe koszule i ciemne garniturowe (zazwyczaj) spodnie. Taki niemalże galowy strój wygląda trochę kuriozalnie gdzieś na szutrowym poboczu, ale lepsze to, niż gruzińskie niechlujstwo jakie poznaliśmy później.
Azerskie surowe przestrzenie. Już zmierzcha, a my dalej nie mamy noclegu.... (finalnie udało się- trzech 'pasterzy' odstąpiło nam swoją chatę, w której na łóżku przykrytym kilkunastoma pierzynami rozłożyły się dziewczyny, starszyzna natomiast rozbiła namioty na tyłach domostwa. Nasi gospodarze, którzy notabene wlali w siebie przy kolacji parę litrów wódki, wstali  raniutko, jeszcze przed wschodem słońca- można? można. jak to się mówi- bo pić to trzeba umić ;) Ktoś reflektuje na prawdziwą herbatę z samowaru? Azerskie pejzaże. ... To chyba jakiś tutejszy zabytek :p
Średni wiek samochodów na azerskiej prowincji przekracza grubo 30 lat... Chyba stanowiliśmy dla tych młodych azerów taką samą sensację jaką oni dla nas ;) A na końcu tego mostu już Gruzja! Pierwsza większa miejscowość na gruzińskiej ziemi- Lagodekhi. A co pierwsze rzuca się w oczy po przekroczeniu azersko-gruzińskiej granicy? Brud i niechlujstwo. Gruzińskie wioski w porównaniu z tymi azerskimi wyglądają jakby za chwilę miały się rozpaść (to nie znaczy, że azerska prowincja jest bogata- azerowie co do zasady są bardzo biedni, natomiast znacznie lepiej potrafią zadbać o swoje obejście...) Kolejka na gruzińską stację benzynową... Przydrożne stragany- handlować można w końcu wszystkim (i tak najbardziej dochodowym interesem zdawały się być arbuzy i melony :p)
Nierzadko stanowiliśmy nie lada zagwozdkę dla okolicznej ludności. ... Jeden z topowych gruzińskich pojazdów używany w całym kraju, a w szczególności tam, gdzie nagle.... znika asfalt :p! To, co trzeba jednak oddać gruzinom, to dobre wychowanie, bo wszędzie poustawiane są tablice przepraszające za 'inconvenience' gruzińskich dróg... A kiedy asfalt zwinęli trzeba radzić sobie inaczej- wszak całodniowa jazda po szutrze z kamieniami wielkości pięści jest wątpliwą przyjemnością. Łapiemy stopa! Jeden z gruzińskich Hoteli... W drodze do Stepancmindy... Na gruzińskich drogach jeśli już trafimy na asfalt, to i tak nie dane nam będzie korzystanie z niego. Dlaczego? Z prozaicznej przyczyny- asfalt jest ulubionym miejscem odpoczynku gruzińskiego bydła...
Kazbegi! I jak pięknie widać Cmindę Samebę. Dla takich widoków warto było się powoli wtaczać na rowerze ;)!!! Do klasztoru wjeżdżamy (z uwagi na dość późną już porę) marszrutką z napędem 4x4. Do tej pory jestem w szoku, co kierowca tego pojazdu był w stanie z nim wyprawiać (biorąc pod uwagę ilość, wielkość i głębokość dziur po których jechaliśmy). Wielkie wow! Nareszcie... po prawie 30 min nieustannej trzęsawki w samochodzie zaraz będzie można zaczerpnąć świeżego powietrza! Cminda Sameba. A to już kolejny dzień i powrót te samą trasą ze Stepancmindy- wszakże musimy dziś dotrzeć do Tibilisi... Tibilisi. Pierwsze wrażenie? Spory zawód (szczególnie porównując je do Baku).
Wszędzie rozpadające się budynki, wszystko zaniedbane i brudne- i tu już centrum miasta, czy jego obrzeża nie maja znaczenia. Pan malarz natomiast swoim zawadiackim uśmiechem dużo wynagradzał. Gdybym była reżyserem filmowym, bez zastanowienia osadziłabym go w jakiejś diabelskiej roli- szpiczasta bródka i ten błysk w oku- diabeł jak się patrzy ;) ... Z Tibilisi ruszyliśmy w stronę Gori, czyli miejsca narodzin Józefa Stalina. W Gori znajduje się obecnie jego muzeum (nie warte odwiedzin) cieszące się sporą popularnością wśród Gruzinów. Gruzińskie pejzaże. Nasz busik wtaczający się na niewdzięczna (dla zawieszenia auta oczywiście) gruzińskie płaskowyże. Gdzieś 150 km przed nami czeka osławione Batumi (celowo pominięte przeze mnie w tej galerii, jako że nie ma tam absolutnie NIC wartego uwagi. W dodatku tego typu turystyczne nadmorskie miejscowości wywołują u mnie alergię...)
A na koniec gruzińskie auto. Azerskie samochody były stare, nawet bardzo, natomiast zawsze w jednym kawałku. W Gruzji natomiast wynalazki tego typu (a bywały znacznie lepsze- musicie mi uwierzyć!) nie są absolutnie niczym niezwykłym, a ich właściciele dumnie prezentują swoje cacka. Jak to się mówi: Co kraj to obyczaj... 

