m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Co można robić nad Balatonem ? Wiele czynności przychodzi mi do głowy, ale przede wszystkim, to moczenie się w wodzie. Płytkiej, cieplutkiej i mleczno-błękitnej. Można też spacerować, grać w golfa, jeździć na rowerze, objadać się pysznymi węgierskimi specjałami, rozkoszować ciepłem, nic-nie-robić i... zwiedzać :-)
A jednym z ciekawszych miejsc nad Balatonem jest półwysep Tihany. I tam Was dziś zabieram. Tihany. Niby zwykły półwysep, a jednak niezwykłe miejsce. A do tego niezwykle urocze. Nie taki znowu powierzchniowo wielki, ale ileż ciekawych rzeczy można tu znaleźć i robić, wie ten, kto tam był. Ewentualnie dowie się ten, kto dotrwa do końca galerii ;-) Po pierwsze - lawenda. Tihany nazywany jest lawendowym półwyspem. W maju przyobleka się on w fioletowy welon. To idealna pora na zwiedzanie dla tych, dla których Prowansja jest za daleko, a którzy spragnieni są fioletu i tego charakterystycznego zapachu. W innym okresie wcale nie jest gorzej. Fioletu jest tu pod dostatkiem. Nawet rowery są utrzymane w odpowiedniej kolorystyce :-) Lawendowych sklepów jest tu sporo. Można tam kupić niemal wszystko, co da się wyprodukować z lawendy. A da się wyprodukować całkiem sporo. Nie tylko mydła i zapachowe saszetki :-) Wiedzieliście że ilość odmian lawendy dochodzi do 40 ? Ja sama naocznie widziałam chyba tylko 3. No i doznałam też kiedyś szoku jak razu pewnego, na plantacji, zobaczyłam białą lawendę. Normalnie cuda :-) Lawenda w ostatnich latach przeżywa prawdziwy renesans popularności. Kiedyś wykorzystywana była przez nasze prababcie jako odstraszacz na mole i jako zioło o właściwościach antyseptycznych i odprężających. Teraz wykorzystywana jest głównie w celach kosmetycznych. Czasem jeszcze kulinarnych.
Za 400 HUF, czyli jakieś 5 PLN, można drogą kupna nabyć takie oto ładne oryginalne krzaczki lawendy. Prosto z Tihany. Kolejna wizytówka półwyspu - papryka. Papryka w niezliczonej ilości odmian i dziwnych kształtach. Pobyt na Tihany uzmysłowił mi jak mało wiem o tym warzywie. Jako laik, znam tylko papryczkę chili, papryki klasyczne kolorowe i paprykę w proszku. Ale takie jak tutaj, o kształcie piłeczek to pierwszy raz zobaczyłam. Noszzz... człowiek to się normalnie całe życie uczy. Paprykowe sznury. Jeden koło drugiego. No nie da się przejść koło nich i pozostać obojetnym na ich urodę. Nawet papryka może być wdzięcznym obiektem fotograficznym. Ten rodzaj papryki, jest mi nalbliższy :-) Z tym, to zawsze wiem co zrobić. Na Tihany, pośród wystawionych stoisk można zakupić też ręcznie wyszywane obrusy. Tak myślę że ręcznie, bo raczej nie wyglądało to na produkt pochodzacy z Chin. Takie wzory pamiętam doskonale z dzieciństwa. Zdobiły babcine stoły i półeczki.
Oprócz haftowanych, są też i dziergane serwety. Jak się tylko ma z czym skomponować potem w domu taką pamiątkę, to zawsze warto coś takiego przygarnąć. Ja niestety nie miałam, dlatego musiałam się ograniczyć do pamiątkowego zdjecia. Gdybym była dzieckiem... :-) Już jakis czas temu, w Budapeszcie w sklepach z pamiątkami widziałam te lalki i mimo upływu lat, niezmiennie mi się one podobają. Zwłasza te stroje w narodowych barwach. Dla wielbicieli magnesów, też się coś znajdzie :-) Spacerując po Tihany można się trochę poczuć jak na XIX-wiecznej wsi. Drewniane ogrodzenia z wiszącymi na nich ceramicznymi naczyniami czy pobielane domy kryte strzechą. To nic, że wszystko piękne i wymuskane, że mucha nie siada. Jest autentycznie uroczo i takie obrazki tworzą fajny i sielski klimat tego miejsca. Nie, talerza też nie kupiłam. Ale potem jak oglądałam fotki po powrocie do domu, stwierdziłam że trochę szkoda. Taką pamiątkę to mogła bym mieć. Mimo że na Tihany bywa tłumnie, to są takie miejsca gdzie można się wyciszyć i odpocząć od zgiełku. Tym miejscem jest Opactwo Benedyktynów do którego przylega ten taras. Ale o nim za chwilkę.
