m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Kto właściwie odkrył AUSTRALIĘ? Najczęściej pada szybka, zdecydowana i zła odpowiedź, że był to James Cook i że miało to miejsce w AD 1768... Twierdzą tak nawet sami Australijczycy i od tego momentu liczą swoją historię... Ale nie wiem, czy Australijczycy są na pewno wiarygodni, bo przecież mieszkają z odwrotnej strony, (u mnie w poznańskim mówi się to trochę inaczej, ale nie będę się wyrażał), chodzą do góry nogami, a nawet uważają, że ta ich AUSTRALIA to wcale nie najmniejszy kontynent świata, lecz największa wyspa jest...;) Bo w rzeczywistości, to James Cook w 1768 odkrył AUSTRALIĘ co najwyżej po raz trzeci. Wcześniej dopływali tu Portugalczycy i Hiszpanie, ale ponieważ zazdrośnie ukrywali to, zwłaszcza przed sobą wzajemnie, więc się nie liczą. Nawet starożytny Ptolomeusz domyślał się, że jest gdzieś jakaś AUSTRALIA, bo w jej miejscu nasmarował coś na swojej mapie. Ale tylko domyślał się i do dzisiaj nie powiedział dlaczego, więc i on się nie liczy... A tak naprawdę, to AUSTRALIĘ odkryli Holendrzy, czego pierwsze i wiarygodne świadectwo dał w 1606 roku kapitan WILLEM JANSZOON. który dopłynął swoim stateczkiem DUYFKEN do Zatoki Karpentaria. Ale chyba mu się tam nie spodobało, bo było bagnisto, pełno komarów i krokodyli, więc dał sobie spokój.
Wieść o odkryciu jednak się rozeszła, bo po nim docierały do AUSTRALII całe zastępy Holendrów, ale żaden z nich, nawet sławny ABEL TASMAN - ten od TASMANII, nie zdawali sobie dokładnie sprawy z tego, co właściwie odkryli. No, ale cóż: w końcu Kolumb też nie wiedział, że odkrył Amerykę...;) Właściwie, to wszyscy oni mieli pecha, bo trafiali w miejsca albo bagniste, albo pustynne i zawsze bardzo jałowe i nieprzyjazne, gdzie nie tylko nie dawało się założyć żadnej plantacji na której można by zapędzić niewolników do roboty, ale nawet nie było nic, co dałoby się zrabować. Nazwali więc tylko znalezisko NOWĄ HOLANDIĄ i też dali sobie spokój. Dopiero ponad 150 lat później farciarzem okazał się James Cook, który wylądował koło dzisiejszego Sydney na najlepszym kawałku AUSTRALII wciąż nazywanej Nową Holandią, przebadał  wschodnie wybrzeża lądu i stwierdził, że nadają się do zamieszkania. Po czym nazwał rozpoznane terytoria NOWĄ POŁUDNIOWĄ WALIĄ i zaanektował je dla Korony brytyjskiej Zanim jednak to nastąpiło, do grona pechowców którzy źle trafili w Australię, dołączyła załoga ciężkiego galeonu holenderskiego, świeżo zwodowanego jako flagowy okręt holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Galeonem tym była właśnie BATAVIA. Coś złego zawisło w powietrzu niemal natychmiast po opuszczeniu przez BATAVIĘ Holandii. Nominalnie kapitanem był uczestnik wielu wypraw, doświadczony żeglarz Adriaen Jacobszoon. Ale de facto, z ramienia armatora - Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej władzę na BATAVII, i to bardzo twardą ręką, dzierżył Starszy Kupiec Kompanii Frans Pelsaert. Obaj panowie szczerze się nienawidzili... Na pokładzie znaleźli się także bosman Jan Evertszoon i mający odegrać znamienną rolę w niedalekiej przyszłości, Młodszy Kupiec Kompanii - niejaki Jeronimus Cornelis. Była też kobieta: żona ważnego urzędnika Kompanii, ponoć niezwykle nadobna pani Lukrecja van der Mylen. Tak nadobna, a rejs trwał tak długo, że jak to ongiś mawiano, cała czwórka smażyła do niej cholewki... ;)