Dziękuję :)

najbliższe galerie:

 
Górski Karabach
1pix użytkownik wieszczu odległość 107 km 1pix
Waszlowani
1pix użytkownik dispar odległość 143 km 1pix
Armenia - Stary Chandzoresk czyli ormiańska Kapadocja
1pix użytkownik wasaga odległość 149 km 1pix
Armenia - Wzdłuż doliny rzeki Worotan
1pix użytkownik wasaga odległość 169 km 1pix
Armenia - w monastyrze Tatew
1pix użytkownik wasaga odległość 170 km 1pix
Armenia: trekking Tatew-Harżis na południu kraju
1pix użytkownik cavalcanti odległość 171 km 1pix

komentarze do galerii (10):

 
lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:2260) dodano 25.09.2015 20:44

Wyprawa rowerowa-pelen szacun.Interesujacy kierunek.Pozdrawiam.

bartekplk użytkownik bartekplk(wpisów:1908) dodano 25.09.2015 14:14

No nie, wiza- to antycypowana zgodą danego Państwa na wjazd na jego terytorium, nie masz obowiazku wizowego mozesz w teorii jechac w ciemno, masz obowiązek wizowy- czasami musisz załatwiac milion dokumentów i do ambasady jezdzić i często dużo pieniędzy wydać,
Oczywiście są wizy i wizy, jak wiza do Turcji sprowadzajaca się do zapłacenia kasy 20 usd, czy wiza chociażby do Azerbejdzanu, której uzyskanie łaczy się z większym zangażowaniem, albo większą kasą na pośrednika wizowego

a karta imigracyjna- to jest dośc powszechne zjawisko na prawie kazdej granicy.
Wiadomo, ze my w Europie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni do dobrodziejstw Schengen itd, ale w zasadzie gdziekolwiek poza Europą wypełniasz te świstki, wypełniasz je takze jak jedziesz do Europy a nie jesteś obywatelem strefy Schengen- sam widziałem Chińczyków i Arabów wypisujacych kwitki przy przylocie do Londynu

Do Maroka, do którego się wybierasz, wizy nie potzreba, ale z tego co pamiętam kwitek tzreba było też wypisywać.

Przekładając to na przykład Azerbejdzan, Ukraina, to
żeby jechać do Azerbejdzanu- musisz poswiecić kilka tygodni i sporo zachodu i srodków pieniężnych na jej uzyskanie
na Ukraine jedziesz i co najwyzej musisz kartę informacyjną wypisać

A co do trzepania celników na granicy POl-Ukr- to masz chyba na myśli naszych celników, co jest konsekwencia istniejacego tam mrowiska


Oczywiście do Azerbejdzanu bym się chętnie wybrał i kiedys się wybiorę, ale fakt iż na ten moment jest to trochę upierdliwe

