m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (49):

 
Bazę mam w Bielicach. Pierwszego dnia w planach mam przejść znaczną cześć graniówki Worka Bialskiego. Najpierw bezszlakowo ładuję się na Przełęcz Piekło na północ od Kowadła. Już na podejściu widzę, że zima ma się tu dobrze. Po niedługim czasie ląduję na Kowadle. Tu z kolei ostatni raz stopę postawiłem w...2006r. :-( Za Kowadłem pojedyncze ślady na śniegu zanikają i nie pozostaje mi nic innego jak brnąć w dziewiczym śniegu. Zima jest taka, jakiej chciałem. :-D Za Pasieczną pojawiają się świeże ślady nart. Momentami śniegu po kolana i wyżej, ale idzie mi się dobrze. Po jakimś czasie doganiam narciarza. Okazuje się, że jest nim gość z Kłodzka, który próbuje odbudować formę, ale na tym etapie mocno jest zasapany... ...a ja z kolei znów mam dziewiczy szlak przed sobą.
Dobijam do rozstaju U Smrku, czekam na narciarza i znów chwilę gawędzimy o pięknie zimy. I pomyśleć, ze w Stroniu Śląskim widziałem jedynie pojedyncze łaty śniegu! Najbliższy odcinek, to otwarty, płaski i wietrzny teren, więc śniegu jest powyżej kolan. Doczłapuję do wiaty na Smrku. Jest klimat ;-P W trakcie sjesty w wiacie pogoda nieco się pogarsza. Jest silny wiatr i zadymka śnieżna daje na całego. Przede mną najwyższa cześć grani granicznej wokół Worka Bialskiego -) Słupki graniczne są głęboko pod śniegiem. Dobrze, że trasę wytyczają trasery. Zimę mam na całego!
W planach mam zjeść obiad w chacie Paprsek. Z pewnym żalem opuszczam grań i schodzę niżej. Nadal sypie ;-) W schronie pozwalam sobie na klasykę, nic mnie nie powstrzyma! :-P Po posiłku pozostaje stoczyć się znów do Bielic. Będąc tutaj ostatni raz natknąłem się na ścieżynkę z grani w dół do asfaltu z Bielic. Miałem obawy czy w tym warunie zdołam ją odszukać. I tu niespodzianka! Obecnie ta ścieżka jest już oznakowana...przez Czechów kolorem niebieskim! <szok!>Oznakowanie jest do samych Bielic! Szkoda... Zdaję sobie sprawę, że to projekt mający spajać trasy biegowe po czeskiej stronie z tymi po naszej cześć Gór Bialskich. Tak wyglądał ten skrót wówczas. Uwielbiam Bielice. Strasznie klimatyczna wioska, a to jeden z ulubionych budynków. Kolejnego dnia zamierzam zamknąć pętlę Worka Bialskiego. Startuję z Bielic szlakiem zielonym w kierunku Iwinki. Znów śnieg dziewiczy. O schronie w rezerwacie wiem już od dawna, ale jak byłem tu ostatni raz to bladego pojęcia o nim nie miałem. Nawet nie wiem czy w 2008r w ogóle stał? W każdym razie nie chcę go przegapić i zapuszczam się nerwowo w boczny dukt od szlaku, ale to nie to... :-) Nie ma tego złego, ostatecznie zapuszczam się w dziksze rejony lasu z piękną zima wokół.
Ostatecznie wracam do szlaku zielonego i pnę się wyżej. Po jakimś czasie szlak wyprowadza mnie na Dukt nad Spławami. I tu szok. Nie dość, że jest tabliczka wskazująca drogę do chatki, to jeszcze cały dukt jest wyratrakowany, a narciarze biegowi mają pięknie założony ślad. Szok! Dzień wcześniej sypało do późna, a ja zjawiam się tu chwilę po 9-tej rano. Pozmieniało się w najdzikszych polskich górach w ostatnich latach Po krótkim popasie wracam na szlak i kontynuuję podejście na Iwinkę. Gdy grzbiet się wypłaszcza śniegu jest po uda. Obserwuję drzewa i brnę na szagę do następnego widocznego na pniu szlaku. Na granicy znów lajt, bowiem całość jest