Zaloty te były na tyle końskie, że choć sam nie bez grzechu ale chcący mieć monopol nie tylko na dowództwo BATAVIĄ, Starszy Kupiec Pelsaert zagroził, iż po przybyciu na miejsce wszystkich jurnych konkurentów postawi przed sądem, a w owych czasach z winnymi naruszenia VI przykazania raczej się nie patyczkowano, robiąc im przed wykonaniem kary głównej różne dodatkowe i zdecydowanie przyjemne ała. Groźba musiała być bardzo realna, bo na pokładzie zaczął tlić się bunt... A pod pokładem? Pod pokładem, oprócz innego niezwykłej wartości dobra przeznaczonego m.in. na łapówki dla różnych lokalnych kacyków, w ładowniach BATAVII znajdowało się 12 ciężkich skrzyń zapełnionych srebrem i złotem, a w każdej z nich ponad 8000 monet na zakup goździków, pieprzu i cynamonu, w ówczesnej Europie cenniejszych nawet niż srebro i złoto... Była to fortuna niewyobrażalna i w tak skonfliktowanym towarzystwie podobny skarb musiał pobudzać wyobraźnię. Szybko też konkurenci Starszego Kupca Pelsaert'a odstawieni przez niego od nadobnej pani van der Mylen wykombinowali sobie, że opanują statek, przejmą ładunek i jak zgubią eskortę mniejszych statków towarzyszących BATAVII, zajmą się czymś dochodowym, a najlepiej piractwem. Ale BATAVIA była statkiem pechowym i to pechowym podwójnie: po pierwsze, bo był to jej pierwszy i dziewiczy rejs, po drugie, bo po błędzie nawigatora, trafiła pechowo w Australię całkiem dosłownie, rozbijając się o rafy koralowe archipelagu HOUTMAN ABROLHOS, niedaleko jej zachodnich wybrzeży. Stało się to w czerwcu 1629 roku, a więc niemal 400 lat temu. Rozumiecie zatem, dlaczego tak pieczołowicie odtworzoną na podstawie starych planów i ocalałych szczątków replikę BATAVII na wszelki wypadek zaciągnięto na olimpiadę w SYDNEY 2000 na sznurku, w pływającym doku?
Tymczasem, dla ponad 300 osobowej załogi i pasażerów, rozbicie się BATAVII o rafę, było zaledwie początkiem nieszczęść, które miały dopiero nastąpić... Wprawdzie wielu z nich tych kolejnych nieszczęść uniknęło, bo natychmiast się potopili, jednak zdecydowaną większość ocalałych czekał los może nawet gorszy. I choć nigdy tego się nie dowiemy, to kto wie, czy niektórzy wkrótce nawet nie pozazdrościli nieszczęsnym topielcom... A było tak: pobliskie wyspy i atole, jak to często z wyspami bywa, okazały się nie tylko bezludne, ale co gorsza, pozbawione wody. Rozbitkowie szybko zrozumieli, że pomoc nie nadejdzie tu żadna, a uratowane z wraku BATAVII zapasy szybko wyczerpią się, zaś posiadane srebro i złoto jest w ich sytuacji do niczego nieprzydatne... Starszy Kupiec Frans Pelsaert podjął więc jedynie słuszną decyzję: załadował na dwie ocalałe szalupy tylu rozbitków ilu się w nie zmieściło i ruszył w stronę JAWY, do stolicy ówczesnych Indii Holenderskich, nomen omen, też zwącej się wtedy BATAVIA, dziś - Dżakarta. Tyle tylko, że ponieważ Starszy Kupiec Pelsaert sam o żeglowaniu nie miał najmniejszego pojęcia, siłą rzeczy musiał pójść na kompromis i w szalupach znaleźli się zarówno niedoszły przywódca spisku, kapitan pechowo rozbitej BATAVII, Adriaen Jacobszoon, jak i jurny bosman Jan Evertszoon. Tu jednak, szczęście mrugnęło jednym okiem do Starszego Kupca, bo po ponad miesiącu żeglowania praktycznie po omacku, o głodzie i bez wody, udało się części rozbitków jakoś dotrzeć na JAWĘ. Części, bo szczęście mrugnęło tylko jednym okiem i tylko do jednej szalupy. Druga, podczas sztormu zatonęła.
