m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
CALDERA de TABURIENTE jest wulkanem ogromnym. Zajmuje on mniej więcej jedną trzecią powierzchni wyspy, choć tak naprawdę, to cała wyspa jest jednym wielkim wygasłym wulkanem. Jak na tak wielki wulkan, również jego wnętrze musi mieć imponujące rozmiary: średnica korony krateru to dobrze ponad 20 kilometrów... Wnętrze wulkanu porasta niemal w całości unikalny w skali światowej las przepięknej sosny kanaryjskiej nie występującej poza WYSPAMI KANARYJSKIMI i to tylko niektórymi, nigdzie więcej na świecie... Wulkan, jego otoczenie i wnętrze objęte są ścisłą ochroną i stanowią jeden z najważniejszych hiszpańskich parków narodowych, PARQUE NACIONAL de la CALDERA de TABURIENTE... Na koronie krateru już byliśmy... W okolicy szczytu, na zewnętrznej części korony wulkanu zlokalizowane jest obserwatorium astronomiczne, jedno z dwóch najważniejszych na półkuli północnej naszego globu, a o jego lokalizacji zadecydowała niezwykła czystość powietrza niezakłócana niemal żadnym zewnętrznym światłem... Mimo jednak, że CALDERA de TABURIENTE liczy 2426 metrów ponad poziom morza, zdobycie korony wulkanu nie jest wielkim wyczynem: niemal na sam szczyt można wjechać samochodem...
Warunkiem jest tylko to, by nie robić tego zbyt szybko, w przeciwnym bowiem razie, u niektórych osób mogą pojawić się niebezpieczne objawy choroby wysokościowej, a o szybką pomoc medyczną jest tu raczej trudno... Niespiesznie więc, z licznymi przystankami na robienie zdjęć i podziwianie niezwykłych krajobrazów, wjechaliśmy i my...;) Tu pierwszy raz zajrzeliśmy do wnętrza kaldery i wiedzieliśmy, że następnego dnia musimy tam być...;) Tak też stało się, a gdy znaleźliśmy się tam, Pani Królowa natychmiast ruszyła na szlak, znikając mi z oczu już za pierwszym jego zakrętem...;) Zostałem sam...;) Nie dość, że w wielkim stumilowym lesie, to jeszcze w dodatku wewnątrz krateru wielkiego wulkanu...;)
I co z tego, że dawno wygasły, a jak znowu znienacka wybuchnie, co wieszczą niektórzy naukowcy, a ja nie zdążę dojść do CASCADA de LOS COLORES gdzie Pani Królowa pewnie już jest i może nawet na mnie czeka??...;) Zanim jednak naukowcy uzgodnią poglądy, a jest to chyba raczej mało prawdopodobne, kilka zdań o tym, jak w ogóle dostać do wnętrza CALDERA de TABURIENTE... Na początek warto odwiedzić punkt informacyjny Parku Narodowego przy głównej drodze z SANTA CRUZ do LOS LLANOS. Znajdziecie go bez trudu. Tam dostaniecie bezpłatne mapy i niezbędne wskazówki, a w przypadku wyjazdu w stronę LA CUMBRECITA, tam należy zgłosić pobyt i uzgodnić czas wejścia... Najbliższe dostępne wejście do kaldery od strony SANTA CRUZ jest właśnie w okolicy punktu widokowego LA CUMBRECITA. Ale nie polecam tego zejścia: jest ono bardzo strome i karkołomne, a dojście z tego miejsca do CASCADA de LOS COLORES i powrót w ciągu tego samego dnia jest prawie niemożliwe... Najlepszym i najszybszym sposobem dotarcia do wnętrza