m s my mo ms
version_button
| rejestracja | przypomnienie hasła en pl
login: hasło:

zdjęcia w galerii (27):

 
Pętlę rozpoczęliśmy i zakończyliśmy w Fezie, gdzie wynajęliśmy samochód Fiat Palio.
Fez brama wejsciowa Bab Bou Jeloud (oni wymawiają to jakoś tak Bob Bezlud) jak się zapamięta tą wymowę ze specyficznym akcentem to bez trudu później można dopytać się o drogę. a położenie swojego hotelu należy zapamiętać względem tego (jednego z głównych ) wejścia. słynna garbarnia na przeciwległym krańcu miasta plac i fontanna przed muzeum sztuki i rzeźby, Place an-Nejjarine

dziedziniec medresy - szkoły koranicznej Volubilis jest miastem z największymi  oraz najlepiej zachowanymi pozostałościami po Imperium Rzymskim w Maroku.
najbardziej znane sa niesamowite mozaiki z II-III wieku. Rzymianie opuścili miasto około 285 r AD. Po upadku Cesarstwa, Berberowie zamieszkiwali miasto do XVIII wieku gdzie dopiero wtedy obtluczono marmury i wykorzystano je do budowy pałaców w Meknes. nie do wiary że to wszystko przetrwało do dzisiejszych czasów, pod gołym niebem tzn. wieksza część została odkopana spod zbocza góry, spod wysypiska śmieci późniejszych osad które powstały na tym terenie spędziliśmy tu cały dzień włócząc się po wszystkich alejkach kiedyś wielkiej metropolii
nocowaliśmy w Meknes, gdzie udało nam się zjeść najlepszą w Maroku kefta tajine , super smak, to jest taki mięsny tajin. . Już nigdzie więcej nie udało nam się dostać tak smacznego dania, chociaż próbowaliśmy w wielu miejscach.
placyk przed hotelem w Tetouan. Miasto w latach 1912-56 było stolicą protektoratu Hiszpanii
ładne miasteczko z wieloma uroczymi domkami w stylu hiszpańskim.
plaża miejska, opustoszała o tej porze roku, dla nich to już zima. Morze Śródziemne przed nami. droga Targa - El-Jebha wzdłuż wybrzeża , na wschód, dobrze by było się gdzieś wykąpać bo potem odjedziemy w głąb lądu, na południe widać jakieś dojście z klifu do morza więc spróbujemy kąpieli i coś zjemy w świeżym morskim powietrzu plaża z bliska okazała się kamienista ale kto by tam zwracał uwagę na takie drobiazgi techniczne woda zimna (no bo to listopad) ale nie przepuszczę żadnej okazji kąpieli w morzu, w którym jeszcze nie pływałem. A pływałem już we wszystkich oceanach oraz sporej części mórz światowych woziliśmy ze sobą chleb żeby dożywiać napotkane przy drodze zwierzątka, ale jakoś tak wychodziło że się to nie udawało bo albo za szybko jechałem albo zwierzątko było za daleko od drogi. w końcu sprzątnąłem samochód i wszystko zostało wyrzucone. i od razu , nagle, stoi osioł koło drogi i czeka na chleb. a tu pustka w bagażniku.
dojechaliśmy do Chefchaouen, miasta w górach Rif, słynnego z palenia kifu , swego rodzaju haszyszu. jest to stara tradycja północnego Maroka. Małe ilości można palić i jest to tolerowane. Nie wolno natomiast posiadać i przewozić żadnej ilości kifu. Większość sprzedawców jest informatorem policji i lepiej nie ryzykować. Chefchaouen jest celem wielu budget travellers czyli turystów szukających taniego zakwaterowania, taniego dobrego jedzenia i w ogóle wszystkiego co tanie. Tutaj można rozpocząć ciekawy treking. Wewnętrzna  klatka schodowa w tanim hoteliku. Chefchaouen (Szef Szu Łen) niebieskie miasto - pomału zapada zmrok, w głębi góra pasma Rif, i kolacyjka na tarasie hoteliku. wstaje dzień i pora wyjeżdżać z chłodnego górskiego miasta typowy krajobraz bardziej na południe, chwila odpoczynku po ucieczce przed ścigającymi nas sprzedawcami kifu - oni nie rezygnują tak łatwo. Skoro biały (na pewno Amerykanin) przyjechał tu to znaczy że chce coś kupić. A że mówi że go to nie interesuje to na pewno sprawa trudności w porozumiewaniu się więc niech daje dolary a towar wrzuca mu się przez okno do samochodu. (w odwrotnej kolejności). Na szczęście przewodnik ostrzega przed takimi metodami tak że nie zostaliśmy zaskoczeni. Ale gonili nas chyba ze 20 km. po wspinaczce krętą, wąską drogą (rewelacyjne widoki) ale trzeba bardzo uważać dojechaliśmy do Taza. Spaliśmy w hotelu bez ciepłej wody a rano wyruszyliśmy w Jebel Tazzeka Circuit. Przewodnik tak to opisuje „..the road it’s very narrow and twisty …”
i tą drogą dojechaliśmy do jaskini Gouffre Du Friouato , ładnej, głębokiej jaskini.
przydrożne drzewo z obdartą korą, robi się z niej hennę - znany środek do włosów Po powrocie do Fezu, oddajemy wynajęty samochód i nocnym, lokalnym autobusem jedziemy do Marrakesh-u. Autobus mamy około północy a hotel trzeba było zwolnić więc siedzimy sobie przed Bob Buzlud zabijając czas rozmowami z młodocianymi Marokańczykami na temat pucharu w piłce nożnej, Liverpoolu i Dudka na bramce. (2005r)
młodzieńcy zachwycają się czarodziejskimi ruchami Dudka w czasie obrony rzutów karnych.
dworzec autobusowy - harira - taka słynna miejscowa zupka. Dobry środek dopingujący przed  podróżą - jak znalazł na długą i męczącą wycieczkę,  nocą przez Maroko.

najbliższe galerie:

 
Fez
1pix użytkownik squbany_79 odległość 2 km 1pix
Marrakesz-Fez
1pix użytkownik janus odległość 2 km 1pix
Maroko.  Fez cz. I
1pix użytkownik strabsenfilm odległość 2 km 1pix
Fez (Maroko)
1pix użytkownik romario odległość 2 km 1pix
FEZ (MAROKO)  - Royal Palace  (Dar el Makhzen) I MELLAH
1pix użytkownik afrodyta odległość 2 km 1pix
Maroko,  wrzesień 2015r - cz.  I
1pix użytkownik satan odległość 3 km 1pix

komentarze do galerii (1):

 
janus użytkownik janus(wpisów:13) dodano 23.01.2010 15:33

to jest sztuka

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Jeśli nie jesteś członkiem społeczności, przyłącz się!