m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
EL TEIDE. Nazwa tej najwyższej hiszpańskiej góry pochodzi od słowa echeyde oznaczającego w języku Guanczów, dawnych mieszkańców Wysp Kanaryjskich, Piekielną Górę zamieszkaną przez demony i złe duchy... Coś w tym jest, bo EL TEIDE wciąż uważany jest za wulkan czynny, jego ostatni wybuch miał miejsce w roku 1909 i nadal potrafi zamruczeć i zadymić, a w rejonie jego najwyższego punktu, PICO del TEIDE, zapach siarkowodoru jest nie tylko niezwykle intensywny, ale chwilami wręcz nie do zniesienia... I to właśnie wyziewy siarkowodoru są powodem dla którego władze Parku Narodowego PARQUE NACIONAL DEL TEIDE odradzają wycieczkę na szczyt góry osobom cierpiącym na zaburzenia czynności układów  krążenia i oddechowego... I czynią słusznie. A od siebie i z własnego doświadczenia dodam, że smród siarkowodoru jest odczuwalny i dokuczliwy już w sąsiedztwie górnej stacji kolejki linowej TELEFÉRICO del TEIDE, zwłaszcza w kierunku południowym i zachodnim od stacji, gdzie wiedzie jeden z trzech szlaków turystycznych... Wspomniałem o Guanczach. Poza tym, że zostawili nam nazwę EL TEIDE, trudno powiedzieć o nich coś więcej, bo wiadomo o nich tyle, że właściwie... nic nie wiadomo. A jednak byli i żyli, zamieszkiwali kanaryjski archipelag już w Starożytności, a potem, jak eufemistycznie podaje Wikipedia: lud wyginął, a jego kultura zanikła pod koniec XV wieku... Czyżby wstydliwy temat? Bo ów koniec XV wieku, to koniec hiszpańskiego podboju, zaś sformułowanie lud wyginął, a jego kultura zanikła oznacza że Guanczowie zostali po prostu wymordowani, sprzedani jako niewolnicy, a ci, którym udało się przeżyć, roztopili się w masie nowych właścicieli tak chętnie odwiedzanych przez nas Wysp Kanaryjskich...
Pamiętajmy więc o Guanczach ilekroć jesteśmy na tych rajskich wyspach lub gdy wymawiamy słowo TEIDE, nazwę piekielnej góry na zawsze już nieobecnych dawnych mieszkańców archipelagu... Tymczasem, po otrzymaniu z Parku Narodowego informacji o godzinie i potwierdzeniu że nasz wjazd na PICO del TEIDE jest dziś możliwy, sprężyliśmy się ze śniadaniem i ruszyliśmy w drogę... Było nas troje, oprócz mnie, oczywiście Pani Królowa, a także towarzysząca nam w wiosennej wyprawie do kanaryjskich parków narodowych, Jej najlepsza przyjaciółka, Basia... Mieszkając w pobliżu LOS CHRISTIANOS na południowo zachodnim wybrzeżu, na EL TEIDE nie mieliśmy daleko... Jednak nie chciałem śpieszyć się i zamierzałem podjeżdżać do dolnej stacji kolejki TELEFÉRICO del TEIDE jak najwolniej, wykorzystując czas na robienie zdjęć i pamiętając o kiedyś przykrych doświadczeniach z Alp szwajcarskich, gdy wskutek niedostatecznej aklimatyzacji na jednym z tamtejszych lodowców zabrakło mi tchu w rozrzedzonym powietrzu... Zauważyliście zapewne, że używam dwóch podobnych określeń: EL TEIDE i bardziej znanego z atlasów, map i przewodników, PICO del TEIDE? Niekonsekwencja? Nie...