kaldery jest wejście od strony zachodniej przez wąwóz BARRANCO de las ANGUSTIAS od strony ostatniego dostępnego parkingu publicznego... Tu należy zostawić samochód i dalej albo pójść pieszo, albo skorzystać z transportu licencjonowanych przez Park busików i dojechać wąską ścieżką zawieszoną na skalnych półkach wewnętrznej ściany kaldery do punktu widokowego LOS BRECITOS. Już sama jazda dostarcza niezapomnianych doznań, zwłaszcza osobom żołądkowo bardziej wrażliwym...;)
Skorzystaliśmy z takiej możliwości: dojście piesze do LOS BRECITOS to około 13 kilometrów, a przejście trwałoby nie mniej niż 3 godziny. Nie było tanio, ale szkoda nam było tych 3 godzin, zwłaszcza, że prawdziwy szlak zaczyna się właśnie tam, przy LOS BRECITOS... Ruszyliśmy więc wreszcie na szlak i jak już wiecie Pani Królowa tak dziarsko ruszyła naprzód, że natychmiast zniknęła mi z oczu i zostałem w nieznanym lesie zupełnie sam...;) Naturalny las sosny kanaryjskiej zrobił na mnie ogromne wrażenie. Różnowiekowe i o rożnych, niekiedy dziwacznych kształtach sosny porastają wszelkie dostępne miejsca, a pod nimi zalega gruba warstwa suchej, bardzo łatwopalnej ściółki poprzez którą jakakolwiek inna roślinność praktycznie nie ma szans przebicia się... Jeśli przyjrzeć się dokładnie pniom, niemal każdy nosi ślady często powstających tu w sposób zupełnie naturalny pożarów trawiących nie tylko dno lasu, ale również sięgających do wyższych partii koron drzew. Jednak sośnie kanaryjskiej takie pożary niemal wcale nie szkodzą: jest to bodaj najbardziej odporny na ogień gatunek drzewa na świecie... Jeśli nawet spalona zostanie korona drzewa, bardzo szybko odradza się ona z pączków obecnych na całej długości pnia, a drzewo przyjmuje na jakiś czas charakterystyczny kształt szczotki do czyszczenia butelek - tu doskonale widać młodą gałązkę wyrastającą niemal u nasady pnia starego drzewa, który uległ nadpaleniu... Cały czas idąc lekko pod górę, doszedłem w końcu do wypłaszczenia wewnątrz kaldery. Tu kończył się las, wyżej były już tylko prawie nagie skały. Przede mną płynął wartki potok, rzeczka niemal, krystalicznie czystej wody prosto z chmur, które zstąpiły tu z nieba do wnętrza kaldery...
Potok tworzył tu rozległe oczka, jakby maleńkie jeziorka, o dnach nierealnie wręcz szmaragdowo zielonych od porastających je glonów... Ale Pani Królowej nigdzie nie było widać...;) Napiłem się więc wody i uzupełniłem jej zapas w butelce, po czym ruszyłem wzdłuż koryta potoku... Szlak cały czas prowadził lekko w dół. Wkrótce też wyłoniła się spośród chmur coraz natrętniej schodzących do wnętrza kaldery, charakterystyczna skała: to ROQUE IDAFE. Tu należy zejść ze szlaku i odbić w lewo do sąsiedniego wąwozu - miejsce jest oznakowane, a do CASCADA de LOS COLORES gdzie na pewno czeka Pani Królowa, będzie stąd już tylko jakiś kilometr...;) Wąwóz miał zupełnie inny charakter: ściany jego były niezwykle kolorowe, a dno pokrywał gruby i sypki wulkaniczny  żwir... Środkiem płynęła dziwna, jakby mętna, żółtawa woda...
