m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (44):

 
Startuję nieklasycznie, czyli zamiast z Donoval'ów z Korytnicy. Ruszam niebieskim szlakiem na Hiadelske sedlo. Jestem tam sporo przed czasem proponowanym na szlakowskazach, ale prawa pięta już piecze i boli. Bąbel pojawia się już podczas pierwszej godziny marszu.
Na przełęczy jest zacna wiata z możliwością noclegu na stryszku. Kilka metrów od wiaty jest wydaje źródełko. Jest przed 9:00, jem śniadanie. Tutaj tak naprawdę rozpoczyna się moja przygoda z granią Tatr Niżnych. Pierwszy etap to prawie 700m przewyższenia - mordęga pod Velką Chochulę [1753mnpm]. Nie narzekam jednak, bo już na podejściu na Prasivą [1652mnpm], po wyjściu z lasu mam klimaty, po które tu przyjechałem. Na szczycie Prasivej mam widok na Wielką Fatrę, lata nie widziałem tego pasma. Jest grań główna z Ostredokiem i Kriżną, jest Płoska i Rakytov.
Mala i Velka Chochula ze szczytu Prasivej. Na Velkej Chochuli znów wielkofatrzańskie klimaty :-) Przejrzystość nie jest dziś niestety przednia...zaś Rakytov. Płoska Prasiva
I moja dalsza droga: Kosarisko, Velka hola, Latiborska Hola. Nieodmiennie stromość grzbietów na Słowacji robi na mnie wrażenie ;-) Podczas marszu cały czas zerkam w stronę Wielkiej Fatry, największe wrażenie oczywiście robi piramida Rakytova. Moim celem na dziś jest utulnia pod sedlom Durkovej. Dochodzę tam około 17:00, dziś nie ma sensu iść dalej. Przy utulni można za free rozstawić namiot, niedaleko jest źródełko. Nie sądzę abym trafił podobnie w najbliższej okolicy. Chatar ma dwa specyficzne pieski, oto jeden z nich, drugi taki sam, tyle że biały. Nikt nie kwapi się z rozstawianiem namiotów, więc pierwszy wybieram najlepszy plac i mam to z głowy, potem Słowacy chodzą i drapią się po głowie gdzie by tu..., ja w tym czasie siedzę przy garncu Kofoli :-)
Wieczorem jeszcze na chwilę wychodzi słońce, więc podziwiam to co dookoła, tutaj Skalka [1980mnpm] w bocznym ramieniu od grani głównej. W tej samej grani bocznej jest Żarska hola [1841mnpm], opadająca pięknym i stromym 500metrowym zboczem. Noc była nieco chłodna, ale dawno już nie biwakowałem na wysokości około 1650mnpm. Rano goszczę się jak król. Pasztet oczywiście od Profi, ale ser to oryginalna gouda [w tym wypadku z pesto] przywieziona tydzień wcześniej Amsterdamu. Zegnam się utulnią, fajne miejsce na biwak, mogę naprawdę polecić.
Mnie tymczasem czeka jakie 300metrów do góry... :-( -> na Chabenec. Wrażenie robią głębokie i wcięte w gran główną doliny. Dziś na horyzoncie mam trochę Tater, Velky Chocz :-) Na ostatnim planie majaczy Mała Fatra. [pojawiło się zabrudzenie na matrycy...:-(] Przede mną Kotliska [1937mnpm], Derese [2004mnpm] i dopiero dłuższy popas na Chopoku. W okolicach Derese pojawia się sam król Tatr Niżnych ;-) Dumbier [2043mnpm].
Jak byłem tu ostatni raz, to Kamienna Chata pod Chopokiem, była tylko mała budą przycupniętą do zbocza ,ale to było dokładnie...10lat temu. Teraz jest nowoczesne schronisko z duża jadalnią i częścią noclegową. Ja zamawiam zupę soczevicovą i sagan Kofoli. Powoli rozmyślam nad noclegiem. Idzie mi się tak sobie :-( piety bolą jak cholera, mam dwa duże krwawe odciski. Odpuszczam sobie Dumbier. Byłem na nim w 2008r, a obecnie widoczność jest taka sobie. Moim celem jest chata Stefanika. Rozmyślałem nad noclegiem na przełęczy Bocianske sedlo, wg mapy jest tam wiata, po