m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (49):

 
Wjazd do Parku Timanfaya Na parkingu na Wzgórzu Hilarego trzeba było zostawić auto. Można też było pstryknąć tam fotkę… … a później do autokaru. Widoki niesamowite, ale tylko przez szybę. ...
Nawet do krateru zaglądamy przez szybę. Autobus na chwilę zatrzymuje się, ale wysiąść nie wolno :( Ależ by się tam poszło... Za szybą inna planeta… Po objeździe autokarem wybraliśmy się jeszcze na parking, z którego można wyruszyć na zwiedzanie Parku na grzbiecie wielbłąda. Oczywiście nie po to, by dołączyć do karawany, ale żeby zrobić parę fotek w miejscu, gdzie od krajobrazu Parku nie oddziela szyba autobusu. A wielbłądów mi żal - każdy z nich dźwiga dwoje turystów. Lepiej mają nawet ich bracia w Egipcie, gdzie jednego wielbłąda dosiada tylko jeden człowiek. Park można też przejechać autem główną drogą asfaltową, zatrzymując się czasem na krótką chwilę w celu zrobienia fotki. Ale nie można zejść z asfaltu. Można też pofocić z parkingu przy Centrum dla Odwiedzających.
Dobre chociaż to... ... I tyle zwiedzania Gór Ognia. Żeby wejść na wulkan La Corona, pojechaliśmy na północ wyspy, gdzie zostawiliśmy auto na parkingu przy uroczym kościółku w wiosce Ye. Gdzieś tu miał się zaczynać szlak do krateru. Ciekawy widok na La Coronę przez bramę napotkanej posiadłości. Wygląda na to, że poszliśmy w złą stronę - wulkan widać jak na dłoni, wokół pola, jakieś uprawy, ale drogi do wulkanu nigdzie nie widać.
W końcu zawróciliśmy i idąc w przeciwnym kierunku od parkingu, znaleźliśmy drogę do wulkanu. Początkowo droga była szeroka i wiodła przez typowe lanzaroteńskie winnice, później robiła się coraz węższa, a roślinność coraz dziksza. Coraz częściej spotykaliśmy dzikie,  kwitnące opuncje. Krajobraz wokół był coraz bardziej surowy. Mniej więcej w połowie drogi rosła jedna, jedyna palma. Ale jej cieniem za bardzo nie dało się nacieszyć ;))
W górze już było widać krawędź krateru. I wkrótce znaleźliśmy się na krawędzi. Można było zajrzeć do krateru, od którego nie oddzielała nas żadna szyba. ... Na skraju krateru można było podziwiać urocze kwiatki. Z góry roztacza się piękny widok na okolicę, na białą wioskę Ye, widać nawet ocean.
Zaczynamy więc schodzić wśród kwitnących opuncji, podziwiając widoki. Wkrótce znów jesteśmy na szerokiej drodze biegnącej przez winnice. A przed nami białe zabudowania Ye i kościół, pod którym zostawiliśmy samochód. Kolejny cel - Caldera Blanca. W okolicach miejscowości Mancha Blanca znajdujemy szutrową drogę prowadzącą do wulkanu. Droga jest dobrze oznakowana - już na wjeździe znajduje się duża tablica informacyjna z mapą szlaku. Po kilku minutach jazdy droga kończy się maleńkim parkingiem otoczonym morzem lawy. Dalej już tylko pieszo, wąską ścieżką przez bezkresne pola lawowe. W oddali wyraźnie widzimy cel wędrówki: mniejsza góra, to wulkan La Caldereta, a za nią - Caldera Blanca.
Po prawie godzinnym spacerku w pełnym, czerwcowym słoneczku dochodzimy do zbocza La Caldereta. Wulkan ma kształt podkowy, otwartej w kierunku ścieżki, którą idziemy, więc żeby zajrzeć do krateru nie ma potrzeby wchodzić na górę - stoimy na krawędzi. Ścieżka biegnie dalej przez pola lawy, a przed nami jeszcze bardziej imponujące zbocze - to Caldera Blanca. Dochodzimy do zbocza, ale nigdzie nie widać wejścia na krater. Idziemy ścieżką wzdłuż zbocza… a przed nami piękne widoki na wulkany Parku Timanfaya.
Coś nam nie pasuje, więc zawracamy i znajdujemy wąziutką ścieżkę prowadzącą w górę zbocza. Ze ścieżki patrzymy w dół na morze lawy, jakiś wulkan i ocean w oddali. U stóp zbocza widać zagrody z kamieni, wykorzystywane do hodowli kóz, które wypasane są na dnie kaldery. Widok krateru o szerokości ok. 1,5 km naprawdę robi wrażenie. Żeby objąć go w całości na fotce, trzeba zrobić panoramę :) Człowiek na krawędzi krateru wygląda właśnie tak… widać tego ludka z prawej strony fotki? To dziewczyna, którą obserwowaliśmy z góry, jak biegła przez pola lawy, w pełnym biegu pokonała zbocze, zrobiła sobie selfie i pobiegła z powrotem. No cóż… młodość :) Widok z krawędzi krateru Caldera Blanca na wyrastającą z morza lawy La Calderetę. W oddali widać białą wioskę Mancha Blanca.
Tą samą ścieżką, wśród pól lawowych, wracamy na parking. Na Lanzarote są jeszcze inne wulkany do zdobycia. Więc może jeszcze kiedyś… :)
Do zobaczenia na Lanzarote :)

najbliższe galerie:

 
Lanzarote
1pix użytkownik wako odległość 0 km 1pix
Lanzarote w jeden dzień
1pix użytkownik andred odległość 2 km 1pix
LANZAROTE
1pix użytkownik irolek odległość 2 km 1pix
Lanzarote- dziecko Cesara Manrique'a cz. 1
1pix użytkownik imod odległość 3 km 1pix
Lanzarote - Jardin de Cactus
1pix użytkownik ru_da odległość 3 km 1pix
Lanzarote
1pix użytkownik wmp57 odległość 3 km 1pix

komentarze do galerii (4):

 
rozmusiaki użytkownik rozmusiaki(wpisów:4802) dodano 15.05.2019 11:22

W końcu sie choć trochę ogrzałem :)
Bardzo miło wspominam Lanzarote,a zwłaszcza Park Timanfaya.
Krajobrazy iście księżycowe,choć nie wiem jak jest na księżycu,bo jeszcze nie byłem ;)
Pozdrawiam.

nola76 użytkownik nola76(wpisów:6786) dodano 14.05.2019 22:01

Fajny spacerek po wulkanach:) Bardzo lubię wulkany, choć wielu nie widziałam:) Jak do tej pory najbardziej mnie urzekła Etna:) pozdrawiam:)

kordula157 użytkownik kordula157(wpisów:6138) dodano 14.05.2019 18:46

I ja lubie wulkaniczne krajobrazy, dlatego tez Lanzarote tak mi sie podobała. Fajny spacerek nam zserwowałas. Pozdro:)

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:5592) dodano 13.05.2019 12:44

Nie byłem na Lanzarote, ale krajobrazy i klimaty wulkaniczne bardzo przypominają mi Park Narodowy Wulkanów Hawajskich na Big Island (Hawaii), z tym, że tam nie ma aż takich restrykcji odnośnie zatrzymywania się, wysiadania, czy ścisłego trzymania się asfaltu. Galeria bardzo mi sie podobała. Pozdrawiam. :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!