Kto był na TENERYFIE i znalazł się na równinie okalającej od południa, wschodu i zachodu szczyt wulkanu, mógł odnieść wrażenie, że znajduje się wewnątrz jakby szerokiego i płaskiego kotła, ale o wyraźnych krawędziach ze wszystkich stron oprócz północy, gdzie piętrzy się szczyt. Bardzo dobrze widać to na zdjęciach satelitarnych... W rzeczywistości jest to wnętrze innego, dawnego wulkanu LAS CAÑADAS, który był znacznie większy i wyższy niż obecny, lecz zapadł się przed milionami lat. Po jego zapadnięciu, na jego północnej krawędzi powstał nowy stożek, obecny szczyt określany jako PICO del TEIDE, zaś do góry jako całości stosuje się nazwę EL TEIDE... Zależało mi na znalezieniu tutejszego endemitu, ogromnego, dorastającego dobrze ponad 3 metry wysokości, przepięknego wężymordu purpurowego - Echium wildpretii... Miałem szczęście. Na pustynnej równinie LAS CAÑADAS znalazłem go bez trudu, mało tego, w stanie kwitnącym. Co więcej, cała równina właśnie zakwitła, bądź szykowała się do kwitnienia... Dominował żółty kolor szeroko rozłożonych ogromnych kęp stulichy - Descurainia bourgaeana, innego endemitu występującego wyłącznie na TENERYFIE i młodych terenach wulkanicznych na sąsiedniej LA PALMIE, choć okazy tam przeze mnie znalezione były znacznie mniejsze... Pomiędzy nimi buszowały niebieskie jaszczurki. Ale przemieszczały się tak szybko, że nie byłem w stanie żadnej sfotografować. Gdzie są jaszczurki, tam również powinny być owady. I na pewno były, ale widocznie albo były bardzo małe, albo przemieszczały się jeszcze szybciej niż jaszczurki, bo... żadnego nie mogłem dostrzec...;)
Ale nie było mi dane zbyt długo botanizować, herpetolożyć ani entomologizować pod szczytem bardzo bliskiego już krateru PICO del TEIDE, bo zbliżaliśmy się właśnie do dolnej stacji kolejki linowej mającej wywieźć nas niemal na sam jego szczyt... Trzeba było znaleźć miejsce do zaparkowania, a to w okolicy stacji kolejki, mimo bardzo rozległego parkingu na kilkaset samochodów, wcale nie jest łatwe i często trzeba cofnąć się i zjechać niżej by znaleźć jakieś miejsce, a potem już pieszo podejść do góry ponownie 200-300 metrów... Tak też było w naszym przypadku. Wysadziłem więc Panią Królową i Basię możliwie jak najwyżej i najbliżej stacji, by mocno zasapany w wyraźnie rozrzedzonym już powietrzu, później do nich dołączyć... Przy kasach nerwowo falował wielojęzyczny tłum, my spokojnie czekaliśmy na swój umówiony wjazd... Wyznaczone godziny wjazdu są dość ściśle przestrzegane. Każdy wjeżdżający ma też określony limit czasowy przebywania na szczycie i określoną godzinę powrotu, jednak nie zauważyłem, by obsługa kolejki z powodu ich przekroczenia robiła komuś trudności... Nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, że za niedługo będzie to miało w naszym przypadku istotne znaczenie...
Byliśmy na wysokości 2356 metrów nad poziomem morza... Pogoda trafiła się wspaniała: niebo było czyste i na tej wysokości już dość wyraźnie przyciemnione, wiatr ustał całkowicie, zapowiadany wcześniej opad śniegu wydał się nam żartem i choć do szczytu brakowało jeszcze dobrze ponad 1300 metrów i było raczej rześko, mróz na górze też nam nie groził... Za kilka minut mieliśmy wejść do zbliżającej się już gondoli kolejki. Czekając na jej przycumowanie rozmawialiśmy o tym i owym, gdy nagle zauważyłem jakby nieco dziwne zachowanie Basi... Zdążyłem tylko zapytać: Basiu, jak się czujesz? Usłyszałem jeszcze odpowiedź - bardzo dobrze i... nieprzytomną Basię złapałem tuż nad ziemią... Panika... Wezwane pogotowie zjawiło się dosłownie po chwili. Okazało się, że w pełni wyposażona karetka reanimacyjna wraz z obsługą medyczną pełni dyżur przy dolnej stacji kolejki na PICO del TEIDE non stop...