Jeszcze raz pozdrawiam

valt69 użytkownik valt69(wpisów:278) dodano 25.09.2015 13:09

Klimatyczne, ładnie złapany dom na zdj. 45. Te strony są w moich mglistych planach na przyszłość, a Twoja galeria mnie w tym utwierdza.

catcherintherye użytkownik catcherintherye(wpisów:6) dodano 25.09.2015 12:50

Satan
My mamy Maroko w planach na przyszłe wakacje ;)
Jeśli chodzi o eskapady rowerowe na które jeżdżę to pozwolę sobie na odesłanie do naszej stronki internetowej http://sokolik-btw.blogspot.fr/ (która może nie należy do najbardziej dopracowanych wizualnie i merytorycznie, ale zawsze pozwala mieć jakiś ogólny wzgląd na to co robimy ;) Jesteśmy grupą rowerową z Wrocławia, która powstała niejako na kanwie 'kółka rowerowego' jednego z wrocławskich liceów. Ja pedałuję z Sokolikami już prawie 10 lat (zaczęłam w 2007 roku) i teraz NIE wyobrażam sobie wakacji bez wyjazdu na dwóch kółkach gdzieś bliżej lub dalej ;)
Na stronie internetowej raczej nie ma zdjęć (duże niedociągnięcie naszego 'opiekuna' :/) ale profil na fb ma się całkiem ok i tam można pooglądać migawki z paru poprzednich wyjazdów :) https://www.facebook.com/sokolik.bike?fref=ts

catcherintherye użytkownik catcherintherye(wpisów:6) dodano 25.09.2015 12:41

bartekplk
Absolutnie nie chodziło mi o Białoruś! To prawda, że nie potrzebujemy jako takiej wizy do wjazdu na Ukrainę, natomiast polemizowałabym czy świstek jaki trzeba wypełnić przed wjazdem tam nie podpada pod kategorie "wizowe". Coś gdzie musisz podać swoje dane, cel podróży, rodzaj transportu i całą masę innych informacji dla mnie jak najbardziej pełni funkcję wizy, no ale jak mówiłam tu już się zaczyna polemika.

andrew430
Na Armenię niestety nie starczyło nam czasu (a bardzo żałuję!), natomiast jeśli chodzi o Gruzję, to odniosłeś troszkę mylne wrażenie dotyczące moich odczuć stamtąd! Mnie się Gruzja jak najbardziej podobała!!! (oprócz pasa nadmorskiego) Majestatyczny i dziki Kaukaz, urocze wioski i gruzińska gościnność (kto miał sposobność doświadczyć, ten wie ;)- jestem jak najbardziej na TAK. Chciałam tylko zwrócić uwagę na to jak bardzo różni się Gruzja od Azerbejdżanu (bo ja na przykład nie zdawałam sobie z tego sprawy...) A pięknych galerii z Gruzji na OŚ jest tyle, że pozwoliłam sobie ten kraj potraktować trochę po macoszemu w moich wspomnieniach ;)

andrew430 użytkownik andrew430(wpisów:256) dodano 25.09.2015 11:36

Azerbejdżan wart jest odwiedzin (nie byłem, może kiedyś). Gruzja i Armenia też ma swój klimat, może masz zbyt krytyczne spojrzenie, mnie się tam podobało
pozdrawiam i szacun za... wyprawę rowerem

bartekplk użytkownik bartekplk(wpisów:1908) dodano 25.09.2015 11:00

Pierwsze słyszę, żeby na Ukrainę wizą była potrzebna. Byłem kilka razy i nigdy takowej nie miałem. Chyba że miałaś na uwadze Białoruś. Gdzie równie mało podróznych przez politykę turystyczną Baćki.
Oczywiscie wiza nie jest problemem, gdy chcesz gdzies koniecznie jechać- ale tak jak pisałem, gdy w zasadzie chesz gdzieś jechać, a masz do wyboru 10 ciekawych kierunków, to przeszkody biurokratyczne jednak sa spora przeszkodą.

catcherintherye użytkownik catcherintherye(wpisów:6) dodano 25.09.2015 10:45

bartekplk- dziękuję za konstruktywne uwagi :) Mi Azerbejdżan, jeszcze przed wyjazdem tam, zawsze wydawał się krajem bardzo ciekawym i choć może nie tak malowniczym jak Gruzja czy Macedonia, to i tak uważam, że warto się tam udać- choćby dla samego Baku.

