m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Tak, wjechaliśmy w końcu do RUMUNII. A jako że marzył mi się węgierski paprykarz z kluseczkami i zupa gulaszowa, postanowiłem, że pojedziemy do RIMETEA, znanej mi już wioski w sercu TRANSYLVANII, zamieszkałej niemal w całości przez mniejszość węgierską... Bogatszy o doświadczenie z ostatnich kilku godzin tłuczenia się po lokalnych drogach postanowiłem, że już nigdy i pod żadnym pozorem nie będę żałował na opłaty autostradowe... Pech jednak chciał, że na naszej trasie do RIMETEA żadnej autostrady jakoś jeszcze nie pobudowano... Pozostały więc  nam znowu drogi lokalne, a nawet bardzo lokalne... I tak sobie jechaliśmy i jechaliśmy, podziwiając atramentowo kwitnące szałwią transylwańskie łąki... I pachnące białym kwieciem akacji transylwańskie lasy...
Aż nagle, jakoś bliżej wieczora, Pan Dziekan Jerzy T. przytomnie zapytał: Przemo, a jak już kiedyś dojedziemy do tej RIMETEA, to gdzie będziemy spać i czy tam da się coś zjeść, bo jestem już trochę głodny? No tak, faktycznie, jechaliśmy przecież w ciemno. Ale nie był to duży problem. Nocleg w RIMETEA można dostać w niemal co drugiej chacie. Zadzwoniłem więc z trasy do pensjonatu, w którym z Panią Królową mieszkaliśmy 5 lat wcześniej... Niestety. Nasz niegdysiejszy Pan Gospodarz z żalem oznajmił, że ma akurat wszystko zajęte... Na ile to możliwe w samochodzie podczas jazdy po wybojach i z głodnym Panem Dziekanem Jerzym T. u boku, nogi pode mną z lekka się ugięły... Na szczęście, Pan Gospodarz szybko dodał, że jeśli chcemy i nalegamy, to załatwi nam noclegi po sąsiedzku, zaś stołować się możemy u niego...
Tak, bardzo chcemy, a nawet nalegamy, rozpaczliwie rzuciłem do telefonu, w ostatniej chwili omijając jakąś wielką wyrwę w drodze... Humor jednak szybko poprawił mi się, gdy Pan Gospodarz płynnie po francusku przeszedł do menu i rzeczowo zapytał, na co mamy ochotę na kolację... Było nam to w zasadzie obojętne, byle dużo, pikantnie, tłusto i zakrapiane, czyli najlepiej coś z kuchni regionalnej i niekoniecznie ze znakiem akcyzy... Dobrze o zmierzchu, a nawet całkiem wieczorem i zupełnie po ciemku, dotarliśmy w końcu do RIMETEA. Pan Gospodarz spisał się: czekała na nas doskonała kwatera w starej szeklerskiej zabytkowej chacie i wspaniała kolacja... Co było na kolację? Tego właściwie nie pamiętam, poza tym, że na powitanie była palinka, Pan Dziekan był bardzo zadowolony, a potem... też była palinka. Tak, palinka była cały czas. Na pewno. Może właśnie dlatego więcej nie pamiętam...;) Następnego dnia rano Pan Dziekan Jerzy T. stwierdził, że raczej nie ma ochoty na śniadanie, bo właściwie to boli go trochę głowa. I na zaplanowany wypad w góry też nie ma ochoty. Jednak jeśli ja zamierzam coś zjeść, to on może ewentualnie popatrzeć, a potem możemy razem zwiedzić wioskę, natomiast w góry to dziś nie, absolutnie nieee...;)
Nawet dobrze że nie w góry, bo dziś na góry to ja chętnie sobie tylko popatrzę, ale z dołu, pomyślałem, jednak bardzo po cichu... Świetnie! To skoro zgadzasz się i nie w góry, dodał Pan Dziekan całkiem głośno, to możemy przy okazji sprawdzić, jak smakuje to rumuńskie piwo, które tak zachwalałeś, Jak ono nazywa się, bo zapomniałem? Chodzi Ci o Ursusa? - udałem, że nie wiem. Nawet całkiem dobry pomysł, szybko dodałem przypomniawszy sobie, że Pan Dziekan zawsze zarzekał się, że on to tylko czasem troszenieczkę dobrego winka, kapenieczkę naleweczki lub kieliszeczek koniaczku, ale piwo to absolutnie nieee...;) Zjadłem więc śniadanie. Pan Dziekan z trudem, ale jakoś wytrzymał to wzrokiem, sam wypił tylko kawę, a potem ruszyliśmy na wioskę... Niestety, wszystkie możliwe piwa były o tej godzinie jeszcze nieczynne...:( I tu wystąpił mały problem: Pan Dziekan przysiadł na ławeczce i we właściwy sobie zdecydowany sposób stwierdził, że nie szkodzi, że zamknięte, bo on ma czas i zaczeka. Aż otworzą...