Poszedłem w górę wąwozu, pod prąd płynącego w nim żółtawego potoku... Im dalej i wyżej szedłem, tym bardziej barwa potoku przybierała na intensywności... Wkrótce potok zaczął zmieniać barwę z żółtej na pomarańczową... Kilkadziesiąt metrów dalej potok wyglądał już niemal jak przemysłowy ściek z socjalistycznego zakładu pracy w latach tzw. głębokiej komuny... Jednak nie ma tu przecież żadnego nie tylko socjalistycznego zakładu pracy, ale w ogóle jakiegokolwiek innego: dookoła sama nieskażona przyroda, nigdzie jakichkolwiek śladów działalności człowieka... I wtedy wychodząc zza kolejnego zakrętu wąwozu, ukazał się moim oczom niesamowity widok...
Jedna z większych atrakcji CALDERA de TABURIENTE - kolorowy wodospad i wypływający zeń kolorowy potok... Oto i on - CASCADA de LOS COLORES...:) Znalazła się też Pani Królowa, która spokojnie stała sobie przy wodospadzie, czekając aż wreszcie przyjdę i zrobię Jej śliczną fotkę: ładna?...;) CASCADA de LOS COLORES nie jest jednak pomnikiem przyrody, ani też nie została zbudowana jako atrakcja turystyczna. W latach 60 'wzniesiono tu z bloków skalnych niewielką zaporę, by w powstałym zbiorniku pomieścić i zatrzymywać wodę wypływającą ze ścian kaldery... Nie wiedziano jednak, że woda wypływająca w tym miejscu jest niezwykle zażelaziona i zawiera także sole manganu. To właśnie one, sole żelaza i manganu z biegiem lat pokolorowały ścianę zapory, a płynąca dalej woda, wciąż bogata w żelazo, zabarwiła także dno potoku. Barwnego dzieła dokończyły zielone mchy, biel wodnych rozprysków  i czerń wulkanicznych skał...:) Już razem poszliśmy dalej...
Dopiero teraz zauważyłem, że to nie sama woda jest kolorowa, lecz dno potoku, skały i kamienie są zabarwione na pomarańczowo i żółto... W miarę oddalania się od CASCADA de LOS COLORES kolory stawały się coraz bledsze... Blednący potok delikatnie szemrząc spokojnie meandrował w sypkim wulkanicznym żwirze... Dało się też zaobserwować inne zjawisko: w kilku miejscach, w pokładach żwiru o większej miąższości, potok całkowicie zanika, by po kilkudziesięciu lub po kilkuset metrach ponownie wypłynąć ze zdwojoną siłą każdorazowo wyraźnie czystszy... Chociaż napić się z niego wody chyba nawet ja bym się nie odważył...;) Na tym zdjęciu potok zanikł całkowicie. Ale to tylko pozory, bo wciąż jest obecny i płynie, gdzieś po skalnym dnie wąwozu pokrytym grubą warstwą żwiru - może właśnie pod tą imponujących rozmiarów bombą wulkaniczną?
W dolnej części wąwozu, już niemal u samego jego wyjścia, bardzo spowolnił nas zawał jednej ze ścian: skalny rumosz wysokości dwóch pięter musieliśmy pokonywać bardzo powoli i niezwykle ostrożnie... A potok? Potok przepłynął sobie pod nim i wypłynął na powierzchnię nieco dalej jako krystalicznie czysta i wartka rzeczka. Ale w toku przeprawy przezeń, aparatu tym razem nie utopiłem i moich specjalnych górskich butów też nie umoczyłem...;)

