m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (45):

 
<północna Kenia - Laisamis - mój siódmy dzień pobytu w tym kraju a 37 dzień podróży po Czarnej Afryce> Choć to dopiero środek dnia to już wynająłem pokój w hotelu i siedzę sobie na chodniku przed hotelem obserwując życie wioski Te królewny to przedstawicielki ludu Samburu, oni nie życzą sobie aby robić im zdjęcia więc aby mieć jakąś pamiątkę po kontaktach z tym ludem kombinuję jak mogę - niby, że robię zdjęcie sobie albo sprawdzam, czy aparat nie jest pobrudzony. wioska Log-Logo> Zwłaszcza, że dzień wcześniej w tej osadzie dostałem konkretne ostrzeżenie od mężczyzn aby nie robić zdjęć... W takich sprawach lepiej nie przesadzać bo tam wszyscy chodzą z dzidami, maczetami albo długimi nożami przy pasie (nie to, że doszło do jakiejś groźnej sytuacji - rozstaliśmy się w sympatycznej atmosferze ale różnie mogło być) Mam taką kwaśną minę bo nie znajduję sposobu na nawiązanie kontaktu z nimi - do tego jestem mocno zmęczony psychicznie - ostatnie dni to kalejdoskop zmieniających się sytuacji poczynając od krajobrazów (busz, pustynia), ludzi (oprócz Samburu, spotykałem także przedstawicieli innych ludów) a kończąc na awarii roweru poprzedniego dnia. <Laisamis> Postanowiłem wrócić do hotelu, wziąć prysznic, zjeść obiad i ponownie wrócić w to samo miejsce co też i uczyniłem.
Jak wiadomo ubiór, fryzura dobór ozdób to specyficzne cechy odróżniające afrykańskie plemiona od siebie - ta starowinka najprawdopodobniej jest Samburu (pytać to nie ma sensu zbytnio bo oni sami się inaczej nazywają ( Samburu np to Lokop czyli właściciel <władca> ziemi ) ... ...ale co do tej postaci to już miałbym wątpliwości - bo na tych terenach to mikst jest - może to przedstawiciel Rendile ... <zaczynają się do mnie przysiadać mieszkańcy wioski> ...a może Turkana - chociaż Turkana to nie bo widziałem ich dzień wcześniej - chodzą w takich czarnych czapach z piórami trochę jak Indianie północnoamerykańscy. <i taki Typ też podszedł zagadać> ...generalnie to są to tereny Samburu - żyje ich tutaj około 250 tys. , ... ... nawet następna prowincja Kenii, do której wjadę następnego dnia nosi aktualnie nazwę Samburu County. Teraz czas na spacer po wiosce Laisamis ... ... ale najpierw kilka słów o moich pierwszych dniach w Kenii. Pierwsze kilkadziesiąt km po opuszczeniu Etiopii to jazda płaską, wygodną drogą przez busz, przez równinę Sigiso.
Po prawej mam góry Płaskowyżu Abisyńskiego i kłębiące się nad nim chmury a po lewej płaska Sigiso i Słońce. Kenia to była kolonia angielska i coś z dawnych czasów pozostało - w barach z rana serwowana jest mocna herbata z mlekiem i cukrem <czaj> Proszę zwrócić uwagę jakie wielkie kolce na gałęziach - te kolce to prawdopodobnie przyczyna moich kłopotów ze sprzętem za kilka dni. Kolce leżą też na ziemi - każdy zjazd z drogi czy to na odpoczynek czy na nocleg to jak wjazd na pole minowe - miałem chyba z pięć przebić - każde zaraz po ponownym ruszeniu w drogę - zanim się zorientowałem w czym rzecz - potem zanim ruszyłem to najpierw było wnikliwe oglądanie opon czy coś się tam czasami nie przykleiło. Jako, że jazda przez busz robi się monotonna a jeszcze nic innego nie zaprząta mojej głowy - taka cisza przed burzą - to koncentruję się na obserwacji życia dzikich. Często zsiadam z roweru i podążam w miejsce, gdzie rezydują, żeby zobaczyć co robią - w zasadzie to nic nie robią - dolce vita
