m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Pierwszym miejscem do którego zabrałam rodzinkę był położony pod Lipskiem jeden z największych w Niemczech, park rozrywki BELANTIS. Stwierdziłam, że po roku wytężonej nauki dzieciakom należy się jakaś przyjemność. A co się okazało ? Że z większości atrakcji skorzystali bardziej rodzice, bo dzieciaki to nieee... nie tym razem. Strach ich obleciał jak zobaczyli o co chodzi. Ale ja się nie dziwię. Z tego czegoś to i ja nie odważyłam się skorzystać. Na samą myśl o pionowym zjeździe w dół, jak patrzę na to zdjęcie mimo upływu miesięcy, to żołądek do gardła mi podchodzi. A takich przeciążeniowych atrakcji było tam w parku sporo. Na niektóre jak wsiadłam, to już po 10 sekundach żałowałam decyzji. Ale z drugiej strony - jak nie teraz, to kiedy ? Im więcej lat na karku, tym większy strach. Tegoroczna trasa została wytyczona m.in. ze względu na kilka miejsc szczególnych. Jednym z nich był region gór Harzu, na północy którego umiejscowiły się trzy wyjątkowe miasteczka. Pierwszym z nich był Quedlinburg - prawdziwe miasto 'w kratkę'. I powiem tak... jeśli ktoś był w Bawarii, widział mur pruski (nie mylić z szachulcem) i uważa że Bawaria stanowi centrum tego stylu, to jest w błędzie. Ogromnym błędzie. Quedlinburg to miasto w którym zachowało się ponad 1 600 oryginalnych budowli z muru pruskiego, z których najstarsze mają po 500-600 lat. To miasto jest jak ogromna bombonierka z najpyszniejszymi czekoladkami na świecie. Każdy budynek w mieście zachwyca. Każdy, bez wyjątku. Uwierzcie mi na słowo, że można tak stać i gapić się na nie, kontemplując każdy detal. Góry Harzu. Niby nic spektakularnego, żadne to Alpy o poszarpanych ośnieżonych szczytach. Raczej przestrzenie jak okiem sięgnąć. W wakacje zielono. W październiku widok musi tu być spektakularny. Ale, do rzeczy - Góry Harzu znane są przede wszystkim ze zlotów czarownic, diabłów, czortów i innego tego typu tałatajstwa, które spotyka się tu w Noc Walpurgii (30.04/01.05), przed odlotem na sabat odbywający się na górze Brocken, będący jednocześnie najwyższym wzniesieniem Harzu. Słyszeliście kiedyś o 'widmie Brockenu' ? To właśnie o ten Brocken chodzi. Kiedyś wyjaśnię co i jak. Trafiliśmy na wzniesienie Rosstrappe (widoczne doskonale na poprzednim zdjęciu). Chcieliśmy tam odnaleźć ślad końskiego kopyta odbitego w skale, a związanego z pewną miejscową legendą. Kto zna niemiecki, może doczytać już teraz. Kto nie, musi poczekać do kolejnej galerii, gdzie opowiem o co dokładnie chodzi :-)
W Gdańsku, na nabrzeżu stoi sobie wielka karuzela, w której jest jeden VIP wagonik, z przeszkloną podłogą. Jeden. I to dla wielu turystów jest wow. No to teraz wyobraźcie sobie jazdę wyciągiem, nad głęboką doliną, wagonikiem z takim właśnie dnem. To dopiero jest WOW, kiedy pod nogami masz taką przestrzeń, a nie kilkanaście metrów. Tylko jedna uwaga - wsiadając do wagonika, należy pamiętać aby wybrać zieloną kabinę. W wyciągu są bowiem jeszcze czerwone, ale one mają już normalną podłogę. Dobre rozwiązanie dla tych, co wolą nie widzieć jak ziemia się oddala, pozostając gdzieś tam w dole. Miejscem do którego wywiedzie nas wyciąg i do którego trzeba troszkę przedreptać laskiem, jest plac czarcich tańców czyli Hexentanzplatz. Za dnia jest tu całkiem miło, ale szczerze... to nocą wolałabym się tu nie znaleźć. Żyjemy w świecie w którym czarownic nie ma (taka przynajmniej jest oficjalna wersja), ale... ki czort ? 