m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Budynek plebanii, na której urodził się i wychował Knud Johan Victor Rasmussen (1879-1933) - polarnik i antropolog, który badał Arktykę podczas licznych ekspedycji i przyczynił się do rozbudzenia samoświadomości Inuitów. Zyskał on przydomek ojca eskimologii - nauki, badającej język, historię, kulturę i etnologię ludów Arktyki, zamieszkujących tereny od Grenlandii, po Alaskę i Aleuty. Jego ojcem był duński misjonarz, a matka była z pochodzenia Inuitką. W budynku znajduje się obecnie muzeum, które prezentuje liczne eksponaty dotyczące kultury i historii Inuitów oraz życia Rasmussena. Pomnik Knuda Rasmussena przed budynkiem muzeum w Ilulissat. Dzieciństwo i młodość spędził on na Grenlandii. Kształcił się w Lynge w Danii, a w latach 1898-1900 próbował kariery jako aktor i śpiewak operowy. W latach 1902-1904 uczestniczył wraz z Jørgenem Brønlundem (1877-1907), Haraldem Viggo Moltkem (1871-1960) i Ludvigiem Mylius-Erichsenem (1872-1907) w wyprawie badającej kulturę Inuitów. Później uczestniczył w siedmiu arktycznych ekspedycjach. Był pierwszym Europejczykiem, który pokonał tzw. Przejście Północno-Zachodnie (z Atlantyku na Pacyfik), podróżując psim zaprzęgiem. Pomnik Jacoba Sørensena Severina  (1691-1753), duńskiego kupca. który założył osadę Ilulissat w 1741 roku. Kajak to jeden z wielu wynalazków Inuitów. To także jedno z kilku słów które zapożyczone zostało z języka Inuitów do większości języków świata (po grenlandzku to po prostu qajaq). Kajaki budowane były przez Inuitów od wieków i służyły do polowania i transportu. Był to środek transportu przeznaczony wyłącznie dla mężczyzn, kobiety przemieszczały się dużo większą łodzią zwaną umiaq. Prawdziwy grenlandzki kajak zrobiony jest bez użycia metalu tj. śrub, gwoździ itp. Ramę kajaka budowano z kości wieloryba i drewna, które dryfowało morzem. Rama pokrywana była skórami - głównie foki. Stroje Inuitów prezentowane w Muzeum Rasmussena. Ludzie paleo-eskimoskiej kultury Saqqaq osiedlili się w rejonie Ilulissat ok. 4400 lat temu. Mieszkali wokół Lodowego Fiordu Kangia przez 1500 lat, a nieco dłużej w innych miejscach, zanim zniknęli. Potem nastąpiła luka w osadnictwie ludzi w zachodniej części Grenlandii, aż do przybycia ludzi kultury Dorset ok. 2800 lat temu. Po 700 latach osadnictwa kultura Dorset z kolei zniknęła, a region zatoki Disko był niezamieszkany przez tysiąc lat, aż do chwili, gdy ludzie kultury Thule osiedlili się w Sermermiut i Qajaa 800 lat temu. Podstawą życia ludzi, którzy osiedlili się w Sermermiut i Qajaa było myśliwstwo i rybołówstwo, a duże osady i gęsty układ mniejszych osiedli wskazują, że zasoby dostępne wokół Lodowego Fiordu były zarówno bogate, jak i stabilne. Bardzo ważnym zasobem było także dryfujące drewno, dostarczane przez prądy morskie z brzegów Kanady i Syberii. Było ono wykorzystywane do wyrobu kajaków, namiotów, sań, łuków i lanc.
