m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Myślę, że trzy widoki wzbudziły w Namibii moją największą ekscytację. Było to wtedy, gdy w Etoszy po raz pierwszy zobaczyłem słonia -wielkiego samca wachlującego groźnie uszami; po drugie pomarańczowe wydmy w Namib -Naukluft i wjazd do Opuwo - stolicy krainy ludu Himba. Miasto gasło w zachodzącym słońcu kiedy w końcu dotarliśmy, a tam po ulicach spacerują półnagie kobiety Himba, a wespół z nimi dostojne Herero. Załatwiają różne sprawy, robią zakupy w sklepach. Co za szok, po tym jak widzieliśmy eleganckich mieszkańców Windhoek. Co za widok, po tym jak widzieliśmy europejsko odzianych ludzi z prowincji Oshikoto i Oshana -najludniejszych miejsc tego nieludnego kraju. Całe Opuwo leżało u naszych stóp. Biwak usytuowany był na najwyższym wzgórzu w mieście. Zanim się ściemniło mogliśmy obserwować przez lornetkę jego zabudowania i góry wokół. Doskonale widać było stamtąd i Steilrandberg na północnym zachodzie i wzgórza na południu. Opuwo liczy sobie około 15.000 głów i jest  stolicą prowincji Kunene.
Samo miasteczko nie zachwyca niczym innym oprócz ludzi. Żadnych w nim atrakcji. Daleka prowincja. 720 km od stolicy. Podobno raz w roku jest tu jakiś festiwal, są też jakieś targi. Ale nie zimą. Drugiego dnia ponownie zobaczyliśmy miasto. Stałem godzinę przed supermarketem, kiedy Rafał z Łukaszem i Festusem kupowali towar dla ludzi Himba. Miejscowi zaczepiali mnie, albo żeby o coś zapytać i porozmawiać, albo żeby wcisnąć mi jakieś koraliki albo żeby poczęstować się papierosem. A raczej papierosami. Palacze muszą mieć się na baczności, bo częstując petenta pełną paczką pozbędą się przynajmniej pięciu sztuk fajek. I co go to obchodzi, że zostanie puste opakowanie. A potem szukaj na tych bezdrożach sklepu. Może znajdziesz po kilku dniach. Aby temu problemowi zaradzić sposoby są trzy: nie palić w ogóle, nie palić przy obcych, albo mieć w drugiej kieszeni paczkę z jedną sztuką.  I wtedy albo mówisz: chłopie nie żartuj, chcesz mnie wysępić z ostatniej fajki? Gdzie ja teraz będę fajek szukał?! Albo po prostu dać mu tę fajkę i na tym koniec. Do takich oto wniosków doszedłem po dłuższej pogawędce z tym oto panem Frederickiem Hoebem pochodzącym z Ichorixas (Khorixas) w Damaralandzie, a utwierdziłem się na stacji benzynowej w Palmwag. Od tej pory byłem bogatszy o to doświadczenie.
Wszędzie spotykaliśmy dzieci. Ledwie wyjechaliśmy z miasta drogą C 43 na południe. Yolandi rozdawała im lizaki i cukierki, które przywieźliśmy z Polski. Na szczęście społeczeństwo nie jest tu na tyle przesądne jak w niektórych miejscach Afryki Środkowej i nie posądza mzungu o chęć porwania dzieci lub inne niecne zamiary. Umorusana gębula. Dzieci  są wszędzie do siebie podobne. Wesołe i otwarte. Przeważnie. Podbiegały do nadjeżdżającego auta z nadzieją na podarki. W połowie lat 70-tych mieszkałem w małej miejscowości niedaleko granicy niemieckiej. Niemcy z RFN (a wtedy mówiło się że z NRF) podjeżdżali tankować na CPN, niedaleko naszego osiedla. Grupą dzieciaków podchodziliśmy wtedy do ich dużych aut, a oni wyjmowali torbę, w której mieli gumy donaldówki.
Wyciągaliśmy ręce aby sięgnąć po taką darmową zdobycz dla frajdy i historyjek, a oni wtedy nas fotografowali. Nie wiem po co: czy jako pamiątkę z wycieczki do PRL-u, czy żeby udowodnić znajomym, że to jednak oni wygrali ostatnią  wojnę światową? Oczywiście, jako dziecko nad tym się nie zastanawiałem. A teraz robię dokładnie to samo. Co za idiotyzm. Chcę wspominać to miejsce, uchwycić moment i wyraz ich twarzy i to jest  silniejsze ode mnie.  Dzieci wybaczcie staremu głupcowi. Najliczniejszą grupą etniczną Namibii są Owambo. Stanowią 32% ludności. Oprócz Himba i Herero żyją tu Kavango, Damara, Nama, Basters, Mulaci, Kaprivi i Buszmeni. Do tego dodajmy potomków niemieckich kolonizatorów i Afrykanerów. Niesamowita mieszanka. Żałuję najbardziej, że nie odwiedziliśmy Buszmenów. To jeden z najbardziej pierwotnych i prymitywnych ludów Afryki, żyjący na półpustynnym terenie we wschodniej części kraju, w kotlinie Kalahari, gdzieś pomiędzy Parkiem Khadum a regionem Omaheke.   Powód do tego, aby tu kiedyś wrócić. Tak samo jak przejście Fish River Canyon, wejście na Königstein, odwiedzenie Lüderitz i wiele innych miejsc i namibijskich atrakcji, których z uwagi na ograniczony czas naszego pobytu nie dane nam było doświadczyć. Po drodze mijamy kolejne wioski. Na północy było ich więcej i chyba były bardziej okazałe. Wioska Kaoko Otavi jest chyba największą przez którą tego dnia przejeżdżamy. A potem już coraz skromniej i skromniej,