Po kilku minutach Basia oprzytomniała, jednak tylko po to, by po chwili zemdleć ponownie... Ponownie panika... Ale tylko z naszej strony, bo na ratownikach nie zrobiło to wrażenia. Przywracająca Basię do życia Pani Doktor uspokajająco rzuciła w naszą stronę: to choroba wysokościowa, jest na nią podatna około 1/5 ludzkiej populacji najczęściej o tym nie wiedząc, a choroba zazwyczaj ujawnia się na wysokości około 2500 metrów nad poziomem morza. I dodała: za kilka, kilkanaście minut przejdzie... W rzeczywistości trwało to może i godzinę, ale faktycznie przeszło. Ciśnienie i puls wróciły do normy, oddech ustabilizował się i Basia zapewniła, że czuje się już świetnie, a Pani Doktor pozwoliła, po odczekaniu kolejnej godziny dla lepszej aklimatyzacji, na wjazd na górę... Przyzwyczajona do takich zdarzeń obsługa kolejki, mimo, że nasz czas wjazdu na szczyt dawno już minął, nie robiła najmniejszego problemu z wejściem na pokład gondoli... Ruszyliśmy...
Dzielącą nas od stacji górnej wysokość 1200 metrów, przy bezwietrznej pogodzie kolejka pokonuje dokładnie w 8 minut. Liczyłem w głowie: to jest 150 metrów w ciągu minuty, to jest 2,5 metra na sekundę, to jest... wychodziło mi, że bardzo szybko. Za szybko...
Przerwałem liczenie, kolejka cumowała na górnej stacji... Byliśmy na wysokości 3555 metrów nad poziomem morza. Było rześko, powietrze było wyraźnie rzadsze... Zapytałem: Basiu, jak się czujesz? Usłyszałem jeszcze odpowiedź, że bardzo dobrze, a nawet świetnie... i znowu łapałem Basię tuż nad ziemią... Panika... Basia nieprzytomna, leży jak nieżywa, pogotowia brak. Wśród pasażerów naszego kursu był jednak lekarz. Lekka ulga. Reanimacja skuteczna. Większa ulga. Basia twierdzi, że czuje się wyśmienicie i że zaraz idzie z nami, te brakujące 163 metry wysokości do krateru na PICO del..
Ooo, NIE! BASTA!! Zdecydowanie wkroczyła Pani Królowa: starczy na dziś już tego całego PICO i nigdzie więcej nie pójdziesz! Posiedzimy tu sobie z godzinkę razem, wypijemy w barku kawę, a Przemo jak chce nawąchać się smrodu siarkowodoru, to żeby pozwolenie się nie zmarnowało, pójdzie sobie sam! Z górnej stacji kolejki do korony krateru prowadzi łagodnie wznosząca się ścieżka, pokonanie której nie powinno zająć więcej jak około 15 minut... Jednak szczerze mówiąc, już w pobliżu górnej stacji tak cuchnęło siarkowodorem, że odeszła mi ochota dojścia do korony krateru. Trochę niechętnie, ale przebolałem uzyskane z Parku Narodowego wymagane pozwolenie na stanięcie na samym szczycie PICO del TEIDE i doszedłem do jedynie słusznego wniosku, że jako rekompensatę, wolę... kawę...;) Zaś po jej spożyciu wybrałem dłuższy, ale nie śmierdzący szlak w stronę bliźniaczego, nieco niższego krateru PICO VIEJO... Miałem nadzieję ujrzeć sąsiednie wyspy, widoczne stąd przy dobrej pogodzie GRAN CANARIĘ i LA PALMĘ... Ale nie ujrzałem nawet leżącej tuż obok LA GOMERY. Dramatyczne przygody dnia spowodowały, że czas popłynął jakby szybciej, zrobiło się późne popołudnie i ocean aż po kres horyzontu pokrył gęsty dywan kłębiących się poniżej białych chmur...
No dobra pomyślałem: w takim razie, wiosenną wyprawę na najwyższy atlantycki szczyt, PICO del TEIDE, uważam za zakończoną. Może jeszcze tylko znajdę sobie wracając jakieś okazałe i kwitnące Echium...;) Znalazłem. A przez kolejne dwa dni zgodnie z zaleceniem Pani Doktor, bacznie obserwowaliśmy Basię. I co? I nic: Basia twierdziła, że czuje się świetnie. A im bardziej nas o tym przekonywała, tym bardziej jej nie wierzyliśmy...;)