Wiedziałem, że będzie to ciężka orka, ale przystąpiłem do negocjacji. Po jakichś 20 minutach, może nieco dłużej, udało się nam osiągnąć consensus, że najpierw obejdziemy wioskę, a potem, uroczyście obiecuję, że tu wrócimy. Zwłaszcza, że i ja sam mam taką potrzebę i chętnie przypomnę sobie smak Ursusa...;) Ruszyliśmy więc dalej. Byłem ciekaw, co i jak zmieniło się w RIMETEA przez minione 5 lat, kiedy byłem tu z Panią Królową po raz ostatni... Jest nam bardzo miło i Pan Dziekan Jerzy T. nadziwić się nie może, że każdy mijany mieszkaniec, z uśmiechem na twarzy coś do nas zagaduje. Choć nic nie rozumiemy, domyślamy się, że to „dzień dobry”, więc takoż po polsku odpowiadamy. Ale przecież ludzie na co dzień rozmawiają tu po węgiersku... I nie powinno to dziwić. RIMETEA jest wsią wyjątkową, już choćby z tego powodu, że jest to wieś na wskroś węgierska. Zdecydowana większość mieszkańców mówi wyłącznie po węgiersku. A to oznacza, że dogadać się tu z kimkolwiek graniczy niemal z cudem. Nawet nazwa wsi, to dla nich nie RIMETEA, lecz po węgiersku TOROCKÓ, z akcentem na pierwszą sylabę. Po prostu...;) Wieś przypomina niemal malunek z bajki. Rzuca się w oczy obowiązujący kanon budowlany: wszystkie domy są zwrócone ścianą szczytową do drogi i najczęściej oddzielone od siebie wysokimi bramami wjazdowymi na podwórze. Wzdłuż drogi, tam gdzie jest miejsce, ciągną się starannie utrzymane rowy odwadniające... W całej wsi obowiązuje niska zabudowa. Harmonię tę zakłóca tylko jakby nie dokończony budynek Urzędu Gminy. Większość domów posiada białą elewację i kolorową stolarkę okienną i drzwiową, najczęściej czterospadowe dachy lub co najmniej charakterystyczne naczółki w szczytach dachów. Zdecydowana większość domów jest pieczołowicie odnowiona lub w trakcie odnawiania...
Na podwórza prowadzą charakterystyczne duże i kryte bramy najczęściej zadaszone przynajmniej nad furtami wejściowymi, a wejścia do domów znajdują się nie od strony ulicy lecz na bocznych ścianach od strony zasłoniętego bramą podwórza. To obraz charakterystyczny w całej  Rumunii, nie tylko w Transylwanii... Dlaczego? Ano dlatego, że Najjaśniejszy Pan kiedyś TAK KAZALI. A kazali tak dlatego, żeby bałaganu na podwórku nie było widać! Bo wiadomo, że jak jest gospodarka, to jakiś prywatny bałagan też być musi. Ale bałagan nie musi walić po oczach na całą wieś i psuć widok. Proste?? A nowsze domy, te pobudowane później? Choć Najjaśniejszego Pana już dawno nie ma, narzucony kiedyś kanon budowlany wciąż obowiązuje, tak zostało do dnia dzisiejszego. Bo tam gdzie ludzie szanują własną historię i tradycję, dziś też budują podobnie nie siląc się na wątpliwą oryginalność, by koniecznie odróżniać się od sąsiada. Dzięki temu wieś pięknieje i choć jakby inna i nowsza, to wciąż wygląda tak samo... Tu zauważam pierwszą zmianę: podczas naszego pierwszego pobytu w RIMETEA - TOROCKÓ odnowionych domów było znacznie mniej, a renowacją objęte wówczas zostały najbardziej charakterystyczne i najstarsze zabudowania w umownym centrum wsi, stojące karnym rzędem siedziby potomków dawnych górników sprowadzonych tu niegdyś przez węgierskich władców...
