m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (50):

 
Na Titicaca jest około 60 pływających wysp. Liczba ta może być mniejsza bo jakaś wysepka ulegnie destrukcji albo większa, bo tutejsza społeczność podejmie decyzję o budowie nowej. Na wszystkich wyspach żyje około 2 tysięcy mieszkańców, na każdej z nich żyje kilka rodzin. Każda z wysp ma swojego gospodarza. Gdy z Puno przypływają wycieczki z zamiarem obejrzenia tego jak wygląda życie w owym żywym skansenie, na granicy rezerwatu, płaci się wstęp i dostaje informację do której z wysp można przybić. Chodzi o to, że mieszkańcy utrzymują się głownie z opłat za odwiedziny i sprzedaży rękodzieła i dochód z turystów musi być sprawiedliwie dzielony. Strażnicy rezerwatu najlepiej wiedzą, która wyspa była ostatnio odwiedzana, która czeka na turystów, a która właśnie kogoś gości. Największe pływające wyspy to Toranipata, Huaca Huacani i Santa Maria. Przybijamy na Santa Maria. Wszystko jak wyreżyserowane. Kobiety stoją na brzegu i wykrzykują słowa powitania, my odpowiadamy. I tak z dziesięć razy. One pozdrawiają my odkrzykujemy coraz głośniej - w przypadku moim i Łukasza, bo od czasu do czasu lubimy trochę pobłaznować.
Potem zaczyna się turystyczny pokaz. Moderatorami są wszyscy członkowie wielopokoleniowej rodziny zamieszkującej siedlisko. Demonstrują budowę wyspy, zapraszają do swoich trzcinowych domów, w których każą się przebierać w ich ubrania, oferują zakup pamiątek (jakżeby inaczej, oczywiście nie jest to obowiązkowe, ale jak tu odmówić), Kobiety odśpiewują tradycyjne pieśni w języku Aymara,
pokazują jak wygląda czy raczej jak wyglądało wcześniej ich codzienne życie i ich codzienne obowiązki. Pokazują co jedzą. Złowione ryby i upolowane na Titicaca ptaki. Każą próbować totorę. Totora to właśnie ta uniwersalna w zastosowaniu trzcina znad jeziora. Teoretycznie jeść ją można, ale bywa to dość ryzykowne dla ludzi z podobną do naszej florą bakteryjną. Jada się jej dolną część. Totora ma słonawy smak, nic specjalnego, ale dla miejscowych stanowi typowy zapychacz jak dla nas chleb i ziemniaki, a dla ludzi na Dalekim Wschodzie ryż.
Nie wiem, może cały ten spektakl trwa ponad godzinę. To dość czasu aby poobserwować rzeczy na własną rękę. Przyjrzeć się twarzom tych ludzi, dostrzec co porabiają gdy nie są świadomi, że ich obserwujemy, Nazwa wysp pochodzi od Indian Uros. To oni pierwsi zaczęli je budować. W obawie przed Inkami i innymi wojowniczymi plemionami uciekli na jezioro. Wymyślili sposób, który zapewnił im bezpieczne i prawie niezmienione przetrwanie. Nikt z najeźdźców nie był zainteresowany zagarnięciem takich „terytoriów”. Prawie. Indianie Uros to była jednak zupełnie odmienna nacja. Różnili się od ludzi z lądu. Mieli dłuższe ramiona, nogi i czaszki. Podobno nigdy nie tonęli ani nie odczuwali chłodu.
Potem pojawili się Ajmarowie, Keczua i biali. Wszystko się wymieszało i miesza po dziś dzień. Obecnie na wyspach króluje język ajmara, a ostatniej czystej krwi Indianka Uro zmarła w 1959 r. Dawniej tubylcy żyli na naturalnych wyspach. A potem nauczyli się budować sztuczny ląd. Trzcina totora należy do wszystkich. Jest jej bardzo dużo wokół Uros. Od brzegu zagłębia się na dziesiątki kilometrów w głąb jeziora i bardzo szybko odrasta. Jej zasoby dla 2000 osób można uznać za niewyczerpywalne. Budowa wysepki trwa z reguły rok i kilka miesięcy. Wyspa powstaje przez układanie na siebie kolejnych warstw  totora. Łącznie grubość wszystkich warstw wynosi około 4 metry. Aby wyspa nie odpłynęła w nieznane, w dno jeziora wbijane są pale, spełniające rolę kotwicy. Dodatkowo zabezpiecza się je linami cumującymi, tymi o których ostatnio wspominałem. Co 15-20 dni mieszkańcy muszą kłaść nową trzcinową warstwę na wyspie, ponieważ  trzcina zaczyna gnić od spodu.