Potem skręcam na południe - krzaki i drzewka w buszu robią się coraz niższe a góry to już tylko samotne wyspy. Problemy z wodą się zrobiły - nie ma gdzie uzupełnić zapasów - na deszczówkę też nie ma co liczyć choć niby pora deszczowa jest - niedługo to w ogólę wjadę na pustynię... ...tam w oddali za tymi wzgórzami jest osada ludzka - Turbi - ledwo dojechałem - okazało się, że mimo iż wielkiego upału nie ma to jednak wystarczy 20 km bez uzupełniania płynów i organizm odmawia posłuszeństwa i nie chce jechać dalej. Za Turbi zaczyna się kamienista pustynia - Dida Galgalu - około 120 km do przejechania - wygląda lajtowo - płasko i dobra droga ... <pustynia Dida Galgalu> ... ale nie jest fajnie bo wieje silny, boczny wiatr (znaczy ze wschodu) - to pewnie przyczyna ... ... że tu prawie nigdy nie pada - to taki wietrzny korytarz - ciekawe, że wcześniej na równinie Sigiso jak i później za miastem Marsabit to tak nie wiało.
Jadę 12-15 km na godzinę i częste odpoczynki - gdyby ten wiatr wiał mi w twarz to żadnych szans na posuwanie się do przodu. A wieje bez przerwy, nocą wiatr się jeszcze nasila i wyje jak sto diabli, ... ... wiem, bo jedną noc na tej pustyni spędziłem - pod wieczór  - wymęczony - dotarłem do osady Bubisa ... <Bubisa> ...wszędzie na obrazkach butelka - to taka gra pozorów - nie wiem czy towarzystwo byłoby zadowolone, że im robię foty, więc udaję wielkie zainteresowanie miejscowym piwem.  Choć z drugiej strony to piwo lubię i mam już niezłą kolekcję zdjęć piw świata - akurat to kenijskie, ciepłe piwo ma posmak kocich szczyn to jednak pite tutaj na tej pustyni na końcu świata smakuje jak napój bogów. Po pewnym czasie atmosfera się ociepla i uzyskuję dużo cennych informacji od tubylców - mówią mi także o walkach międzyplemiennych 100 km dalej na południe.
To mój hotel - znaczy właściciele śpią w tej jurcie na pierwszym planie a ja w budynku z tyłu - do oddalonego o 300 m pubu zostałem dowieziony na motorze przez syna właściciela. Czwarty dzień pobytu w Kenii zaczynam od dojazdu do największego miasta na tych terenach - ukrytego pośród wzgórz przede mną - Marsabit - lekko ponad 40 km przez pustynię z rana. Wokół miasta pełno jest wygasłych wulkanów i kraterów takich jak ten na obrazku. Przed Marsabit kończy się ta nowa asfaltowa droga, w następnych dniach tak fajnie już nie będzie. Wymęczony jazdą przez pustynię znajduję spokojny nocleg - znaczy spokojny stał się jak sobie poszły te jazgoczące baby - spodobał mi się ten trik z piwem - stosuję go z upodobaniem. Następny dzień poświęcam na regenerację sił i włóczenie się po mieście.
<Marsabit> W tym miasteczku jest wszystko co potrzeba do dalszej podróży - można wymienić kasę i uzupełnić zaopatrzenie. Jest to istotne o tyle, że na tych terenach mało jest takich ośrodków - co prawda absolutnie nie polecam tego typu wypraw ale jakby ktoś jednak zamierzał wybrać się w te rejony rowerem czy też może pieszo... ... to między Moyale na granicy z Etiopią a Marsabit ( jakieś 250 km ) to to jest pierwsze miejsce gdzie jest jakiś bank (ja miałem trochę kenijskiej kasy kupionej jeszcze w miejscu mojego zamieszkania znaczy w Anglii ... ... to efekt bycia niegdysiejszą kolonią, związki z byłą metropolią są dość ścisłe - oprócz możliwości wymiany pieniędzy w angielskich kantorach, to tu są bazy angielskiego wojska. Mijałem konwoje ciężarówek wojskowych, gdzie za kierownicami siedzieli młodzieńcy o niezdrowym, czerwonym kolorze oblicza. A wodę czy colę można kupić tylko w Turbi lub Burbisa - wszystko to są duże odległości między sobą rzędu 70-80 km.
A tak wygląda sklep monopolowy - prawie twierdza. Ciekawe, że podczas miesięcznego pobytu w Etiopii nie znalazłem tam ani jednego sklepu z alkoholem ... ... to moje pierwsze odwiedziny w takim przybytku w czarnej Afryce - a jest 35 dzień podróży. W Etiopii wysokoprocentowy samogon nabywałem od pań handlujących przy drodze a piwo piłem w barach lub restauracjach hotelowych. Zaczyna się kolejny dzień - ruszam w dalszą trasę - dobra droga to już tylko wspomnienie, do tego od razu po wyjeździe z Marsabit łapię pierwszą z wielu tego dnia gumę (jeszcze na terenie parku narodowego okalającego miasto od południa - na zdjęciu strażnik parku, który pomagał mi zmieniać dętkę).