najbliższe galerie:

 
Pico de Teide & Park Las Canadas-Teneryfa
1pix użytkownik baracuda77 odległość 1 km 1pix
Hiszpania Wyspy Kanaryjskie Teneryfa Teide
1pix użytkownik licja odległość 1 km 1pix
Wschód słońca na wulkanie Teide
1pix użytkownik ania_st odległość 1 km 1pix
Pico del Teide
1pix użytkownik lucy56 odległość 1 km 1pix
Teneryfa - na najwyższym szczycie Hiszpanii
1pix użytkownik travelan odległość 1 km 1pix
El Teide
1pix użytkownik homoviator odległość 1 km 1pix

komentarze do galerii (22):

 
nola76 użytkownik nola76(wpisów:6761) dodano 05.04.2019 09:18

Przemek masz rację tereny wokół wulkanu są przepiękne, choć nie powiem że nie chciałabym znaleźć się kiedyś na samej górze;) Ale bez jakiegoś większegi ciśnienia, bo po I tak nie przebije Etny;) A to była bardzo dobra decyzja że nie wjeżdzaliśmy z Lenką na górę, dla niej 2500 m n.p.m. to i tak było bardzo dużo;) pozdrawiem serdecznie:) I dawaj jakieś galerie z Majorki;)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6197) dodano 31.03.2019 10:47

:)))))
Faktycznie, dieta by mi się przydała, po zimie wezbrałem ładne parę kilogramów. Ale mam nadzieję, ze do wyjazdu do Asturii zdążę je zwalic robiąc miejsce na... gambas al ajillo...;)
PS:
na górnej stacji Teleferico del Teide bardzo fajna szarlotkę mają...;)

ak użytkownik ak(wpisów:6251) dodano 31.03.2019 10:00

wszystko ekstra Przemysławie tylko.... czyżbyś był na diecie ? :DDD

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6197) dodano 28.03.2019 18:43

Ruda,
witam po raz pierwszy, milo Cię gościć!
Wiosna bardzo zmienia niektóre miejsca, takie jałowe pustkowia może szczególnie. Ta wulkaniczna pustynia dosłownie kwitła, a i tak, byliśmy chyba jakieś 2 tygodnie za późno. No, ale Teneryfa była tylko dodatkiem do zupełnie innej podróży. ZJeśli jednak jeszcze kiedyś, to na pewno wcześnie w maju...;)
Dziękuję za odwiedziny i serdecznie pozdrawiam!...;)

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6197) dodano 28.03.2019 18:36

Charlie,
powiem tak: ze słowem panika może trochę przesadziłem dla "kolorystyki", ale stress był ogromny i nie ma co udawać, że nie. Raz, że w obcym kraju, dwa, że nie wiedzieliśmy co się dzieje, trzy - nie wiedzieliśmy przecież, że pomoc jest tuż obok. No i jeszcze teraz, jak pomyślę, co mogłoby się stać, gdybym Basi nie złapał tuż nad ziemią i rozbiłaby np. głowę padając na beton, to zimne dreszcze chodzą mi po plechach... Ale finał szczęśliwy...;)
Serdecznie pozdrawiam!

PS:
fajny nowy awatarek, ach - te kobiety na wiosnę...;)

ru_da użytkownik ru_da(wpisów:106) dodano 28.03.2019 14:37

Piękna galeria i interesujący opis. Z przyjemnością obejrzałam, zwłaszcza, że jest tak "kwieciście". Ja byłam na Teneryfie we wrześniu i wszystko to, co u Ciebie tak pięknie kwitnie było już zaschnięte (choć miało to swój urok). Dlatego obiecałam sobie, że kiedyś wrócę tam wiosną. Twoja galeria utwierdza mnie w przekonaniu, że powinnam to zrobić. Pozdrawiam :)

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 27.03.2019 07:17

Powiem tak.. nie wiem jak mocno panikowałeś jak Pani Basia zaczęła odlatywać, ale ja bym panikowała zdecydowanie bardziej. Zwłaszcza że człowiek na co dzień nie spodziewa się takiego obrotu sprawy.
Super że pod szczytem stacjonuje pogotowie.
No i Pani Basia już wie, że ma chorobę wysokościową, a świadomość to ważna sprawa :-)
-----------------------------------------------------------
Diabełek ze strony tytułowej jest rewelacyjny. Niezła zapowiedź charakteru pokazywanego obiektu ;-)
A najbardziej to mi się Twoja 15 podoba. Sam wężymord jest super, ale w połączeniu z tłem, to normalnie wizualny kolorystyczny odjazd.
Natura maluje piękne krajobrazy, a Ty potrafisz je uchwycić.
Pozdr.