aż zrobiło się zupełne zadupie. Dziwne otoczenie. Jakby wszystko było posypane cementem.  Biała droga, która staje się coraz gorsza. Kompletny off-road. Łukasz prowadzi. W takich chwilach mam do niego największe zaufanie. Wyrwy, rowy, spadki i głębokie piachy. Jak mąka.
Co chwilę zatrzymujemy się, wysiadamy i badamy czy w ogóle da radę przejechać. Potem jeden z nas z zewnątrz naprowadza kierowcę na właściwy tor jazdy. Tak aby przejechać kolejny rów. Gdzie my jesteśmy? Jedziemy już dobre 2 godziny. Zakładałem, że tego dnia dotrzemy do Palmwag, ale czarno to widzę. Przyjdzie nocować na tym pustkowiu. Mam najnowszą mapę kraju i co z tego,  mamy GPS, ale pokazuje błąd. Nie mówimy wiele, tylko się przedzieramy do przodu. I nagle tę ciszę przerwało siarczyste moje przekleństwo bo zobaczyłem jakieś zabudowania, a na nich napis: Otiju. Polowy szpital? To nazwa miejscowości, kojarzę. Zjechaliśmy z trasy. I to porządnie. Trzeba zawracać. Powtórka z rozrywki i w obie strony 4 godziny z dupy stracone.
Zagadaliśmy się i zamiast skręcić w lewo, gdzie biegła elegancka szutrówka C 43, pojechaliśmy prosto dziadostwem, które miało oznaczenie D3705, a potem zboczyliśmy w jeszcze większe gówno, które miało oznaczenie D 3707, ale jedynie na mapie bo w rzeczywistości nie miało nic i w ogóle  nie zasługiwało na żadną kategorię. Do tego jeszcze się rozmieniło na nie wiadomo co. Zdarza się. Na szczęście zdarzyło się ten jeden raz i potraktowaliśmy to jako przygodę-niespodziankę. Teraz należało pędzić z powrotem, aby wrócić do cywilizacji. Gdzieś gdzie będzie woda, drewno na opał i solidne drzewo pod którym można się rozbić na nocleg. W Namibii nocą w ogóle nie należy jeździć. Nie pamiętam czy stanowi to formalny czy tylko zwyczajowy zakaz. Grunt, że nie jest to dość bezpieczne. I to mówią tu wszyscy i to jest fakt. Głównie z uwagi na zwierzynę. Przy 80 km/h zderzenie z takim 300-kilowym kudu, które sobie nagle wyjdzie na drogę w liczbie kilku osobników, spowoduje, że ze skarbonki ubędzie kilka tysięcy, na pokrycie szkody na mieniu lub osobie, o ile szkodę na osobie w ogóle będzie można jeszcze naprawić. Ale tym razem nie było wyboru. Wiedzieliśmy, że noc nas zastanie i pędziliśmy ponad setkę już po pięknym trakcie, który z białego stał się pomarańczowym. Poprzedniego dnia, Ania w Walvis Bay śledziła każdy nasz ruch, a dzisiaj nic. No tak… nie ma tu zasięgu, dlatego nie dzwoni. Telefon satelitarny w takich sytuacjach bywa przydatny. Teraz rozumiem co mieli na myśli Ci, którzy polecali nam jego wynajęcie. Na C 43 wypatrywaliśmy miejsca na nocleg. Można było trochę zboczyć do Sesfontein. Ale tych zboczeń już na dziś nam wystarczyło, więc gnaliśmy równo na południe.
Przez ciemności. I zobaczyliśmy tablicę. Khowarib Lodge & Safaris. Pięknie położony nad rzeką Hoanib. Pierwszą i ostatnią płynącą wodą, którą widzieliśmy w tym kraju. Pozostałe to tylko wyschnięte koryta rzek okresowych. Rzecz jasna wzięliśmy miejsce na kempingu i drewno, chociaż są tu i pokoje i do tego piękna restauracja. Oświadczono nam, że jesteśmy pierwszymi Polakami, którzy ich odwiedzili. Czy to możliwe? Na kempingu byliśmy sami. Czarnoskóry chłopak z recepcji taczką przywiózł nam drewno, które tutaj musiało posłużyć nam i na ognisko i na podgrzanie wody na kąpiel w łazience. Bardzo oryginalnej łazience. Pod gołym niebem.
Bierzemy kąpiel w nocy i rankiem, bo piec jest jeszcze ciepły. Siedzimy na kibelku i patrzymy na Krzyż Południa.  Dobre sobie.