najbliższe galerie:

 
BIENVENIDO a LA PALMA! . . . ; )
1pix użytkownik przemyslaw odległość 3 km 1pix
La Palma
1pix użytkownik zuzka82 odległość 4 km 1pix
Wyspy Kanaryjskie,  La Palma,  Ponad chmurami
1pix użytkownik sona_dora odległość 5 km 1pix
Wyspy Kanaryjskie La Palma,  Roque de los Muchachos
1pix użytkownik sona_dora odległość 5 km 1pix
Wyspy Kanaryjskie La Palma,  Santa Cruz de La Palma
1pix użytkownik sona_dora odległość 11 km 1pix
Ostatni raj... na ziemi
1pix użytkownik skuza odległość 14 km 1pix

komentarze do galerii (18):

 
przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6069) dodano 25.10.2018 11:57

Niedawno wybraliśmy się tam i po drodze, z powodu załamania pogody zmienilismy "w locie" plany. Ale nic straconego, może w przyszłym roku?
Dziękuję za odwiedziny i serdecznie pozdrawiam!

barsolis użytkownik barsolis(wpisów:373) dodano 19.10.2018 22:29

ladny park narodowy na LA PALMIE ... podobne klimaty jak na DSL.Kolorowe jeziorka w Rudawskim Parku N

toman użytkownik toman(wpisów:188) dodano 02.09.2018 22:22

Na WSTĘPIE o galerii, która wstępu mieć nie miała i ponoć nie miała to skomentuje, że mego komentarza miało nie być to i nie będzie.
Ale ze wstępu przechodząc do konkretów to napisać tylko mogę, że galeria, jak zawsze u Ciebie, przednia i wielce zachęcająca.
Co do pakowania przedpodróżnego to my z Tomanką wyjeżdżaliśmy tylko na 4-5 dni i zaledwie w kieleckie a był moment, że z uwagi na ilość pakunków prawie zrezygnowaliśmy z wyjazdu. Na szczęście i w naszym przypadku było tylko PRAWIE
Pozdrawiam

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:2866) dodano 02.09.2018 10:49

Chciałabym tam kiedyś się przespacerować,piękne miejsce.Troszkę byłam odcięta od internetu a teraz nadrabiam.Wstyd wstawić cokolwiek po takich galeriach
ale popatrzeć na inne można?😉Pozdrawiam serdecznie.

marcin1980 użytkownik marcin1980(wpisów:1971) dodano 01.09.2018 11:38

Piękna przyroda i to wszystko na wulkanie.

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6069) dodano 29.08.2018 01:26

I Piernicyna też!...;)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6069) dodano 29.08.2018 01:25

Irenko, Wielkopolanko, Woja, Śnieżko,
dziękuję! I serdecznie pozdrawiam!...;)

sniezka użytkownik sniezka(wpisów:3334) dodano 28.08.2018 18:08

Jak na wstęp, którego nie ma, to całkiem on jest fajny.
Widzę, że Hiszpania w tym roku na tapecie u Was.
Pozdrowienia!

piernicyna użytkownik piernicyna(wpisów:131) dodano 26.08.2018 23:20

Przemku,
... też, jeśli tylko się da, chodzę boso...
"Myślę, że do ucieczki wykorzystał przeloty dzikich ptaków. Rankiem przed odjazdem posprzątał swoją planetę. Przeczyścił starannie kominy czynnych wulkanów. Posiadał dwa czynne wulkany, co zapewniało mu dużą wygodę, gdy zapragnął rano gorącego śniadania. Posiadał także jeden wygasły wulkan. Ale ponieważ głosił dewizę: "Nigdy nic nie wiadomo" - wyczyścił więc także wulkan nieczynny. Kiedy czyści się kominy regularnie, wulkany płoną równym, łagodnym ogniem, bez wybuchów. Wybuchy wulkaniczne są zupełnie jak ogień w piecu. No oczywiście, że Ziemianie są zbyt mali w stosunku do ziemi, aby i tutaj możliwe było czyszczenie kominów wulkanów. Dlatego powodują tak wielkie kłopoty." /Antoine De Saint-Exuper'ry/
Ps
Twoja Pani Królowa- jak widać na załączonym obrazku - jest Niezwykłą Dziewczyną. Pozdrawiam Was Serdecznie!

woja użytkownik woja(wpisów:554) dodano 26.08.2018 21:11

Piękne miejsca odwiedzasz, Przemku!
Pragnę jednak zaapelować - koniecznie pisz wstępy, bo lubię poczytać:-)))
Pozdrawiam

wielkopolanka użytkownik wielkopolanka(wpisów:1857) dodano 26.08.2018 15:10

Wspaniale się z Wami wędrowało...widoki niesamowite i piękne...a wnętrze krateru oryginalne...kolorowe ściany urokliwe...
pozdrawiam serdecznie:)

irena2005n użytkownik irena2005n(wpisów:3033) dodano 26.08.2018 14:49

Niesamowite miejsce....fajny opis ...miło się z Tobą wędrowało i pozdrawiam serdecznie