Kiedy zszedłem z łodzi na wyspę miałem wrażenie że cała się kołysze. Dryfowała na wodzie. Można to było wyraźnie odczuć. Niby ma się grunt pod stopami, ale przy każdym kroku to podłoże się kołysze i do tego stopy zapadają się w totorę co najmniej na kilkanaście centymetrów. Biegać się nie da. Mieszkańcy pływających wysp Uros tak naprawdę nie noszą, na co dzień kolorowych etnicznych strojów. Nie pływają też w łódkach z trzciny. Wszystko to jest robione na pokaz dla turystów. Pływają zwykłymi łodziami odwiedzając inne wysepki, łowiąc ryby czy wybierając się do Puno dla załatwienia poważniejszych spraw. Nowoczesność wkracza na całego. To już nie te czasy, o których czytałem wcześniej i które widziałem utrwalone na filmach podróżniczych sprzed 30 lat. Przemysł turystyczny i dopływający stąd pieniądz robi swoje. Kiedyś po zmroku używano tu lamp naftowych, a teraz każda zagroda ma swoje panele słoneczne. Zamontowali je na wyspach w 1994 r. Dziwnie to wszystko ze sobą komponuje.
Zagroda rodzinna na wszystkich wysepkach wygląda podobnie. Kilka trzcinowych chat mieszkalnych wokół głównego „placu”. Chatynki są naprawdę niewielkie. Aż trudno mi sobie wyobrazić jak można żyć w takich warunkach. W ciasnocie. Z dziećmi. Bo oni, choć żyją z turystów i dla turystów, to jednak żyją tu realnie. Na co dzień. Nie tak, że tylko dla pozoru, gdy pracują dla turystów. Poza tym trochę dalej, na innych wysepkach mieszkają jednak Ci którzy jak kiedyś, hołdują naturze i tradycjom, a ich głównym zajęciem jest rybołówstwo, myślistwo i zbieractwo. Tak, są jeszcze tacy podobno. Gdzieś dalej. Nie wiem gdzie. Ciasnotę budowli mieszkalnych łagodzą pomieszczenia gospodarcze pełniące rolę magazynu do wszystkiego. Stoi ich kilka pomiędzy zwykłymi chatami mieszkalnymi. Zwierząt gospodarskich nikt nie trzyma. Żadnych. Psów też nigdzie nie zauważyłem. Cały obszar siedliska jest niewielki. Może ma 400 m2. Więc wszędzie jest blisko. To tak jakby w dużym domu udać się do sąsiedniego pomieszczenia. Wszędzie jest ambona widokowa. Nie wiem czy obecnie ma ona jakieś praktyczne zastosowanie, czy jest jedynie elementem miejscowej tradycji. Wchodzę na nią aby wzrokiem ogarnąć okolicę. Cała się chwieje.
Na każdej z wysepek funkcjonuje uniwersalny sposób zarządzania. Każda rodzina po kolei ma prawo wyznaczyć na jeden rok prezydenta całej wyspy. Rolą takiego prezydenta jest dbanie o całą wyspę. Jest on jej zarządcą, ale jednocześnie odpowiada za naprawy i konserwacje wyspy, nadzoruje połowem ryb, obserwuje, czy wszystko biegnie zgodnie z tradycją. Kiedy nie spełnia swej roli, zostaje zdymisjonowany i zastąpiony kimś innym. Kolejną atrakcją zwiedzania Islas de los Uros jest rejs kolorową łodzią z trzciny. Przy naszej wysepce od samego początku czeka  żółto-czerwona karoca. Wyruszymy na sąsiednią wysepkę. Jakieś 20 minut żeglugi. Szefowa odcumowuje liny i czyniąc teatralne gesty krzyczy: Hasta la vista babe i macha nam na pożegnanie. Potem wszystkie kobiety śpiewają. Idiotyczne piosenki. Vamos a la playa. Kiedyś byłbym tym bardzo zażenowany, teraz tylko budzi to mój uśmiech. Podobno wszystkim śpiewają to samo. Czyli nawet wspólnie ustalają repertuar pożegnalny. Wszystko tu jest więc ustandaryzowane. Zero spontaniczności. Cóż, taki biznes, taka robota. Płyną z nami dzieciaki z wysepki. Ich śpiewy towarzyszą nam przez większość drogi.  Pod koniec przechodzą się po wycieczkowiczach i za te śpiewy kasują co łaska.
Sąsiednia wysepka jest większa. To chyba takie ich okoliczne centrum. Serwują tu nawet jedzenie. Jakieś bułki do których można zamówić inca cola. Możemy sobie wbić do paszportów okolicznościowe pieczątki. Za 1 sola. Na drugiej wysepce mamy jakieś pół godziny. A potem wsiadamy na nasz stateczek i wracamy do Puno. Cała impreza zamyka się w czterech godzinach. Warto? Nie wiem. Kiedyś będąc w Agrze z założenia opuściłem wizytę w Taj Mahal. A potem żałowałem.