100% pewności nigdy nie mamy. A po kilku dniach spedzonych w Górach Harzu, to jestem jednak w stanie uwierzyć w nadprzyrodzone moce. Jakoś tak dziwnie się tam czułam. Jak by mnie ciągle coś obserwowało... Drugą z trzech miejskich perełek rejonu Harzu, był Wernigerode. To co widać na zdjęciu to Ratusz. Śliczny, nieprawdaż ? Podobnie tam jak w Quedlinburgu. Kratka na kratce, kratką pogania :-) To obowiązkowe miejsce dla pasjonatów muru pruskiego. I mimo że teoretycznie jest tu mniej kratkowanych domów niż w Quedlinburgu, to Wernigerode wywarło na mnie duże wrażenie. A poza tym, jest tam przepiękny zamek o fantastycznych wnętrzach. No sami spójrzcie. Czyż nie jest to ładne ? Trzecim miastem które zwizytowaliśmy, był Goslar. Teraz - miasto powiatowe. Kiedyś - stolica Rzeszy. Początki Goslaru datuje się na rok 922. Już od tego czasu był to bogaty ośrodek górniczy, w którym przez stulecia wydobywano m.in. ołów, cynk i srebro. W mieście, w różnych ważnych punktach turystycznych, poustawiane są wielkie bryły kruszców pochodzące z tamtejszej kopalni Rammelsberg - jednej z głównych atrakcji Goslaru. 
Jak duże - widać na zdjęciu. Młoda moja ma obecnie coś ponad 120 centymetrów długości. No to można sobie wyobrazić wielkość takiej bryły. To tutaj to była chyba miedź, ale pewności nie mam. Rammelsberg to jedyna kopalnia rudy na świecie, która działała nierzerwanie 1 000 lat (od 968 do 1988 roku). Nieźle, co ?
Od razu jednak dodam, że do kopalni nie weszliśmy bo czasu nie starczyło, ale zaliczyliśmy inną ważną atrakcję - romańskie pallatium czyli dwór królewski założony na początku XI w. przez cesarza Henryka II. Co więcej, ów cesarski dom jest największą, najstarszą i zarazem najlepiej zachowaną budowlą świecką z XI w. na terenie Niemiec. Ale nie to najbardziej oszołomiło mnie w Goslarze, a wszechobecny łupek. Od tamtej wizyty, jak dla mnie, Goslar to łupkowe miasto. Przepięknie wyglądają domy z łupkową elewacją, a do tego o różnej kolorystyce. Kolejnego dnia mieliśmy do pokonania dłuższy odcinek, w kierunku północnym. Ale że po drodze znajdował się zamek Marienburg do którego już od jakiegoś czasu chciało mi się trafić, to zarządziłam krótki postój. To co widać na zdjęciu, to makieta zamku wykonana z korka, na polecenie Ernesta Augusta Hanowerskiego, na zlecenie którego zamek zbudowano, a który niestety był niewidomy. Zdjęcie nie jest mojego autorstawa. Pochodzi z zasobów marketingowych zamku. W środku jest absolutny zakaz fotografowania, a wnętrza są naprawdę piękne i zasługują na to by je pokazać. Zamek to nie tylko muzeum. To również dom mieszkalny obecnego księcia hanowerskiego i jego rodziny. Chcąc go zwiedzić, trzeba zwracać uwagę czy na szczycie wieży nie powiewa flaga. Jeśli nie - można zwiedzać. Jako że zamek jest 'rzut beretem' od Hanoweru, to nie mogliśmy nie zajrzeć do centrum, choć czasu za dużo nie mieliśmy. Do przejechania ponad 200 km, znalezienie kempingu i rozłożenie namiotu. W centrum spędziliśmy dosłownie godzinkę. Nie zauroczyło mnie, widziałam ładniejsze miejsca. ale na Rynku znalazłam kościół, który mnie mocno zaciekawił. Tym kościołem był Martkirche. Duży, solidny, XIV-wieczny ceglany kościół. A na jego wieży - pentagram. I wszystko było by ok, gdyby był to znak z jednym wierzchołkiem na górze. Ale pentagram widoczny na zdjęciu ma dwa wierzchołki skierowane ku górze, a to jest Pentagram Odwrócony vel Czarny - oznaczający profanum, człowieczeństwo, wyższość żądz i emocji nad rozumem. Symbol, który od XIV wieku uważany jest za znak satanistyczny. Tak że... dużo zagadnień jestem w stanie przyswoić, ale tutaj nie kumam za bardzo o co chodzi z pentagramem na kościele. Jechali, jechali i dojechali. Do Bremy. Miasto odkryłam kilka lat temu, zupełnie przypadkiem, dzięki dzieciakom które były wówczas przedszkolakami. I siedziało mi to miasto gdzieś tam z tyłu głowy, czekając na odpowiedni moment żeby o sobie przypomnieć. Wiecie ? Znacie ? 