cichu liczę, że może podobna jak ta na Hiadelskim. Rozważałem też nocleg w schronie, ale klimat jak w psiarni, do tego duża grupa dzieci. Zamawiam vyprażany syr + Kofolę oczywiście :-P Po wyjściu ze schroniska prawie ryczę z bólu [nogi], zanim się rozejdę, to minie z pół godziny. Wezbrał się silny wiatr, a Bocianskie sedlo jest bardzo eksponowane. Ostatecznie postanawiam nie schodzić ze szlaku czerwonego i iść jeszcze 2-2,5godz na Certovicę i tam zanocować w pensjonacie, rozeznać stan stóp, zadać im detergentów i ciepłej wody. Do tego zamknę pasmo dumbierskie w 2 dni, bo po cichu zacząłem liczyć na przejście czterodniowe. Zejście strasznie mi się dłuży i daje we znaki psychicznie i fizycznie, bo zanim zejdę 400 metrów niżej na przełęcz mam sporo klimatów góra-dół. Za to wieczorne światło robi mi robotę i jest nagrodą ;-)
Nocuję w warunie domowym, nogi wyglądają źle, ale postanawiam iść jednak dalej. Rano cieszę się ze swojej decyzji, bo siąpi deszcz. Zaoszczędziłem ze 3godz w dniu poprzednim i nie muszę zwijać biwaku w deszczu. Koło 9:00 przestaje padać, więc i ja ruszam. Po cichu myślę, że fajnym celem na dziś była by utulnia Andrejcova... Dłuższą przerwę robię przy utulni Ramza, kolejna legendarna i klasyczna miejscówka w Tatach Niżnych. Dziś idzie mi się źle. Nie wyrabiam z czasami podawanymi na tabliczkach. Do tego szlak wysysa mnie psychicznie... dużo chaszczowania w wysokich trawach, bardzo interwałowo. Pogoda też pod psem. Wiem już, że o Andrejcowej mogę tylko pomarzyć. Ni diabła. Do tego zaczął mnie boleć palec u lewej stopy. Chwilowo fajne klimaty mam w okolicach Homolki. Moim realnym celem staje się Sedlo Priehyba. Jest tam, wg mapy, wiata oraz źródełko, które pamiętam z 2008r. Na przełęcz docieram około 18:00. Do utulni mam jeszcze około 2godz, w tym prawie 500m podejścia na Velką Vapienicę [1691mnpm]. Nie dam rady fizycznie i psychicznie...Rozbijam się na przełęczy. Cóż...obie rany na stopach zaczęły się ślimaczyć, ból palca okazał się krwiakiem pod paznokciem, który trzyma się na ostatnich rzęsach. Decyzja jest trudna, ale jedyna słuszna. Jestem na niskiej przełęczy, dość łatwe zejście w doliny, co prawda na stronę południową, mniej komfortową w kwestii przebicia się do auta, które stoi w Ruzomberoku. Schodzę do wsi Helpa.
Mam jakąś straszną ochotę zmyć z siebie tą jednak porażkę. Zrobiłem 75% pasma w 3dni, ale ostatecznie poległem. Z tym zamysłem ręcznik pakuję na końcu. Znajduję dogodne miejsce w potoku Krivula i leżę w nim jak mnie Szatan stworzył kilka minut. Nirvana :-) W Helpie mam 20min oczekiwania na autobus do Telgartu. Tam już pupa zbita. Zostaje stop. Najpierw jeden gość podrzuca mnie kilka kilometrów dalej na krzyżówkę drogi krajowej nr 66 z nr67. Straszne miejsce, totalne in the middle of nowhere. Po jakimś czasie zabiera mnie jednak młody Słowak. Jedziemy już do Popradu. Gadka trudna, ale jak się okazuje, że znam kilku słowackich sportowców [Miroslav Satan , Peter Sagan], to gość stwierdza, że zawiezie mnie pod samo wejście do ichniego PKP. Na stacji okazuje się, że mam Inter City za 7min. Biorę! Wagon z miejscówką, w ramach biletu ciastko i woda. Za 40min jestem w Ruzomberoku. Ostatecznie cała podróż z Priehyby zaczęła się o 8:00 i zakończyła w Ruzomberoku o 13:30 i kosztowała mnie 7euro.
Tutaj wbijam do knajpki na ukochany syr, zapijam Kofolą i kończę imprezę...