Na razie warto spojrzeć w dal. A w dali, takie widoki sie przed nami otwierają. Wszechniebiesko, pięknie i uspokajająco. Za pierwszym razem gdy dotarłam nad Balaton i zanurzyłam w nim stopy, zobaczyłam jak nieprzezroczysta jest woda. Od razu nasunęło mi się skojarzenie, jakby ktoś dolał do błękitnej plakatówki trochę mleka. I ilekroć oglądam zdjęcia albo jestem nad Balatonem, to skojarzenie to do mnie wraca. Intrygująca dla wielu jest nazwa tego zbiornika wodnego. Nam, słowianom kojarzy się...  z błotem. I słusznie. Według analiz osadów pobranych z dna Balatonu stwierdzono, że jest to dość młode jezioro. Ma dopiero jakieś 20 tys. (!) lat. W efekcie okresowych zalewań terenu od karbonu do plejstocenu, powstało tzw. Morze Panońskie, które przekształciło się w płytkie jezioro śródlądowe. Zbiornik zasypywany przez osady rzeczne i inne, podzielił się wkrótce na mniejsze jeziorka a te potem w bagna. Bagna = błoto. Błoto = Balaton. Słowiańska nazwa na terenach gdzie rządzi język z rodziny ugrofińskiej. Po łacinie i niemiecku Balaton tłumaczy się jako Jezioro Płytkie. Jak by nie patrzeć, to też racja. Średnia głębokość Balatonu to 3 metry. Jak ja to mawiam - wody tyle, co żabie po kolana. Największą głębokość (12,2 m) zanotowano przy samym zakończeniu półwyspu Tihany. Miejsce to nazywa się Studnią Tihańską. Ale... mimo tego że jezioro jest płytkie, to doszło tu kiedyś do katastrofy. W 1954 roku, na jeziorze podczas sztormu zatonął statek z kilkudziesięcioma osobami na pokładzie. Sztorm na jeziorze ? A jednak. Skoro robią się tam fale, to i sztorm jest możliwy. W końcu to 'węgierskie morze'. Wracamy do Opactwa Benedyktynów. Na skwerku, tuż obok niego stoi pomnik Andrzeja i Anastazji. Andrzej I to pochodzacy z dynastii Arpadów król Wegier. Gdy wstępował na tron, po terenie ówczesnego państwa węgierskiego przetaczał się potężny bunt pogański. Andrzej zdołał go obalić i umocnił mocno podupadłą wiarę chrześcijańską. Jego małżonką była natomiast księżniczka ruska, Anastazja - córka Jarosława Mądrego. A aby Wam przybliżyć okres panowania Andrzeja, to był to niemal odpowiednik naszego Kazimierza I Odnowiciela. Obaj porodzili się i zmarli w zbliżonych latach. W 1055 roku, z fundacji Andrzeja na Tihany stanęło opactwo benedyktyńskie. Nie ma co... trudno o bardziej uroczą miejscówkę.
Do opactwa został dobudowany w I poł. XVIII wieku wspaniały barokowy kościół, konsekrowany w 1754 roku. Patrząc na niego, zupełnie nie ma się świadomości że fundamenty tej budowli siegają XI wieku. Nie byla bym sobą, gdybym nie weszła do środka, choć przyznaję, że nie dla samego kościoła tam weszłam. Prawdziwe skarby znajduję się tam bowem pod posadzką. Wnętrze, jak wnętrze. Typowe, barokowe. Niewielkie, jasne i na szczęście nie przesadzone z ilością zdobień. Całości wystroju dopełnia polichromia wykonana przez wybitnych węgierskich artystów w latach 1889-1890, kiedy to całe opactwo zostało poddane gruntownej renowacji ... Tymczasem schodzimy kilka stopni w dół. A tam, w posadzce, pośrodku dość ciemnej krypty o romańskim rodowodzie i surowym wyglądzie, pochodzącej z XI wieku, znajduje się długi wąski kamień z wyrzeźbionym krzyżem o przedłużonym skręconym trzonie. Jest to grób Andrzeja I, króry zmarł 5 lat po ufundowaniu opactwa. Jego grób jest podobno jedynym grobem średniowiecznego króla Węgier, który zachował się do dziś w oryginalnym stanie. Na ścianie można zauważyć reprodukcję aktu fundacyjnego opactwa. Wiem wiem... nieostre, ale naprawdę niełatwo było tam fotografować. Dobrze że przynajmniej takie zdjęcie wyszło. Akt fundacyjny, choć pisany po łacinie, zawiera wtrącenia węgierskich słów, co sprawia, że dokument ten uchodzi za najwcześniejszy zabytek piśmiennictwa węgierskiego. W czasie okupacji osmańskiej zabytek przeniesiony został do Pannonhalme, gdzie znajduje się do dzisiaj.