Co? Co z nadobną panią Lukrecją van der Mylen? Źródła mówią, że załapała się na tę właściwą szalupę i po dotarciu na JAWĘ świadczyła przed sądem, bo Starszy Kupiec Pelsaert wcale nie zapomniał, co obiecał swoim konkurentom. Koniec ich był taki, że bosmana Evertszoon'a po wstępnych przyjemnościach powieszono - w końcu był tylko bosmanem, natomiast kapitanowi Jacobszoon'owi uczyniono tę łaskę, że z racji wcześniejszych zasług dla Kompanii, pozwolono samodzielnie zgnić w lochu. Nie był to jednak koniec kłopotów Starszego Kupca Pelsaert'a: w końcu stracił nie tylko wartą fortunę BATAVIĘ i wszystko co mieściło się w jej ładowniach, ale zostawił też na odległym o 3000 mil morskich atolu, ponad 200 członków jej załogi i pasażerów, w tym kobiety i dzieci. I choć mam niezdrowe podejrzenie, że opuszczona załoga i pasażerowie wcale nie byli głównym powodem misji ratunkowej, a była nią raczej nadzieja na odzyskanie części ładunku, zwłaszcza zaś 12 skrzyń srebra i złota, to załatwiwszy sprawy procesowe - ach, jak te sądy sprawnie działały!...;), już po 2 tygodniach, na statku przydzielonym przez Gubernatora JAWY, Starszy Kupiec ruszył z powrotem w stronę niegościnnych brzegów AUSTRALII. A tam, na piaszczystym atolu, dział się horror... Po odpłynięciu Fransa Pelsaert'a w stronę JAWY, wśród pozostałych na atolu rozbitków najstarszy rangą został Młodszy Kupiec Jeronimus Cornelis, wcześniej zbankrutowany aptekarz i oszust, który uciekając przed więzieniem postanowił szukać szczęścia i fortuny w Indiach Holenderskich. Wraz ze swoimi zaufanymi kamratami szybko przejął kontrolę nad ocalałą z katastrofy bronią i zapasami...
Dalszy plan Cornelis'a był taki, by później, już tylko wiernymi sobie siłami przejąć najbliższy statek ratunkowy, jeśli taki pojawi się w pobliżu. Na atolu zaczęły się dziać rzeczy przerażające: co nocy znikało po kilku rozbitków, a gdy pozostali dopytywali, co się z nimi stało, Cornelis niezmiennie odpowiadał, że udali się na sąsiednie wyspy po żywność i wodę, która jest na wyczerpaniu... W miarę ubywania oponentów, Cornelis i jego poplecznicy zaczęli działać zupełnie otwarcie. Dzieci zostały w większości wymordowane, kobiety nieustannie i zbiorowo gwałcono, mężczyzn zabijano w sadystyczny sposób topiąc, dusząc i żywcem ćwiartując na kawałki.. Piekło zgotowane rozbitkom przez Cornelis'a i jego zwyrodnialców trwało ponad 3 miesiące. Nie było dnia w którym ktoś z nieszczęsnych rozbitków nie zostałby bestialsko zamordowany. W tym czasie z rąk oprawców zginęło ponad 120 osób... W końcu jednak, ekspedycja ratunkowa pod dowództwem Starszego Kupca Pelsaert'a dotarła na miejsce katastrofy. Pierwszy meldunek o sytuacji złożył Pelsaert'owi dowódca wojskowej straży BATAVII wysłanej przez Cornelis'a na sąsiednią wyspę - tak bowiem szczęśliwie dla nich złożyło się, że dzięki znalezionej wodzie, obfitości ryb, ptactwa i ich jaj, udało im się przeżyć... W krótkim czasie wszyscy buntownicy wraz z ich hersztem - Cornelis'em zostali wyłapani. Starszy Kupiec nie zamierzał fatygować sądu na JAWIE ani bawić się w zbędne ceregiele. Po krótkim procesie odpłacił buntownikom pięknym za nadobne pomniejszych tylko wieszając, a co bardziej zasłużonym przed powieszeniem obcinając co najmniej ręce, nie zapominając o innych wystających częściach ciała...
Wykonanie kary odroczono tylko jednemu, największemu okrutnikowi. Jego czekał zaszczyt połamania kołem, co było wówczas najstraszliwszą karą. Jednak z braku na statku odpowiedniego urządzenia, przewieziono go na egzekucję na JAWĘ, i tam, ku uciesze publiczności, połamano na centralnym placu stolicy... Kary uniknęli też dwaj najmłodsi buntownicy. Tych Starszy Kupiec Pelsaert wyrzucił ze statku gdzieś na zachodnim wybrzeżu. Chyba sobie jakoś poradzili i nawet wyszli na tym całkiem nieźle, bo w latach 60-tych ub. wieku, uczeni etnografowie zauważyli, że niektórzy przedstawiciele Aborygenów w tej części AUSTRALII są dziwnie biali, a w ich genotypie występują sekwencje genów charakterystyczne dla okolic LEEUWARDEN w HOLANDII, skąd pochodzili zesłańcy... Po dokonaniu rozprawy z buntownikami, Starszy Kupiec Pelsaert zabawił jeszcze jakieś 2 tygodnie na wyspach, których cała grupa nosi dziś jego imię - PELSAERT GROUP. Udało mu się wydobyć z wraku 10 z 12 skrzyń złota i srebra. Jedną wcześniej wydobyli buntownicy, ale nie mając co robić z taką ilością kasy, porozrzucali monety po okolicy i potopili w wodzie. Niektóre z nich nurkowie odnajdują jeszcze dzisiaj. Jedna skrzynia wciąż czeka na znalazcę... Chyba, że?...;) Z 341 osób zaokrętowanych w HOLANDII na BATAVIĘ, do celu dotarło ostatecznie tylko 68... Po zakończeniu misji ratunkowej, Starszy Kupiec Frans Pelsaert brał jeszcze udział w ekspedycji na SUMATRĘ i inne wyspy ówczesnych Indii Holenderskich, dzisiejszej INDONEZJI. Zmarł 2 lata później...
Fragmenty wraku BATAVII odkryto w 1963 roku... W 1970 roku zostały one wydobyte z dna morskiego wraz z wieloma innymi artefaktami i znajdują się dziś w Muzeum Morskim Australii Zachodniej w FREMANTLE... Ale pech pięknego żaglowca jakim niewątpliwe była BATAVIA trwał nadal. W stoczni BATAVIA-WERF w LELYSTAD, w nocy 13 listopada 2008 wybuchł groźny pożar. Ogień strawił żaglownię i inne warsztaty. Trwająca całą noc dramatyczna walka z ogniem pozwoliła jednak uratować sam statek, który stracił tylko ożaglowanie i górne części masztów. Krótko przed tym udało mi się zrobić zdjęcie BATAVII w całej okazałości, z kompletnymi masztami - vide foto... Warsztaty już odbudowano. Żaglowiec znów przyjmuje na swoje pokłady chętnych do zwiedzania, można zajrzeć w każdy kąt statku, dumnie błyszczą jego 24 działa burtowe na pokładzie artyleryjskim.
Tak wygląda BATAVIA dziś: tylko górnych części masztów wciąż jeszcze brak - vide foto... Ale gdy Wy będziecie kiedyś w LELYSTAD, odwiedźcie nową-starą stocznię BATAVIA-WERF. Może zobaczycie ten piękny żaglowiec już w pełni zrekonstruowany po pożarze. BATAVIA zasługuje na to...;)