Historia wsi związana jest bowiem z górnictwem. W przeszłości w okolicy znajdowały się kopalnie złota znane jeszcze w czasach rzymskich, a od XIII wieku eksploatowano tu także rudy żelaza. Wtedy to do wsi przybyli pierwsi górnicy, głównie z Niemiec, ale też z Węgier, Austrii i Słowacji, a nawet z terenów dzisiejszej Holandii i belgijskiej Flandrii, nazwani później Sasami siedmiogrodzkimi... Idąc dalej uświadamiam sobie kolejną zmianę: wszystkie drogi we wsi, choć szutrowe, są czyste. Główna droga asfaltowa przez wieś również. Powiecie, że to dobrze i tak powinno być? Oczywiście macie rację, tylko że... Jeszcze 5 lat temu we wsi mieszkało coś ze 200 krów, mnóstwo owiec i koni. Owce jeszcze czasem słychać na pastwiskach pod Szeklerską Skałą, można zobaczyć też konie, ale krowy zostały we wsi tylko dwie. Ani rano ani pod wieczór nie słychać już ryku krasul wędrujących na pastwiska i wracających do swoich obórek co skutkowało tym, że idąc przez wieś trzeba było raczej starannie patrzeć pod nogi...;) A co stało się z dawnymi samowystarczalnymi gospodarstwami rolnymi? Istnieją nadal bo w końcu trzeba z czegoś żyć, ale w znacznej lub większej części, są to już gospodarstwa i pensjonaty agroturystyczne... Właśnie dzięki temu można jechać do RIMETEA - TOROCKÓ niemal w ciemno, nie martwiąc się zbytnio o nocleg. Bo mimo, że turystów zwłaszcza z Węgier nie brakuje i czasem bywa tłoczno, to istnieje tu zwyczaj podsyłania sobie gości, gdy samemu nie można ich z braku miejsca przyjąć... Tak właśnie było w naszym przypadku...
Idziemy dalej. Przy robieniu zdjęć trochę irytują mnie rozciągnięte wszędzie kable energetyczne i telefoniczne. Ale nie ma co udawać że ich nie ma ani silić się na wymyślne kadrowanie. One po prostu są i jest to zarówno w Rumunii jak i wszędzie na Bałkanach stały element rzeczywistości. Pod tym względem w RIMETEA - TOROCKÓ nic sie nie zmieniło... W centrum wsi stoi duży i stary, starannie odnowiony zabytkowy kościół. To kościół unitariański... Czy ktoś pamięta jeszcze ze szkoły lekcję o arianach, zwanych braćmi polskimi? Oni też byli unitarianami,  a unitarianie tutejsi, to tacy ich bracia węgierscy. Tworzą oni „The Unitarian Church of Transylvania”, a wraz ze wspólnotą na Węgrzech są dziś największą na świecie wspólnotą tego odłamu Chrześcijan... Pięć lat temu byłem z Panią Królową wewnątrz kościoła, pamiętam jego ciekawy wystrój. Dziś jednak wszystkie furty i wejścia były pozamykane. Pan Dziekan, który chwilowo zapomniał o obiecanym piwie, obszedł cały kompleks kościelny kilkakrotnie szukając jakiegoś otwartego wejścia, ale im bardziej go obchodził i szukał, tym bardziej nic nie mógł znaleźć, a kościół wciąż pozostawał zamknięty...;) Poszliśmy więc w stronę pięknie prezentującej się na tle Szeklerskiej Skały prawosławnej cerkwi. Cerkiew jest znacznie młodsza i pobudowano ją w okresie międzywojennym jako znak rumuńskiej dominacji po tym, jak po I Wojnie Światowej układem z Trianon całą Transylwanię oderwano od Węgier i przyłączono do Rumunii... Jednak i tu sytuacja była podobna. Pan Dziekan już tylko raz obszedł dookoła teren cerkiewny i zdecydowanie stwierdził, że też wszystko pozamykane...
A skoro i tak wszystko jest pozamykane, to może w końcu ktoś nas zauważył, że snujemy się spragnieni po zamkniętej i pustawej wsi i chociaż jakieś piwo wreszcie otworzył...;) No dobra, trudno, pomyślałem. Skoro tak, to idziemy na Ursusa - przecież obiecałem. A sam też nie odmówię...;)