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6069) dodano 26.08.2018 12:57

Andrzej,
zdjęcie gambas al ajillo mam przygotowane...;)
Ale po tej wyprawie, zajęła nam cały dzień, byliśmy na tyle "zmarnowani" że o krewetkach już nie myśleliśmy. Nawet ja...;)
A najbliższe - już jutro, gdzieś w Alcudia...;)
Pozdrawiam!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6069) dodano 26.08.2018 12:55

Leszek,
realne problemy z chorobą wysokościową miała towarzysząca nam nasza znajoma, ale na El Teide na Teneryfie. Nie obyło się bez pogotowia. Tamże było na tyle rześko, że też konieczne było coś cieplejszego. A to drugie z dwóch najważniejszych obserwatoriów, to właśnie to, o którym wspominasz - na Hawajach.
Dzięki za odwiedziny, serdecznie pozdrawiam!

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6069) dodano 26.08.2018 12:51

Dziura na tyle duża, że dla chcących obejść wszystkie szlaki bez codziennego wchodzenia i wychodzenia z krateru, w jednym miejscu jest nawet urządzone coś w rodzaju małego pola biwakowego. Oczywiście, pobyt należy zgłosić w Parku

ak użytkownik ak(wpisów:6144) dodano 25.08.2018 08:06

no ale gambas al ajillo nie pokazałeś ! :DD

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:5272) dodano 25.08.2018 02:39

Bardzo atrakcyjna widokowo wycieczka i jak zwykle znakomity opis. A co do zagrożenia chorobą wysokościową, to przypomniały mi się dwie nasze wycieczki z Hawajów - samochodem z Kahului na szczyt wulkanu Haleakala (3.009 m n.p.m.) na Maui, gdzie mimo dość szybkiego wjazdu jakoś dolegliwości związane z wysokością nas nie dopadły. Bardziej dokuczliwy był zimny porywisty wiatr. Jeśli chodzi o drugą wycieczkę, to był to też wjazd samochodem z Hilo, leżącego na wybrzeżu na "dach Hawajów", czyli szczyt Mauna Kea na wysokość 4.205 m. Ponieważ tu jechaliśmy na wycieczkę zorganizowaną (8 osób, mały busik), wjazd nie był tak szybki jak na Haleakalę. Pierwszy, prawie godzinny postój mieliśmy na wysokości ok. 3.000 m n.p.m., a potem jeszcze około półgodzinny w Onizuka Visitor Center, jakieś 500 m wyżej. Potem pojechaliśmy prosto na szczyt, gdzie mogliśmy podziwiać morze chmur kłębiących się poniżej nas oraz niesamowity zachód słońca. Było wprawdzie znacznie zimniej niż na Haleakali (ok. 0 stopni), ale organizatorzy wycieczki zabrali specjalne ciepłe kurtki dla każdego uczestnika, a poza tym - na wypadek dolegliwości związanych z chorobą wysokościową - zabrali też aparat tlenowy, który na szczęście nie okazał się potrzebny. Potem podczas zjazdu zatrzymaliśmy się, aby podziwiać wspaniałe rozgwieżdżone niebo, a w Onizuka Visitor Center była możliwość obejrzenia Marsa przez niewielki teleskop. Podobnie jak na La Palmie, również i na Mauna Kea jest duże obserwatorium astronomiczne, ale na co dzień nie jest ono dostępne dla turystów. Pozdrawiam. :)

patryk80 użytkownik patryk80(wpisów:4810) dodano 25.08.2018 00:44

No niezla dziura z tego krateru! Obejrzałem szybko, ale na szczęście choroba wysokościowa mnie nie dopadła - może to efekt znieczulenia he he ;) Jeszcze tu wrócę

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!