najbliższe galerie:

 
NAMIBIA - spacer do wodospadów Epupa
1pix użytkownik ulka odległość 35 km 1pix
U ziomków Festusa
1pix użytkownik doracz odległość 38 km 1pix
W kolorze ochry
1pix użytkownik doracz odległość 38 km 1pix
Himba portretowo
1pix użytkownik doracz odległość 38 km 1pix
wśród szczęśliwych Himba
1pix użytkownik tomekzl odległość 105 km 1pix
Across Namibia
1pix użytkownik pedro1912 odległość 111 km 1pix

komentarze do galerii (10):

 
doracz użytkownik doracz(wpisów:875) dodano 02.11.2015 21:05

Charlie, Disparze, Anek - dziękuję Wam za wizytę i pozdrawiam serdecznie :-)

anek11 użytkownik anek11(wpisów:2645) dodano 28.10.2015 09:54

Podobnie jak Mocar napiszę, niczym u Cejrowskiego...piękna relacja. Szczególnie portrety podobające się.

dispar użytkownik dispar(wpisów:5185) dodano 27.10.2015 18:08

Jest ciekawie, pomimo tych luksusów na końcu.
Chętnie tam zajrzę.
Pozdrawiam serdecznie:)

charlie użytkownik charlie(wpisów:1962) dodano 27.10.2015 13:34

Egzotycznie. Łazienka super :D
A ta biała droga wygląda nawet ciekawiej od pomarańczowej szutrówki.
Pozdr.

doracz użytkownik doracz(wpisów:875) dodano 27.10.2015 09:14

Mocar, Afrodyto, Lucy, Małgosiu, Rozmusiaki - dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze. Pozdrawiam

rozmusiaki użytkownik rozmusiaki(wpisów:3988) dodano 26.10.2015 22:26

Super fotoreportaż :)

mgfoto użytkownik mgfoto(wpisów:6083) dodano 26.10.2015 21:57

Świetna relacja Darku... czytałam z zapartym tchem... Pozdrawiam serdecznie :)

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:2260) dodano 26.10.2015 20:18

Fascynuje mnie Afryka w Twojej odsłonie.Nawet te bezdroża:)Pozdrawiam.

afrodyta użytkownik afrodyta(wpisów:3715) dodano 26.10.2015 16:40

Zapuszczasz się w piękne i niebezpieczne miejsca. Kolejna galeria z wysokiej półki.
Pozdrawiam.

mocar użytkownik mocar(wpisów:2458) dodano 25.10.2015 17:47

Wydaje mi się że te obrazy i tubylców widziałem na filmie Boso przez świat WC. Galeria piękna i wyjątkowo ciekawa i chyba ryzykowna.
Pozdrawiam.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!