Ludzie kultury Thule przybyli na wyspę ok. roku 1100 n.e. Budowali zimowe domy z kamienia i torfu, z konstrukcją dachową z drewna lub żeber wieloryba. Latem mieszkali w namiotach. Wykorzystywali te same zwierzęta, co poprzednie kultury, lecz polowali też na wieloryby i łowili ryby za pomocą wędek oraz sieci wykonanych z fiszbin. Byli znacznie bardziej mobilni od poprzedników dzięki używaniu udoskonalonych kajaków, psich zaprzęgów i wielkich łodzi ze skór - umiaq. Inuici uzyskali wówczas żelazo - częściowo od Normanów, a częściowo z meteorytów znajdowanych na obszarze na południe od Thule. Inuici wierzyli, że świat został podzielony na dwie części - świat widzialny, dostępny dla każdego, i świat niewidzialny, który mogli zobaczyć tylko ludzie posiadający wewnętrzne oko. Szamani, zwani angakkoqami, mogli wykorzystać swoje wewnętrzne oko, aby zobaczyć, to co było ukryte. Najbardziej utalentowani angakkoqowie mogli podróżować w niewidzialnym świecie. Oba światy były ze sobą powiązane, a życie w innym świecie ograniczało świat widzialny, objawiający się ruchami ciał niebieskich i zmianami pór roku. Torba wykonana ze skóry foki z typowymi inuickimi ozdobami. Fragment zapisków Knuda Rasmussena. Wiele spotkań z Inuitami miało miejsce w okresie masowych europejskich polowań na wieloryby od ok. 1650 roku. Ten niebezpieczny ale i dochodowy interes przyczynić się mógł do prawie całkowitego zniknięcia wielorybów, gdyż rocznie zabijano ich ok. 1000. Wielorybi tłuszcz palił się w lampach oświetlających miasta Europy, a fiszbiny usztywniały gorsety. Owocem kontaktów Inuitów z holenderskimi i angielskimi wielorybnikami jest m. in. grenlandzka polka, która stała się tańcem narodowym. W 1721 roku norweski pastor Hans Poulsen Egede (1686-1758) zorganizował wyprawę misyjno-handlową na Grenlandię. Chciał odnaleźć potomków skandynawskich osadników, którzy przez brak kontaktów z Europą mogli wrócić do pogaństwa, a w najlepszym razie pozostali przy katolicyzmie. Celem wyprawy było więc ich nawrócenie na luteranizm i budowa stacji handlowej. Na miejscu okazało się, że po Normanach pozostały jedynie ruiny farm. Zamiast więc otoczyć opieką duchową pobratymców, Egede rozpoczął akcję misyjną wśród Inuitów.
Choć rezultaty jego pracy misjonarskiej były niezbyt imponujące, to Egede w swoim słynnym dziele Det gamle Grønlands nye Perlustration barwnie opisuje Grenlandię i jej mieszkańców, ze zgrozą wspominając o ich swobodzie seksualnej oraz trwających dniami i nocami imprezach, podczas których jedzono, śpiewano i tańczono, praktykowano zapasy i swobodny seks. Sprzeciwia się nekromancji praktykowanej przez angakkoqów. Warto przy tej okazji wspomnieć, że ostatni poganin mieszkający w okolicach Thule został ochrzczony dopiero w 1926 roku. Z relacji europejskich XIX-wiecznych urzędników i podróżników dowiadujemy się jak postrzegali oni ówczesnych Grenlandczyków. Wspominają o braku czystości i higieny (jedzą z misek po psach uprzednio ich nie myjąc, jedzą wszy, które po nich chodzą), o tatuażach pokrywających twarze i nogi kobiet, o amuletach (dziobach i kłach) noszonych na szyjach jako ochrona przed złem. Ówcześni Europejczycy byli zdumieni pokojowym nastawieniem i serdecznością miejscowej ludności. Pastor C. E. Janssen wspomina w swych zapiskach z lat 1844-1849 Grenlandczycy nie znają nienawiści, zawiści, prześladowań, walki. Nie usłyszysz wśród nich o morderstwach, przemocy, rabunkach. Nie zamykają domów ani szaf... Muszą pomagać innym, by dostać pomoc dla siebie. Pisze też o pełnych kościołach, które pustoszeją tylko wtedy, gdy w okolicy pojawia się wieloryb. Portret Inuitki z okolic Ilulissat. Na morzu Inuici polowali z kajaków, a do transportu służyły im większe łodzie tzw. umiaq, w których wiosłowały kobiety. Łodzi tych używano też podczas wypraw na wieloryby. Myśliwi zbliżali się do wieloryba i rzucali harpuny z linkami z nadmuchanymi skórami fok. Zanim zwierzę było martwe, łowcy wskakiwali na jego grzbiet, ubrani w specjalne kostiumy i włóczniami lub nożami dobijali je. W Muzeum Narodowym w Kopenhadze znajduje się egzemplarz takiego stroju. Otulał on ciało, pozwalając na nadmuchanie powietrzem, co czyniło łowcę niezatapialnym, a równocześnie izolowało go od zimnej wody. Sanie używane w psich zaprzęgach. Sezonowe migracje zwierzyny wymuszały koczowniczy tryb życia Inuitów, a jej rozproszenie na wielkich obszarach nie sprzyjało tworzeniu większych grup ludzkich. Populacja Inuitów nigdy zresztą nie była liczna. W czasie podróży za schronienie mogła służyć łódź odwrócona dnem do góry, a zimą, ale tylko na północy - śnieżne domki (znane u nas jako igloo, co tak naprawdę oznacza po prostu dom).