Podążamy dalej. Ciekawe co tutaj nas czeka. Hmm... chodzić po pomieszczeniach o niemal tysiącletnim rodowodzie, to całkiem spoko doświadczenie. Oprócz wielu romańskich kamiennych detali, które uwielbiam oglądać i kontemplować, znalazłam kilka mocno ciekawych rzeczy. Jedną z nich była XI-wieczna moneta odnaleziona w pobliżu opactwa. Takie cuda zawsze mnie zachwycają. Podobnie jak to znalezisko. Miecz, datowany na XI/XII wiek, wyłowiony z dna Balatonu. No i kamienne romańskie lwy. Choc lubie malarstwo, to bardzie przemawia do mnie rzeźba. Za każdym razem, jak oglądam coś co ma setki lat, czy to 200 czy 700, czy jest rzeźba kamienną czy drewnianą, oglądam łapczywie z każdej strony, podziwiając kunszt wykonania. A im starsza rzeźba, tym wiekszy mój podziw dla rzeźbiarza
Obrazek przedstawiający koronację Andrzeja I na króla Węgier. Patron opactwa - św. Anianus. Pierwszy następca św. Marka Ewangelisty. Oprócz niego, nad opactwem czuwa drugi parton. A w zasadzie partonka - Maria. Z opactwem w Tihany swoją historię związał też inny węgierski władca. O ile Andrzej I w piątym pokoleniu wywodził się od Arpada, legendarnego założyciela dynastii, to Karol I Habsburg był ostatnim królem Węgier. A co miał wspólnego z tym miejscem ? Otóż, tutaj żył przez jakiś czas, przed wygnaniem na Maderę. To było ostatnie węgierskie miejsce, w którym mieszkał.
   Karol miał nie być cesarzem Austro-Węgier. Stało się inaczej gdy w wyniku zamachu w Sarajewie, zginął następca Franciszka Józefa, Franciszek Ferdynand - wuj Karola. 30 grudnia 1916 roku, Karol został koronowany na króla Węgier. Podejmował on co prawda działania na rzecz zakończenia wojny i ocalenia monarchii, ale nie były one skuteczne. Na dodatek, przegranie przez Niemcy wojny, pociągnęło za sobą koniec panowania dynastii Habsburgów. Jego wielkim wsparciem była żona - Zyta Burbon-Parmeńska. Kobieta twarda, niezłomna, zdecydowana. W wieku 30 lat, zostala wdową w ciąży, mając już 7 dzieci na wychowaniu. Całe swoje życie poświęciła na próbach wprowadzenia swojego najstarszego syna, Ottona, na tron austriacki lub węgierski. Zmarła w 1989 roku, mając 97 lat. Tułała się po całym świecie, by na koniec spocząć w wiedeńskiej Krypcie Kapucynów, jako ostatnia cesarzowa Austrii. Karol I podjął w 1921 roku próby restauracji władzy na Węgrzech. Nieudane. Decyzją państw Ententy przetransportowano go na Maderę. Na wygnanie udała się także jego żona, a później  i dzieci. Ostatni cesarz Austrii, zmarł na zapalenie płuc wiosną następnego roku. Został pochowany w kościele Nossa Senhora do Monte w Funchal. Choć od 1989 czeka na niego miejsce w Krypcie Kapucynów obok Zyty, rodzina twierdziła, że przeniesie zwłok byłoby nietaktem wobec obywateli Madery, którzy pomagali mu w ostatnim okresie życia. Karol był ostatnim błogosławionym, którego Jan Paweł II wyniósł na ołtarze.
No, to tyle o opactwie i tym co można znaleźć w środku. Spacerujemy dalej. Schodząc po schodach przed opactwem, po lewej stronie, znajduje się Paprykowy Dom czyli Paprikahaz. Miejsce do którego zagląda i które fotografuje chyba każdy turysta na Tihany. Obwieszony tysiącami, setkami tysięcy papryk. Ile pracy musiało to kosztować, wiedzą chyba tylko sami właściciele :-) Sami tylko spójrzcie. Ile papryczek może być na tym wycinku ? Ktoś oszacuje ? ;-) W Paprykowym Domu mają nieprzebrana ofertę wszystkiego co można zrobić z lawendy i papryki. No i cóż - nadszedł w końcu czas zakupów :-)
Do domu zabraliśmy paprykę, która służy nam do dziś, syrop lawendowy o wyjątkowym aromacie, lawendową czekoladę i cudowny aromatyczny miód.
Ale i tak, najcudowniejsze, najsmaczniejsze i najlepsze na całym Tihany były... ... najprawdziwsze lawendowe lody. Wyprodukowane nie z jakiegoś tam sztucznego aromatu i barwnika, ale z tihańskiej lawendy. To jest smak za którym autentycznie tęsknie. I jak wrócę nad Balaton, to znów wybiorę się na Tihany. W sierpniu. Właśnie dla tych lodów. Bo w maju lawenda cudownie kwitnie, a w sierpniu smakuje wybornie. Dzięki za towarzystwo wytrwałość :-)

