m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (49):

 
Chile, pustynia Atacama - dzień 281 amerykańskiej przygody, km 17417. Ruszam z rana z San Pedro de Atacama w kierunku słynnych gejzerów El Tatio. Gejzery leżą na wysokości 4300m a San Pedro na 2400, dzieli je 90 km dość dobrej drogi gruntowej  więc na dwa dni sobie rozplanowałem drogę co by być przy gejzerach trzeciego dnia z samego rana (tak wszędzie jest napisane co by być z samego rana bo niby najlepsze efekty) Człowiek to całe życie naiwny - może i El Tatio leży na 4300 m. ale wcześciej trzeba pokonać parę zdecydowanie wyższych przełęczy do tego na tych wysokościach tlenu brak - jak trochę większy wysiłek to czuję się jak ryba ... bez wody. Także przejechanie 90 km w dwa dni pod koniec pierwszego stawało się mało realne - no ale dwie godziny przed zachodem słońca duchy opiekuńcze zsyłają mi  na pomoc patrol chilijskiej policji. <wioska Machuca - to miała być i jest moja baza na pierwszą noc przedzierania się do El Tatio>
Carabinieros najpierw zatrzymali się co by mi podarować butelkę izotonika ale po chwili rozmowy zaproponowali że mnie podrzucą kawałek (tylko 18 km ale mi by to zajęło z pół dnia) <znany w świecie turystycznym kościół w Machuca  wszystkie wycieczki się tu zatrzymują żeby go zwiedzić - w określonych godzinach dnia jest otwierany, wokół zapewne pełno lokalesów sprzedających pamiątki - gwar, zapach gotowanej kawy, przekąsek...>
Jak mnie tu wysadzili carabinieros to jedyny świat żywy to świat zwierząt żyjących w dolinie nad którą położona jest wioska. Co prawda paru ludzi tu żyje na stałe, ale zdecydowana większość skądś tam dojeżdża na godziny spotkań z turystami - potem wszystko zakutane na kłódki i tylko wiatr hula. Sporo zrujnowanych domostw to była dla mnie szansa na nocleg w komfortowych warunkach ( znaczy na ubitej, bez śniegu podłodze, otoczony ścianami - bo to już 4000m i w nocy kilka stopni poniżej zera - zresztą widać że dotarłem do granicy gdzie zaczyna się strefa śniegu) <Vulcan Putana - 5890m>Następnego dnia początek dnia bardzo ciężki - trudna wspinaczka - wyżej, coraz wyżej. Wracając do carabinieros to chłopaki chociaż to Policja wykazali się dużą wyrozumiałością do wyczynów Polaka. Wiedzieli co mnie czeka dalej ale wysadzili tam gdzie chciałem nie pytając gdzie będę nocował - na upartego to by mnie mogli zawieść do samych gejzerów bo ich posterunek znajduje się kilka km za tym miejscem. W połowie dnia teren się uspokoił - ostatnie km do El Tatio to właściwie zjazd jest. Na 3 km przed wjazdem do tej doliny znajduję nocleg w opuszczczonej bazie geologów.
< El Tatio to geotermalne pole właściwie dolina otoczona wulkanami>Jako, że przy gejzerach miałem być skoro świt to ruszam godzinę przed świtem. < Wyodrębniono tam 64 gejzery i kilkaset innych przejawów podziemnej działalności>Jest ciemno, bardzo zimno - jak to przed świtem - chciałem jak najszybciej dotrzeć na miejsce - no i przedobrzyłem. Na fotce widać, że mój przedni bagaż znajduje się z tyłu - kilkaset metrów przed bramą wjazdową do doliny wpadłem w wielką dziurę. Generalnie to ta gruntowa  droga prowadząca do El Tatio jest w bardzo dobrej kondycji - nie przewidziałem że akurat te ostatnie kilometry które pokonywałem w całkowitej ciemności będą w fatalnym stanie, do tego pagórki - krótkie zjazdy i podjazdy. No i wpadłem w wielką dziurę jak lej po bombie - te uszkodzenia z przodu nie są istotne bo przedni bagażnik całą Amerykę pokonał  związany z ramą z pomocą zip-tie. Gorsza sprawa, że urwał się jeden z dwóch haków mocujących tylną, lewą sakwę.
No ale na razie najważniejsze były gejzery - sprawy techniczne zostawiłem na później.
Nie czuję się najlepiej - raz że ta wpadka w dziurę wybiła mnie z koncentracji na otaczającej mnie rzeczywistości ... ... do tego wydobywające się spod ziemi opary - mocno czuć siarkę, chlorowodór i inne niezbyt sympatyczne zapachy... ...mózg domaga się jak najszybszej ucieczki z tego terenu... ...ci co przyjechali w samochodach ( tzn wszyscy inni) mają ten komfort, że wyskakują tylko na chwilę z pojazdu ... ...co by zrobić sobie parę fot i dalej zamykają się w kapsule pojazdu, który trochę ich chroni... ... ja natomiast przez kilkadziesiąt minut przebywałem w tych niezdrowych oparach.