-Jeśli chodzi o związek pomiędzy słabą popularnością Azerbejdżanu, a trudnościami związanymi z samym dostaniem się tam (wizy etc.), to pozwolę się z Tobą nie zgodzić- jasne, że jest to mało przyjemne, a wręcz męczące, natomiast jest cała masa innych krajów jak choćby Uzbekistan i Tadżykistan (z których na portalu pojawia się coraz więcej galerii), które również objęte są obowiązkiem wizowym, a możliwość wyjazdu wydaje mi się znacznie gorsza niż do Azerbejdżanu ;) Żeby wjechać na Ukrainę też potrzebujesz wizy, a celnicy "trzepią" tam w znacznie mniej przyjemny sposób niż Azerowie...

-Co do Tibilisi- czego zapomniałam dodać w opisach pod zdjęciami- mnie to miasto z początku bardzo odrzucało, natomiast w miarę upływu czasu jaki tam spędziłam (a raczej godzin, bo były to jedynie 3 doby) dałam się porwać jego urokowi. Niemniej jednak w starciu Baku- Tibilisi dla mnie zwycięzcą pozostaje to pierwsze, ze względu na wyczuwalny na każdym kroku, acz nienachalny orientalny klimat.

-Co do Batumi- przekonać się nie dam, widziałam już wiele miejsc bardzo urokliwych, na których ząb czasu odcisnął swoje piętno, natomiast zestawienie brudnych, rozpadających się bloków z na poły nowoczesnymi, paskudnymi hotelowymi molochami mnie osobiście odrzuca. Dla mnie Batumi to zwykły kurort, który w dodatku czasy świetności dawno ma już za sobą- ale jak sam przyznałeś, wszystko jest kwestią nastawienia :)

Pozdrawiam.

satan użytkownik satan(wpisów:2852) dodano 25.09.2015 10:27

Część.

Fajna sprawa, po pierwsze rower...też jeżdżę ;-) Po drugie Azerbejdżan! Rzeczywiście mało tego kraju na OŚ. Ja sam myślałem o wizycie ew Azerbejdżanie, bo wydawał mi się "dziki" i nieodkryty w stosunku do Armenii i Gruzji. Niestety...odstraszyły mnie upiorne procedury wizowe...i pojechałem do...Maroka ;-)

Napisz coś o organizacji takiej eskapady.

Pozdrawiam.

bartekplk użytkownik bartekplk(wpisów:1908) dodano 25.09.2015 10:12

Cześć,

Fajna trasa, a na rowerze jeszcze fajniejsza. Pozwolę sobie na kilka uwag:

1. Popularnosc jakiegoś kierunku jest konsekwencją: a)biurokracji c) możłiwosci dojazdu c) cen na miejscu.
Jednak Azerbejdzan nie jest dosc przyjazny turystom, bo chociażby koniecznosc wyrabiania wizy odstrasza- zwłaszcza gdy jest mnóstwo kierunków, gdzie o tę nie musisz się martwić. Gruzja natomiast mocno stawia na turystykę. Azerbejdzan nie musi, bo ma ropę, po drugie reżim pewnie nie chce tworzyć fermentu jaki z napływem turystyki mógłby w umysłach obywateli powstać. Po drugie jednak do Gruzji jest się starsznie łatwo dostać i tanio,

2. Alijew pewnie jest tak popularny jak Assad w Syrii- wiec raczej jest to trochę popularnośc wymuszona

3. Mi się Tibilisi podobało właśnie za to, że się tak sypało-

4. Muzeum Stalina akurat uważam za bardzo ciekawe, ale zgadzam się że zawsze to kwestia nastawienia,

5. Batumi- nie jest moze najciekawsze, ale bez przesady z tym brakiem znalezienia czegokolwiek ciekawego- zależy czego się szuka. Mi np. w Batumi bardzo się podobały winogrona wzrastajace z ulicy i porastające bloki i parę innych szmaczków

Pozdr.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!