najbliższe galerie:

 
Balaton północny - Tihany i Balatonfüred
1pix użytkownik pesteczka123 odległość 0 km 1pix
WĘGRY. Nad Balatonem.
1pix użytkownik caprio72 odległość 3 km 1pix
Balaton czy Meksyk, czyli kolorowy zawrót głowy!
1pix użytkownik pesteczka123 odległość 4 km 1pix
 Węgry ciąg dalszy
1pix użytkownik andrek77 odległość 7 km 1pix
Mój Balaton czyli historia krótkiego wyjazdu.
1pix użytkownik mironel odległość 7 km 1pix
Balaton południowy - Balatonföldvár, Siofok i Balatonlelle
1pix użytkownik pesteczka123 odległość 7 km 1pix

komentarze do galerii (26):

 
ak użytkownik ak(wpisów:6251) dodano 30.04.2019 15:44

No i z Twojej winy jutro jadę na lody , szkoda , że nie nad Balton ale jadę i już ! :DD

paniwu użytkownik paniwu(wpisów:557) dodano 29.04.2019 14:55

Polecam to miejsce najbliższym i w zeszłym roku wnuki spędziły z rodzicami majowy weekend właśnie na pópłwyspie Tihany nad Balatonem. Są również zachwyceni tym miejscem. Pozdro.

nola76 użytkownik nola76(wpisów:6761) dodano 29.04.2019 11:26

Masz rację Charlie żeby znaleźć się nad Balatonem muszę całą Polskę przejechać, ale chodzi mi ten Balaton już od jakiegoś czasu po głowie, także prędzej czy później tam dotrę w końcu choćby na chwilę przejazdem, żeby zjeść te lody, cukierki, czekoladę i może się wykąpać:) pozdrawiam:)

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 10:57

lucy - no tak. Wakacje są krótkie, a odpocząć trzeba. Tyle pięknych miejsc dookoła nas. Tak wiele z nich chciało by się zobaczyć. Ciągle dokonujemy jakiś wyborów.
Dla mnie tereny północnej Polski to jak do tej pory tereny nieodkryte. Jedynie rejon Trójmiasta jest mi znany. A Międzyzdroje to już w ogóle. Znam jedynie ze słyszenia.
Kiedyś i na nie. przyjdzie u mnie pora :-)
Dzięki i Pozdr.