'Osioł ryczał, pies szczekał, kot miauczał, a kogut piał, ile sił w starych płucach'. To właśnie dla niech, dla Czterech Muzynkantów z Bremy doratliśmy do tego miasta. Odkąd dzieciaki uświadomiły mnie o tej bajce, a której sama ze swoich szczenięcych lat nie kojarzyłam, to jakoś tak Brema nie mogła wyjść z głowy. I całe szczęście, bo to naprawdę przefantastyczne miasto. Zabytkowe i jednocześnie nowoczesne. Spokojne, ale też aktywne. Czułam się tam trochę jak... we Wrocławiu :-)
W Bremie warto zajrzeć do dzielnicy Shnoor. To wyjątkowe miejsce. Króluja tam urocze malutkie i bardzo kolorowe domki, z których najstarsze datowane są na XIII wiek. Obecnie  mieszczą się w nich klimatyczne sklepiki z rękodziełem i nie mniej klimatyczne knajpki. Kiedyś natomiast, w miejscu tym  znajdowały się głównie sklepiki kupców i warsztaty rzemieślników, którzy parali się produkcją powrozów. Bremeńskie Universum - dziwny spłaszczony budynek, przypominający swoim wyglądem statek kosmiczny lub wyłaniającego się z wody wieloryba. Zależy od której strony się na niego patrzy :-) W swoim wnętrzu kryje najlepsze centrum nauki, jakie do tej pory udało nam się zobaczyć. A kilka ich było. Powiem po cichu, że jak dla mnie, przebija nawet naszego rodzimego Kopernika. Zawsze twierdziłam, że mam słabe krążenie, ale jakoś nikt mi nie wierzył. Wszędzie słyszałam że przesadzam. A tu, o proszę - mam dowód. Po prawej dłoń mojego męża, po lewej moja. Jest różnica ? Normalnie człowiek lodu :-) Trzy poziomy Universum traktują o: technice, człowieku i naturze. Nie ma że jeden dział lepszy od drugiego, Każdy inny, każdy fantastyczny. Gdybym miała możliwość wrócić do jakiegoś centrum naukowego, to bez wahania wybrałabym właśnie Universum. Jak sklecę kiedyś galerię stamtąd, to sami się przekonacie dlaczego warto tam zajrzeć. Kolejnym powodem który zaprowadził nas w okolice Bremy był bunkier Valentin. Nie dla mnie to atrakcja, ale Młody mój, jako że zna się na rzeczy, marzył aby zobaczyć go na żywo. A że matka spełnia życzenia, to nie mogło być inaczej i ustawiła trasę, co by tam dotrzeć. Generalnie - Valentin  U-Boot bunkier - ogromne betonowe bydlę, o powierzchni ponad 35 000 m2, był budowany jako stocznia końcowa dla sporych okrętów podwodnych, o długości ok 80 metrów, które miały być wodowane wprost do rzeki Wezery. Bunkra nie dokończono. Uff... całe szczęście, że akurat wojna się skończyła. Bremerhaven. Niedoceniane miasto, do którego dociera niewielu turystów. Ja co prawda też za bardzo się w niego nie zagłębiłam, ale jak zawsze w takich sytuacjach - czas ogranicza. A trafiliśmy do niego z 2 powodów.