Do tego pogoda - nie było w ogóle wiatru - co raczej jest niespotykane tutaj i te opary snuły się po ziemi ... ... normalnie wiatr by to rozwiewał - to dlatego wszystkie wycieczki jadą tu o poranku co by pokazać turystom te słupy dymu - w nocy i o poranku nigdy nie wieje prawie w całej Ameryce ( wyjątek Patagonia) Oprócz gejzerów są tam błotne wulkany oraz źródła z ciepłą ( około 40 st C ) jak i prawie wrzącą wodą ( do 86 st C ) W oczkach wodnych, właściwie basenach z gorącą wodą można się kąpać jak już Słońce ogrzeje trochę atmosferę a wiatr rozwieje obłoki dymu. To już szósty dzień bez wiatru ( i ostatni jak się później okazało) i te snujące się po ziemi opary ... ... zmuszają mnie do odwrotu na wyżej położony teren do bazy Indian Atacameno, którzy nadzorują ten teren.
Oni już wcześniej zapraszali na kawę ( co oczywiście nie przeszkodziło pobrać opłaty za wstęp w wysokości 10 tys chile pesos - ponad 50 zł) ale mi się śpieszyło do gejzerów to odmówiłem. Ta droga to publiczna B-245 przecinająca teren gejzerów i właściwie to mógłbym nią pojechać dalej - duży skrót to by był w dotarciu do głównej drogi na Bolivię. Szkopuł w tym, że droga ta parę razy zbliża się do poziomu 5 tys m, do tego widzę jej stan jest fatalny więc czekałaby mnie przy najmniej jedna noc na tych dużych wysokościach. Nie bardzo mi się to uśmiechało więc wycofuję się najpierw 2 km do Indian a później jeszcze 20 km do skrzyżowania z inną główną drogą ... ...chociaż jako że nie lubię jeździć tą samą drogą w krótkich odstępach czasu to kiełkuje w głowie pomysł małego skrótu. Indianie Atacameno są bardzo życzliwi i chętni do bezinteresownej pomocy ( to moje drugie z nimi spotkanie - pierwsze było w Valle de la Luna nieopodal San Pedro de Atacama).
Tu jak mnie w końcu pochwycili to posadzili w kuchni, napoili kawą, dali się najeść do syta, naładować baterie i uzupełnić zapasy wody. <Jak widać brak wiatru spowodował, że El Tatio wygląda atrakcyjnie także w środku dnia>
To ważne bo jestem w środku tygodniowego okresu gdzie nie mam dostępu do ośrodków zaopatrzenia... <Tak wygląda El Tatio z perspektywy kilku kilometrów - dolina i wulkany nad nią>... przez 7 dni nie wydawałem pieniędzy (poza biletem do gejzerów) bo nie było gdzie. <chilijskie lamy w zimowej szacie > Tylko kilka km wracałem główną drogą - na mapach odkryłem skrót - zamiast 20 km zrobiłbym tylko 6. Początkowe 3 km były zachęcające lekki zjazd, choć droga wąska i częściowo zasypana śniegiem. W pewnym momencie wpadłem w poślizg i zaliczyłem glebę ( znaczy twarzą w śnieg) - duże wydarzenie bo to pierwszy raz w Ameryce...
...w ogóle pierwszy raz od paru lat - kiedyś jeździłem w butach i pedałach SPD ( taki rowerowy system wspomagania mocy) - parę razy but mi się nie odpiął i lądowałem na glebie np przed skrzyżowaniem ... ...było śmiesznie ale szybko zrezygnowałem z tych japońskich wynalazków i spokojnie sobie jeżdżę w pedałach z noskami nie przewracając się. Następne trzy km to była droga przez mękę w trakcie której osiągnąłem zawrotną prędkość jednego km na godzinę. Droga - znaczy ledwo wytyczony szlak - wznosił się coraz bardziej stromo do góry, wilgotna ziemia zmieszana ze śniegiem stawiała coraz większy opór, do tego śnieg lepił się do kół blokując je. Do tego robiło się coraz później i miałem wizję noclegu gdzieś na 4700m w pół metrowym śniegu. Nawet świat zwierząt mnie nie bawił choć  to co tu się dzieje w tej płaszczyźnie to wymaga opowiedzenia w odrębnej prezentacji dlatego teraz nawet nie podaję (poza sympatycznymi lamami) nazw prezentowanego wildlife.
Wszystko skończyło się dobrze, choć mocno zmęczony to dotarłem do przełęczy, tam do głównej, asfaltowej drogi i jeszcze trochę zjechałem w dół co by nocować już poniżej granicy śniegu. No ale żeby nie było za fajnie to w powietrzu wieczorem było już czuć i słychać nadciągające problemy dni następnych.