Do dobrego tonu należy używanie słowa Inuita w miejsce negatywnie kojarzonego Eskimos. Jedzący surowe (w domyśle mięso) - takim mianem mieli określać swych sąsiadów z północy Indianie z plemienia Kri. Dokładniejsze przebadanie języków algonkińskiej grupy językowej sugeruje również inne wyjaśnienie - mówiący obcym językiem. Określenie „surojady” (askipok) było stosowane odnośnie Eskimosów przez Indian Odżibwejów. Pierwszymi Europejczykami, którzy rozpowszechnili termin Eskimos byli władający Kanadą Francuzi. Sami Eskimosi (pozostańmy na chwilę przy tej nazwie) określali się najczęściej po prostu jako ludzie - dokładnie takie znaczenie ma w grenlandzkim słowo Inuit, które dziś używane jest tylko w ogólnym znaczeniu. Grenlandczyk to Kalalek, Grenlandczycy - Kalaallit, stąd nazwa kraju Kalaallit Nunaat, czyli Ziemia Grenlandczyków i język kalaallisut. Co ciekawe, najbliższym językowi grenlandzkiemu dialektem jest inupiatun, używany na Alasce, a nie inuktikut z sąsiedniej Kanady, co ma związek z tym, że przodkowie Grenlandczyków (ludzie kultury Thule) przybyli właśnie z Alaski. Co kazało Inuitom pędzić żywot w trudnych warunkach dalekiej północy? Raczej nie był świadomy wybór, lecz skutek konfliktów z innymi plemionami, które zajmowały lepsze tereny na południu. Aby przetrwać, musieli oni przyjąć twarde warunki stawiane przez przyrodę. W ten sposób powstała jedyna w swoim rodzaju kultura techniczna i społeczna. Dwa inuickie wynalazki przyjęły się powszechnie w świecie: kajak i harpun, a słowo anorak również zrobiło światową karierę. Życie ludzkie w trudnych warunkach Arktyki, całkowicie zależne od występowania zwierzyny, zawsze aż do czasów współczesnych balansowało na krawędzi przetrwania. Kolejne migracje trafiały na wyspę w różnych okresach klimatycznych i ze znajomością różnych technik łowieckich. Oba fakty decydowały o tym, jak długo ludzie ci byli w stanie przetrwać. Jedne kultury znały kajaki, inne nie. Podobnie było z używaniem psich zaprzęgów, harpunów i łuków. Zwierzęta dostarczały właściwie wszystkiego, co potrzebne do życia. Mięso i tłuszcz służyły do jedzenia. Ze skór szyto ubrania i letnie namioty, używając nici zrobionych ze ścięgien. Z kości wykonywano narzędzia, a także szkielety łodzi i sań, kiedy nie było dostępu do drewna dryftowego. Ubrania były nieraz bardzo misternie uszyte z kompozycji odpowiednich rodzajów skór i futer. Skóry były wyprawiane przez czasochłonne ich przeżuwanie, co było zajęciem kobiet. Tłuszcz foki, morsa lub wieloryba był paliwem do lamp służących do oświetlenia i gotowania.