Po pierwsze - Klimahaus Bremerhaven 8° Ost. To bardzo wyjątkowe centrum naukowe. Pierwszy raz mieliśmy okazję w takim być. Jest to symulacja podróży dookoła kuli ziemskiej, wzdłuż południka 8°34' długości wschodniej, podczas której można przemierzyć wszystkie strefy klimatyczne, które na nim występują. W ciągu kilkudziesięciu minut można zmarznąć, zmoknąć i spocić się. Chodzić po arktycznym lodzie, po piasku pustyni, by na koniec wylądować w... niebie upstrzonym gwiazdami. Niesamowite miejsce :-) Tak dla Waszej wiadomości - południk 8° przechodzi m.in. przez: szwajcarski Isenthal, Seneghe na Sardynii, Kanak w Nigerii, Ikenge w Kamerunie, Ziemię Królowej Maud na Antarktydzie, Satitoa na Samoa, Gambell na Alasce, niemiecki Hallig Langeness oraz oczywiście... Bremerhaven. I wszystkie te miejsca zwiedzamy właśnie w Klimahaus. Drugim powodem dla którego wybraliśmy się do Bremerhaven był Wilhelm Bauer, jeden z czterech drugowojennych U-Bootów zachowanych do czasów współczesnych. Długo biedaczek jednak nie popływał. Zwodowany w styczniu 1945 roku, na dnie Bałtyku znalazł się niespełna 4 miesiące później. Ale go odratowano. 12 lat później, w 1957 roku go wydobyto i wyremontowano. A dziś cieszy oko chłopców dużych i małych. A teraz coś bardziej dla dziewczyn, czyli zamek wyglądający z zewnątrz trochę jak siedziba disney'owskiej księżniczki. Kiedyś był to zamek książąt Meklemburskich, dziś swoją siedzibę ma w nim także tamtejszy parlament. Mimo że wnętrza wymagają lekkiego remontu tu i ówdzie, to wciąż zachwycają przepychem i rozmachem. A budowla jest ogromna - 650 sal to całkiem sporo. Na zamku tym wychowała się m.in Aleksandra von Mecklenburg-Schwerin, babcia obecnej królowej Danii, Małgorzaty II. Mimo że zamek w Schwerinie całościowo mnie jakoś tak bardzo nie zauroczył, to jednak zapadł w pamięć. A to wszystko dzięki podłodze w Sali Tronowej. Sami spójrzcie. Level-super master. Najpiękniejszy przykład intarsjowanej podłogi jaki kiedykolwiek widziałam. A podłóg pałacowych widziałam niemało :-) Puzzle doskonałe. Jeśli ktoś nie ma ochoty na zwiedzanie zamkowych wnętrz, to gorąco polecam ogrody. Można tam nie tylko spacerować po tarasach, jakie widać na zdjęciu, ale też rozpołożyć się na trawce na brzegu jeziora, odpocząć, wyciszyć się albo podumać o niebieskich migdałach. Można też wybrać się w rejs statkiem po jeziorze. Generalnie, czas w Schwerinie szybko mija.
Kolejnego dnia trafiliśmy do Rostock'u. Na pierwszy ogień wybraliśmy się na statek Dresden - kiedyś jednostkę pływającą, a od prawie czterech dekad, będącą muzeum. Pierwszy raz wdepnęłam do takiego muzeum i byłam w szoku - spodobało mi się. Możliwość zaglądnięcia do najgłębszych czeluści statku, spacer po pokładach, wejście na mostek i nawet do kajut kapitańskich - super :-) Największe wrażenie wywarło na mnie jednak serce statku - maszynownia. Plątanina przejść, schodów, mostków, metalu, kabli i do tego wysoka przestrzeń nad głową. Rostock ma podobno piękny rynek, ale tam nie dotarliśmy. Innym razem. Kiedyś. Na pewno. Tymczasem wyladowaliśmy w części miasta zwanej Warnemünde. Piękny stary zakątek z długą promenadą, przy której zacumowane są kutry. A jak kutry, to i pyszne jedzenie. Promenada prowadzi na cudowną plażę, a stojąca na niej wiekowa latarnia, oferuje urzekający widok na okolicę. Jako że ja dziewczyna z południa, to jakoś tak nigdy specjalnie nad morze mnie nie ciągnęło. Ale ten widok, bardzo, ale to bardzo mi się spodobał :-) Z tym zdjęciem mam szczególne wspomnienie. Bowiem jakieś 2-3 min. po jego zrobieniu, zostałam pozbawiona przez Bałtyk... moich okularów. Na zdjęciu jeszcze wiszą zaczepione o bluzkę. W międzyczasie się schyliłam, nie zauważyłam że spadły, a Bałtyk - jak to Bałtyk, wziął i już nie oddał. Zatem, okularnicy - będąc nad żarłocznym Bałtykiem uważajcie na swoje pomocnicze oczy. Wakacje w