ru_da użytkownik ru_da(wpisów:104) dodano 29.04.2019 10:50

Charlie - wielkie dzięki za tyle cennych wskazówek. Tegoroczne wyjazdy już mam z grubsza zaplanowane, ale w przyszłym roku... kto wie?
Pozdrawiam :)

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 10:48

harmony - każdy z nas ma swoje ulubione kierunki.
Ja się na przykład nie mogę od kilku lat uwolnić spod zauroczenia Niemcami i Austrią. Uwielbiam te rejony. A na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech czuje się trochę... jak u siebie.
Coraz częściej myślę jednak też o dalszym zachodzie. W tym roku stwierdziłam, że jedziemy do Holandii. No ale nie może być tak, że po drodze nie zachaczę o Niemcy. To niemożliwością przecież jest. Rok bez Niemiec, rokiem straconym ;-)

Na szczęście harmony, mamy taki cudowny portal dzięki tóremu możemy podróżować dookoła świata. I nawet jeśli nie byłaś w realu nad Balatnem i w Tihany, to mam nadzieję, że troszkę Ci przybliżyłam tamtejszy klimat.
A że trochę fotek jeszcze mam, to może ze 2-3 galerie powstaną i zobaczysz inne ciekawe miejsca znad 'węgierskiego morza' :-)
Dzięki że zajrzałaś.
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 10:35

doracz - generalnie sporo cyklistów nad Balatone jeździ. Mają tam też sporo ścieżek rowerowych. Ostatnimi czasy często myślę o tym, by powrócić tam i zwiedzać na dwóch kółkach, skoro Młode już polubiły pedałowanie. Nie interesowałam się wynajmem rowerów, ale po sprawdzeniu w necie 'bike rent + balaton' wyskakują trzy wypożyczalnie. Więc coś można pokombinować bez targania sprzętu z Polski.
A Balaton na rowerowe zwiedzanie nadaje się idealnie :-)
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 10:28

nola - dla Was, z północy to dłuższa wyprawa.
Z Gdańska do samego Krakowa masz dłuższą trasę, niż my z Krakowa nad Balaton.
Ale jestem przekonana, że jeśli wybierzesz się kiedyś w tamtym kierunku, to Ci się spodoba.
Balaton jest fantastyczny dla maluchów. A lawendowe lody jako bonus dla rodziców ;-)
A w Paprykowym Domu, to takie cuda do spożywania się znajdują, że trudno wyjść stamtąd z jedną czy dwiema rzeczami.
Zalecana duża torba na zakupy.
Miałam jeszcze pyszne lawendowe cukierki, ale Młode je pochłonęły zanim zdażyłam zrobić zdjęcie. Cud że czekoladę uchowałam ;-)
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 10:17

paniwu - cieszę się zatem że przywołalam miłe wspomnienia :-)
Balaton i Tihany to naprawdę urocza miejscówka, która zachęca by tam wracać.
Niewiele było rzeczy które mi się tam nie podobalo.
Może jedynie sporo ludzi. No ale gdzie ich nie ma ? Każdy chce się wyrwać z miasta jak ma wolne.
A na Węgrzech i pogoda zawsze ładna, ciepło, pyszne jedzenie, mili ludzie (o ile nie mówisz po rosyjsku ;-)). W sierpniu na dodatek zatrzęsienie przydrożnych stoisk z przepysznymi soczystymi slodkimi arbuzami. Czegóż chcieć więcej ?
Może teraz zabierzesz wnuczkę nad Balaton ?
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 10:08

wmp - też nie znam jakoś wyśmienicie Węgier. Nigdy na przyklad nie moczylam się w osławionych basenach termalnych :-)
A do Budapesztu to chętnie bym wróciła i sprawdziła jak zmienil się po latach. Może niedługo...

Tak, powiem Ci że lubię takie stare przedmioty. Genealnie nigdy orłem z historii nie byłam, ale im jestem starsza, tym bardziej doceniam to co nam zostało po poprzednich pokoleniach i sama z własnej nieprzymuszonej woli zaczytuję się w historii. Każdy wyjazd, nawet najbliższy jest dla mnie nauką czegoś nowego.