pięknie wyratrakowana. Niestety sukces jest chwilowy, po 200 metrach szlak narciarski odbija w las, a ja zostaję przy szlakowskazie na Rudawiec. Do szczytu jest kilkaset metrów, ale śniegu jest po uda. Oczywiście rozdziewiczam drogę na szczyt. Teren jest płaski, więc muszę się trochę pomęczyć. Ostatecznie następuje sukces. Szlak graniczny zielony jest zasypany totalnie. Słupków oczywiście nie widać. Znów cieszę się samotnością w dziewiczym śniegu. Wokół zima jakiej oczekiwałem przed przyjazdem. Wracam ponownie na Iwinkę i kontynuuję marsz granicą celem zamknięcia pętli z dnia wczorajszego. Idę zarazem szlakiem narciarstwa biegowego. Ludzie patrzą na mnie nie zawsze przychylnie...ale cóż mam zrobić. Idę skrajem ścieżki, daleko od torów. Natomiast to zamiłowanie Czechów do tej aktywności jest godne podziwu.
Ja natomiast maszeruje przez Przeł. Działowe Siodło i Przeł Pod Działem. Dziś też zachodzę na chaty Paprsek na obiadek. Przy samej chacie okresowo mam nawet trochę słońca. Znajdź różnicę między tym zestawem a poprzednim..? :-D Zanim zejdę do Bielic kręcę się jeszcze chwilę po lasach wokół chaty. Ostatniego dnia mojego pobytu w Worku chcę przedostać się w serce tych gór, mianowicie przejść szlakiem żółtym przez Płoskę i odwiedzić wieże na Czernicy. Ostatni raz gdy tu byłem o wieży mogłem jedynie pomarzyć. Podejście na Płoskę daje dobrze w tyłek. Potem w okolicy wierzchołka jest już, jak sama nazwa wskazuje...płaskawo. Zaczyna też sypać gęsty śnieg.
W tym też momencie następuje rzecz historyczna...pada mi mój analog. Nie chodzi oczywiście o niekorzystną aurę dla sprzętu. Od tej chwili będę robił fotki komórą... Chwilę później ustaje śnieżyca i klimaty mam kapitalne! Schodzę na dyskretne siodło między Płoską a Czernicą i wypatruję wieży. W końcu osiągam szczyt. Od razu wbijam na górę. Widoczność dziś jest żadna, ale i tak klimat zimy wokół bardzo do mnie przemawia.
Rozglądam się na wszystkie strony. Na chwilę nieco przeciera się horyzont. Po nacieszeniu duszy, jem drugie śniadanie, potem pakowanko barłogu i w drogę. Schodzę na drugą stronę Czernicy szlakiem czerwony. Osiągam nieznakowany dukt i znów mam zimę jak z obrazka tylko dla siebie. Na Wielkim Rozdrożu patrzę...ki Diabeł!  Idzie gość z szafą na plecach. Chwila rozmowy-przyjechał z Wro na kilka dni włóczęgi z namiotem. Idzie bez konkretnego celu. Dziś podchodzi ze Starej Morawy. Ja idę do wiaty na Suchej Przełęczy. Jegomość postanawia się zabrać po przetartym.
Przecieram zatem z uśmiechem na gębie, bo wokół jest przezacnie! Po to tu jestem :-D Na samej przełęczy również śnieg nie tknięty vibramem od długiego czasu... W wiacie czekam dobre 20min na turystę z szafą na garbie, chcę go przywitać herbacinką i Studencką. Otoczenie wiaty kapitalne! Jestem tu pierwszy raz w zimowej porze. ;-) j przełęczy powoli też kończy się moja przygoda z Workiem Bialskim. Żegnam się z jegomościem i nieznakowanymi duktami zaczynam schodzić ku Białej Lądeckiej. Zanim zejdę głęboko w doliny, chmury podnoszą się wyżej i na chwilę mam Kowadło na horyzoncie...
Żegnam się z Workiem Bialskim, żegnam się z Biała Lądecką. To był krótki wypad, ale mimo mało widokowej aury, bardzo udany wypad. Przede wszystkim nostalgiczny, bo odwiedziłem bliskie sercu szlaki, na którym z różnych przyczyn nie byłem od lat.