piernicyna użytkownik piernicyna(wpisów:142) dodano 24.03.2019 22:27


I to, co w największym wysiłku tworzysz, winno wyglądać tak, jakby powstało szybko, prawie bez wysiłku, z zupełną łatwością, na przekór prawdzie... /Michał Anioł/

Przemku, Dziękuję Ci za tę nową Galerię. Pozdrawiam i podziwiam Was Wszystkich razem i Każdego z osobna.

przemyslaw użytkownik przemyslaw(wpisów:6197) dodano 24.03.2019 18:05

Dziękuję Wszystkim za odwiedziny, miłe słowo i wyrazy uznania, przepraszam też za długą nieobecność, ale o Wszystkich pamiętam i Wszystkich pozdrawiam:
- Pisanka,
twarda interwencja PK była "jedynie słusznym" rozwiązaniem...;)
- Podróżninka,
dziękuję i wzajemnie...;)
- Paniwu,
kawa rzeczywiście była świetna, zapomniałem dodać, że do kawy mieli tam na górze także świetną szarlotkę...;)
- Mocar,
szczerze między nami: do kolejki starczy. Dalej jest już to samo...;)
- Licja,
wiem, oglądałem i to zarówno przed wyprawą jak i po...;)
- Woja,
tylko nie mów, że to było na Gornergrat 3135m npm...;)
- Nola,
postąpiłaś bardzo rozsądnie i dodam tylko, że nie masz czego żałować: najciekawszy jest właśnie teren poniżej, jak na Twoim obecnym awatarze...;)
- Kordula,
masz 100% rację, takie wysokości w ogóle nie wchodzą w rachubę. A Pani Basia, faktycznie, była bardzo zadowolona. Niemniej na maj planujemy niższe górki...;)
- Agra,
no, w Andach to myślę, że każdy chyba ma już prawo odczuć wysokość. Nawet ci, co tam mieszkają...;)
- Harmony,
dokładnie tak: nie ma co ukrywać, dramatyzm był. Za to teraz można się już pośmiać...;)
- Lucy,
Twoją, (Waszą), galerię też oglądałem przed wyjazdem i po powrocie jeszcze raz. Na pocieszenie, że nic nie straciłem. Najważniejsze, że trafiłem kwitnące Echium...;)
- Doracz,
jeśli mogę coś zasugerować, to Caldera de Taburiente i Los Muchachos na La Palmie. Dobrze widać stamtąd Pico del Teide, choć to prawie 80km...;)
- Wielkopolanka,
nie zdawałem sobie sprawy, że pustynia może być tak kwitnąca. I że kwitnący wężymord w realu jest tak potężny. Dla niego warto było tam jechać...;)

Wszystkich serdecznie pozdrawiam!

wielkopolanka użytkownik wielkopolanka(wpisów:1907) dodano 24.03.2019 17:14

Gratuluję wyprawy...endemity cudowne a wężymord purpurowy wręcz powala.
Piękna relacja , super wędrowało się z Wami..
Pozdrawiam serdecznie:)

doracz użytkownik doracz(wpisów:1166) dodano 23.03.2019 22:09

Pico del Teide, jest tym co mnie najbardziej kusi na Kanarach. Piękna galeria. Pozdrawiam serdecznie :)

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:3053) dodano 21.03.2019 07:39

Przemku jak to często u Ciebie bywa-emocji i przygód nie zabrakło😊ale happy end.I to się liczy.Mnie też się nie udało dotrzeć na sam szczyt ale za to weszłam na górę.Widoki fajne,wężymord purpurowy dostojny i piękny.Pozdrawiam.