toku, to kiepski moment na utratę ostrości widzenia. Kolejnym miastem w jakim przyszło nam się znaleźć był Stralsund. W centrum trwał jakiś bardzo tłumny średniowieczny festyn, więc szybciutko ewakuowaliśmy się do tamtejszego Ozeaneum, czyli świata życia podwodnego i wszystkich aspektów z nim związanych. Budynek jest spory - makieta dość dobrze to pokazuje. Jako że stoi na nabrzeżu i do tego bardzo tłumnie odwiedzanym, to kompletnie nie ma tam miejsca, aby zrobić mu ładne zdjęcie 'na żywo'. Zatem dla zobrazowania kształtu budynku i wielkości, musi wystarczyć makieta :-) W Ozeaneum bywa tłumnie. Ale jako że budynek jest prze-og-rom-ny, to czasami można się poczuć tam niemal sam na sam z rybim światem. W różnych oceano-muzeach byliśmy, ale takiej różnoroności morskich stworów jak w stralsundzkim Ozeanum, to ja jeszcze nie widziałam.
Sercem Ozeaneum, będącym jednocześnie jego największym zbiornikiem jest tzw. Otwarty Atlantyk - basen wypełniony 2,6 milionami litrów wody. Ma 17 metrów po przekątnej i 9 głębokości. Można go podziwiać z dwóch poziomów. W basenie zalega 11 metrowy wrak, który zapewnia schronienie dla różnorodnych morskich stworzonek i ryb. No dobra - to nie wrak, tylko replika zatopionego statku towarowego z 1909 roku. Ale uwierzcie mi, że stojąc tak przed tą wielką szybą, mając ten wrak prawie na wyciągnięcie ręki, człowiek czuje się jakby naprawdę znalazł się na dnie morza. Nie spędzamy całego dnia w Stralsundzie bo czas nas trochę goni, a musimy jeszcze dotrzeć do naszej ostatniej bazy kempingowej. Na szczęście - cel blisko. Przed nami Rugia. Miejsce przepiękne, sielskie, spokojne, tak dalekie od miejskiego życia, a jednocześnie przebogate w piękne zaskakujące miejsca. W Rugii zakochałam się już na etapie zbierania informacji o niej. Bo jak sami za chwilę zobaczycie, obok tej niemieckiej wyspy leżącej tak blisko Polski, nie można przejść obojętnie. Gdy spojrzycie na mapę Rugii, zobaczycie że po jej wschodniej stronie znajduje się inna wysepka - długa, wąska i przypominająca swym kształtem konika morskiego. To Hiddensee. Dostać się na nią można wyłącznie promem. Na wyspie obowiązuje zakaz ruchu samochodowego. No... chyba że jedni z nielicznych mieszkańców mają samochód elektryczny. A jeśli nie, to albo rower, albo własne nogi. Kiedyś, czytając Anię z Zielonego Wzgórza, wyobrażałam sobie jak wygląda książkowe Avonlea. I Rugia trochę mi te wyobrażenia urzeczywistniła. Spokój, cisza, kryształowe powietrze, zieloności połączone z wszelkimi odcieniami niebieskości - zostawiają niezatarte wrażenia. To co widać na zdjęciu to latarnia morska Dornbush - najbardziej charakterystyczny i według mnie, najpiękniejszy fragment wyspy. Plaża na Hiddensee. Powiedzcie sami - czyż nie piękne miejsce ? To co widzicie, to moja odpowiedź na pytanie, dlaczego Rugia. Właśnie dlatego (choć nie tylko dlatego). Fischbrötchen. Bułka ze śledziem. Zwykła bułka z niezwykłym śledziem + dodatki. Nie mam pojęcia jak oni tam te śledzie marynują, ale smakują fantastyczne. Nie wiem też czy na naszym wybrzeżu można takowe dostać. Kilka razy byłam, ale nie spotkałam. Nadbałtycki fast-food, który jadłam bez opamiętania. Najlepiej smakuje wprost z kutra.