Obok muzeum Knuda Rasmussena można też obejrzeć rekonstrukcję zimowego domu grenlandzkiego z początków XX wieku, wykonanego z kamieni obłożonych darnią. We wnętrzu zimowego domu grenlandzkiego z początków XX wieku. We wnętrzu zimowego domu grenlandzkiego z początków XX wieku. W Ilulissat znajdują się dwa muzea. Pierwszym z nich jest Muzeum Ilulissat, z ekspozycjami przedstawiającymi życie i ekspedycje podróżnika Knuda Rasmussena. Drugim jest Muzeum Sztuki Inuitów, eksponujące wiele artefaktów, głównie obrazów autorów z Grenlandii, Wysp Owczych i Danii, z których najbardziej znany jest Emanuel A. Peterson. Pokazując zbiory tego drugiego muzeum, przekażę jeszcze trochę informacji o Grenlandczykach. Dzisiejsi Grenlandczycy są potomkami koczowniczych grup łowieckich Inuitów i Europejczyków, głównie Duńczyków. Przez ponad trzysta lat kontaktów z białymi krew miejscowa wymieszała się z europejską do tego stopnia, że dziś po samym wyglądzie trudno nieraz rozpoznać rodowitego Grenlandczyka. Mieszane związki (od chwilowych uciech po małżeństwa) były powszechne od chwili przybycia białych, tak więc wpływ cech europejskich obecny jest w każdej możliwej proporcji. Podobnie jak kiedyś, Grenlandki chętnie wchodzą w przelotne związki z Europejczykami. Grenlandczykiem może więc być również wysoki blondyn o niebieskich oczach lub typ południowoeuropejski. Typowo eskimoskie cechy wyglądu, czyli krępa budowa ciała, szeroka twarz z mało wydatnym nosem, skośne oczy i czarne proste włosy można spotkać najczęściej na najmniej wymieszanym wschodnim wybrzeżu i dalekiej północy. Co charakterystyczne, u grenlandzkich kobiet brak jest wyraźnie zaznaczonej linii bioder.
Najbardziej zaludniony jest zachód i południe Grenlandii. Wschodnie wybrzeże z 3,5 tys. mieszkańców jest prawie bezludne, podobnie jak północ, gdzie, nie licząc amerykańskiej bazy wojskowej Thule, żyje jedynie grupa około 800 Inuitów polarnych. Wszystkie te regiony różnią się od siebie dialektem i tradycją, która na skolonizowanym najpierw zachodnim wybrzeżu zanikła najwcześniej. Zachodni dialekt jest obok duńskiego językiem urzędowym nauczanym we wszystkich szkołach. W latach 50. XX wieku na Grenlandii rozpowszechnił się nordycki styl życia. Sterowana pierwotnie z Danii modernizacja kraju sprawiła, że gdziekolwiek się nie znajdziemy - w urzędzie, szkole, barze czy warsztacie, wszystko wydaje się być mniej lub bardziej wierną kopią duńskich odpowiedników. Grenlandczycy mieszkają w domach i mieszkaniach umeblowanych wedle standardu kojarzącego się u nas z Ikeą. Język obfituje w duńskie zapożyczenia, a skromny program lokalnej grenlandzkiej telewizji jest dopełniany programem duńskim. Najpopularniejsze imiona na Grenlandii to w kolejności Hans, Jens, Karl i Peter oraz Ane, Marie, Karen i Johanne - wszystkie pochodzenia duńskiego. Tylko niektóre mają lokalne odpowiedniki, jak Pitaq (Piotr) czy Tumassi (Tomasz), a do pozostałych dodaje się nieraz na końcu i, co tworzy bardziej naturalne dla grenlandzkiej mowy brzmienie - Hansi, Jensi, itd. Najwięcej imion tradycyjnych zachowało się na północy, w rejonie Qaanaaq (Pipaluk, Niviaq, Aqqalu, Nuka, Nukannguaq, Nukappiaraq, Paneeraq). Nazwiska są prawie wyłącznie duńskie. Nawet sposób ekspresji i temperament przypomina, że mimo fizycznej bliskości Ameryki, bliżej stąd do krajów nordyckich. Wydaje się jednak, że Grenlandczycy są generalnie bardziej otwarci i gościnni niż Duńczycy. Za to równie chętnie jak oni wypiją kolejny kubek kawy i zagryzą słodkim ciastem, czego synonimem są grenlandzkie przyjęcia zwane „kafemik”. Co więc odróżnia rodowitych Grenlandczyków od kilkutysięcznej grupy Duńczyków mieszkającej na wyspie? Przede wszystkim język. Jest tak zawiły gramatycznie, że mało który cudzoziemiec jest w stanie nauczyć się go biegle. Zresztą mieszkającym na Grenlandii Duńczykom nie jest zbytnio potrzebny, bo duński, obok zachodniogrenlandzkiego, pozostaje nadal językiem urzędowym. Wszystkie napisy i gazety są dwujęzyczne, a każdy młody Grenlandczyk uczy się duńskiego w szkole. Polityka władz ewoluowała w tej kwestii kilkakrotnie. Pomysł całkowitej danizacji z lat powojennych został porzucony na rzecz odrzucenia językowego jarzma z czasów kolonii, co z kolei w wymiarze językowym skazywało Grenlandczyków na odcięcie od edukacji. Jest więc i tak, że w stolicy mieszkają trzydziestolatkowie nie znający dobrze własnego języka, a w małych osadach starsza i młodsza generacja słabo radzi sobie z duńskim. Dziś władze stawiają na złoty środek.