Smaku szafranu jakoś nie moge sobie wyobrazić, z niczym mi się nie kojarzy. Ale kolor to już zdecydowanie tak :-)
Co do smaku, to moim ostatnim odkryciem były też lody rokitnikowe. Specjalnie w zeszłym roku wybrałam się na Rugie, która jest królestwem rokitnika, aby przywieźć stamtąd rokitnikowe przetwory, łacznie z wysokoprocentowymi nalewkami ;-) I znalazłam tam lody z rokitnika.
To też było coś :-)))
Fajne są takie wycieczki szlakiem nowych smaków.
Miło że wpadłeś.
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 09:53

paweller - no to wiesz... Na Węgry daleko nie jest. Hop-siup, kilka godzin i moczysz się w węgierskim morzu.
Ja Balaton pokochalam przez jego kolor wody, cudowną wodę, piasek pod stopami i to, że jako niepływająca, mogę iść 300-400 metrów przed siebie i wodę dalej mam na bezpiecznej wysokości.
Może kiepska ze mnie w tym temacie patriotka, ale do moczenia się, zamiast naszego Bałtyku, wolę Balaton.
A z paprykami uważaj. Niektóre gatunki są wyjątkowo ostre :-)
Ale langosza polecam. O jeżuuu... ale bym teraz takiego langosza zjadła... Oj jadła... ;-)
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 09:46

ru_da - powiem tak... wiele hoteli nad Balatonem doskonale pamięta czasy minione. Ich wystrój też.
Ale z każdym rokiem jest coraz lepiej. Średnio co 3-4 lata wracam nad Balaton, w inne co prawda miejsce, ale za każdym razem infrastruktura jest lepsza.
Plaże wyglądają też lepiej. Ba ! Są specjalnie tworzone w fajnych spokojnych zatoczkach. Przyjeżdżają ciężarówy z piaskiem i plaża gotowa. Dzieciaki mają raj, bo praktycznie przy każdej większej plaży jest świetny plac zabaw.
A dla nie lubiących zgiełku i wrzasku dzieci, są jak zawsze, plaże trawiaste.
Jeśli jedziesz z rodziną, to lepszy jest brzeg południowy. Jeśli sami dorosli, ceniący sobie spokój i ciszę, łowienie ryb, winnice, spokojne spacery, rowerowe wycieczki - to lepiej jechać na północny.
Może kiedyś się skusisz i będę mogla podziwiać tamte okolice widziane okiem Twojego aparatu :-)
Dzięki że zajrzałaś.
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 09:35

kordula - dzięki wielkie :-)
Też ciągle jadę w swoich kulinariach na węgierskiej papryce. Jak mi się obecny zapas skończy, to trzeba będzie znowu skoczyć w madziarskie rejony.
A lody to bezapelacyjnie, bez dwóch zdań... pierwszy raz doświadczyłam tego smaku i cały czas, do tej pory, za mną chodzi.
Jeśli wylądujesz kiedyś na Tihany, albo tam gdzie mają naturalne lawendowe lody, a nie robione na barwnikach i aromatach, to zecydowanie polecam.
Pozdr.

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:3053) dodano 29.04.2019 09:29

Charlie może się uda, bo jedynie kiedyś 10 dni spędziłam tylko w Budapeszcie 😊i to był mój pierwszy zagraniczny wyjazd.Ciągle trzeba dokonywać wyborów a teraz z wnuczkiem ganiamy po Międzyzdrojach i okolicy.Pozdrawiam.

harmony użytkownik harmony(wpisów:2783) dodano 29.04.2019 09:07

Balaton kojarzy mi się z czasami PRL-u. Nigdy nie byłam nad tym węgierskim "morzem", bardziej ciągnie mnie na zachód.
Ciekawy opis (wiele się z niego dowiedziałam), a i zdjęcia z produktami kuszą. Nie wróciłabym z pustymi rękami ;)
Pozdrawiam :)

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 09:04

lucy - no to może jednak lawendowe pola nad Balatonem ?
A jak nie tam, to gdzieś w Polsce :-)
Coraz wiecej plantacjii lawendy się u nas zakłada. Pięknie kwitnie (tylko jakoś tak później niż tam), a pszczoły mają tam używanie. Polski lawendowy miód się też znajdzie :-)
Swoją drogą powiem Ci, że podczas ostatnich wakacji w Górach Harzu, znalazlam w jednym z miasteczek sklepik w którym kupiłam miód słonecznikowy. Fajny. Delikatny w smaku, o konsystencji masła i słomkowym kolorze. Coraz częściej łapię się na tym, że zamiast typowych pamiątek które potem lądują w pudłach lub zbierają kurz na półkach, przywożę z wakacji coś... użytkowego :-)
Bardzo mi miło że zajrzałaś :-)
Pozdr.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2348) dodano 29.04.2019 08:56

gabi - dzięki że zajrzałaś.
Lubię te kolory, a i samo miejsce jest zdecydowanie malownicze :-)
Pozdr.