najbliższe galerie:

 
TRANSILVANIA 2013 - w drodze do RIMETEA
1pix użytkownik przemyslaw odległość 0 km 1pix
Rimetea szeklerska wieś pod szeklerską skałą
1pix użytkownik irasek_palownik odległość 0 km 1pix
Rimetea - te iubesc ! ! !
1pix użytkownik benko90 odległość 1 km 1pix
Cz 14 RO Szeklerska Skała - G.  Trascau
1pix użytkownik irasek_palownik odległość 2 km 1pix
TRANSILVANIA 2013 - WIOSNA pod SZEKLERSKĄ SKAŁĄ
1pix użytkownik przemyslaw odległość 3 km 1pix
Góry Trascău –  marzec 2011
1pix użytkownik irasek_palownik odległość 4 km 1pix

komentarze do galerii (12):

 
przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6213) dodano 06.01.2019 22:06

Dziękuję Wszystkim za odwiedziny, życzliwe komentarze i wysokie oceny. Jednocześnie przepraszam za brak wcześniejszych odpowiedzi spowodowanych brakiem dostępu do komputera w okresie świątecznym i po. Ale obiecuję poprawę...;)
Wszystkich serdecznie pozdrawiam!...;)

pisanka użytkownik pisanka(wpisów:564) dodano 04.01.2019 13:56

Z cyklu 101 powodow by pojechać do Rumunii . Fajny spontaniczny wyjazd , takie sa zwykle najlepsze. Z noworocznym pozdrowieniem Pisanka

wielkopolanka użytkownik wielkopolanka(wpisów:1925) dodano 29.12.2018 21:12

Piękna wyprawa....wspaniała relacja... bardzo podobało się..najpiękniejsze foty 2-8
pozdrawiam serdecznie:)

doracz użytkownik doracz(wpisów:1177) dodano 29.12.2018 16:56

Ma klimat Rimetea! Transylwania pociąga zawsze. Świetna galeria. Pozdrawiam serdecznie :)

piernicyna użytkownik piernicyna(wpisów:143) dodano 28.12.2018 01:25

Podobają się bardzo: 'łąki atramentowo kwitnące szałwią i lasy pachnące białym kwieciem akacji', i pomysł Najjaśniejszego Pana, i pracowitość mieszkańców wsi, ich przywiązanie do historii i tradycji oraz sposób na życie, jak również dbałość o czystość. Bardzo podoba się pomysł Pana Dziekana, Jerzego T, po którym zapadła Wasza spontaniczna decyzja...
...Twoja relacja z wyprawy do Torockó też podoba się Bardzo!
Pozdrawiam serdecznie!

olazim użytkownik olazim(wpisów:2269) dodano 27.12.2018 16:36

Piękie pokazujesz i opowiadasz,aż smutno się robi na myśl że tego nie widziałam-dzięki-pozdrawiam.

ak użytkownik ak(wpisów:6257) dodano 27.12.2018 11:51

no wszystko, że tak mi się wyrwie "gut" , a te gambas al ajillo to gdzie !? :DD

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:3067) dodano 27.12.2018 11:15

Drugi raz oglądam i jestem pod wrażeniem konkretnej,szybkiej decyzji😊.To w której chatce ugościł Was gospodarz?😉Pozdrawiam,jeszcze z Anglii.

gregy użytkownik gregy(wpisów:626) dodano 27.12.2018 07:21

Ach ta Rumunia, chodzi za nami od dłuższego czasu. Pomyśleliśmy, że może na majówkę w 2019, ale wygrają chyba Alpy Julijskie, do których chcemy bardzo wrócić. No zobaczymy, może sierpień, ech ciężko zaplanować.

pipol użytkownik pipol(wpisów:9039) dodano 26.12.2018 16:12

a gdzie foto wnętrza chaty fot. 16? ;)
zacne, klimatyczne miejsce.
nawet nie starałem się ominąć galerii :DDDDD
pozdro

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:5555) dodano 26.12.2018 11:57

Super relacja. Naprawdę, zatęskniłem za Rumunią... Pozdrawiam. :)

paniwu użytkownik paniwu(wpisów:572) dodano 26.12.2018 11:48

Dzisiaj drugi dzień Świąt i na dzień dobry przeczytałam, jakże wciągającą, ciekawą, dowcipną i pełną autoironii opowieść pn. RIMETEA - pięć lat później", wspartą fajnymi zdjęciami. Za wspaniały tekst 2x10, za zdjęcia drugie tyle. A galerię polecam wszystkim na poprawę humoru i nastroju. To działa naprawdę. Zniknął paskudny krajobraz za oknem. Podobało się bardzo. Pozdrowienia, również dla współtowarzysza niezaplanowanej wyprawy.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!