najbliższe galerie:

 
Peru - Puno /Wyspy Uros
1pix użytkownik pipol odległość 0 km 1pix
Peru cz.  XIV - Wyspy Uros
1pix użytkownik wmp57 odległość 1 km 1pix
Peru (09) Wyspy Uros
1pix użytkownik raul odległość 1 km 1pix
Titicaca (w rejonie Puno)
1pix użytkownik doracz odległość 3 km 1pix
Peru - Wyspy Uros - film
1pix użytkownik filmdil odległość 5 km 1pix
Peru - Puno i okolice
1pix użytkownik filmdil odległość 6 km 1pix

komentarze do galerii (13):

 
pipol użytkownik pipol(wpisów:9089) dodano 16.02.2020 09:11

Na foto 18 aż mnie w brzuchu ścisnęło ;))))
pozdro

doracz użytkownik doracz(wpisów:1288) dodano 12.02.2020 11:43

Elu, dzięki za odwiedziny :)

surykatka użytkownik surykatka(wpisów:7357) dodano 10.02.2020 21:12

Może i cepelia, ale to jednak daje wyobrażenie jak ludzie żyli tam dawniej. Pływające wysepki same w sobie są ciekawe, ich konstrukcja i zagospodarowanie. Dobrze, gdy się z uśmiechem do tego podchodzi :)

doracz użytkownik doracz(wpisów:1288) dodano 09.02.2020 12:47

Magdaleno bardzo Ci dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie :)

doracz użytkownik doracz(wpisów:1288) dodano 09.02.2020 12:46

Artcze - dziękuję za wizytę. Niestety na Isla Taquile nie dotarłem, żałuję. Pozdrowienia dla Ciebie

doracz użytkownik doracz(wpisów:1288) dodano 09.02.2020 12:44

Elabb totora przede wszystkim :-) Dzięki za wizytę i pozdrawiam serdecznie :)

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3734) dodano 08.02.2020 10:53

Byłam na Taquile. Sprawdziłam czas robienia zdjęć. Odpływaliśmy stamtąd między 17 i 17.30. Wysp Uros nie obserwowałam chyba jednak w drodze powrotnej. Co ja robiłam w takim razie? Gadałam ze współtowarzyszami podróży?

artcze użytkownik artcze(wpisów:278) dodano 08.02.2020 10:29

Doracz, Magdalena nie wspominacie o Isla Taquile,nie popłyneliście tam? to co prawda nie jest pływająca wyspa ale przez pobyt tam wdłuż wysp Uros wraca się do Puno o zachodzie Słońca, wtedy na Uros nie ma już turystów i można się poprzyglądać jak oni normalnie żyją. Pozdrawiam

elabb użytkownik elabb(wpisów:27) dodano 05.02.2020 20:38

Wow ale kolorowy koszmarek :D Trudno mi sobie wyobrazić takie życie codzienne. Ciekawe czy są szczęśliwi mieszkańcy tej dziwacznej, odległej krainy. Jeszcze mnie zastanawia dieta tych dorodnych okrąglutkich babeczek ;-)

doracz użytkownik doracz(wpisów:1288) dodano 05.02.2020 11:28

Magdaleno, bardzo dziękuję za odwiedziny. Czyli jednak oferta odwiedzin na Uros jest zróżnicowana. Ja z kolei Himby wspominam o wiele lepiej niż Uros. Tylko, że tam jechaliśmy dodatkowo setki kilometrów w rejon Opuwo, aby uniknąć typowego skansenu. Tu teoretycznie też to jest możliwe, z tego co słyszałem. Podobno są wysepki rzadziej odwiedzane, można się umówić i zatrzymać się nawet na nocleg w takim miejscu. Tylko tu już trzeba działać bardzo indywidualnie. Wynająć prywatną łódkę i umówić się wcześniej. A to czego my byliśmy uczestnikami, to taki typowy tutejszy produkt turystyczny, prosty, w miarę tani, bez wow. Pozdrawiam serdecznie :)

doracz użytkownik doracz(wpisów:1288) dodano 05.02.2020 11:20

Achernar. To prawda. Mimo, że skansen to jednak warto było to zobaczyć. Dziekuję Ci za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie :)

magdalena użytkownik magdalena(wpisów:3734) dodano 05.02.2020 10:34

Na jakiejś innej wysepce byłam. Mniejszej. I nie było na niej ambony:-( Trzcinowa łódka, którą pływaliśmy po okolicy była znacznie skromniejsza niż Twoja żółto-czerwona karoca. Nie dobiliśmy do innej wysepki, tylko ptaków wśród trzcin wypatrywaliśmy. A może tylko ja wypatrywałam? Były jakieś łyski i perkozki. Tych pożegnalnych pieśni też nie pamiętam. Ale ponad dwa lata minęły i wspomnienia mogły się zatrzeć.
Trzeba traktować Uros jak skansen i wtedy zawód jest mniejszy. U Himba chyba było gorzej;-)
Pozdrawiam:-)

achernar-51 użytkownik achernar-51(wpisów:5702) dodano 04.02.2020 13:08

Cepelia, ale odmienna od naszej, więc zobaczyć na pewno warto. Swoją drogą, na turystycznych szlakach trudno spotkać ludzi, którzy żyją tak, jak ich przodkowie przed wiekami. I pewnie trudno od nich tego wymagać. Więc w dużej mierze jesteśmy skazani na tego typu widowiska, jak tu. Podobnie jest też i w innych częściach świata... Pozdrawiam. :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!