doracz użytkownik doracz(wpisów:1166) dodano 28.04.2019 15:26

Charlie, bardzo ciekawa galeria. Od lat myślę o Balatonie. A Półwysep Tihany, szczególnie mnie zastanawia zawsze bo to dziwny twór geograficzny tak trochę jak spojrzeć na mapę. Czy myślisz, że penetracja okolic Balatonu rowerem byłaby dobrym pomysłem? A czy mają tam jakieś wypożyczalnie rowerów, bo jechać z takim balastem na dachu tyle kilometrów, to nie wiem....Pozdrawiam serdecznie :)

nola76 użytkownik nola76(wpisów:6761) dodano 28.04.2019 11:09

Te lody też bym jadła:) Jakoś jeszcze nigdy nie udało mi się dotrzeć nad Balaton, ale bardzo zachęciłaś, więc może w końcu się uda:) Fajny ten paprykowy domek:) pozdrawiam:)

paniwu użytkownik paniwu(wpisów:557) dodano 28.04.2019 09:54

Miejscówka cudowna. Tihany to jedno z najpiękniejszych miejsc nad Balatonem. Spędziliśmy tam majówkę w 2007 roku. Wieś pełna przeuroczych kramików restauracji, pubów, z pięknym widokiem na jezioro. A lalki szmacianki są tam najpiękniejsze. Nie oparłam się pokusie żeby je kupić, z myślą o wnuczce, której doczekałam się w 2012 roku. I te cudowne dziergane serwety, też uległam i mam i zachwycam się, kiedy przykrywają stolik. I przeurocze kramiki z papryką i lawendą, to małe dzieła sztuki. I wszystko było tam po prostu śliczne! Galeria fantastyczna, pozdrawiam serdecznie.

wmp57 użytkownik wmp57(wpisów:2260) dodano 27.04.2019 16:04

Poza Budapesztem nie znam Węgier.
Miejscówka sympatyczna, także dzięki obszernym opisom.
Widzę, że też kręcą Ciebie starocia, im starsze tym ciekawsze.
Ostatnio w Iranie zajadałem się lodami szafranowymi, też były pyszne.
Pozdrawiam.

paweller75 użytkownik paweller75(wpisów:7312) dodano 27.04.2019 15:16

W ubiegłym roku byłem na Węgrzech, moczyłem się na basenach, zwiedzałem Budapeszt i Szentendre ..., teraz może czas wybrać się nad Balaton, brzmi całkiem fajnie ..., uwielbiam te ich paprykowe sznury:)))
Pozdrawiam:)

ru_da użytkownik ru_da(wpisów:104) dodano 27.04.2019 13:17

Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło na Węgry. Masz rację - miejsce kojarzy się z czasami słusznie minionymi. Ale Twoja galeria bardzo mnie zaciekawiła, może nawet zachęciła. Lawenda - cudna; nie wiedziałam, że tam ją uprawiają. Lody - rewelacja! Pozdrawiam :)

kordula157 użytkownik kordula157(wpisów:6028) dodano 27.04.2019 11:41

Bardzo fajna galeria. Lubie wszystko co zwiazane z lawendą. Papryke w proszku kupuję zawsze węgierska, jest najlepsza. Fajne kadry detali. A lody musiły super smakowac. Pozdrawiam:))

lucy56 użytkownik lucy56(wpisów:3053) dodano 26.04.2019 21:40

Świetna galeria.10. Dla tej lawendy i lawendowego miodu chętnie bym tam się znalazła 😉. Pozdrawiam.

gabi użytkownik gabi(wpisów:2668) dodano 26.04.2019 18:57

Bardzo klimatyczna a zarazem interesująca relacja.
W dodatku w dwóch ślicznych i smakowitych kolorach: lawendy i purpury,
pozdrawiam

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!