Drugą cechą narodową Grenlandczyków jest ich kuchnia, a ściśle rzecz biorąc - zamiłowanie do lokalnych specjałów, jakimi są potrawy z foki czy wieloryba oraz sposób ich spożywania - na surowo. Ceniony jest mattak - skóra wieloryba z warstwą tłuszczu i zupa z foki z cebulą i ryżem lub ziemniakami. Na północy i wschodzie nadal okazjonalnie spożywa się małe ptaszki (traczyki), które fermentowały kilka miesięcy w foczym tłuszczu zaszyte w worku ze skóry foki (giviak). Surowe mięso budzi zazwyczaj odrazę mieszkańców Zachodu, dlatego zagraniczni amatorzy surowizny mogą wzbudzić zdumienie miejscowych. Co ciekawe, chcąc kupić miejscowe produkty w sklepie, spotkamy się z zaporą cenową. Drogie jest nie tylko mięso focze czy wielorybie, ale też krewetki, główny produkt eksportowy Grenlandii. W efekcie albo samemu się poluje, albo ma się kontakty z myśliwym, albo jest się skazanym na zakupy w sklepie, gdzie dominują produkty importowane z Danii. Zauważalną po bliższym poznaniu cechą mentalności Grenlandczyków jest ich luźne podejście do przyszłości i pieniądza - co ma być, to będzie. Grenlandzkie słowo kluczowe to immaqa, czyli być może. Gromadzenie dóbr było nieznane wśród koczowników. Chętnie dzielono się żywnością, tak że niezwykle rzadko zdarzały się sytuacje, że ktoś cierpiał głód, podczas gdy inny się objadał. Stąd być może tak popularne dziś przyjęcia kaffemik, na które zaprasza się niekoniecznie tylko znajomych. Warunki życia przyczyniły się do wytworzenia swoistej kultury. Podobnej darmo szukać gdzie indziej na świecie. Konflikty były zazwyczaj rozwiązywane pokojowo, najczęściej za pomocą satyry - spór rozstrzygała społeczność na podstawie inwencji zmagających się stron. Pojęcie własności było mocno ograniczone, zarówno w kwestii przedmiotów, jak i osób najbliższych. Ścisły podział ról w rodzinie: mężczyzna - myśliwy, dostawca pożywienia i kobieta - szwaczka i kucharka wymuszał bezwzględną współzależność obojga. Dzieci były zawsze wielką radością Grenlandczyków, bez względu na to, kto jest ich fizycznym rodzicem. Seks traktowano dość luźno i nie ograniczano się w tej materii do małżeństwa, jednak każdy skok w bok wiązać się musiał z aprobatą męża. W stosownych przypadkach albo dla zabawy praktykowano okresową wymianę żon. Postępowanie takie mogło być również nakazane przez szamana jako środek przeciwko kiepskim łowom. Religia Inuitów nie była ujęta w sztywne ramy. Czczono dusze zmarłych przodków i wierzono w rozmaite dobre i złe moce rządzące światem. Imiona zamieszkiwały kolejne ciała. Nadając imię dziecku starano się odgadnąć imię którego przodka mogło się w nie wcielić. Największymi potęgami były Sila rządząca pogodą i Nerrivik - spoczywająca na dnie oceanu kobieta rozdzielająca zwierzynę łowną. Poważaniem cieszyli się szamani (angakkoq), którzy wprowadzając się w trans, nawiązywali kontakt ze światem pozazmysłowym.