najbliższe galerie:

 
Niżne Tatry –  Chabenec
1pix użytkownik doracz odległość 1 km 1pix
Jasna - Chopok - słowacka fantazja
1pix użytkownik wujryszard odległość 2 km 1pix
Niskie Tatry
1pix użytkownik kabaczek odległość 4 km 1pix
Słowacja - Nízke Tatry
1pix użytkownik marioli odległość 4 km 1pix
Dolina Demianowska
1pix użytkownik piotr54 odległość 5 km 1pix
Jasna - Chopok
1pix użytkownik mikkelo odległość 5 km 1pix

komentarze do galerii (12):

 
satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 02.06.2019 22:18

Surykatka - ja też miałem przerwę...10lat, to nie są łatwe górki, tam w zasadzie zawsze będzie ciężko, by wysokie i strome zbocza, a odległości między "jakimś tam" noclegiem są spore... ;-)

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 02.06.2019 22:17

Wmp57 - prawda to, dobrze jest mieć gdzieś pod ręką zielony kolor na czarną godzinę ;-)

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 02.06.2019 22:16

Kabaczek - słusznie prawisz, butki już były kolejne razy na szlaku i takich niemiłych psikusów już mi oszczędziły :-)

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 02.06.2019 22:15

Rozmusiaki - dzięki za towarzystwo, zawsze raźniej ;-)

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 02.06.2019 22:14

Charlie - dziękuję, to miłe co piszesz ;-)

satan użytkownik satan(wpisów:3201) dodano 02.06.2019 22:13

Paweller75 - a dajże spokój...jakaż wyprawa? Trzy dni zaś tylko łaziłem ;-)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:7291) dodano 01.06.2019 20:52

Tatry Niżne pikne są. Ale mimo swej pozornej łagodności potrafią dać w kość. Podziwiam Twoją dzielność . Żeby 3 dni łazić bez pięt ;)
Mnie te górki jednak kojarzą się moją z kontuzją kolana. I jakoś tam nie wróciłam. Może już pora.
Pozdrówki :)

wmp57 użytkownik wmp57(wpisów:2305) dodano 31.05.2019 15:51

Zielony kolor nadziei uspokaja moje stargane czasem nerwy.
Pozdrawiam nadmorskiego Górala.

kabaczek użytkownik kabaczek(wpisów:1113) dodano 31.05.2019 12:56

Tak, buty to podstawa... Sam kiedyś przeżyłem oderwanie podeszwy - szczęśliwie ostatniego dnia i pomogły patenty ze sznurkiem i taśmą. A co do nowych butów... Teraz Twoje już nowe nie są, i może po wyleczeniu, stopy się z nimi zaprzyjaźnią i zapomną o trudnych chwilach.
Pozdrawiam.

rozmusiaki użytkownik rozmusiaki(wpisów:4802) dodano 31.05.2019 08:23

Z przyjemnością powędrowałem po górskich szlakach w Twoim towarzystwie Satanie :)
Lubię kofolę na marginesie :)
Pozdro.

charlie użytkownik charlie(wpisów:2379) dodano 31.05.2019 07:54

Rezygnacja w takim przypadku, to nie porażka. Gdybyś miał lenia, obniżał sobie wymagania bo Ci się nie chce, albo tłumaczył że zaczęło mżyć więc pora się zwjać, to co innego.
Ale w przypadku zaliczenia 75% trasy, którą przeszedłeś z poranionymi stopami, które dźwigają na sobie cały cięzar ciała + wyposażenie... ja mogę tylko pogratulować.
Dla mnie taka wycieczka nie jest osiągalna.
Gratuluję wyprawy, podziwiam kondycję i zazdroszczę vyprażanego syra ;-)
Pozdr.

paweller75 użytkownik paweller75(wpisów:7426) dodano 30.05.2019 21:09

No Panie, wyprawa robi wrażenie, szacunek dla kolegi:) Ostatnio wszelakie góry gdzieś zarzuciłem, brakuje czasu, trochę się nie chce ..., ale przyznaję, takie galerie oglądam z dużą przyjemnością. Bardzo się podobało, pozdrawiam:)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!