harmony użytkownik harmony(wpisów:2783) dodano 21.03.2019 07:29

Ileż dramatyzmu, ale zakończenie jak w bajce ;)
Pozdrawiam :)

agra60 użytkownik agra60(wpisów:1321) dodano 21.03.2019 04:02

Piękna konfrontacja mojej młodości Ładna z pazurem galeria. .Teide zaliczyłem dwa razy -raz na wycieczce fakultatywnej autobusem i kolejką -no ale młodego chłopaka pożarła chęć zdobycia swojego ( trzytysięcznika ) Ja podeszłem ambitnie i jeszcze niższy punkt wziąłem ale wtedy jak pamietam że kłopotem był mało czasu -bardzo musieliśmy się spieszyć -ale się udało Mnie choroba wysokościowa wzieła w Andach kiedy wędrowało się wśród 5500-6000 npm -co ciekawe z dużym opóznieniem .Pozdrawiam

kordula157 użytkownik kordula157(wpisów:6038) dodano 20.03.2019 21:54

Przemku to do Ladakhu kolezanka zony nie mogłaby jechac. Tam pokonywalismy przełęcze na wysokosci ponad 5000mnpm. Tam to są dopiero objawy choroby wysokościowej. Tak naprawde choroba wysokosciowa zaczyna sie od 3500 mnpm. Między 2500, a 3500m n.p.m. choroba zdarza się rzadko, a przy szybkim pokonywaniu wysokości ma najczęściej łagodny przebieg. Dobrze, że wszystko tak sie skończyło. Na zdjeciu nie wyglada Basia na chorą, wrecz przeciwnie , mocno zadowoloną. Jak zawsze u Ciebie z emocjami:) Pozdrawiam:)

nola76 użytkownik nola76(wpisów:6761) dodano 20.03.2019 20:58

Przemek miałeś rację z tym wulkanem, z tym co wcześniej pisałeś i teraz opisałeś, nie chcieliśmy ryzykować i sobie odpuściliśmy tym razem wjazd kolejką;) eksplorowaliśmy okolice i też było pięknie:) Nawet dwa razy pojechaliśmy, bo fajnie się w chmurach jechało samochodem;) Wulkan z bliska może kiedyś;) Najważniejsze że wszystko na Waszej wyprawie się dobrze skończyło:) Zazdroszczę tej pięknej kwitnącej roślinki:) w styczniu były tylko suche badyle, ale było ich całkiem sporo;) pozdrawiam:)

woja użytkownik woja(wpisów:565) dodano 20.03.2019 20:57

Historia mrożąca krew w żyłach:-)
Podobną przeżyłem z córką na lodowcu w Szwajcarii. Teraz już można się pośmiać:-))
Pozdrawiam

licja użytkownik licja(wpisów:477) dodano 20.03.2019 17:35

Super wyprawa, a jak jest na szczycie - zapraszam do mojej galerii też z Teide, pozdrawiam

mocar użytkownik mocar(wpisów:2759) dodano 20.03.2019 06:01

Swego czasu też zdobywałem PICO del TEIDE ale tylko do stacja kolejki linowej, Twoja wyprawa i stres z P.Basią udzieliły się i mnie , trzymały w napięciu tak jak bym był razem z Wami.
Pozdrawiam:)

paniwu użytkownik paniwu(wpisów:557) dodano 19.03.2019 14:13

Przemysławie, niezaplanowane wyprawy, najczęściej najciekawsze. A Twoja opowieść o zdobywaniu EL TEIDE - diabelskiej góry tak wciąga, że poprzez ekran laptopa chciałoby się reanimować mdlejącą Basię. Ważne, że przygoda szczęśliwie się skończyła. I wielkie brawa dla Pani Królowej, za podjęcie "męskiej" decyzji przed szczytowym atakiem na tą diabelską górę zionącą siarkowodorem. Opowieść cudowna, poparta jeszcze piękniejszymi ilustracjami. No, i oczywiście w tak ponurym wulkanicznym krajobrazie, te urzekające swoją urodą kwiatki, zwłaszcza ten wężymord purpurowy (15,16,50) - bomba!. Myślę, że kawa miała smak wzmocniony Waszymi przeżyciami. Pozdrawiam serdecznie. Specjalne pozdrowienia dla Pani Królowej i Pani Basi.

podrozninka_ użytkownik podrozninka_(wpisów:151) dodano 19.03.2019 12:43

10
Pozdrawiam.

pisanka użytkownik pisanka(wpisów:564) dodano 19.03.2019 11:18

Super wyprawa : zdobycie Pico Viejo + kawa na wysokosciach - gniew Pani Krolowej > Pico El Teide. Na ten siarkowodor i inne gazy warto miec maske. Nie sa drogie ale ciezko je kupic . Wszystko fajnie opowiedziane a i foty prima sort. Pozdrawiam

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!