Jedynym znanym instrumentem muzycznym był bębenek, używany przez angakkoqów i do akompaniamentu przy prostych piosenkach. Znane były dyscypliny sportowe - rodzaj piłki nożnej, zapasy i rodzaj trampoliny, czyli podrzucanie na elastycznej skórze. Letnie widowiska, w których występowali przeciwnicy obrzucając się wcześniej ułożonymi prześmiewczymi frazami służyły rozładowaniu napięć. Wraz z pojawieniem się u wybrzeży Grenlandii europejskich marynarzy, a potem duńskich kolonizatorów, stopniowo Inuici przejmowali zdobycze cywilizacji europejskiej, prowadząc jednak nadal tradycyjny łowiecki styl życia. Broń palna, metalowe garnki, stalowe noże i zapałki musiały być przyjęte z wielkim zadowoleniem i bardzo szybko stały się niezastąpionym towarem, za który płacono każdą ilością futer. Od wielorybników - o czym wspomniałem już wcześniej - przejęto polkę, która stała się tańcem narodowym Grenlandii. Gdy południowe i zachodnie wybrzeże Grenlandii było już dawno skolonizowane przez Duńczyków, na północy i wschodzie nadal żyły niewielkie społeczności kultywujące tradycyjny styl życia i wierzenia. W 1818 roku nastąpiło pierwsze spotkanie Inuitów polarnych z wyprawą Johna Rossa (1777-1856). Później Robert Edwin Peary (1856-1920) korzystał z ich wsparcia podczas wypraw, z których ostatnia w 1909 roku dotarła do bieguna północnego. Towarzyszący Pearemu Inuici zupełnie nie rozumieli wysiłków, których celem był abstrakcyjny punkt na zamarzniętym morzu. Przy okazji pobytu w inuickich osiedlach, zarówno Peary jak i jego czarny współtowarzysz wypraw Matthew Alexander Henson (1866-1955) pozostawili po sobie potomków, którzy do dziś noszą ich nazwiska. Tuż przed Pearym, w 1862 roku na Grenlandię dotarła ostatnia faza migracji inuickiej. Piętnastoosobowa grupa z Kanady pod wodzą angakkoqa Qillaq po kilku latach wędrówki osiedliła się wśród mieszkańców rejonu Thule. Kajaki i łuki, które ze sobą przynieśli, a które to wynalazki zostały zapomniane w północnej Grenlandii, szybko przyczyniły się do zwiększenia efektywności łowów. Dzisiaj z polowań (na foki, wieloryby, narwale, niedźwiedzie polarne, renifery i woły piżmowe) utrzymuje się zaledwie ok. 3 tys. osób z 57-tysięcznej populacji. Tylko zawodowi myśliwi mogą polować na zwierzęta chronione, a każdy odstrzał musi być zgłoszony do odpowiednich organów. Dla wielu pozostałych polowanie jest cenioną formą rozrywki i sposobem uzupełnienia diety. Utrzymanie rodziny z polowań nie jest łatwym zajęciem, wymaga nieraz długich i dalekich podróży.
Zdecydowana większość Grenlandczyków pracuje na etatach. Najwięcej - 44% wszystkich zatrudnionych - w administracji publicznej. Spora grupa pracuje w rybołówstwie i przetwórstwie rybnym. W przeszłości preferencyjnymi zarobkami starano się ściągnąć z Danii na Grenlandię wykwalifikowaną siłę roboczą, która miała przyspieszyć modernizację kraju. Wywołało to zrozumiałą niechęć miejscowych wobec Duńczyków. Dzisiaj pierwszeństwo przy zatrudnieniu mają obywatele Grenlandii. Niestety, poziom wykształcenia Grenlandczyków jest dość niski, co sprawia, że większość specjalistycznej kadry nadal pozostaje duńska.

najbliższe galerie:

 
Grenlandia - nocny rejs po Lodowym Fiordzie (2)
1pix użytkownik achernar-51 odległość 0 km 1pix
Grenlandia - Ilulissat (3)
1pix użytkownik achernar-51 odległość 0 km 1pix
Grenlandia - wędrówka w okolicach Ilulissat (2)
1pix użytkownik achernar-51 odległość 0 km 1pix
Grenlandia - Ilulissat (1)
1pix użytkownik achernar-51 odległość 0 km 1pix
Grenlandzkie klimaty (2)
1pix użytkownik achernar-51 odległość 0 km 1pix
Grenlandia - nocny rejs po Lodowym Fiordzie (1)
1pix użytkownik achernar-51 odległość 0 km 1pix

komentarze do galerii (3):

 
achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:5268) dodano 20.06.2018 21:28

AK, Lucy56 - dziękuję za zwiedzanie mojej Grenlandii. Mam nadzieję, że nie zamarzliście. Pozdrawiam. :)

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:2857) dodano 19.06.2018 17:24

Ciekawie pokazujesz Grenlandię,oglądam i czytam z zainteresowaniem.Zwłaszcza,że raczej tam nie wyląduję.Musi wystarczyc lot i rzut okiem z okienka😊.Pozdrawiam.

ak użytkownik ak(wpisów:6136) dodano 18.06.2018 17:43

Lubię spotkania ze sztuką :))

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!