najbliższe galerie:

 
   CHILE - WODA NA PUSTYNI
1pix użytkownik harmony odległość 25 km 1pix
   BOLIWIA - NIEZWYKŁE ALTIPLANO
1pix użytkownik harmony odległość 33 km 1pix
Altiplano - boliwijskie laguny,  flamingi i nie tylko
1pix użytkownik nola76 odległość 37 km 1pix
BOLIWIA-Laguny Altiplano
1pix użytkownik klavertjevier odległość 37 km 1pix
CHILE, San Pedro de Atacama,
1pix użytkownik martyna odległość 87 km 1pix
   CHILE - W KOLORZE PIASKU
1pix użytkownik harmony odległość 96 km 1pix

komentarze do galerii (7):

 
magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3649) dodano 08.07.2018 21:42

Na tej wysokości pedałować?! Respect! Nocą na Atakamie zimno jest przejmujące w ciepłej porze roku, a czerwiec to najzimniejszy miesiąc. Brrr... Lubisz ekstremalne wyzwania;-) W następnym odcinku rowerem będziesz pokonywać salar Uyuni?
Dbaj o siebie:-)

marcin1980 użytkownik marcin1980(wpisów:1967) dodano 07.07.2018 11:03

Super wyprawa. Piękne miejsca odwiedzone.

satan użytkownik satan(wpisów:3094) dodano 06.07.2018 11:23

Ło...ho...ho...ho Panie! Kolejna odsłona tej fascynującej Wyprawy. Kolejny raz łapska składają się do oklasków. Graty. Fotki świetne! ;-)

popekpawel użytkownik popekpawel(wpisów:3576) dodano 06.07.2018 08:38

Bardzo się podobało.

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:2829) dodano 06.07.2018 08:14

Podziwiam i zazdroszczę,bo gdybym miała teraz lepszą kondycję byłabym gotowa do drogi już dziś!Oczywiście nie sama lecz w doborowym towarzystwie.Kiedyś stopem kawał Polski objechałam ale wtedy samej było jakoś bezpieczniej.
Surowy krajobraz i nie zawsze jest lekko,za to docierasz gdzie chcesz i w swoim tempie.Jak dla mnie to się bardzo liczy.Pozdrawiam i na pewno jeszcze nie raz spojrzę na Twoje galerie😊.

maniana użytkownik maniana(wpisów:251) dodano 06.07.2018 08:03

Przeczytałam jednym tchem, a potem wróciłam po obrazy.
Bardzo interesujące, czekam na następne odcinki.
Pozdrawiam.

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:5163) dodano 06.07.2018 02:27

Kolejny raz chylę czoła. Świetna wyprawa i piękne pejzaże. Niektóre zdjęcia przypomniały mi Grenlandię, którą miałem okazję niedawno odwiedzić... Pozdrawiam i czekam na kolejną relację z Twojej wyprawy przez kontynent. :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!