najbliższe galerie:

 
VeloTour2015 :   Afryka cz14 - II. Kenia cz2
1pix użytkownik artcze odległość 146 km 1pix
Ludzie Abisyni
1pix użytkownik swift odległość 157 km 1pix
WŚRÓD LWÓW ŚPIESZMY SIĘ ZOBACZYĆ OSTATNIE LWY
1pix użytkownik tomekzl odległość 196 km 1pix
TWARZE ETIOPII (3) Erbori Tribe
1pix użytkownik sharon odległość 198 km 1pix
VeloTour2015: Afryka-I.Etiopia cz.10
1pix użytkownik artcze odległość 251 km 1pix
MAGICAL AFRICA -krajobrazy,  do których wracamy
1pix użytkownik tomekzl odległość 253 km 1pix

komentarze do galerii (12):

 
andred użytkownik andred(wpisów:4273) dodano 27.01.2017 22:33

Ja już kiedyś pod jakąś Twoją galerią opisywałem pod jakim jestem wrażeniem Twoich podróży. Myślałem, że już nic mnie nie zdziwi w Twoich podróżach.
A jednak. Brak mi słów. Mnie na coś takiego nie byłoby stać.....mentalnie i fizycznie oczywiście.
Wielki szacun.
Pozdr,
andred

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:2186) dodano 25.01.2017 10:49

Wyzwalasz niezłe emocje i podziw,bo to nietuzinkowy sposób poznawania świata i ludzi.A jak będziesz we wsch.płn. Anglii to po drodze możesz zatrzymać się w Margate😊.Pozdrawiam niestrudzonego rowerzystę.

klavertjevier użytkownik klavertjevier(wpisów:2448) dodano 24.01.2017 18:43

Jambo!
Kolejny etap wyprawy i kolejny dreszcz emocji!
Pozdrawiam serdecznie.

charlie użytkownik charlie(wpisów:1824) dodano 24.01.2017 10:44

Jesteś niezmordowany gnając po afrykańskich przestrzeniach :-)
A ja z ogromną przyjemnością śledzę Twoje wyprawy po absolutnie nie znanym mi świecie.
Pozdr.

podrozninka użytkownik podrozninka(wpisów:867) dodano 22.01.2017 15:50

Witam Cię Artcze!