Na Rugii pełno jest domów krytych strzechą. Ale nie wszystkie z nich to stare domy. Taki po prostu ichniejszy styl. Dachy pokrywane  są najpierw blachą, a na to kładzie się strzechę. I jest pięknie. A na Hiddensee, takich domków jest pełno. Kolejny argument na pytanie - dlaczego Rugia ? No właśnie - dlatego :-) Najpiękniejsze przyrodnicze miejsce jakie ostatnio widziałam. Park Narodowy Jasmund. Cudowne kredowe klify, otoczone zielenią i odcinające się swoją bielą na tle wszechobecnego błękitu. Klify ciągnące się i ciągnące, wydawać by się mogło w nieskończoność. Niezwykłe miejsce, niezwykle magiczne. Ach, jakże zazdroszczę tym wszystkim którzy mieszkają na północy. Gdybym sama miała Rugię prawie na wyciągnięcie ręki, często bym tam bywała. A rodaków naszych, ku zdziwieniu mojemu, na Rugii jak na lekarstwo. Niemiecki Nordkapp, czyli przylądek Cap Arkona. Ważne miejsce dla Słowian. We wczesnym średniowieczu, czyli na przełomie XI/XII, Arkona była znanym ośrodkiem kultu Świętowita. Znajdował się tu gród Słowian Połabskich, niezdobyty z powodu położenia nad przepaścią. Dziś pozostały po nim tylko wały. Widać je na zdjęciu, za latarnią morską. Spora część cypla na którym stał gród, na przestrzeni wieków, niezabezpieczona, runęła do Bałtyku. Tak w przybliżeniu - to co zostało, to mniej więcej 1/6 oryginalnej powierzchni grodu. Kolejny już powód który przywiódł mnie na Rugię, widać na zdjęciu. Znacie ? To rokitnik. Największe jego skupiska rosną nad Bałtykiem, zarówno u nas jak i w Niemczech. A jak w Niemczech - to na Rugii. Jedno z najbogatszych źródeł witaminy C. Owoce zerwane prosto z krzaczka są kwaśne i cierpkie. Wykrzywiają bardziej niż cytryna. To jest dokładnie to, po co dotarłam na Rugię. Po rokitnikowe ciasteczka, cukierki, przetwory i nalewki. O jeżuuu... jakie to wszystko dobre. No i mega pachnące mydło. U nas przetworów z rokitnika, lub z jego dodatkiem za bardzo nie doświadczy. Gdzieś tam na sklepowych półkach można znaleźć jedynie dżem. A na Rugii kupi się wszystko, co tylko można zrobić z tych malutkich pomarańczowych kuleczek. Rugia to prawdziwe królestwo rokitnika, a rokitnik - jej złoto. W Sassnitz, gdzie zaczynał się nasz szlak prowadzący na kredowe klify Jasmund, na nabrzeżu, podobnie jak w Bremerhaven, stoi sobie łódź podwodna. Jako że mój Młody to prawdziwy pasjonat tego typu środków transportu, nie mogłam mu odmówić zwiedzania go. A później wpadliśmy na chwilę do centrum miasta. Sassnitz na pierwszy rzut oka nie powala urodą, ale ma w sobie niewątpliwy urok starego kurortu, który trzeba odkryć poruszając się wąskimi uliczkami, prowadzącymi raz w górę, raz w dół.
Ostatnim miejscem które tylko zobaczyliśmy, bo czasu na dokładne zwiedzenie już zupełnie nie mieliśmy, była plaża w Sellin. Gdyby nie fakt, że tego dnia wracaliśmy do Krakowa i do pokonania prawie 900 km, to zostalibyśmy tam dłużej. Sellin widziałam gdzieś na zdjęciu i z miejsca mnie zauroczył. Przepiękne dawne łazienki cesarskie, piękna szeroka piaszczysta plaża i wszechobecne kosze plażowe. Miałam wrażenie. że cofnęłam się do XIX wieku i zaraz na molo spotkam panie w długich koronkowych sukniach, z kapeluszami na głowach i parasolkami w rękach. Najpiękniejsza plaża jaką kiedykolwiek widziałam. Podsumowując, wakacje AD 2018 to: 14 dni, 30 miejsc, 4 kempingi, piękne miasta i miasteczka, liczne  architektoniczne perełki, cudowne miejsca stworzone przez Matkę Naturę, przepyszne Fischbrötchen'y, jeden wielki ogromny błękitny Bałtyk, zgubione okulary i miliony wspomnień. A ja... no cóż. Ze stopami zakopanymi w gorącym puchatym piasku, zapraszam Was na Rugię i do Meklemburgii. A wcześniej do osobnych galerii z tych miejsc. Oby mnie tylko codzienność nie zjadła... Dzięki :-)