najbliższe galerie:

 
HOLANDIA - VALIBI W BIDDINGHUIZEN
1pix użytkownik afrodyta odległość 19 km 1pix
HOLANDIA - HARDERVIJK 2 DELFINARIUM
1pix użytkownik afrodyta odległość 22 km 1pix
HOLANDIA - Harderwijk 1
1pix użytkownik afrodyta odległość 23 km 1pix
Marken- namacalny fragment dawnej Holandii.
1pix użytkownik anikm odległość 24 km 1pix
Holandia Marken
1pix użytkownik licja odległość 24 km 1pix
POKOCHAJ NIEBO 9 - WARSZAWA-AMSTERDAM ( RÓŻNE MIESIĄCE)
1pix użytkownik afrodyta odległość 27 km 1pix

komentarze do galerii (13):

 
patryk80 użytkownik patryk80(wpisów:4763) dodano 18.03.2018 10:45

Jak zwykle ciekawie opowiedziana historia. A z tymi odkryciami i tym, kto ich naprawdę dokonał... Cóż, przekazy historyczne są na tyle prawdziwe na ile ich autorzy byli rzetelni i obiektywni. Tak było, jest i będzie

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5949) dodano 11.03.2018 21:24

;)
To dobrze.
Ja trochę słabiej po dzisiejszym zmaltretowaniu się w ogrodzie, ale jakoś daję radę...;)

ak użytkownik ak(wpisów:5978) dodano 11.03.2018 21:10

spoko Przemysławie , żyję mocno :)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5949) dodano 10.03.2018 18:00

Ja o jednej wciąż marzę i właśnie na Ocean Indyjski. Ale na marzeniach raczej się skończy.
Tymczasem szykuję się pomału na Atlantyk...;)
Dziękuję za odwiedziny i serdecznie pozdrawiam!

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:2772) dodano 10.03.2018 17:54

Wciągająca opowieść, zilustrowana fajnymi fotkami.Jak byłam dzieckiem marzyłam o takich zamorskich przygodach😁.Dzisiaj wolę poczytać! Pozdrawiam.

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5949) dodano 10.03.2018 16:15

Pisanka,
dobrze też, że "transfer" jest zdecydowanie szybszy.
Ta wyprawa, zakończona na rafie trwała 7 miesięcy. Dzisiaj do Australii chyba na rowerze byś dojechał szybciej...;)
Dzięki za odwiedziny, pozdrawiam!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5949) dodano 10.03.2018 16:12

Leszek,
staram się...;)
Dziękuję za uznanie i serdecznie pozdrawiam!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5949) dodano 10.03.2018 16:11

AK,
ale żyjesz?...;)
Nie chciałbym nieć Ciebie na sumieniu, jakiś z przeproszeniem, Cornelis...;)
Pozdrawiam!

pisanka użytkownik pisanka(wpisów:331) dodano 10.03.2018 16:08

Przemyslaw , pieknie opowiedziana i wciagajaca historia. Milo sie czyta takie morskie opowiesci na dodatek okraszone fajnymi zdjeciami. Dobrze ze zyjemy w innych czasach i zamorskie wyprawy nie sa juz tak nieprzewidywalne jak niegdys. Pozdrawiam serdecznie

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:5021) dodano 10.03.2018 01:34

Ciekawa historia i - jak zwykle u Ciebie - znakomicie zaprezentowana. Pozdrawiam. :)

ak użytkownik ak(wpisów:5978) dodano 09.03.2018 21:48

zmaltretowałem się przy opisie ale foty mi to wynagrodziły :DD
(żart, wszystko świetne :D )

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:5949) dodano 09.03.2018 17:39

Byłem tam trzykrotnie, także przed pożarem, dlatego mam zdjęcie z pełnymi masztami. Ale oprócz samego statku bardzo godne polecenia są warsztaty szkutnicze - pracownia żagli, lin, bloków, kuźnia. Jest też sklep pamiątkarski, restauracja, na terenie odbywają się różne imprezy. Do niedawna całość obsługiwali niemal wyłącznie wolontariusze, obecnie Batawia-werf stała się już dochodowa i mogła zatrudnić obok wciąż aktywnych wolontariuszy, także pracowników etatowych. Niestety, rozpoczęta budowa drugiego statku, admiralskiego okrętu "Seven Provinces" została wstrzymana i nie wiadomo, czy w ogóle zostanie dokończona. Szkoda, bo to kawał historii...
Dziękuję za odwiedziny, serdecznie pozdrawiam!

licja użytkownik licja(wpisów:434) dodano 09.03.2018 12:40

Super relacja!!!! Brawo!!!! Świetnie, że tam byłeś i to pokazałeś! Ja niestety tylko widziałam z daleka. Miłego dnia XDDDD

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!