Był na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku taki serial. "Robin of Sherwood". No po prostu uwielbiałem go! Najczęściej leciał w niedziele gdzieś w okolicach poobiednich. Słynna muzyczka "Robin the hooded man" Clannad'u działała jak magnes.
Jaki to ma związek z Twoją galerią?
Ano dokładnie z taką samą niecierpliwością, z taką samą ciekawością czekam na każdą koleją Twoją rowerową relację jak wtedy na każdy następny odcinek.
I podobnie jak te kilkadziesiąt lat temu kiedy się kończył, to już nie mogłem się doczekać następnego. Bo już byłem ciekawy co tam będzie następnym razem. Co się wydarzy. Jakie przygody będą towarzyszyły bohaterowi, jakie kłopoty będzie musiał pokonać i tak dalej i temu podobne... Najchętniej obejrzałbym cały serial za jednym zamachem przez kilka godzin... :))
To tyle mam w tym odcinku do powiedzenia. Bo Twoja opowieść jest świetna i siedzę tradycyjnie przyklejony do monitora jak glonojad do szyby...

PS. W sumie to też jestem ciekaw jak sobie radziłeś z ewentualnymi problemami ze zdrowiem. No bo że jesteś ironman to każdy już dawno zauważył, ale naprawdę nic Cię tam nie dopadło przez tyle miesięcy?

PS2. I jeszcze mnie ciekawi jedna rzecz. Mianowicie, Ty to się tych zwierząt nie boisz? No bo takiego pawiana w nerwach to chyba się patykiem nie odgoni?? A jadąc 10-15 km, to nawet pawianowi bez jednej nogi byś chyba nie zdążył uciec...

Czytając o przebitych oponach w tym odcinku, to chyba lepiej Cię nie drażnić życzeniami .... :))
1O/1O Luks!

nola76 użytkownik nola76(wpisów:6338) dodano 22.01.2017 14:15

Szacun za tę afrykańską wyprawę, gdzie co rusz musisz walczyć ze swoimi słabościami!:) pozdrawiam:)

andrew430 użytkownik andrew430(wpisów:254) dodano 22.01.2017 13:58

bajer z piwem rewelacyjny, czekam kolejnych relacji. życzę mocy w nogach!
pozdrawiam:)

mocar użytkownik mocar(wpisów:2439) dodano 22.01.2017 11:33

Dzięki za kolejny odcinek intrygującej podróży po czarny lądzie.

Pozdrawiam.

ak użytkownik ak(wpisów:4771) dodano 22.01.2017 11:00

Pełny szacun za wyczynowe zwiedzanie i przy tym mocno ciekawe fotoreportaże.

kordula157 użytkownik kordula157(wpisów:4924) dodano 22.01.2017 10:13

Czy zebrałeś swpje wspomnienia z podrózy w jedna całość?
Jesli nie , to moze warto o tym pomysleć?
Sklepy monopolowe Indiach to tez twierdze, jeszcze bardziej ufortyfikowane.
Mnie tez interesuja sprawy zdrowotne, pozdrawiam:)

gabi użytkownik gabi(wpisów:2250) dodano 22.01.2017 08:41

Artcze, jak zwykle przeczytałam z zainteresowaniem. Muszę powiedzieć Ci, że Twoje podróże to często balansowanie na granicy. Począwszy od kontaktów z nieprzewidywalnymi reakcjami tubylców, przez jakieś obłędne kolce, odległości do pokonania, o braku wody nie wspomnę.
Podziwiam Twój upór, odwagę i wytrwałość.
pozdrawiam

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3537) dodano 22.01.2017 07:42

Trik z piwem dobry;-) Zabranie waluty kenijskiej to pewnie tylko jedna z miliona rzeczy, o której trzeba pomyśleć przed wyjazdem. Chyba nikt z nas nie zdaje sobie sprawy jak wiele różnych sytuacji musisz przewidzieć i się na okoliczność ich wystąpienia zabezpieczyć. Mnie ciągle intryguje jak dużo medykamentów wiozłeś ze sobą i czy miałeś w czasie podróży jakieś problemy zdrowotne.
Pozdrawiam:-)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!