najbliższe galerie:

 
Rugia,  piekno natury
1pix użytkownik travis odległość 14 km 1pix
Sassnitz / wyspa Rugia
1pix użytkownik zielas odległość 16 km 1pix
Sassnitz - Rugia - fragment miasta i portu.
1pix użytkownik goldgrass odległość 16 km 1pix
Rugia - Nationalpark Jasmund - Klify i las
1pix użytkownik goldgrass odległość 20 km 1pix
RUGIA OST
1pix użytkownik bartekplk odległość 20 km 1pix
Jasmund Park Narodowy- Niemcy
1pix użytkownik alex odległość 20 km 1pix

komentarze do galerii (13):

 
nola76 użytkownik nola76(wpisów:6796) dodano 09.12.2018 23:07

Fajne mieliście Charlie wakacje:) Ja Rugię miałam w planach w zeszłym roku, nawet miałam rezerwacje zrobioną właśnie w Sellin;) Ale wyjazd musieliśmy przełożyć i była za to przecudna Słowenia:) Ale kiedyś napewno tam pojadę, bo to piękne miejsce, co potwierdzasz a te smakołyki z rokitnika jadłabym bankowo:) Ostatnio piłam nalewkę z rokitnika jak byłam we Lwowie, pyszna byłą:) a na Rugię wcale nie jest tak blisko, na Cap Arkona mam z Gdańska jakieś 600 km;) pozdrawiam:)

patryk80 użytkownik patryk80(wpisów:4832) dodano 09.12.2018 12:33

świetna galeria. Masa ciekawostek i miejsc, które chciałbym zobaczyć a niektóre już widziałem albo z czymś kojarzę. Dla takiego germanofila jak ja to prawdziwa gratka. Kusisz tą Rugią, nabieram coraz większą ochotę, by kiedyś tam zawitać. Ostatnio też Hiddensee pojawiło się w teledysku do nowej piosenki, którą nagrał z Sotirią mój ukochany zespół. Zobacz sobie - https://www.youtube.com/watch?v=BDmoXlzh6IA
Czy z HMS Otus będzie jakaś relacja? To rówieśnik naszych ex-Kobbenów, które jeszcze udają, że pływają ;) Bułeczkę ze śledzikiem bym chętnie przekąsił

woja użytkownik woja(wpisów:567) dodano 28.11.2018 21:19

Świetne miejsca wyszukałaś. Kliknąłem sobie "chcę tu wrócić", a nóż się przyda:-)
Pozdrawiam

charlie użytkownik charlie(wpisów:2379) dodano 28.11.2018 13:01

lucy - dzięki. Miło było Cię gościć w moich 'spokojnych' progach :-)
I zapraszam do następnych galerii, na spokojne spacery.
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2379) dodano 28.11.2018 12:59

paniwu - o przepowiedni nie słyszałam, ale brzmi zaiste złowrogo :-)
Pozdr.

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:3106) dodano 27.11.2018 21:53

Kapitalny przekrój spokojnych wakacji 😉.Ale to akurat rozumiem.Pozdrawiam.

paniwu użytkownik paniwu(wpisów:689) dodano 27.11.2018 12:57

Charlie, widmo Brocken'u widziałam jeden raz, zimową porą w Zieleńcu, zjeżdżając na nartach. Było to baaardzo dawno temu, lata 70-te zeszłego stulecia. Ale zrobiło na mnie wrażenie. I jeszcze ta przepowiednia z nim związana "Ten kto zobaczy widmo Brocken'u trzy razy to...." Dreszczyk po plecach mi przeszedł wtedy. W kwestii przepowiedni, czy coś się zmieniło od tamtego czasu?