najbliższe galerie:

 
Góry Bialskie,  styczeń 2009r
1pix użytkownik satan odległość 1 km 1pix
po czeskim kraju - nyzerowskie wodospady
1pix użytkownik u-optymisty odległość 6 km 1pix
Nowy Gierałtów i okolice
1pix użytkownik zbik odległość 7 km 1pix
Majówka w Jesenikach
1pix użytkownik surykatka odległość 8 km 1pix
Kletno-Jaskinia Niedżwiedzia
1pix użytkownik tereza odległość 9 km 1pix
Lądek,okolice - Jaskinia Niedzwiedzia w Kletnie
1pix użytkownik knfred odległość 9 km 1pix

komentarze do galerii (10):

 
satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 31.03.2019 23:39

Kordula...zima jest piękna, również w plenerze...

kordula157 użytkownik kordula157(wpisów:6138) dodano 30.03.2019 21:03

Taka zimę lubię tylko na zdjęciach. Wyprażeny syr z hranolkamy i omacką lubię bardzo: Pozdro:)

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 30.03.2019 20:31

Gabi - w górach im więcej osób tym więcej kłopotów, jestem samolubem w tym zakresie i chcę je mieć w dan ej chwili tylko dla siebie ;-)

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 30.03.2019 20:30

Wiesiek..jaki tam "wapno"..?! Już śpieszę z wyjaśnieniem.

Kofola, to w pewnych kręgach kultowy napój. Produkowany od wielu lat [>50] krajach Czechów i Słowaków. Ma to być odpowiedź na Colę i Pepsi. Mają swoją własną recepturę [zioła!] i w zasadzie w każdej gospodzie, restauracji obok nalewaka z piwem jest kranik z Kofolą ;-)

"IPKA" - jestem wielbicielem piwa. Od wielu już lat nie piję szajsu w stylu Lech, Tyskie i te piwopodobne trunki z wielkich koncernów. Jednym z pionierskich gatunków/stylów piwnych w tzw epoce nowofalowej jest India Pale Ale, czyli...IPA, w zdrobnieniu...IPKA -)

PS - a wielka piwna rewolucja rozpoczęła się i jest kontynuowana w kraju, który teraz tak zacnie pokazujesz ;-)

Ppzdrawiam ;-)

gabi użytkownik gabi(wpisów:2688) dodano 29.03.2019 15:21

Piękna zima, w dodatku rzut beretem ode mnie. Samemu w takie śniegi? dziarski piechur z Ciebie, tylko pogratulować pasji. Rożnica między 1 i 2 - to zawartość kaloryczna, pycha zestaw.
Też nie wiedziałam co to jest kofola,
pozdrawiam

wmp57 użytkownik wmp57(wpisów:2305) dodano 29.03.2019 14:37

Kofola, IPKa, nic z tego nie rozumiem.
Czyżby to już Wapno.
Pozdrawiam.

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 29.03.2019 11:57

Charlie - jak najbardziej vyprażany syr ;-) W kolejnym dniu kazałem sobie podać podwójną porcje ;-)
Zawsze jak jestem z wizytą u południowych sąsiadów, to zajadam się tym specjałem.
Zima w tej galerii była w tamtym roku. W tym roku było już kiepsko, tym bardziej, że byłem kilka tygodni temu w tym samym rejonie ;-)

charlie użytkownik charlie(wpisów:2379) dodano 29.03.2019 09:24

A co Ty tam na talerzu masz ? Czy to aby nie smażony ser nazywany u naszych południowych sasiadów 'vyprážaný' ?
Ale mi smaka narobiłeś...
A zima przecudna. Mi się takiej nie udało w tym roku złapać. Za późno się wzięłam za jej ściganie.
Pozdr.

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 28.03.2019 18:01

Pipol mnie też wzdyma, ale i tak szanuję ten trunek ;-)

A tymczasem spijam IPKę z browaru Stu Mostów ;-)

pipol użytkownik pipol(wpisów:9047) dodano 28.03.2019 11:19

Kofola mnie wzdyma .....wolę piwsko ;)
Taką zimę to rozumiem :)
pozdor

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!