charlie użytkownik charlie(wpisów:2379) dodano 27.11.2018 09:11

paniwu - bardzo dziękuję :-)
Pracowite wakacje mówisz... a miały być najspokojniejsze od lat :-) No ale ja już tak chyba jestem zaprogramowana, że nie potrafię w jednym miejscu. Za dużo pięknych i ciekawych miejsc dookoła. Szkoda że dni są tak krótkie. Nawet te letnie. Gdyby tak doba trwała ze 30 godzin... :-)
A co do widma Brocken'u, to tak. Zdecydowanie widmo związane jest z TĄ górą.
Jadąc do Harzu bardzo chciałam na Brocken dotrzeć, ale te wszystkie czarownice fruwające tam nocami na miotłach, tak skutecznie psuły pogodę, że poranki zazwyczaj mieliśmy mgliste i pochmurne. Pogoda w Górach Harzu jest trudno przewidywalna. Jest pochmurno, a za 10 min praży słońce. I na odwrót. Żar leje się z nieba, a za chwilę zasnuwa się ono chmurami. A że wolałam by nas nie zlało na Brocken'ie, to wybraliśmy zwiedzanie nizin :-)
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2379) dodano 27.11.2018 08:58

achernar - Arktyka, Antarktyda. Prawie to samo ;-) Tu polarne misie, tam pingwiny. Grunt, że biało :-)
Ale oczywiście poprawiłam. Dzięki za uwagę. Dobrze wiedzieć, że wciąż są pośród nas Obieżyświaty, którzy czytają opisy :-)
A Klimahaus, jasne że polecam. Najlepiej z wnuczkami, jak jest taka możliwość. Choć samemu też można się tam nieźle zabawić.
Generalnie, północ Niemiec jest piękna i warta odwiedzin. Ja tylko żałuję, że z braku czasu nie udało nam się dotrzeć na piękny Helgoland. To w końcu tak blisko z Bremerhaven :-)
Dzięki wielkie za wizytę.
Pozdr.

paniwu użytkownik paniwu(wpisów:689) dodano 27.11.2018 08:57

Bardzo ciekawy reportaż z wakacji, bardzo pracowitych wakacji. Z przyjemnością uczestniczyłam w waszej wyprawie wakacyjnej, zwiedziłam w ten sposób wiele miejsc, w których nie byłam. Nie wiedziałam, że widmo brokenu zaczęło się w górach Harzu. Bardzo się podobało. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze reportaże.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2379) dodano 27.11.2018 08:45

Doracz - dzięki, że zajrzałeś.
Rzeczywiście, jak tak sobie przeanalizuję różnego rodzaju moje wyjazdy, to zaiste, zazwyczaj trudno je wpisać w jakieś typowe ramy.
Jest tyle ciekawych miejsc wokół nas, że trudno skupić się na jednym miejscu. A jak już dokądś dalej jadę, to staram się zobaczyć wszystkie najciekawsze miejsca w okolicy. Dlatego taka trochę mieszanka z tego wychodzi :-)
Ale to jest właśnie fajne w tych wyjazdach - jednego dnia jesteśmy w centrum dużego miasta, a następnego zaszywamy się w miejscu gdzie czasem przez kilka godzin obcujemy my sam na sam z Matką Naturą.
Pozdr.

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:5621) dodano 27.11.2018 00:20

Bardzo lubię takie objazdowe wakacje. Planuję również objazd Niemiec, które są kierunkiem zdecydowanie niedocenianym. Zainteresowałaś mnie tym Klimahaus Bremerhaven - muszę włączyć to miejsce do swoich planów... A przy okazji - warto w podpisie fotki 26 poprawić błąd, który tam się wkradł. Chodzi o to, że Ziemia Królowej Maud leży na Antarktydzie, a nie w Arktyce - też tam zimno, ale jednak jest to po drugiej stronie globu... Gratuluję fajnej podróży i pozdrawiam. :)

doracz użytkownik doracz(wpisów:1232) dodano 26.11.2018 19:26

Nieszablonowe ale bardzo piękne wakacje :) Pozdrawiam serdecznie :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!